Rozdział 1: Pomysł, który miał zaskoczyć świat
W pewnym wesołym miasteczku, gdzie nawet wrony czasem nosiły kapelusze, mieszkał młody wynalazca o imieniu Kuba. Kuba zawsze miał głowę pełną pomysłów. Jego pokój przypominał trochę sklep z zabawkami, trochę laboratorium, a trochę… sklepik z dziwnymi rzeczami, które nikt nie wie, do czego służą.
Pewnego ranka, kiedy słońce świeciło jak żółty balonik, Kuba wpadł na genialny pomysł. Leżał akurat na dywanie, próbując wymyślić coś, czego jeszcze nikt na świecie nie widział. Nagle zerwał się na równe nogi, aż jego skarpetki w paski zaskrzypiały na panelach.
— Eureka! — zawołał, chociaż nie był pewien, co to znaczy, ale w filmach wynalazcy zawsze tak krzyczą. — Wynajdę Samoczyszczącą Się Łyżkę!
Tak, dobrze przeczytaliście. Samoczyszcząca Się Łyżka. Kuba był przekonany, że to wynalazek, który podbije świat. Bo przecież nikt nie lubi zmywać łyżek, prawda? A jeśli łyżka mogłaby się sama umyć, życie byłoby prostsze i… śmieszniejsze!
Kuba wziął swój zeszyt z pomysłami (był cały w plamach po kakao i kleju) i zaczął szkicować. Łyżka miała mieć szczoteczkę na jednym końcu i miniaturową wytwornicę piany na drugim. Po jedzeniu wystarczyło nacisnąć guzik, a łyżka sama się myła! Proste? W teorii tak, ale Kuba wiedział, że wynalazki lubią płatać figle.
Rozdział 2: Przygody w warsztacie Kuby
Kuba zabrał się do pracy. Najpierw przeszukał cały dom w poszukiwaniu części. W kuchni znalazł starą szczoteczkę do zębów (oczywiście zapytał mamę, czy może ją wziąć), w łazience odnalazł zapomniany dozownik do mydła, a w szufladzie z narzędziami – śrubki, sprężynki i kawałek niebieskiego sznurka.
Wszystko układał na swoim biurku, które już dawno przestało być tylko biurkiem. Teraz to był supertajny stół wynalazcy. Kuba przyczepił szczoteczkę do łyżki, przymocował dozownik, a wszystko związał sznurkiem na supeł. Przez chwilę patrzył na swoje dzieło z dumą.
Teraz czas na testy! Kuba nalał do miski trochę płynu do naczyń, napełnił dozownik i postawił miskę z zupą. Na wszelki wypadek założył okulary ochronne (wzięte z pudełka po kinder niespodziankach), bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.
Zanurzył łyżkę w zupie, zjadł jedną łyżeczkę (mniam, pomidorowa!), a potem nacisnął guzik. I wtedy… szczoteczka zaczęła się kręcić, dozownik wypluł pianę, a łyżka… uciekła Kubie z rąk! Skakała po stole, chlapiąc pianą na wszystkie strony. Na szczęście Kuba był szybki. Złapał łyżkę, zanim uciekła na podłogę.
— O, nie! — zaśmiał się Kuba. — Muszę dołożyć jeszcze jeden sznurek, żeby łyżka nie uciekała!
Rozdział 3: Kłopoty, które śmieszą
Kuba nie poddawał się. Wynalazcy tak mają – jak coś nie działa, to znaczy, że trzeba spróbować jeszcze raz. Dodał więc do łyżki kawałek gumki recepturki i przykleił ją do talerza (tylko na chwilę!).
Tym razem łyżka się nie wyrywała, ale za to wystrzeliła pianę prosto w nos Kuby. Chłopiec wyglądał teraz jak bałwanek z pianą zamiast marchewkowego nosa. Kuba się roześmiał, aż się zakrztusił powietrzem.
Jego młodsza siostra, Zuzia, zajrzała do pokoju.
— Co tu się dzieje? — zapytała.
— Wynajduję Samoczyszczącą Się Łyżkę — odpowiedział Kuba z powagą wynalazcy.
Zuzia spojrzała na brata, który miał pianę na nosie, a na biurku leżała łyżka związana sznurkiem i gumką.
— Wygląda na to, że łyżka jest czysta, ale ty potrzebujesz mycia — zachichotała.
— Wynalazki są dla odważnych! — odparł Kuba i wytarł nos w rękaw (na szczęście miał stary sweter).
Kuba postanowił ulepszyć wynalazek. Dodał jeszcze jedną sprężynkę, żeby szczoteczka nie kręciła się za szybko, i nakleił na łyżkę wielką etykietę: „SAMOCZYSZCZĄCA SIĘ ŁYŻKA – NAJLEPSZA NA ŚWIECIE (I NAJZABAWNIEJSZA)”.
Rozdział 4: Wielki pokaz i niespodzianka
Kuba uznał, że wynalazek jest gotowy na wielki pokaz rodzinny. Zaprosił do kuchni mamę, tatę i Zuzię. Wszyscy usiedli przy stole, a Kuba stanął dumnie z łyżką w ręce.
— Przedstawiam wam Samoczyszczącą Się Łyżkę! — ogłosił z poważną miną.
Zanurzył łyżkę w talerzu zupy, zjadł jedną łyżkę, nacisnął guzik i… szczoteczka zaczęła się kręcić, piana pojawiła się na łyżce, a wszystko – o dziwo! – działało jak należy. Łyżka była czysta!
Rodzina zaczęła bić brawo, chociaż Zuzia śmiała się tak głośno, że aż wypadła z krzesła.
— Kuba, to najśmieszniejszy wynalazek świata! — powiedziała mama.
Tata dodał: — Może następnym razem wymyślisz Samoczyszczący Się Talerz?
Kuba rozpromienił się na twarzy. — To dobry pomysł na jutro! — wykrzyknął.
Wszyscy byli zadowoleni. Nawet łyżka wyglądała, jakby się uśmiechała.
Rozdział 5: Jaki to był dzień!
Po pokazie Kuba posprzątał kuchnię (trochę piany było nawet na suficie) i usiadł z rodziną przy cieple herbaty.
— Kuba, jesteś prawdziwym wynalazcą — powiedziała mama, gładząc go po głowie.
Kuba poczuł się dumny. Może jego Samoczyszcząca Się Łyżka nie zmieniła świata, ale na pewno rozbawiła całą rodzinę. A przecież śmiech jest bardzo ważny!
Wieczorem Kuba zapisał w swoim zeszycie:
„Dziś wynalazłem Samoczyszczącą Się Łyżkę. Było dużo piany, trochę śmiechu i jeszcze więcej pomysłów na jutro. Kto wie, co wymyślę następnym razem? Ale jedno jest pewne – wynalazki są super!”
Kuba spojrzał na swoją łyżkę z wielką etykietą i uśmiechnął się szeroko.
Jaki to był dzień! Jaki wynalazek! Jaki śmiech! No i… jaki to był niesamowity, zakręcony, radosny i pełen pomysłów… jaki to był drogę!