Trwa ładowanie...
Bajka o księżniczce i księciu 11-12 lat Czytanie 15 min.

Książę Tymoteusz i źródło cierpliwości

Książę Tymoteusz wraz z giermkiem Iwem wyrusza śladem legendy, by odnaleźć Źródło Cierpliwości; po drodze uczą się słuchać natury, zatrzymywać pęd myśli i odkrywać, czym jest prawdziwe czekanie.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Książę ok. 16 lat, krótkie jasnobrązowe włosy, głęboko niebieski płaszcz ze złotym haftem, spokojny i odważny, dłoń wyciągnięta otwartą dłonią ku srebrno-białej strzale światła, stoi w centrum; towarzysz Germain (Iwo), ok. 16 lat, rozczochrane czarne włosy, szałwiowa tunika, zaskoczony, krok w tył po prawej, wzrok na strzale; łukowata mgła tworzy perłowoszarą bramę unoszącą się nad trawiastą przełęczą, w tle zielone wzgórza i srebrzysta rzeka przy pastelowym zachodzie; strzała — cienka falista półprzezroczysta smuga światła między księciem a bramą z lekkim złotym migotaniem; nastrój spokojny i magiczny, miękka paleta (błękity, zielenie, perłowe szarości, złote akcenty), klarowna kompozycja, wyraźne formy, minimalne cienie, scena skupiona na geście zatrzymującym strzałę. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział I: Książę i szept traw

W Królestwie Łagodnych Przełęczy wiatr nigdy nie krzyczał. Umiał tylko szeptać, jak nauczyciel nad kartką ucznia. Przebiegał po zielonych płaskowyżach, czesał miękkie grzbiety wzgórz i kłaniał się spokojnym owcom, które wyglądały jak porozsypane po łąkach obłoki.

W takim kraju mieszkał książę Tymoteusz — nie najgłośniejszy na dworze i nie najszybszy w turniejach, ale z pewnością najpilniejszy. Gdy inni liczyli zwycięstwa, on liczył przypisy w starych kronikach. Jego komnata pachniała pergaminem i suszoną miętą, bo Tymoteusz lubił uczyć się z otwartym oknem.

Pewnego wieczoru, kiedy słońce opadało jak złota moneta do kieszeni horyzontu, książę czytał o dawnej legendzie: o Źródle Cierpliwości, ukrytym podobno między trzema przełęczami i jedną łąką, na której owce nigdy nie gubiły drogi. Kronika twierdziła, że kto napije się ze źródła, nauczy się czekać tak mądrze, jak rośnie drzewo: bez pośpiechu, a jednak nieustannie.

— To brzmi jak bajka dla maluchów — mruknął pod nosem giermek Iwo, który wniósł świecę. Był rówieśnikiem księcia, tylko mniej cierpliwym, za to bardzo dowcipnym. — Źródło, które uczy czekać? A nie prościej… po prostu poczekać?

Tymoteusz uniósł wzrok znad księgi.

— Właśnie o to chodzi, Iwo. Ja chcę zrozumieć, co to znaczy „poczekać” naprawdę. Nie odliczać sekund jak więzień, tylko… dojrzewać w czasie.

W tym momencie w okno wpadł list. Nie przyleciał jednak pocztą ani gołębiem — list przyturlikał się sam, jakby był zrobiony z lekkiej kory. Zatrzymał się na parapecie i rozwinął z cichym trzaskiem jak skrzydełko świerszcza.

Na papierze, w atramencie błyszczącym jak rosa, widniały słowa:

„Kto szuka legendy, niech idzie drogą owiec. Niech słucha trawy. A kiedy będzie chciał przyspieszyć, niech zapyta kamień, jak długo uczył się być gładki.”

Książę poczuł, jak w środku rośnie mu zaciekawienie, jasne i ciepłe jak lampka.

— Wyruszamy — powiedział.

Iwo westchnął teatralnie.

— O, niech chociaż owce znają skróty.

Rozdział II: Na ścieżce owiec

Rankiem płaskowyże błyszczały od rosy. Owce pasły się spokojnie, jakby żuły nie trawę, lecz czas. Tymoteusz i Iwo szli wśród nich, nie płosząc ich, bo w królestwie uczono, że spokój jest jak cichy dzwon: najlepiej dźwięczy, gdy się go nie potrąca.

