Rozplątana nitka
W cyrku „Trąbka i Chmurka” panowała poranna wrzawa. Stoły z gawędziarskimi kapeluszami skrzypiały, balony mrugały kolorami, a z górnej liny ktoś nucił piosenkę na jedną nutę. Pośród tego zgiełku mieszkał Mały Królik — biały, z różowymi łapkami i wielkim sercem. Miał imię, które wszyscy w cyrku znali: Pufek.
Pufek właśnie naprawiał swoją ulubioną nitkę. Nie była to zwykła nitka — to była nitka szczęścia, cienka jak promyk słońca i mocniejsza niż myśleli. Pufek potrzebował jej do swojego numeru: wisiał na niej, robił piruety i opowiadał publiczności żarty z nosem. Tego poranka nitka miała małą dziurkę — zadzierzgniętą pętelkę, która groziła okrutnym "puuf!" i upadkiem konfetti. Pufek skręcił język w skupioną minę i powiedział do siebie:
„Tylko trochę zszyję, nic się nie stanie. Mam igłę i trochę waty od pluszaka, dam radę!”
Zabrał igłę, ale igła była uparta i wcale nie chciała wejść w nitkę. Pufek dmuchnął, pstryknął paluchem, a igła jak na złość poplątała się z guzikiem kapelusza klauna. Na szczęście obok przemaszerował Miś Akrobata, który natychmiast zaoferował pomoc.
„Daj tu, mały śpiochu,” rzekł Miś i machnął łapą. „Umiem wiązać supełki dwoma palcami i trzodziem oczkiem.”
Pufek uśmiechnął się szeroko. „Dziękuję! Ale najpierw... zbieram uśmiechy!”
„Zbierasz uśmiechy?” — zdziwił się Miś.
„Tak! Zbieram uśmiechy i puszczam je potem w pokazie jako małe gwiazdki.” Pufek pokazał naszyjnik zrobiony z małych papierowych buziek. „Wczoraj znalazłem cztery: jeden od klauna, dwa od świateł i jeden od turkota kotła.”
Miś zaśmiał się i pomógł rozplątać igłę. Gdy nitka została sklejona, Pufek zawiesił ją na haczyku i zrobił mały skok próbny. Wszystko było w porządku. Królik podniósł wzrok i zauważył, że w kąciku stoi Pan Kontroler — pan z okrągłym brzuszkiem, w cylindrze i z notesem. Był uśmiechnięty, ale zawsze wyglądał poważnie, jakby liczył wszystkie gwiazdy na niebie.
„Bilety proszę!” — zawołał Pan Kontroler, ale widząc Pufka, zmarszczył się tylko lekko. „I proszę oddać papierek od buzi! W cyrku nie wolno trzymać uśmiechów bez pozwolenia.”
„Oczywiście, panie Kontrolerze!” — odpowiedział Pufek i podał mu małą buzię z naszyjnika. Pan Kontroler przyjrzał się drobiazgowo, po czym kiwnął głową. „No dobrze. Jeden uśmiech można mieć. Ale proszę nie chować wzroków.”
Pufek skinął i schował ostatnią buźkę do kieszeni. Wyszedł na scenę, gotowy do prób. Gdy robił przewrót, z tylnego rzędu wysunęła się Wróżka Świateł — mała myszka z lampką. Mrugnęła do niego i rzuciła w powietrze migoczące punkciki. Pufek złapał je w palce i dodał do swojego skarbca uśmiechów.
„Kiedy zbierasz uśmiechy, pamiętaj także o puszczaniu ich dalej,” poradziła Wróżka. „Uśmiechy rosną, jak się je dzieli.”
Pufek zapisał tę radę w pamięci i w portfelu z papierków. Radość w cyrku rozchodziła się jak ciasto na patyku.
Zbieracz uśmiechów
Po próbach Pufek postanowił, że zrobi wielką akcję: zbierze jak najwięcej uśmiechów i mrugnięć przed wieczornym przedstawieniem. Wyruszył przez kulisy, niosąc pomocniczy koszyk. Najpierw zatrzymał się przy Stoisku Popcornu, gdzie Pani Popcornowa śpiewała piosenkę o solonym i słodkim.
„Poproszę uśmiech do małego pudełka,” poprosił Pufek.
Pani Popcornowa uśmiechnęła się takim uśmiechem, że z jej zębów spadła jedna ziarno popcornu. Pufek schwycił je i zawiązał w papierową buźkę, dodając do koszyka. „Dziękuję! Twoje uśmiechy będą latać dziś wieczorem,” powiedział z dumą.
