Rozpoczęcie lata
W małym miasteczku pachniało trawą i kwiatami. Słońce wstało ciepłe i miękkie jak miękki koc. Czterech przyjaciół spotkało się pod starym dębem przy placu zabaw. Byli to: Zuzia, Franek, Hania i Tymek. Wszyscy mieli po pięć lat. Trzymali w rączkach plecaki wesołych kolorów.
– Hurra! Wakacje! – zawołała Zuzia. Miała warkocze jak dwa ogonki.
– Co dziś zrobimy? – zapytał Tymek. Miał kapelusz z daszkiem.
– Pójdziemy do centrum kultury – powiedziała Hania. Jej włosy lśniły jak miód.
– A potem lody! – dodał Franek i wszyscy się roześmieli.
Szli razem. Na chodniku skakały cienie liści. Słychać było śmiech. Powietrze pachniało truskawkami i świeżo skoszoną trawą. Dzieci opowiadały sobie historie o skarbach i statekach z papieru. Każde z nich czuło radość i lekkie podekscytowanie w brzuchu.
W sali zabaw
W centrum kultury była duża sala animacji. Ściany były pomalowane na jasnoniebiesko. Na podłodze leżały miękkie maty. Pojawiły się panie animatorki z uśmiechami jak promyki słońca. Powitały dzieci ciepło.
– Zrobimy dziś wielką grę zespołową – powiedziała jedna z pań. – Będziecie brać udział w wyprawie po smaki lata!
Dzieci podzielono na dwie drużyny. Zuzia i Tymek weszli do jednej, Hania i Franek do drugiej. Każda drużyna miała mapę z kolorowymi punkcikami. Trzeba było biegać, rozwiązywać zadania i zbierać naklejki-smaki. Dzieci skakały radośnie. Ich serca biły szybciej, ale były też ciche pytania: czy zdążą? czy poradzą sobie?
Pierwsze zadanie polegało na odnalezieniu skarbu ukrytego pod wielkim pudełkiem. Prawie nie mogli go podnieść. Razem poprosili panie o pomoc. Nauczyli się prosić słowami: „Proszę, pomóż nam”. Gdy pudełko się uniosło, zobaczyli w środku miseczki z małymi kostkami smaków. Każde dziecko mogło spróbować nowego smaku: mięta, brzoskwinia, mango. Zuzia zamknęła oczy i najpierw poczuła chłód mięty. Potem uśmiechnęła się szeroko, bo smak był ciekawy i słodko-ostry. Hania spróbowała mango i zaskoczyła się tropikalnym zapachem.
Franek był trochę niepewny. Nie znał smaku brzoskwini. Jego buzia drgnęła. Wykrzyknął: „Nie chcę!” Jego oczy zrobiły się mokre. Tymek stanął obok i powiedział spokojnie: „Franeczk, możesz tylko powąchać. Możesz też powiedzieć, że nie chcesz”. Franek wziął wdech i powiedział: „Boję się spróbować”. Pani animatorka przytuliła go i pomogła znaleźć słowa: „Czuję się niepewnie, ale chcę spróbować mały kęs”. Franek spróbował i zaskoczony zawołał: „Smakuje jak lato!” Uśmiech wrócił na jego twarz.
Następne zadanie było już grupowe. Trzeba było zbudować most z kolorowych klocków, żeby przenieść ogromne papierowe lody na drugą stronę sali. Drużyny pracowały razem. Raz się zawaliło. Ktoś poczuł złość, ktoś smutek. Zuzia powiedziała: „Jestem trochę zła, bo most się rozpadł”. Hania odparła: „Ja też. Zróbmy przerwę i wypijmy wody”. Dzieci nauczyły się nazywać swoje uczucia. Po chwili oddechu spróbowały jeszcze raz i most stał się silniejszy niż wcześniej. Wspólna praca dawała radość.
Był też moment, gdy musieli improwizować taniec smaku. Każde dziecko miało pokazać ruchem, jak czuje lody o smaku cytryny, jagody lub wanilii. Tymek zatańczył jak skacząca pomarańcza, a Hania jak miękka chmurka wanilii. Śmiech odbijał się echem od ścian. Muzyka była ciepła, a światło wpadało przez okna jak złote blaski.
