Trwa ładowanie...
Wielki zły wilk 11-12 lat Czytanie 14 min.

Krąg dłoni i pytanie: kto tam?

Hania idzie przez las do chorej babci, gdzie spotyka przebiegłego wilka próbującego ją zwieść. Dzięki uważności, pytaniom i wsparciu innych dzieci staje przed trudnym wyborem.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

12‑letnia Hania, skoncentrowana i lekko drżąca, z brązowymi warkoczami i prostym czerwonym płaszczem, cofa rękę od drewnianej klamki, patrząc w szczelinę drzwi; przez szybę widać staruszkę (ok. 70 lat), bladą, z siwymi włosami w koku, związana lecz przytomna, leżącą w kącie chaty; pod drzwiami i przez szybę rysuje się cień dużego czarnego wilka o błyszczącym futrze i żółtych oczach, naśladującego słodki głos, ale z groźnym wyrazem; w tle na polanie grupa dzieci (8–12 lat) trzyma się za ręce na skraju lasu, patrząc na chatę; noc, wilgotna, srebrny księżyc podkreśla sylwetki, mech na progu i krople deszczu; główny moment: napięcie gdy Hania jest gotowa przekręcić klamkę, a cień wilka próbuje podszyć się pod głos babci, kontrast ciepłego wnętrza i zimnego cienia. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1

W lesie, gdzie sosny stały jak czarne świece, a mgła przewracała się leniwie z boku na bok, mieszkała dwunastoletnia dziewczynka o imieniu Hania. Miała oczy czujne jak dwa guziki przy płaszczu i rozum ostry jak nożyk do jabłek. Babcia mówiła, że Hania widzi więcej niż inni, bo nie patrzy tylko na ścieżkę, lecz i na cienie, które ją pilnują.

Tamtego wieczoru wiatr drapał gałęzie, jakby szukał klamki do nieba. Hania siedziała przy oknie w małej chacie na skraju boru i słuchała, jak deszcz stuka w szybę. Każde „stuk, stuk” brzmiało jak pytanie, na które nikt nie odpowiada.

— Haniu — odezwała się mama, zawijając chleb w lnianą ściereczkę — jutro zaniesiesz babci koszyk. Droga jest prosta, ale las bywa kręty w głowie.

Hania kiwnęła głową. Znała tę drogę. Znała też opowieści. O wilku, który nie jadł tylko mięsa, ale i strachu. O wilku, co potrafił mówić tak miękko, że słowa robiły się jak masło na gorącej kromce.

Babcia, zanim zasnęła, powtarzała Hani jedną rzecz, jak zaklęcie:

— Zanim otworzysz drzwi, pytaj: „Kto tam?” Zawsze. Nawet jeśli głos jest znajomy. Głos to maska, Haniu.

Hania umiała pytać. Tylko… jakoś nigdy nie musiała pytać naprawdę. Aż do teraz.

Rozdział 2

Nazajutrz las pachniał mokrą korą i grzybami, które chowały się jak sekrety pod liśćmi. Hania szła pewnie, a koszyk bujał się u jej boku jak spokojny księżyc.

Po chwili usłyszała szept. Nie zwykły szept, ale taki, który wpełza do ucha jak zimny dym.

— Haaaaniu…

Z krzaków wysunął się wilk. Wielki. Czarny jak rozlane atramentowe jezioro. Oczy miał żółte, jakby ktoś w nich zapalił dwie małe lampki. Uśmiechał się jednak grzecznie, aż za grzecznie.

Hania zatrzymała się, ale nie cofnęła. Serce miała w gardle, jakby chciało uciec samo, lecz ona trzymała je myślą za rękę.

— Dzień dobry — powiedziała, bo mama uczyła, że uprzejmość to latarnia, nawet w ciemności.

— Dzień dobry, mała wędrowniczko — wilk skłonił łeb. — Dokąd idziesz z takim pięknym koszykiem?

Hania poczuła, że to pytanie jest haczykiem. A koszyk — przynętą.

— Do babci — odpowiedziała. — Jest chora.

Wilk westchnął teatralnie, jakby choroba babci była dla niego największym smutkiem świata.

— Ach, biedna babcia. A czy wiesz, że przy potoku rosną kwiaty jak małe słońca? Gdybyś zebrała kilka, babci byłoby lżej na sercu.

Hania spojrzała na ścieżkę. Potem na wilka. Potem znowu na ścieżkę. W głowie miała babcine słowa: „Głos to maska”. Wilk miał głos aksamitny, ale w aksamicie można ukryć ostrze.