W krawędzi zaplecza stał również Pan Linoskocz — długi jak parasol i zawsze ubrany w skarpetki w kropki. Pufek poprosił go o mrugnięcie i Pan Linoskocz zrobił najmocniejsze mrugnięcie, jakie widziano w cyrku. Mrugnięcie było tak wielkie, że spadło z niego małe gwiezdne plecionki. Pufek złapał je, zapakował w maleńkie pudełko i włożył do koszyka.
W międzyczasie pojawił się Pan Kontroler. Tym razem trzymał w dłoni kilka biletów i kartkę z planem siedzeń.
„Kontrola uśmiechów nadal obowiązuje,” rzekł poważnie, ale jego oczy zaświeciły się wesoło. „Czy masz pozwolenie na taką kolekcję?”
„Mam słowo,” odpowiedział Pufek uprzejmie. „A pan ma... może jedno mrugnięcie w zamian?”
Pan Kontroler spojrzał na niego przez okulary i publiczność jeszcze raz. Potem nagle uśmiechnął się szeroko i mrugnął tak lekko, że z jego wąsów wyskoczył mały konfetti-wąż. Pufek klasnął w łapki ze szczęścia i dodał mrugnięcie do zbioru.
„Tym razem odpuszczę zapisy,” powiedział Pan Kontroler z ukosa. „Ale proszę nie wychodzić bez biletu.”
Pufek zrobił głupią minę, jaką znał tylko on, i obiecał, że będzie pilnował.
Kiedy biegł dalej, usłyszał nagle ciche chichoty za kotarą. Była to para małych papug, które ćwiczyły nowe żarty. Pufek podszedł i podarował im jedną z papierowych buziek. W zamian papugi dały mu trzy mrugnięcia i jeden żart: „Dlaczego klaun wszedł do koszyka? Bo szukał swojego uśmiechu!”
Pufek roześmiał się tak głośno, że echo przyniosło jeszcze jeden uśmiech z kurtyny. Jego koszyk puchł jak rogalik serowy.
Awantura z fujarką
Nie wszystko szło jednak jak po maśle. Przy orkiestrze zaczęła się mała awantura. Tata Wille — trębacz o wielkim sercu — zgubił swoją fujarkę. Bez fujarki rytmy nie szumiały, a publiczność mogła zacząć wiercić się na krzesłach. Pufek, który uwielbiał, gdy wszystko gra, natychmiast zaoferował pomoc.
„Nie martw się, Tata Wille! Poszukamy jej razem!” — zawołał.
Zaczęli szukać. Przeszukali pudła z rekwizytami, kapelusze i kotniki. W końcu wpadli na pomysł, żeby poszukać fujarki tam, gdzie najwięcej chichota — w szkolce klaunów. Okazało się, że najmłodszy klaun użył fujarki jako dziszka do marchewki, bo myślał, że to instrument warzywny. Klaun przyznał się z rumieńcem na nosie.
„Przepraszam, Tata Wille!” — powiedział mały klaun i oddał instrument.
Tata Wille wpadł w taką radość, że zagrał improwizowaną melodię — tak skoczną, że kilka uśmiechów spontanicznie wyskoczyło z kieszeni i wskoczyło z powrotem do koszyka Pufka. Pufek dziękował grubym nutom, a muzyka napełniła powietrze zapachem waty cukrowej.
Po tym incydencie Pufek zauważył, że koszyk zrobił się ciężki. Zajrzał do środka i zobaczył ocean maleńkich uśmiechów, mrugnięć i konfetti-węży. Wszystko pachniało radością.
„Mam wystarczająco dużo!” — pomyślał. „Teraz czas na wielkie puszczenie ich w pokazie!”
Złapał za koronę swojego kapeluszka i pobiegł do garderoby, gdzie czekały kostiumy i poprawki. Tam przebrał się w błękitną kamizelkę z kieszonkami na uśmiechy i zapakował wszystko ostrożnie do eleganckiego pudełka.
Wielkie przedstawienie
Wieczór nadszedł. Lampy zapaliły gwiazdy nad areną, a publiczność szeptała z ciekawością. Pufek stał za kurtyną, trzymając pudełko uśmiechów. O losie! Był trochę zdenerwowany, ale serce miał miękkie jak piernik. Po drugiej stronie sceny Pan Kontroler sprzedawał ostatnie bilety, od czasu do czasu mrugając do wybranych widzów.
Na znak trębacza Pufek wyskoczył na środek. Zrobił kilka piruetów, udał, że zgubił ćwiek w butie, a publiczność śmiała się serdecznie. W pewnym momencie Pufek zatrzymał się i powiedział:
„Drodzy widzowie! Mam dziś coś specjalnego. Zbieram uśmiechy przez cały dzień, a teraz chciałbym je puścić w powietrze, żeby każdy mógł poczuć trochę radości.”
