Rozdział 1: Najlepszy pomysł pana Janka
Pan Janek mieszkał w żółtym domu na końcu ulicy Słonecznej. Każdego ranka budził się z szerokim uśmiechem i nowym pomysłem. A miał ich tyle, że czasem aż sam nie nadążał! W swoim garażu miał biurko, stołek i całą masę śrubek, młotków i kabli. Był wynalazcą. Ale nie takim zwyczajnym. Był wynalazcą, który lubił robić rzeczy, których nikt nie potrzebował, ale każdy chciałby mieć.
Pewnego ranka pan Janek zawołał swojego kota Stefana.
– Stefku, mam genialny pomysł! – powiedział, podskakując z radości.
Kot Stefan zamrugał sennie i wskoczył na stół.
– Zbuduję... maszynę do podwójnego śniadania! – ogłosił pan Janek.
– Miau? – zapytał Stefan, układając się wygodnie.
– Dokładnie! – Pan Janek już rysował na kartce: „Maszyna do podwójnego śniadania – dla każdego, kto nie lubi wybierać między naleśnikami a jajecznicą!”
Pan Janek od razu zabrał się do pracy. Przyniósł sitko, starą deskorolkę, gumową kaczkę i dwa garnki. Stefan obserwował to wszystko z wielkim zainteresowaniem.
– Stefan, podaj śrubokręt! – poprosił pan Janek.
Kot Stefan podał śrubokręt łapką (a przynajmniej próbował, bo śrubokręt spadł z hukiem na podłogę).
– Dziękuję, asystencie – zaśmiał się pan Janek.
Po godzinie maszyna była gotowa. Miała dwa przyciski, lejek i... parasol na górze.
– Czas na test! – zawołał pan Janek.
Włożył do maszyny kromkę chleba i jajko, nacisnął oba przyciski naraz i...
Buch! Z maszyny wyskoczyła kromka jajecznicowa! Cała w jajku, trochę w chlebie, a trochę... na panu Janku.
– Coś tu nie gra – mruknął pan Janek, wycierając nos.
– Miau! – zaśmiał się Stefan.
Rozdział 2: Maszyna, która wszystko miesza
Pan Janek nie zamierzał się poddawać. Przecież wynalazcy nigdy się nie poddają! Postanowił naprawić maszynę.
– Stefan, chyba muszę dodać mieszadło – powiedział.
Tym razem sięgnął po mikser. Przymocował go do środka maszyny, przykręcił śrubką i spojrzał na efekt.
– Teraz to będzie działać! – zawołał.
Włożył do maszyny kawałek sera i plasterek szynki.
– Gotowy, Stefku? – zapytał.
Kot Stefan miauknął i przysiadł tuż obok maszyny, gotów do obserwacji.
Pan Janek nacisnął przycisk. Maszyna zaczęła buczeć, kręcić się i... nagle z jej środka wyskoczyła kanapka! Ale nie byle jaka – kanapka była okrągła jak piłka i cała pokryta serem.
– Och! To miała być zwykła kanapka, a nie kulka do odbijania! – śmiał się pan Janek.
Stefan patrzył na kanapkę z zachwytem. Skoczył i pacnął ją łapką. Kanapka potoczyła się po garażu jak piłka.
– To chyba nowy rodzaj śniadania, Stefanie – śmiał się pan Janek.
Pan Janek postanowił wypróbować jeszcze raz. Tym razem do maszyny wrzucił banana i płatki kukurydziane.
– Może wyjdzie bananowa owsianka? – zastanawiał się.
Maszyna zabrzęczała, zakręciła się i... z jej środka wyskoczył bananowy... warkocz! Długi i śmiesznie powyginany.
– Ojej, co za bananowy warkocz! – zawołał pan Janek. – Chyba muszę coś zmienić.
Stefan popatrzył na niego i zamruczał.
– Masz rację, Stefanie. Może ta maszyna nie jest do śniadań, tylko do wymyślania śmiesznych rzeczy? – zapytał, a Stefan miauknął z aprobatą.
Rozdział 3: Wynalazek z niespodzianką
Następnego dnia pan Janek zbudził się z nowym pomysłem. Tym razem postanowił stworzyć... automatycznego podajnika skarpetek! Przecież każdy rano szuka skarpetek. A gdyby one same do niego przychodziły?
– Stefan, dzisiaj zbudujemy coś niezwykłego! – ogłosił.
– Miau! – odpowiedział Stefan.
Pan Janek znalazł sprężynę, rurkę od odkurzacza i stare pudełko po butach. Składał wszystko bardzo starannie, aż w końcu maszyna była gotowa. Na wierzchu miała wielki, czerwony guzik.
