Trwa ładowanie...
Wielki zły wilk 11-12 lat Czytanie 13 min.

Latarenka i wilk plotek

Latarenka, mała latarnia mieszkająca przy leśnej ścieżce, uczy się rozróżniać plotki od prawdy, pomagając zwierzętom zachować spokój i rozsądek wobec strachu.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Latarenka — mała antropomorficzna lampka ze żółtego szkła z namalowanym delikatnym okiem, z żywym zdecydowanym płomieniem, toczy się po ziemi i emituje niski skupiony snop światła; Wielki Zły Wilk — duży, owłosiony, z częściowo zdjętą uśmiechniętą drewnianą maską i pogniecioną chustką w kratę, z tylną łapą ugrzęźniętą w błocie, wygląda na wściekłego i skonsternowanego, cały pokryty ciemnym błotem; Babcia Wanda — krągła stara kobieta z siwymi włosami w kok, w wełnianym płaszczu, z otwartym koszem ziołowym, stoi przy drzwiach chatki i pewnym, uspokajającym gestem rozsypuje aromatyczne zioła; kilka małych szarych myszek o błyszczących oczach biega blisko halo Latarenki, przestraszone, lecz prowadzone przez światło; w tle mocny drwal obserwuje ze cienia, topór oparty o ziemię, gotów pomóc, lecz spokojny; miejsce: leśna ścieżka nocą przed drewnianą chatką, trzy stare bukowe pnie, błotnista ziemia i wilgotne liście, blada księżycowa poświata i niska mgła tworzące kontrastowe aureole; sytuacja: wizualne starcie — lampka demaskuje przebranie wilka, utkwiony w błocie wilk ujawnia przebiegłość, babcia rozsypuje zioła powodujące kichanie wilka, myszy uciekają w świetle; styl graficzny: żywe, płaskie kolory, grube czarne kontury, lekkie punktowane faktury, kompozycja skupiona, niska perspektywa podkreślająca wielkość wilka i małość lampki, nastrój dramatyczny lecz przyjazny dzieciom. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1

W lesie, gdzie świerki stały jak czarne straże, a mgła wiła się nisko jak srebrny wąż, mieszkał latarnik. Nie człowiek, nie zwierzę, lecz Latarenka — żółta, okrągła i zawsze trochę ciepła, jakby w środku nosiła małe słońce w kieszeni.

Latarenka miała swoje miejsce przy ścieżce. Znała ją na pamięć: każdy kamyk, każde zgięte źdźbło trawy, każdy szept gałązek. Co wieczór zapalała się i mrugała do przechodniów, żeby nie potknęli się o ciemność.

A jednak Latarenka miała sekretne marzenie. Nie marzyła o złotych łańcuchach ani o pałacach. Marzyła o tym, żeby nauczyć się rozpoznawać plotki. Bo w lesie plotki rosły szybciej niż grzyby po deszczu.

— Podobno na końcu ścieżki stoi dom, który pożera sny — szepnęła raz Wiewiórka, kręcąc ogonem jak znak zapytania.

— A podobno w studni śpiewa ryba, która zna wszystkie imiona — westchnął Jeż.

Latarenka słuchała. Jej płomień drżał. Czasem plotka była jak igła w mchu: ledwo ją widać, a potrafi ukłuć.

Tego wieczoru wiatr przyniósł inne słowa. Cięższe.

— Wielki Zły Wilk… — szmer przeszedł przez liście jak dreszcz. — Słyszy kroki na ścieżce. Liczy je. Wącha strach.

Latarenka nie miała nóg, więc nie mogła uciec. Mogła tylko świecić i oddychać płomieniem spokojnie, spokojnie, spokojnie, jak uczono ją od dawna: „Zachowaj chłodną głowę, nawet jeśli masz gorące serce”.

Rozdział 2

Gdy noc zgęstniała, ścieżka stała się długą czarną wstążką. Wtedy usłyszała go: ciche „chrr… chrr…”, jakby ktoś czesał pazurami ziemię.

Z cienia wyłonił się Wilk. Nie był tylko wielki — był jak noc, która nauczyła się chodzić. Oczy miał żółte jak dwa ostre guziki, a uśmiech cienki jak naciągnięty sznurek.

— Dobry wieczór, świecąca pani — powiedział grzecznie, aż za grzecznie. — Oświetlasz drogę tak, jakbyś chciała, by wszyscy bezpiecznie dotarli do domu.

Latarenka poczuła, jak jej płomień chce się cofnąć w głąb szkła. Ale przypomniała sobie marzenie. Plotki. Prawda. Spokój.

