Rozdział 1: Pomysł na prezent
W pewnym zielonym lesie, pełnym promieni słońca i świergotu ptaków, mieszkała mała, puszysta istota o fiołkowych uszkach i ogonie zakończonym srebrnym piórkiem. Miała na imię Fibi i była znana z szerokiego uśmiechu oraz głowy pełnej pomysłów. Dziś obudziła się wcześniej niż zwykle – wiedziała, że to bardzo ważny dzień.
To była Niedziela Ojca! Każde stworzenie w lesie planowało, jak uczcić swojego tatę. Fibi, zawsze pełna energii, zeskoczyła z łóżka i zawołała: „Dziś zrobię coś naprawdę wyjątkowego dla taty!” Jej pokój wyglądał jak małe laboratorium – wszędzie kolorowe kartki, brokat, kawałki kory i szyszki.
Wiedziała, że tata nie czeka na wielkie prezenty. Kochał, kiedy Fibi robiła coś własnoręcznie. Fibi postanowiła, że stworzy dla taty Kosmiczną Kartkę Pełną Miłości, taką, jakiej jeszcze nikt nie widział. Zastanawiała się chwilę: „Czym zaskoczę tatę? Jak sprawię, by poczuł się naprawdę kochany?” I już wiedziała – kartka miała mieć gwiazdy, planety i wielki napis: „Kochamy cię aż do gwiazd!”
Rozdział 2: Gromadzenie skarbów
Fibi zarzuciła swój fioletowy plecak i ruszyła do lasu na poszukiwania idealnych materiałów. Po drodze spotkała jeża Borka, który właśnie toczył do swojej norki żołędzia.
„Co tam, Fibi?” – zapytał Borys.
„Szukam czegoś gwiezdnego do mojego prezentu dla taty!” – odparła Fibi z przejęciem, zerkając na błyszczące krople rosy na listkach.
Borys zamyślił się i wskazał łapką na omszały pień: „Może użyjesz tych lśniących kamyczków? Wyglądają jak miniaturowe planety!”
Fibi podziękowała i szybko zapakowała kilka w plecak. Wkrótce znalazła stare pióro sowy, które zamierzała zamienić w pędzel, oraz fragment pajęczyny, połyskującej jak gwiezdny pył. Kiedy wracała do domu, czuła, jak jej ogon radośnie drży z podekscytowania. Była gotowa do pracy!
Rozdział 3: Twórcze zamieszanie
W domku Fibi zapanował lekki twórczy chaos. Na stole leżały kamyczki, piórko, kawałki kory, a nawet kilka płatków kwiatów. Fibi nie zrażała się bałaganem – dobrze wiedziała, że z tego zamieszania powstaje coś magicznego.
Zaczęła malować kartkę, używając pióra sowy jako pędzla. Każde pociągnięcie zamieniało się w wirującą galaktykę lub błyszczącą kometę. Przyklejała kamyczki i fragment pajęczyny, aż jej kartka wyglądała jak kawałek nocnego nieba.
Gdy nadszedł czas na napis, Fibi zamyśliła się. Wzięła do łapki kolorowy flamaster i z powagą, lecz z uśmiechem, napisała: „Kochamy cię aż do gwiazd!” Była dumna, a jej serce wypełniła ciepła, miękka radość, jakby właśnie przytuliła cały świat.
Rozdział 4: Dzień Taty pełen niespodzianek
Rankiem Fibi wstała wcześniej niż tata. Ustawiła swoją kartkę na środku stołu, obok filiżanki ze świeżo zerwanym rumiankiem. Kiedy tata w końcu wszedł do kuchni, przecierał oczy i mruczał coś pod nosem.
Fibi ukryła się za zasłoną i obserwowała, jak tata podchodzi do stołu. Wziął kartkę do łapy i przeczytał napis: „Kochamy cię aż do gwiazd!”
Uśmiech pojawił się na jego pyszczku, a oczy zabłysły jak latarnie. Tata odwrócił się i zawołał: „Fibi, to dla mnie?”
Fibi, nie wytrzymując dłużej, wyskoczyła zza zasłony i przytuliła tatę tak mocno, jak tylko potrafiła. „Dla ciebie! Bo jesteś najlepszym tatą na świecie!” powiedziała, a tata zaśmiał się głośno.
Razem spędzili cały ranek: pili ziołową herbatę, opowiadali sobie śmieszne historie i wspominali szalone leśne przygody.
Rozdział 5: Małe gesty, wielka radość
Resztę dnia Fibi i jej tata spędzili, robiąc sobie drobne niespodzianki. Tata upiekł dla Fibi jej ulubione leśne placuszki z jagodami i orzechami, a Fibi ułożyła z szyszek na podwórku wielkie serce.
Po południu przyszli też inni mieszkańcy lasu, każdy z własną małą niespodzianką dla swojego taty. Cała polana rozbrzmiewała śmiechem, a powietrze pachniało świeżym ciastem i fiołkami.
Gdy zmierzchało i niebo rozświetliły pierwsze gwiazdy, Fibi wspięła się tacie na kolana i mocno go objęła. Chwilę patrzyli razem w górę, w tę samą stronę, gdzie na kartce Fibi świeciły papierowe planety.
Wtedy, w cichym blasku kończącego się dnia, Fibi nachyliła się i szepnęła tacie do ucha: „Wszystkiego najlepszego...”