— Może innym razem — odparła. — Babcia czeka.

Wilk zmrużył oczy. Na sekundę uśmiech pękł jak cienki lód, a spod spodu wychyliło się coś ciemnego. Jednak zaraz znowu był grzeczny.

— Jak chcesz. Tylko pamiętaj, las lubi tych, którzy się rozglądają.

Hania szła dalej, a jej krok był równy, choć w środku wszystko drżało jak struna. Po kilku minutach obejrzała się. Wilka już nie było.

Ale las nagle stał się cichszy. Za cichy.

Rozdział 3

Po drodze Hania zobaczyła coś niezwykłego. Na polanie stała grupa dzieci z pobliskiej wioski: pięcioro, może sześcioro. Trzymali się za ręce tak mocno, jakby byli jednym długim, żywym węzłem. Na środku, między nimi, leżał kosz z jabłkami.

— Haniu! — zawołała Basia, najstarsza z nich. — Chodź z nami. Tak bezpieczniej.

Dzieci patrzyły na las z powagą, jakby wiedziały, że ciemność ma uszy. Hania podeszła, czując ulgę jak ciepły koc na ramionach.

— Dlaczego stoicie tak… związani? — zapytała.

Basia uniosła splecione dłonie.

— Bo wilk krąży. Wczoraj ktoś słyszał go przy młynie. A babcia mojego brata mówi: „Wilk nie wejdzie tam, gdzie ludzie tworzą krąg”. Gdy trzymamy się za ręce, jesteśmy jak płot, tylko że z serc.

Młodszy chłopiec prychnął.

— I wilk się boi, bo nie wie, którego ugryźć.

Hania uśmiechnęła się krótko. Humor był jak zapałka: mały, ale rozjaśnia.

— A ja idę do babci. Sama.

Basia ścisnęła jej dłoń.

— Możemy odprowadzić cię kawałek.

Hania już miała powiedzieć „tak”, lecz w tej samej chwili w krzakach zaszeleściło. Ktoś, a raczej coś, było blisko. Dzieci zacieśniły krąg, ramiona im stwardniały.

Z ciemniejszej części lasu wynurzył się wilk. Tym razem nie podchodził. Krążył w oddali, jak cień, który szuka właściciela. Wąchał powietrze i prychał z irytacją.

— Oho — mruknął chłopiec. — Widzisz? Unika nas.

Wilk spojrzał na krąg z czymś, co mogło być niechęcią… albo ostrożnością. Jakby ten prosty gest splecionych dłoni był dla niego zaklęciem.

Hania poczuła, że w tym jest lekcja. Strach lubi samotność, a odwaga rośnie wśród ludzi.

— Dziękuję — powiedziała do Basi. — Odprowadźcie mnie do rozwidlenia. Dalej dam radę.

Szli razem, a wilk nie zbliżał się. Tylko szedł równolegle, za drzewami, złość miał w krokach. Kiedy doszli do rozwidlenia, dzieci zatrzymały się.

— Dalej nie możemy — powiedziała Basia. — Musimy wracać. Ale pamiętaj: pytaj, kto tam.

Hania skinęła głową. Teraz to zdanie brzmiało ciężej, jak kamyk w kieszeni, którego nie da się zapomnieć.

Kiedy została sama, las znów oddychał głośniej. I nagle, bardzo daleko, usłyszała trzask drzwi.

Rozdział 4

Chata babci stała jak mała łódka w morzu drzew. Dym z komina wznosił się prosto, jakby bał się skręcić. W oknie migotało światło, lecz było jakieś niespokojne, jak oko, które nie może zasnąć.

Hania podeszła pod drzwi. Wtedy usłyszała w środku szuranie. Ktoś chodził. Zbyt ciężko jak na chorą babcię.

Wzięła oddech. Serce tłukło się jak ptak w dłoniach, ale jej głos wyszedł z ust spokojny.

— Babciu? To ja, Hania.

Z wnętrza odpowiedział głos. Ciepły. Znajomy. Odrobinę ochrypły.

— Wejdź, dziecko… drzwi są otwarte.

Ręka Hani już dotknęła klamki, lecz wtedy w pamięci rozległo się babcine zaklęcie, powtarzane setki razy: „Zanim otworzysz drzwi, pytaj: Kto tam?”

Hania cofnęła dłoń, jakby klamka była rozgrzanym żelazem.

— Babciu… kto tam?

Zapadła cisza. Krótka, ale gęsta, jak zupa, w której stoi łyżka. A potem głos znów się odezwał, już mniej miękko.

