Rozgrzewka świateł
W cyrku „Błyszcząca Marchewka” pachniało popcornem z miodem i świeżą farbą do dekoracji. Za kulisami biegały zwierzęta w śmiesznych czapkach, a nad areną wisiały lampy jak wielkie, okrągłe księżyce.
Głównym mistrzem lampek był królik o imieniu Fikołek. Nosił kamizelkę w paski i mały pasek z kieszonkami na kolorowe żarówki. Kiedy szedł, jego uszy kiwały się jak dwa metronomy.
„Uwaga, próba świateł!” zawołał Fikołek i wskoczył na drabinkę. „Czerwone… zielone… niebieskie… O, nie! Niebieskie mruga jakby mrugało do mnie!”
Z dołu odezwał się łagodny głos:
„To nie lampa mruga do ciebie, tylko ty do lampy.” To był Pędzelek, dobroduszny makijażysta. Był szopem praczem, zawsze czystym, zawsze uśmiechniętym, z pędzlami wetkniętymi za ucho.
„Ja? Do lampy?” Fikołek prychnął. „Przecież ja jestem poważny jak… jak… marchewka w lodówce!”
Pędzelek roześmiał się cichutko. „Marchewka w lodówce też bywa wesoła. Jak ją wyjmiesz, to robi ‘chrup!'.”
Fikołek zamrugał. „Chrup?” I już czuł, że w brzuchu coś mu skacze. Ale teraz nie było czasu na skakanie, bo wieczorny występ miał się zacząć.
Zza zasłony wychylił się mały piesek cyrkowy, pudel w cekinach. „Fikołku! Reflektor numer trzy świeci prosto w moje pompony! Będę wyglądać jak… jak oślepiona gąbka!”
„Spokojnie!” Fikołek zsunął się z drabinki. „Reflektor trzy będzie grzeczny. Ja mu zaraz wytłumaczę.”
Pędzelek szturchnął go łapką. „Tylko nie strasz reflektora. One są wrażliwe.”
„Ja? Straszny?” Fikołek wypiął pierś. „Jestem miękki. Najmiększy. Nawet moje ‘nie' jest puszyste.”
Za kulisami i wąsy z brokatu
Zanim Fikołek dotarł do reflektora numer trzy, Pędzelek zatrzymał go przy swoim stoliku. Na blacie leżały słoiczki z brokatem, kredki do wąsów, gąbki i lusterko, w którym odbijały się tylko oczy, bo reszta była zasypana konfetti.
„Fikołku, masz na nosie odcisk od żarówki,” powiedział Pędzelek z troską.
„To nie odcisk, to znak fachowca,” burknął królik, ale dał się posadzić na stołku.
Pędzelek przyłożył pędzelek do jego pyszczka. „Zrobię ci małą błyszczącą kropkę. Będziesz wyglądał jak gwiazda techniki.”
„Gwiazd… techniki?” Fikołek uniósł brwi. „Czy gwiazdy techniki dostają dodatkową porcję marchewkowych chipsów?”
„Oczywiście,” odparł Pędzelek z powagą tak wielką, że aż śmieszną. „I jeszcze brawa od lamp.”
Fikołek parsknął. „Brawa od lamp? One nie mają łap!”
„To klaszczą światłem,” wyjaśnił Pędzelek i zrobił „pyk!” włączając małą lampkę na stoliku. Lampka zamrugała dwa razy jakby mówiła: „brawo, brawo”.
Fikołek próbował być poważny, ale wąsy mu drgnęły. „Dobrze, dobrze. Wracam do pracy.”
Wtedy obok przebiegła koza akrobatka na szczudłach. „Kto widział moją czapkę z piórkiem? Bez niej robię salta smutno!”
Z tyłu odezwała się papuga konferansjerka: „Czapka uciekła w lewo! A lewo to dziś… prawa strona!” Papuga zawsze myliła strony i robiła to z dumą.
„W takim razie sprawdzę reflektory i strony naraz,” westchnął Fikołek. „To będzie występ nie tylko cyrkowy, ale i… geograficzny.”
Kontrolowana burza śmiechu
Fikołek stanął przy tablicy sterowania światłem. Były tam guziki w różnych kształtach: marchewki, gwiazdki, kółka i jeden guzik w kształcie ogórka, którego nikt nie rozumiał.
„Reflektor trzy, bądź grzeczny,” mruknął i przekręcił pokrętło.