Na skraju łąki siedziała pasterka w pelerynie koloru szałwii. Miała oczy bystre jak ziarnka pieprzu i flet, który wyglądał na starszy od wielu opowieści.

— Szukacie Źródła Cierpliwości — stwierdziła, zanim zdążyli się przywitać.

Iwo otworzył usta, ale pasterka uniosła dłoń.

— Nie musicie mówić. Wystarczy, że patrzycie na ziemię tak, jakby miała coś wam zdradzić.

Tymoteusz ukłonił się grzecznie.

— Jestem Tymoteusz, książę. Chcę zrozumieć legendę, nie tylko ją powtarzać.

— Dobrze — odparła. — Legenda to nie sznur do ciągnięcia, tylko nić do tkania. Ale ostrzegam: droga owiec jest prosta tylko dla tych, co nie próbują jej prostować.

Pasterka zagwizdała cicho, a jedna z owiec — bielsza od pozostałych, jakby wypadła prosto z chmury — podeszła do nich i potrząsnęła dzwoneczkiem.

Dzyń. Dzyń.

Dźwięk był taki, że aż chciało się oddychać wolniej.

— Nazywa się Płatek — powiedziała pasterka. — Poprowadzi was do pierwszej przełęczy. Ale pamiętaj, książę: owca nie zna pośpiechu. Jeśli ją pogonisz, pomyli ścieżki, bo przestraszona myśli krócej.

Iwo szepnął:

— Owca, która myśli?

— Każde stworzenie myśli po swojemu — odparł Tymoteusz. — Ty też, Iwo. Tylko czasem twoje myśli biegają szybciej od ciebie.

Iwo parsknął śmiechem.

— To prawda. Czasem dobiegają do kłopotów pierwsze.

Ruszyli. Płatek maszerował z godnością małego generała, a jego dzwoneczek nadawał krokom rytm. Wkrótce dotarli do pierwszej przełęczy, łagodnej jak uśmiech. Na jej szczycie stał kamień w kształcie siedzącej żaby.

Na kamieniu widniał napis: „Zanim pójdziesz dalej, posiedź.”

Iwo przewrócił oczami.

— To jakaś próba? Mam posiedzieć? Przecież to łatwe.

Usiadł. Po dwóch minutach wiercił się jak ryba na piasku.

— Długo jeszcze?

Tymoteusz usiadł obok i położył dłoń na kamieniu. Był chłodny i gładki.

— Posłuchaj — powiedział cicho. — Kamień jest gładki, bo tyle czasu czekał na deszcz. Deszcz nie szorował go złością, tylko kropla po kropli. Może my też mamy pozwolić, żeby czas nas wygładził, a nie porysował.

Iwo na chwilę zamilkł. Nawet owce zdawały się żuć wolniej.

Kiedy wstali, wiatr przesunął się po przełęczy jak palec po strunie, a kamień-żaba… mrugnął. A może to tylko cień? W każdym razie napis zniknął, jakby został wypity przez światło.

Rozdział III: Biblioteka pod mchem

Za drugą przełęczą ścieżka prowadziła w dolinę, gdzie trawa była wyższa, a milczenie gęstsze. Płatek zatrzymał się przed pagórkiem porośniętym mchem. Wyglądał jak zwykły kopiec, ale dzwoneczek owcy zadźwięczał inaczej: bardziej uroczyście, jak w kaplicy.

W mchu pojawiły się drzwi. Nie skrzypnęły. Otworzyły się tak, jak otwiera się powieka.

Weszli do biblioteki.

Półki były wykute w ziemi, a książki miały okładki z kory, skóry i wysuszonej gliny. Nad każdą półką świecił robaczek jak maleńka latarnia. W powietrzu unosił się zapach starego papieru i mokrej ziemi — jakby wiedza rosła tu jak grzyby po deszczu.

Za stołem siedziała postać w kapturze. Kiedy podniosła głowę, okazało się, że to… sowa. Tylko że w okularach.