— No… babcia.

Hania przełknęła ślinę. Przez szczelinę pod drzwiami zobaczyła cień. Długi. Zbyt długi. Cień nie miał kształtu babci. Miał kształt wilka, który próbował udawać kogoś innego.

— Babcia zawsze mówi inaczej — szepnęła Hania do siebie, bo prawdziwe wspomnienia są jak klucze. — Babcia mówi: „A kto pyta?”

Podniosła głos.

— Babciu, jeśli to ty, powiedz: „A kto pyta?”

W środku coś zawarczało, stłumione, jak burza za ścianą.

— Po co te pytania? Wejdź!

Hania zrobiła krok w tył. W głowie układał się plan prosty jak patyk, a jednak trudny jak wspinaczka.

Nie otwierać. Nie wierzyć głosowi. Szukać pomocy.

— Dobrze — zawołała głośno, udając posłuszeństwo. — Tylko postawię koszyk pod drzwiami!

Postawiła koszyk, ale zamiast sięgnąć po klamkę, odwróciła się i pobiegła. Nogi miała lekkie, jakby ktoś odwiązał od nich kamienie. Biegła do rozwidlenia, do polany, do dzieci, do kręgu dłoni.

Za plecami usłyszała łomot. Drzwi uderzyły o ścianę. A potem — szybkie, ciężkie kroki po werandzie.

Wilk wyszedł.

Rozdział 5

Las nagle stał się labiryntem. Drzewa wyglądały podobnie, a cień wilka przesuwał się po ziemi jak rozlana noc.

— Haniu! — zaryczał wilk, już bez aksamitnego udawania. — Wracaj!

Hania biegła, ale nie na oślep. Pamiętała, gdzie rosła stara brzoza z pękniętym pniem, podobna do otwartej księgi. Pamiętała kamień w kształcie bochenka. Pamiętała ścieżkę, która skręcała przy krzakach jeżyn.

„Rozglądaj się” — przypomniały jej słowa wilka. Tak, las lubi tych, którzy się rozglądają. Hania rozglądała się więc nie dla wilka, ale przeciw niemu.

W oddali dostrzegła polanę. A na polanie — dzieci. Wciąż trzymali się za ręce, jakby ich krąg był tarczą.

— Basia! — krzyknęła Hania. — Wilk jest w chacie babci!

Dzieci zadrżały, ale nie puściły dłoni. Basia wyszła pół kroku do przodu, nadal spleciona z innymi.

— Nie rozrywamy kręgu! — powiedziała stanowczo, choć głos jej zadrżał jak liść. — Podejdź do nas!

Hania wpadła do środka kręgu, a dzieci natychmiast zacisnęły dłonie. Krąg zamknął się wokół niej jak żywa brama.

Wilk wypadł z lasu. Zatrzymał się na skraju polany, dysząc. Patrzył na ich połączone ręce, jakby były liną, której nie potrafi przegryźć.

— Sprytne… — warknął. — Myślicie, że to was ocali?

Basia uniosła podbródek.

— Nie krąg sam. Tylko to, że jesteśmy razem. I że pytamy, zanim uwierzymy.

Wilk zrobił krok, ale dzieci ścisnęły się jeszcze bardziej. Hania poczuła, jak odwaga przechodzi z dłoni do dłoni, jak ciepło w zimie.

— A teraz — powiedziała Hania głośno, żeby głos nie uciekł jej do gardła — wilku, powiedz nam: kto ty jesteś?

Wilk zmrużył oczy. Przez chwilę wyglądał, jakby nie rozumiał, że ktoś z nim rozmawia nie ze strachem, tylko z pytaniem. A pytanie bywa jak lampa: świeci tam, gdzie kłamstwo chce spać.

— Jestem głodny — syknął. — I jestem wilkiem.

— Dobrze — odparła Hania. — Skoro mówisz prawdę, to usłysz prawdę: nie dostaniesz nas. I nie dostaniesz babci.

Basia spojrzała na chłopca, który miał gwizdek na szyi — zwykły, pasterski.

— Zadzwoń po dorosłych. Głośno.

Chłopiec gwizdnął. Dźwięk przeszył las jak srebrna igła. Echo powtórzyło go raz, drugi, trzeci, jakby same drzewa wołały o pomoc.

Wilk cofnął się odruchowo. Nie dlatego, że bał się gwizdka, lecz tego, co on znaczy: że samotność się kończy.