Kilkoro dzieci zaczęło szeptać, a klauni przytupnęli z ciekawości. Pufek otworzył pudełko i wysypał uśmiechy. Z początku były tylko papierowe buźki, ale kiedy wiatr sceniczny je musnął, zamieniły się w małe, migoczące gwiazdki. Gwiazdeczki tańczyły nad głowami widzów, delikatnie muskając policzki i zostawiając tam ciepło i lekkie łaskotki.
Widzowie zaczęli się uśmiechać jeszcze szerzej. Dzieci śmiały się od ucha do ucha, a dorośli odkryli, że coś w ich oczach błyszczy inaczej. Pan Kontroler znów wyskoczył na scenę, tym razem bez notesu, i przyłączył się do tańca. „To jest dokładnie to, co powinien robić kontroler!” — zaśmiał się i pomógł rozrzucić kilka konfetti-węży.
Wtedy nastąpił niespodziewany moment: jedna z gwiazdek zabłądziła i wpadła za kurtynę, gdzie mieszkała stara Ptasia Skrzynka. Pufek pobiegł ją odzyskać. W ciemnym zakamarku znalazł maleńkie stworzonko, które bało się głośnych oklasków. Pufek uklęknął obok i powiedział cichutko:
„Nie bój się. To tylko uśmiech. Możesz go trzymać przez chwilę, a potem oddasz dalej.”
Ptasia Skrzynka rozprostowała skrzydełko i delikatnie przytuliła gwiazdkę. Z jej oczek wylazł mały, miękki śmiech, który zaprzyjaźnił się z innymi dźwiękami cyrku. Pufek pomógł jej wrócić na widownię i wsadził jej uśmiech z powrotem w powietrze. Publiczność klasnęła, a światło zrobiło się jeszcze cieplejsze.
Na koniec przedstawienia Pufek wraz z całą trupą zatańczył wielki finał. Wokoło latały uśmiechy, mrugnięcia i konfetti-węże. Pan Kontroler wpuścił zaskórka ostatnie biletowe mrugnięcie prosto w tłum, a dzieci śpiewały piosenkę o marchewkach i trąbkach.
Po burzy oklasków Pufek ukląkł i zebrał wszystko, co zostało na ziemi — parę mrugnięć, kilka papierowych buziek i małe wężyki konfetti. W jego rękach zrobiła się z tego radosna gromadka, która mieniła się jak skarby.
Schowanie bukietu
Gdy kurtyna opadła, wszyscy zaczęli się żegnać. Pan Kontroler rozdawał ostatnie uśmiechy za bilety, a Wróżka Świateł zapalała małe latarenki, by każdy mógł znaleźć drogę do domu. Pufek wiedział, że ma jedno zadanie: schować bukiet konfetti.
Bukiet nie był zwykły. Składał się z małych pasków papieru, każda pamiątka przypominała jedno spojrzenie, jedną łaskotkę i jedną chwileczkę szczęścia. Pufek delikatnie zwinął je w rozetkę i przytulił do serca.
„Musimy go schować, żeby jutro mógł znów rozkwitnąć,” powiedział do siebie. Wiedział, że bukiet trafi na miejsce, które zna tylko on — do starej szkatułki przy fortepianie, gdzie każdy skarb czekał na swoje następne wystawienie.
Przed odłożeniem bukietu odwiedził jeszcze Pan Kontroler. Ten wyjął z kieszeni małą notatkę i podał Pufkowi.
„Zostawiłem tu miejsce na nową kolekcję,” rzekł. „Twoje uśmiechy były dziś genialne. Ale pamiętaj — trzymaj je blisko serca.”
Pufek przytulił notatkę i schował bukiet do szkatułki. Zamknął wieczko delikatnie, jakby układał do snu maleńkie gwiazdki. Szkatułka zamruczała cicho, jak stary miś, i przyjęła bukiet z miłością.
Gdy wszyscy wychodzili, w cyrku pozostała tylko cisza i kilka ostatnich świateł. Pufek wyszedł na zewnątrz i spojrzał na nocne niebo. Gwiazdy wydawały się mrugać mu na pożegnanie — jakby też zbierały uśmiechy.
„Do jutra,” szepnął Pufek. „Zrobię nowe zbiórki, złapię nowe mrugnięcia i schowam więcej bukietów.”
I tak Mały Królik wrócił do swojej klatki, uśmiechnięty i spokojny. W głowie miał jeszcze echo śmiechu, a w sercu miękkość bukietu. Gdy zamknął oczy, zobaczył, jak papierowe buźki tańczą nad sceną, a Pan Kontroler śpi z kapeluszem na kolanach, trzymając bilet z wpisanym słowem: „Szczęście.”
Noc upływała spokojnie, a bukiet z konfetti leżał bezpiecznie w szkatułce, gotowy, by znów rozkwitnąć następnego dnia — bo w cyrku każdy uśmiech miał swoje miejsce i swoją drogę do serca.