— Witam — powiedziała, poprawiając je skrzydłem. — Jestem Archiwista Północnego Mchu. Książę Tymoteusz, prawda?

Iwo szepnął:

— W tym królestwie wszyscy wszystko wiedzą?

Sowa odpowiedziała, nie patrząc na niego:

— Wiatr dużo podsłuchuje. A mchy dobrze pamiętają.

Tymoteusz skłonił się.

— Szukam Źródła Cierpliwości. Mam wskazówkę, żeby słuchać trawy i pytać kamień.

— Słusznie — odparła sowa. — Ale legenda ma więcej warstw niż ciasto na dworski strudel. Jeśli ją zjesz łapczywie, rozpadnie się i poparzysz język. Trzeba kroić powoli.

Podała mu cienką księgę.

— To „Kronika Trzech Przełęczy”. Ale nie otworzysz jej od razu. Najpierw odpowiedz: po co naprawdę chcesz znaleźć źródło?

Tymoteusz poczuł, że to pytanie jest jak lustro: nie pokazuje ubrania, tylko myśli.

— Bo… często jestem niecierpliwy w środku, nawet jeśli na zewnątrz jestem grzeczny. Kiedy czegoś nie rozumiem, chciałbym od razu. A potem złoszczę się na siebie, że nie umiem. Chcę się nauczyć czekać bez wstydu.

Sowa skinęła głową.

— To uczciwe. Źródło nie lubi udawania, bo udawanie jest pośpiechem w przebraniu.

Iwo dodał nieśmiało:

— A ja… chciałbym, żeby książę nie zjadał książek oczami w jedną noc. Bo potem rano zasypia przy zupie. To wygląda… majestatycznie, ale trochę śmiesznie.

Tymoteusz prychnął.

— To się zdarzyło raz.

— Trzy razy — poprawiła sowa.

Książę zaczerwienił się, ale uśmiechnął.

— Widzisz, Iwo? Nawet sowa jest cierpliwa, a jednak liczy.

Sowa otworzyła księgę. Litery nie były czarne, lecz zielonkawe, jakby napisane sokiem z liści.

„Trzecia przełęcz pyta nie o siłę nóg, lecz o miękkość serca” — przeczytał Tymoteusz.

Dalej było: „Kto chce dotknąć źródła, musi najpierw zatrzymać strzałę.”

— Strzałę? — Iwo wyprostował się. — To brzmi niebezpiecznie.

— W legendach strzały często są symbolem — powiedział Tymoteusz. — Może chodzi o słowa, które lecą za szybko.

Sowa zamknęła księgę.

— Zobaczymy. Idźcie na trzecią przełęcz. Tam czeka zadanie. A pamiętajcie: cierpliwość to nie nuda. To sztuka trzymania ognia tak, żeby nie spalił rąk.

Rozdział IV: Strzała, która nie chciała ranić

Trzecia przełęcz była najpiękniejsza. Z jej szczytu widać było całe królestwo: płaskowyże jak zielone dywany, stada owiec jak ruchome perełki, a rzekę wijącą się jak srebrna wstążka na szyi ziemi.

Na środku przełęczy stała brama z mgły. Wyglądała jak łuk zrobiony z oddechu. Kiedy podeszli, mgła zgęstniała i przemówiła głosem cichym, lecz stanowczym:

— Kto przejdzie, niech najpierw zatrzyma strzałę.

Nagle z mgły wyleciała strzała. Nie była z drewna ani metalu, lecz z czystego światła. Świstała szybko, jak myśl, która chce być pierwsza.

Iwo odruchowo cofnął się.

— Jak to zatrzymać?! Przecież nie złapię światła!

Tymoteusz też się przestraszył, ale przypomniał sobie kamień-żabę i jego chłodny spokój. Przypomniał sobie krople deszczu, które nie walczą z głazem, tylko go uczą. Zamiast rzucić się na strzałę, stanął nieruchomo i oddychał wolno.

Strzała leciała prosto na niego.

— Tymek! — krzyknął Iwo. — Uciekaj!