Mały zwrot nastąpił, gdy Franek zgubił swoją naklejkę-smak. Szukał wszędzie i zrobiło mu się smutno. Płakał cicho. Zuzia, która widziała, że był naprawdę zmartwiony, podeszła i zapytała: „Co się stało?”. Franek odpowiedział: „Zgubiłem naklejkę. To moja ulubiona”. Zuzia powiedziała: „Poczekaj, poszukamy razem. Mogę pożyczyć ci swoją, jeśli chcesz”. Poszli razem i znaleźli naklejkę schowaną pod matą. Franek ucieszył się i mocno przytulił zuzię. Dzieci zrozumiały, że mówienie o uczuciach pomaga znaleźć rozwiązania.
Wieczór na łące i otwarty horyzont
Po zabawie w sali dzieci wyszły na zewnątrz. Słońce chyliło się ku zachodowi. Niebo miało kolory moreli i różu. Podeszli nad małą łąkę za centrum kultury. Tam leżały kocyki i koszyk z nowymi smakami do spróbowania. Mama Hani przyniosła sałatkę owocową z nowym składnikiem — limonką. Dzieci patrzyły z ciekawością.
– Spróbujmy po trochu – zaproponowała Hania. – Możesz powiedzieć, jeśli nie lubisz.
Zuzia przełknęła kawałek limonki i zrobiła minę zaskoczoną. Potem uśmiechnęła się: „To jest kwaśne i rześkie. Lubię to!”. Franek spróbował powoli i powiedział: „Jest ciekawie. Lubię trochę, ale nie za dużo”. Każde dziecko mówiło, co czuje. Mówienie pomagało zrozumieć siebie i innych. Dzieci śmiały się, wymieniały smaki i opowiadały o tym, co najbardziej im się podobało tego dnia.
Na łące pojawił się lekki wiatr. Tańczył trawami i szeptał historię o morzu. Dzieci rozciągnęły ręce i poczuły chłód powietrza na dłoniach. Hania zamknęła oczy i powiedziała: „Czuję spokój i radość. To jest lato”. Tymek usiadł na kocyku i nagle zrobił poważną minę. Zapytał: „A co zrobić, jeśli kiedyś poczuję strach przed nowymi rzeczami?”. Zuzia odparła: „Możemy sobie pomagać. Mówimy wtedy, co czujemy. To pomaga”. Franek dodał: „I możemy próbować małymi krokami”.
Później był mały konkurs: kto namaluje najładniejszy zachód słońca. Dzieci malowały palcami farbki na dużym papierze. Kolory mieszały się jak sorbet. Każde pociągnięcie pędzla było śmiechem. Obraz wyszedł pełen barw i uśmiechów. Pani animatorka powiesiła go na ścianie sali. Dzieci patrzyły z dumą.
Zbliżał się wieczór. Rodzice przyjechali po dzieci. Przytuliny były długie i miękkie. Każde z dzieci dostało mały list z naklejką-smakiem jako pamiątkę. W drodze powrotnej rozmawiali o planach na jutro: jest wycieczka nad rzekę, gra w chowanego u babci i wieczór z bajkami na kocu.
Na końcu spaceru dzieci zatrzymały się na wzgórku przy drodze. Przed nimi rozciągał się szeroki horyzont. Niebo i pola łączyły się daleko, daleko. Świat wydawał się wielki i pełen możliwości. Słońce powoli znikało, ale zostawiło złotą drogę świetlną na trawie.
Zuzia spojrzała na przyjaciół i powiedziała cicho: „Dziś nauczyłam się mówić, że jestem trochę przestraszona. I to było ok”. Tymek dodał: „Ja nauczyłem się, że nowe smaki są ciekawe”. Hania szepnęła: „Nauczymy się razem mówić o tym, co czujemy”. Franek uśmiechnął się i powiedział: „A ja już nie boję się próbować małych rzeczy”.
Wszyscy razem przytulili się i popatrzyli na otwarty horyzont. Poczuli, że lato jest wielkie jak morze, pełne nowych smaków i przygód. I że zawsze mogą mówić o tym, co czują. Było to bezpieczne i dobre uczucie.
Gdy rodzice odjechali, dzieci jeszcze przez chwilę stały i patrzyły na kończący się dzień. Szept wiatru niósł obietnicę kolejnych zabaw i kolejnych smaków do spróbowania. Na twarzach malowały się spokojne uśmiechy. Każde z nich wiedziało, że jutro też będzie ciekawe. I że razem łatwiej nazwać swoje emocje i spróbować nowych rzeczy.
Tak minął pierwszy dzień wakacji. Był ciepły, pełen śmiechu i małych odkryć. Dzieci wróciły do domów z sercami lżejszymi i z nową odwagą. A horyzont dalej stał otworem, zapraszając do następnych dni pełnych smaków, przyjaźni i słów, które pomagają zrozumieć siebie.