Rozdział 6

Nie minęło wiele czasu, a z drogi wybiegli dorośli: drwal z siekierą, młynarz z kijem, dwie kobiety z latarniami. Światło latarni było złote, a w złocie nawet strach wygląda mniejszy.

Wilk zobaczył ich i zawył. Nie był to jednak triumf, tylko wściekłość. Zrozumiał, że przegrał nie siłą, lecz czymś prostszym: pytaniem i jednością.

— Jeszcze wrócę! — warknął, ale głos mu się załamał, jakby sam nie wierzył.

Skoczył w las i zniknął między drzewami. Został po nim tylko ślad łap w błocie i zapach mokrej sierści, który wiatr szybko rozproszył.

— Babcia! — przypomniała sobie Hania i ruszyła z dorosłymi do chaty.

Drwal pchnął drzwi. W środku było ciemno i cicho. Babcia leżała związana w kącie, ale żywa. Gdy Hania podbiegła, babcia uśmiechnęła się blado.

— Wiedziałam, że będziesz pytać — wyszeptała.

Hania przecięła sznur nożykiem do jabłek, który zawsze nosiła przy sobie, bo lubiła być przygotowana. Sznur spadł na podłogę jak martwy wąż.

— Bałam się — przyznała Hania, czując, jak łzy cisną się do oczu. — Ale zapytałam.

Babcia pogładziła ją po policzku.

— Odwaga nie jest brakiem strachu, tylko umiejętnością, żeby strachowi nie dać klucza do drzwi.

Dorośli sprawdzili chatę, a potem wszyscy razem usiedli, bo nogi wciąż drżały im po biegu. Mama Hani przybiegła ostatnia, zdyszana, i przytuliła córkę tak mocno, jakby chciała wcisnąć ją z powrotem do serca.

Dzieci z polany stały obok, nadal blisko siebie, już nie z konieczności, lecz z przyzwyczajenia, które okazało się dobre.

Rozdział 7

Wieczorem, gdy burza przeszła, a niebo było gładkie jak ciemny stół, Hania została u babci na noc. W kominku trzaskał ogień, a jego światło tańczyło po ścianach jak wesołe duszki, które pilnują snu.

Babcia podała Hani kubek ciepłego mleka z miodem.

— Smakuje jak spokojny dzień — powiedziała Hania.

— Bo spokój trzeba czasem ugotować — odparła babcia. — Z pytań, z uważności i z ludzi, którzy trzymają się za ręce.

Hania położyła się pod pierzyną. Słyszała, jak las szumi za oknem. Ten sam las, a jednak inny. Jakby wiedział, że dziś ktoś go przechytrzył.

— Babciu — szepnęła Hania, już na granicy snu — dlaczego wilk tak bardzo nie lubi, gdy ludzie są razem?

Babcia zgasiła lampę, zostawiając tylko żar w kominku.

— Bo wilk poluje na pojedyncze serca. A kiedy serca są blisko siebie, robi się z nich ognisko. A ogniska wilki unikają.

Hania zamknęła oczy. W głowie zobaczyła krąg splecionych dłoni, jak wianek z żywych gałązek. I swoje pytanie: „Kto tam?” Proste, zwyczajne, a jednak mocne jak zasuwka.

Tego wieczoru Hania zrozumiała coś, co zostaje na długo: że drzwi nie są tylko z drewna. Drzwi są też w uszach i w myślach. I zanim wpuści się do środka cudzy głos, warto zapalić lampę pytania.

A kiedy w nocy wiatr znów zapukał w okno: „stuk, stuk”, Hania uśmiechnęła się przez sen, jakby odpowiadała światu szeptem:

„Kto tam?”

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Mgła
Drobną, niską chmurę blisko ziemi, która ogranicza widoczność w lesie i na polu.
Zaklęcie
Słowa mówione jak rodzaj magicznej rady lub polecenia, które pomaga lub ostrzega.
Aksamitny
Miękki i gładki w dotyku albo brzmieniu, jak delikatny materiał aksamit.
Przynętą
Coś, co kusi lub zwabia, żeby ktoś lub coś poszło w dane miejsce.
Rozwidlenia
Miejsce, gdzie droga się rozdwaja i trzeba wybrać, którędy iść.
Werandzie
Zadaszone, często otwarte przejście przed drzwiami domu, gdzie można stać lub usiąść.
Pierzyną
Gruba, ciepła kołdra wypełniona piórami lub puchem, do okrywania się w nocy.
Przyzwyczajenia
Nawyki lub sposoby zachowania, które robimy często i niemal automatycznie.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Wielki zły wilk dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.