Książę jednak wyciągnął dłoń nie jak tarczę, lecz jak zaproszenie. I wtedy zrobił coś, co brzmiało jak szaleństwo: powiedział spokojnie, prawie czule:

— Nie musisz się spieszyć.

Strzała zadrżała w powietrzu. Jej świst osłabł, jakby ktoś przykręcił wiatr. Zatrzymała się tuż nad jego dłonią, drżąc jak skrzydło kolibra.

Tymoteusz nie chwycił jej. Po prostu trwał. Czekał. Pozwolił, by światło samo zdecydowało.

Po chwili strzała opadła na jego dłoń lekko jak pióro. Nie raniła. Była ciepła, ale nie parzyła.

Mglista brama rozsunęła się, a głos powiedział:

— Zatrzymałeś strzałę bez przemocy. To znaczy, że potrafisz zatrzymać własny pośpiech.

Iwo podszedł, wciąż z szeroko otwartymi oczami.

— Ty… zahipnotyzowałeś ją?

— Nie — odparł Tymoteusz. — Tylko przestałem z nią walczyć. Czasem rzeczy pędzą, bo czują, że je gonimy.

Iwo podrapał się po głowie.

— Czyli jak ja gonię własne żarty, to one uciekają i robi się głupio?

— Dokładnie tak — roześmiał się Tymoteusz.

Przeszli przez bramę. Po drugiej stronie świat był cichszy, jakby ktoś przykrył go aksamitną zasłoną.

Rozdział V: Źródło Cierpliwości

Ścieżka prowadziła na łąkę, o której mówiła kronika. Trawa była tu równa i miękka, a owce, choć pasły się jak wszędzie, wyglądały na szczególnie pewne swoich kroków. Żadna nie błądziła. Jakby ziemia szeptała im drogę.

Pośrodku łąki stał stary krąg kamieni. W środku błyszczała woda — nie w stawie, nie w studni, lecz w czymś, co przypominało otwarte oko ziemi.

To było Źródło Cierpliwości.

Woda nie pluskała. Woda słuchała. Jej powierzchnia była tak gładka, że odbijała nie tylko twarze, ale i intencje. Tymoteusz zobaczył w niej siebie z książką, siebie na przełęczy, siebie zasypiającego przy zupie… i siebie, który wreszcie uśmiecha się do własnych błędów.

Nad źródłem wisiała kropla, która nie spadała. Trwała zawieszona, jakby czas trzymał ją za rękę. I właśnie to było najdziwniejsze: nic tu nie pędziło, a jednak wszystko żyło.

Iwo uklęknął.

— To jest… piękne. Trochę jak cisza, która ma sens.

Tymoteusz nachylił się i dotknął wody palcami. Była chłodna, ale przyjazna, jak poranna rzeka w upalny dzień.

Zobaczył w odbiciu pasterkę, sowę, kamień-żabę, mglistą bramę. A potem usłyszał w głowie zdanie, które nie brzmiało jak rozkaz, tylko jak dobra rada:

„Cierpliwość to odwaga, która idzie wolno.”

Książę nabrał wody w dłonie i napił się. Smakowała jak deszcz, który spadł na rozgrzaną ziemię: prosto, świeżo i spokojnie.

Iwo też się napił, po czym skrzywił się żartobliwie.

— Hmm. Smakuje jak… czekanie.

— A to wcale nie musi być niesmaczne — odparł Tymoteusz i dodał, jakby mówił do samego siebie: — Mogę nie wiedzieć od razu. Mogę wracać do pytań. Mogę pozwolić, żeby odpowiedzi rosły.

Wtedy kropla nad źródłem wreszcie spadła. Plim. Dźwięk był tak delikatny, że aż serce zrobiło miejsce na spokój.

W kręgu kamieni pojawił się napis, wyrysowany mokrym blaskiem:

„Zabierz nie wodę, lecz zwyczaj.”

Iwo uniósł brwi.

— Czyli nie możemy napełnić bukłaka?

— Możemy napełnić coś ważniejszego — powiedział Tymoteusz i położył dłoń na piersi. — Pamięć o tym, że nie trzeba gonić świata.