— Dobry wieczór — odpowiedziała, a jej światło nie zgasło, tylko stało się równe. — To moja praca. A ty… liczysz kroki?

Wilk pochylił łeb.

— Ach, to tylko plotka — mruknął. — W lesie ludzie mówią różne rzeczy. Ja tylko… słucham.

„Plotka” — to słowo zabrzmiało jak kamyk rzucony w ciszę. Latarenka wiedziała, że czasem plotka jest zasłoną, a czasem ostrzeżeniem. Jak odróżnić?

— Jeśli to plotka — rzekła spokojnie — powiedz mi, skąd się wzięła.

Wilk zamrugał powoli.

— Z języków. Z ust. Z tych, którzy się boją. Strach uwielbia opowiadać historie.

Latarenka poczuła, że w tych słowach jest ziarenko prawdy, ale i cień. Wilk zrobił krok bliżej. Jego oddech pachniał mrozem i mokrą sierścią.

— A ty? — spytał. — Czego się boisz, Latarenko?

— Boję się, że uwierzę w byle szept — odpowiedziała. — I wtedy moje światło będzie świecić nie tam, gdzie trzeba.

Wilk uśmiechnął się szerzej.

— Mądre. Ale mądrość też bywa ciężka, gdy jest samotna.

I odszedł w ciemność tak cicho, jakby był tylko myślą.

Rozdział 3

Nazajutrz Latarenka rozmawiała z tymi, którzy wiedzieli, jak sprawdzać ślady. Najpierw z Krukiem, co siedział na suchej sośnie jak czarny znak.

— Kruku, jak rozpoznajesz plotki? — zapytała.

Kruk przekrzywił głowę.

— Plotka lubi latać bez skrzydeł — zakrakał. — Prawda ma ciężar. Spada na ziemię i zostawia ślad. Pytaj: „Kto widział? Kiedy? Co dokładnie?” Jeśli odpowiedzi są jak mgła, to mgła.

Potem Latarenka poprosiła o radę Starą Sową, która miała oczy jak dwa spokojne księżyce.

— Plotka krzyczy — powiedziała Sowa. — Prawda mówi cicho. Kiedy słyszysz hałas, zatrzymaj płomień w środku. Oddychaj. Licz do pięciu. Dopiero potem odpowiadaj.

Latarenka ćwiczyła więc. Gdy wiatr przynosił szept, liczyła: raz, dwa, trzy, cztery, pięć. Jej światło stawało się wtedy jak prosty, jasny promień.

A jednak w nocy plotka wróciła, tym razem w mundurze „pewności”.

— Wilk jest tuż, tuż — pisnęły Myszy. — Widziano go przy chacie Babki Wandy. Podobno ma plan. Podobno przebierze się za kogoś miłego.

„Podobno” — powtórzyła Latarenka i poczuła, jak to słowo jest jak puch: miękkie, ale zasłania oczy.

Zamiast uwierzyć, zapytała:

— Kto go widział?

Myszy spojrzały na siebie.

— Ktoś… ktoś mówił… — wyjąkały.

Latarenka nie zganiła ich. Strach czasem trzęsie językiem jak łyżką w pustym garnku.

— Chodźcie ze mną — powiedziała. — Sprawdzimy ślady. Bez paniki. Z głową chłodną jak woda w studni.

Rozdział 4

Ścieżka do chaty Babki Wandy była wąska, a drzewa nad nią splatały gałęzie jak palce modlących się rąk. Latarenka świeciła przed sobą, a Myszy biegły przy krawędzi światła, jakby to była linia bezpieczeństwa.

Pod chatą leżały ślady. Duże, wyraźne, świeże. Latarenka nie miała nosa, ale miała oczy i rozum.

— To nie Wilk — szepnęła. — Zobaczcie: odciski są okrąglejsze. I widać w nich ślady błota z rzeki. Wilk chodzi ostro, jakby pisał pazurami. To… chyba Buty Drwala.

W tym momencie drzwi chaty skrzypnęły. Wyszła Babka Wanda z koszem ziół.

— Kto tu świeci pod moimi oknami? — mruknęła, ale jej głos był miękki jak stary koc.

— To ja, Latarenka — odpowiedziała. — Przyszły plotki o Wilku.

Babka Wanda westchnęła.

— Plotki? O, dziecko drogie, plotki to jak dym z mokrego drewna: szczypią w oczy i pachną sensacją. Drwal był tu dziś, to prawda. Naprawiał płot. Wilka nie widziałam.