– Teraz naładujemy ją skarpetkami! – powiedział pan Janek i wsunął do środka swoje najśmieszniejsze skarpetki w żółte kaczuszki.
– Uwaga, Stefan, testujemy! – zawołał.
Nacisnął guzik i... z maszyny wystrzeliła chmura skarpetek! Skarpetki leciały po całym garażu jak kolorowe motyle.
– Ojej! Teraz to mam skarpetki wszędzie! – śmiał się pan Janek, próbując łapać je w locie.
Stefan patrzył na skarpetki z szeroko otwartymi oczami, a potem wskoczył w sam środek chmury. Zaczął się turlać i bawić, aż wyglądał jak kot w skarpetkowej czapce.
– Chyba skarpetki same przyszły, ale trochę za bardzo – śmiał się pan Janek.
– Miau! – potwierdził Stefan, zerkając spod skarpetkowej czapki.
Po chwili pan Janek uznał, że wynalazek wymaga małej poprawki.
– Może dołożę wiatraczek, żeby skarpetki nie latały po całym domu? – zastanowił się.
– Miau! – podpowiedział Stefan, wskazując łapką na wentylator.
Pan Janek zamontował wentylator i spróbował jeszcze raz. Tym razem skarpetki pojawiły się na stole – w równym rządku, gotowe do założenia.
– O, to już coś! – ucieszył się pan Janek.
Rozdział 4: Wielki dzień testów
W sobotę pan Janek postanowił pokazać swoje wynalazki sąsiadom. Zaprosił dzieci z ulicy Słonecznej i ich rodziców. Przygotował prezentację w swoim garażu.
– Witajcie w moim laboratorium wynalazków! – przywitał wszystkich.
Dzieci rozsiadły się na poduszkach, a Stefan dumnie przechadzał się po stole.
– Najpierw pokażę wam maszynę do podwójnego śniadania! – zapowiedział pan Janek.
Włożył do maszyny kawałek chleba i banana. Maszyna zabuczała, zakręciła się i... wypluła śniadaniową kulkę, która odbiła się od ściany i potoczyła prosto do rąk Antka.
– Ha! Mam piłko-kanapkę! – zaśmiał się Antek.
– Teraz czas na podajnik skarpetek! – ogłosił pan Janek.
Wcisnął guzik i z maszyny wyskoczyły skarpetki w kolorowe paski, układając się w zgrabny stosik na stole.
– Wow! – zachwyciła się Zosia. – Chciałabym taki w domu!
– A teraz… maszyna do niespodzianek! – powiedział pan Janek i wrzucił do środka plastikową kaczuszkę.
Maszyna zakręciła się, zabuczała i... wypluła kaczuszkę w śmiesznej czapce z papieru.
– To jest kaczuszka imprezowa! – wykrzyknął pan Janek, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Dzieci zaczęły wymyślać własne pomysły na wynalazki.
– Zrób maszynę do dmuchania balonów w kształcie serc! – zaproponowała Zosia.
– A może maszynę, która podaje lody na śniadanie? – dodał Antek.
Pan Janek notował wszystkie pomysły w swoim notatniku.
– To świetne pomysły! – powiedział. – Może razem coś zbudujemy?
– Tak! – zakrzyknęły dzieci.
Rozdział 5: Wynalazcy na medal
Następnego dnia pan Janek i dzieci zabrali się do pracy. Każdy przyniósł coś ciekawego: plastikowe rurki, kapsle, guziki, nawet stare okulary. Stefan przyglądał się temu wszystkiemu z powagą prawdziwego asystenta.
– Zaczynamy! – powiedział pan Janek. – Najpierw zbudujemy maszynę do dmuchania balonów!
Dzieci skręcały rurki, pan Janek montował pompkę, a Stefan testował balony łapką.
Po godzinie maszyna była gotowa. Miała wielki, żółty przycisk. Antek nacisnął go z całej siły i... balony wystrzeliły w powietrze! Jeden balon wylądował na głowie pana Janka, drugi na ogonie Stefana, a trzeci zatańczył w powietrzu jak motyl.
– Hurra! – krzyknęły dzieci.
– To chyba najlepsza zabawa na świecie – powiedział pan Janek.
Na koniec wszyscy, z panem Jankiem i Stefanem na czele, ustawili się w kółku.
– Wynalazcy na medal! – zawołał pan Janek i wyciągnął rękę do góry.
Dzieci też podniosły ręce, a Stefan machnął łapką. Wszyscy zrobili wielki high-five!
– I co, Stefanie? – zapytał pan Janek. – Wynalazki nie zawsze muszą działać dokładnie tak, jak chcemy. Ważne, żeby było wesoło!
Stefan zamruczał zadowolony, a dzieci już planowały kolejną wynalazczą przygodę.
I tak na ulicy Słonecznej nigdy nie było nudno.