Rozdział VI: Prosta obietnica

Droga powrotna była ta sama, a jednak inna. Wzgórza nie zmieniły miejsca, owce wciąż wyglądały jak obłoki, a wiatr nadal szeptał. Zmienił się za to sposób, w jaki Tymoteusz i Iwo szli: jakby ich kroki przestały się kłócić z ziemią.

Na pierwszej przełęczy kamień-żaba znów stał, milczący i gładki. Tymoteusz usiadł na nim na chwilę, choć nie było już napisu.

Iwo też usiadł, po czym zdziwił się:

— Ej… ja umiem siedzieć. Serio. I nawet mnie to nie gryzie.

— Bo cierpliwość nie jest karą — odparł książę. — Jest wyborem.

W bibliotece pod mchem sowa spojrzała na nich przenikliwie.

— I jak? Źródło spełniło obietnicę?

Tymoteusz odpowiedział z uśmiechem:

— Źródło niczego nie zrobiło za mnie. Tylko pokazało, że mogę robić to sam.

Sowa skinęła głową, zadowolona jak nauczyciel po dobrej odpowiedzi.

— W takim razie legenda została zrozumiana. A teraz niech żyje w was, nie w księdze.

Gdy wrócili do zamku, dwór przywitał ich fanfarami. Jednak Tymoteusz nie rzucił się od razu do opowieści. Najpierw umył ręce, zjadł zupę bez zasypiania i dopiero potem opowiedział królowi i królowej o trzech przełęczach, o strzale ze światła i o kropli, która czekała.

— Czego się nauczyłeś? — zapytał król, poważny jak stary dąb.

Tymoteusz spojrzał na rodziców i na Iwa, który stroił miny, ale z szacunkiem milczał.

— Że mogę być odważny bez pośpiechu. Że pytania są jak nasiona: nie rosną szybciej, gdy się na nie krzyczy. I że cierpliwość jest przyjaciółką, nie przeszkodą.

Wieczorem, gdy na dziedzińcu zapalono lampiony, Tymoteusz wyszedł na balkon. Na dole owce w królewskiej zagrodzie już spały, zwinięte w białe kółka, jakby śniły o chmurach.

Iwo stanął obok.

— To co teraz, książę? Będziesz czytać jedną stronę dziennie?

— Dwie — odpowiedział Tymoteusz z udawaną surowością. — Żartuję. Będę czytać tyle, ile zrozumiem, a resztę zostawię na jutro.

Iwo pokiwał głową.

— To brzmi… dziwnie mądrze.

Tymoteusz położył dłoń na balustradzie, chłodnej jak kamień-żaba, i powiedział prostą obietnicę, tak cichą, że mogła ją usłyszeć tylko noc:

— Obiecuję, że kiedy czegoś nie pojmę od razu, nie będę się złościł. Zamiast tego poczekam i wrócę do tego z cierpliwością.

Wiatr przeszedł po płaskowyżach jak pióro po kartce, a w oddali zadzwonił owczy dzwoneczek: dzyń, dzyń — jakby samo królestwo przyjęło tę obietnicę do serca.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pergaminem
Stary, gruby papier używany dawniej do pisania, często zrobiony ze skóry.
Kronikach
Dawne zapisy wydarzeń i opowieści, przechowywane w książkach.
Płaskowyżach
Rozległe, płaskie tereny wysoko nad dolinami, jak rozległe łąki.
Przełęczy
Niższe miejsce między górami, przez które prowadzi ścieżka.
Archiwista
Osoba, która pilnuje i dba o stare dokumenty oraz książki.
Kapturze
Część ubrania zakładana na głowę, która osłania przed wiatrem.
Mchem
Zielony, miękki porost rosnący na ziemi i kamieniach, jak mały dywan.
Intencje
To, co ktoś chce zrobić lub co ma na myśli, jego zamiar.
Symbolem
Coś, co reprezentuje inną rzecz lub idee, jak znak zamiast słowa.
Pelerynie
Luźne okrycie noszone na ramionach, zakrywa plecy i część ciała.
Dzwoneczkiem
Mały dzwonek, który wydaje delikatny dźwięk, np. przy owcy.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń odwaga sowa łąka biblioteka książę

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o księżniczkach i książętach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.