Myszy spąsowiały ze wstydu.

— Przepraszamy — pisnęły.

— Przeprosiny są lekkie, jak piórko, ale ważne — powiedziała Babka. — Tylko następnym razem przynieście dowód, a nie dreszcz.

Latarenka zapamiętała to zdanie jak złoty gwóźdź w drewnie: mały, a trzyma mocno.

I wtedy, jakby las lubił próby, z ciemności dobiegł gwizd. Cichy, przeciągły. A potem kroki. Nie drwala. Lżejsze, sprytniejsze. Jak ktoś, kto nie chce być usłyszany.

Latarenka poczuła, że to właśnie jest chwila na chłodną głowę.

Rozdział 5

Wilk pojawił się na skraju światła. Tym razem miał na szyi chustę w kratę i niósł pod pachą koszyk.

— Dobry wieczór, Babciu Wandziu — zawołał słodko, a słodycz była aż podejrzana, jak miód wylany na brud.

Babka Wanda zmrużyła oczy.

— A ty to kto?

Wilk ukłonił się.

— Jestem Posłaniec Dobrych Wieści. Niosę herbatę i ciasteczka. Podobno jesteś chora.

Latarenka usłyszała słowo „podobno” i w środku jej szkła zapaliła się czerwona lampka rozsądku.

— Kto ci powiedział, że Babka Wanda jest chora? — zapytała spokojnie.

Wilk zawahał się na ułamek sekundy. Tylko na ułamek, ale Latarenka to zauważyła.

— No… las mówi — odparł. — Wszyscy wiedzą.

„Wszyscy” to nikt konkretny — powiedziała Latarenka. Jej światło nie było ostre, lecz stanowcze, jak linia kredy. — A co jest w koszyku?

— Ciasteczka — odparł Wilk szybko.

— Pokaż — poprosiła Babka Wanda i zrobiła krok do przodu, trzymając kosz z ziołami jak tarczę.

Wilk cofnął koszyk, zbyt gwałtownie.

— Nie wypada tak przeglądać cudzych rzeczy!

Latarenka nie krzyczała. Nie robiła sceny. Po prostu świeciła jaśniej na koszyk, jak słońce, które nie zna litości dla cieni.

W świetle widać było, że pod serwetą nie ma ciastek, tylko sznurek, stary kaptur i… drewniana maska z namalowanym uśmiechem.

Przebranie — szepnęły Myszy.

Wilk parsknął.

— Ach, jaka dociekliwość! — warknął, a jego grzeczność pękła jak cienki lód. — Myślałem, że wystarczy trochę słów i trochę strachu.

Latarenka odpowiedziała cicho:

— Strach lubi pośpiech. A ja uczę się zatrzymywać.

Wilk zrobił krok, ale Babka Wanda uniosła kosz z ziołami i rozsypała je na ziemię. Zapach był ostry: piołun, mięta, szałwia. Wilk kichnął tak mocno, że aż mu chusta spadła.

— Apsik! Co to za czary?!

— To nie czary, tylko zioła — burknęła Babka. — Na głupotę i na wilcze nosy.

Wilk, rozdrażniony, odskoczył w bok. Wtedy Latarenka zrobiła coś, czego nie robiła nigdy: potoczyła się z haka, na którym wisiała, i stuknęła o ziemię. Zabolało ją szkło, ale płomień przetrwał.

— Na ścieżkę! — zawołała do Myszy. — Do światła!

Myszy pobiegły, a Latarenka, świecąc nisko przy ziemi, poprowadziła je jak latarnia morska prowadzi łódź między skałami. Wilk ruszył za nimi, lecz co chwilę gubił rytm, bo światło zdradzało każdy jego skręt.

Rozdział 6

Bieg nie trwał długo, bo ścieżka miała swój sekret: na zakręcie, gdzie rosną trzy stare buki, ziemia była miękka jak ciasto. Latarenka znała to miejsce. Wilk, w złości, nie patrzył pod łapy.

— Teraz — szepnęła Latarenka, bardziej do siebie niż do kogokolwiek.

Wilk skoczył, a jego tylna łapa ugrzęzła w błocie. Zawarczał, szarpnął się i… wpadł po brzuch.

— Puść! — ryknął do ziemi, jakby ziemia była winna.

Latarenka świeciła na jego pysk równo i spokojnie.

— Nie walcz z błotem — powiedziała, choć wiedziała, że Wilk nie lubi rad. — Błoto zawsze wygrywa z pośpiechem.