Reflektor posłusznie przesunął snop światła… prosto na wielką, nadmuchaną kulę do żonglerki, która stała za kulisami. Kula nagle rozbłysła jak słońce i zaczęła wyglądać jak gigantyczne jajko.
„O nie,” wyszeptał Fikołek. „Teraz wszyscy pomyślą, że mamy w cyrku kosmicznego kurczaka!”
„Kosmiczny kurczak!” krzyknęła papuga z zachwytem. „Proszę państwa! Zaraz wykluje się numer specjalny!”
Zwierzęta spojrzały na kulę, potem na Fikołka. Pudel w cekinach zadrżał… ale nie ze strachu, tylko ze śmiechu. „Hihihi! Kurczak!”
Koza na szczudłach dodała: „Jeśli to kurczak, to ja jestem latającą kapustą!”
I wtedy Fikołek poczuł, że w środku coś mu pęka jak balonik, tylko zamiast powietrza wyskakuje śmiech. Najpierw cichy: „hy… hy…” Potem głośniejszy: „hihihi!” A potem już prawdziwa, kontrolowana burza śmiechu.
„Nie mogę! Kosmiczny… kurczak!” Fikołek śmiał się, ale jednocześnie trzymał rękę na pokrętle, żeby światło nie wpadło na arenę w złym momencie.
Pędzelek podbiegł i przytrzymał tablicę, żeby nic się nie przewróciło. „Oddychaj, Fikołku. Śmiej się, ale jak mistrz.”
„Ja jestem… mistrz… śmiechu!” wykrztusił królik, a jego uszy podskakiwały jak sprężynki.
„Dobrze!” Pędzelek podał mu chusteczkę z narysowaną buźką. „Wytrzyj łzy, bo zrobisz kałużę i reflektor się poślizgnie.”
Fikołek próbował powstrzymać chichot. „Niech się tylko nie wykluje… ha!… pisklę!”
„Spokojnie,” powiedział Pędzelek. „Zrobimy z tego numer. Ty ustawisz światło tak, jakby to było zamierzone.”
Papuga już trajkotała do mikrofonu zza kurtyny: „A teraz, drogie zwierzęta i bardzo grzeczne myszy na widowni, witamy… Jajo Blasku!”
Fikołek śmiał się jeszcze trochę, ale już jak prawdziwy fachowiec: krótkie „hih!”, przerwa, „hih!”, przerwa. „Dobrze. Jajo Blasku dostanie swoje światło. Reflektor trzy, świeć delikatnie, jakbyś głaskał.”
Reflektor posłuchał. Snop światła zmiękł i zrobił się złoty. Kula wyglądała teraz jak bajkowy księżyc.
„O!” pisnęła koza. „To nawet piękne!”
„Piękne i śmieszne!” dodał pudel. „Idealnie!”
Brawa, marchewki i szczęśliwa cisza
Występ ruszył. Na arenie żonglowały wydry, koty kręciły hula-hop, a „Jajo Blasku” toczyło się powoli jak ważny gość. Papuga opowiadała: „To jajo jest tak mądre, że zna wszystkie strony naraz!”
Fikołek zza kulis prowadził światła jak dyrygent. Raz robił niebieską falę, raz czerwony błysk, a kiedy Pędzelek mrugnął do niego z uśmiechem, Fikołek posłał mu żółte „brawo” z małego reflektorka.
Po numerze kula wróciła na swoje miejsce, a zwierzęta schodziły z areny rozbawione i dumne.
Pędzelek podał Fikołkowi paczuszkę. „Dla gwiazdy techniki. Marchewkowe chipsy. I… mały brokat do kieszeni, żeby ci przypominał o śmiechu.”
Fikołek chrupnął chipsa. „Chrup! No proszę. Marchewka w lodówce miała rację.”
„To ty miałeś rację,” poprawił Pędzelek. „Humor ratuje sytuację, nawet gdy reflektor robi z kuli jajko.”
Fikołek spojrzał na tablicę sterowania. Wszystkie lampy świeciły spokojnie, jakby też się uśmiechały.
Z widowni dochodziły ostatnie brawa, potem kroki, potem szelest kurtyny. Cyrk powoli zasypiał w miękkim świetle.
„Słyszysz?” szepnął Pędzelek.
„Co?” Fikołek przestał nawet chrupać.
„To,” powiedział Pędzelek. „Ten moment po śmiechu, po brawach… kiedy wszystko jest dobrze.”
Fikołek kiwnął głową. Zgasili ostatnią lampę, zostawiając tylko maleńką iskierkę przy wyjściu.
I zapadła szczęśliwa cisza.