Wilk prychnął, ale jego gniew zmieszał się z czymś innym: z wstydem. To uczucie było małe, lecz ostre, jak kamyk w bucie.

Z krzaków wyszedł Drwal, przyciągnięty hałasem. Miał siekierę, ale nie uniósł jej od razu. Najpierw spojrzał.

— Co tu się dzieje?

— Plotka próbowała wejść do chaty — odpowiedziała Babka Wanda, która zdążyła dojść za nimi, sapiąc. — A Latarenka złapała ją światłem.

Drwal zmierzył Wilka wzrokiem.

— Wilku, las nie jest twoją spiżarnią. To czyjś dom.

Wilk szarpnął się jeszcze raz i w końcu wydostał, cały w błocie, z sierścią sklejona jak stara szczotka. Spojrzał na Latarenkę, a w jego oczach nie było już tylko drapieżności. Było pytanie: „Skąd ty masz tyle spokoju?”

— Bo uczę się — odpowiedziała Latarenka, jakby usłyszała to pytanie. — Uczę się, że nie każdy szept jest prawdą, i nie każdy strach jest ostrzeżeniem. A kiedy nie wiem, pytam i sprawdzam.

Wilk warknął cicho, ale to nie był atak. To było coś jak przyznanie porażki.

— Jeszcze się spotkamy — mruknął.

— Może — odparła Latarenka. — Ale następnym razem przynieś prawdę, nie przebranie.

Wilk zniknął między drzewami, zostawiając za sobą ślad błota i zapach gniewu, który szybko rozwiał wiatr.

Rozdział 7

Kiedy wszystko ucichło, ścieżka znów była tylko ścieżką, a noc — tylko nocą. Babka Wanda postawiła Latarenkę z powrotem na jej miejscu i otuliła ją starym szalem, żeby szkło nie marzło.

— Dobrze świecisz, dziecko — powiedziała. — Nie tylko na drogę, ale i na kłamstwa.

Myszy przyniosły okruszek sera w podziękowaniu, a Kruk przysiadł na gałęzi i zakrakał:

— Prawda ma ślad, plotka ma skrzydła z papieru.

Latarenka patrzyła na ścieżkę. Wiedziała, że Wilk może wrócić. Wiedziała też, że strach lubi wracać, bo czuje się ważny. Ale teraz miała coś więcej niż światło. Miała metodę.

Kiedy w lesie rozszedł się szept: „Wilk na pewno czai się tuż za zakrętem!”, Latarenka nie pozwoliła, by płomień skakał. Zatrzymała się w sobie, policzyła do pięciu i pomyślała: „Kto widział? Kiedy? Jakie ślady?”

A gdy ktoś mówił: „Wszyscy wiedzą!”, Latarenka odpowiadała łagodnie:

— Wszyscy to nie dowód.

Noc, słysząc jej spokój, sama stawała się spokojniejsza. Światło Latarenki było jak ciepła zupa dla oczu: proste, kojące, wystarczające.

I tak, pod czarnymi strażami świerków, gdzie mgła wiła się jak srebrny wąż, Latarenka spełniała swoje sekretne marzenie: rozpoznawała plotki, zanim te ugryzły.

A morał, który szeptał las, był krótki jak dobre zaklęcie:

Kiedy boisz się najbardziej, nie biegnij za szeptem. Zatrzymaj się, oddychaj i sprawdź ślady. Chłodna głowa jest lampą, której Wilk nie potrafi zgasić.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Latarnik.
Osoba, która zapala i pilnuje lampy na drodze, aby inni widzieli w nocy.
Zasłoną,
Coś, co ukrywa prawdę lub zakrywa rzeczy, żeby nie były widoczne.
Ostrzeżeniem.
Sygnał lub informacja, która mówi, że coś może być niebezpieczne.
Przebranie
Ubranie lub maska, które ktoś zakłada, żeby wyglądać jak ktoś inny.
Piołun,
Gorzka roślina używana dawniej jako lekarstwo i odrobina zapachu w ziołach.
Szałwia.
Zioło o silnym zapachu, używane do smaków potraw i do lekarstw.
Przyznanie porażki.
Uznanie, że coś się nie udało i że ktoś przegrał w danej sprawie.
Sapiąc.
Oddychać ciężko i głośno, zwykle po wysiłku albo gdy ktoś jest zmęczony.
Ukłuć.
Ukłuć to zranić czymś ostrym, tak że poczujesz ostry, krótki ból.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Wielki zły wilk dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.