Rozdział 1
Na skraju małego miasteczka rosły stare drzewa. Ich liście szeptały jak miękkie rękawiczki. Małe dzieci z przedszkola patrzyły na nie z czułością. Wśród nich były Hania i Kuba. Oboje mieli po pięć lat. Hania miała warkocze jak dwa zielone pajączki, a Kuba nosił niebieską czapkę z małą plamką ziemi — zawsze wracała po zabawie.
Pewnego słonecznego dnia pani przedszkolanka zaprowadziła dzieci do ogródka za przedszkolem. Powietrze pachniało trawą i jabłkami. Pszczoły brzęczały leniwie, a gałązki delikatnie kołysały się nad głowami. Pani powiedziała, że dziś będą rozmawiać o drzewach i o tym, jak troszczyć się o naszą planetę. Hania uśmiechnęła się szeroko. Uwielbiała drzewa. Często siadała pod wielkim dębem i wyobrażała sobie, że jest ptakiem. Kuba patrzył z zainteresowaniem, ale jego dłonie ciągle sięgały po papierek śniadania i rzucały go pod stopę. Robił to nie myśląc.
Dzieci miały kolorowe koszyczki. Miały też małe widelczyki i talerzyki. Pani pokazała, jak rozdzielać śmieci: papier do niebieskiego pojemnika, resztki jedzenia do zielonego, a plastik do żółtego. Hania delikatnie wrzuciła obierki jabłka do kosza na kompost. Jabłko zaszeleściło, jakby podziękowało. Kuba patrzył. W kieszeni jego kurtki dzwoniły zmięte opakowania po landrynkach.
Przedszkolny ogródek był cichy i spokojny. W dali słychać było śmiech. Hania podeszła do dębu i położyła dłoń na chropowatej korze. Poczuła ciepło słońca i mały impuls odpowiedzialności. Drzewo było jak stary przyjaciel. Chciała, żeby było zdrowe i szczęśliwe.
Rozdział 2
Nadszedł dzień projektu w przedszkolnej stołówce. Stołówka pachniała zupą marchewkową i chlebem. Przy stołach siedziały maluchy, a nad nimi wisiał plakat: "Nie marnujemy! Dzielimy się!" Pani rozdawała małe talerzyki i zachęcała, żeby brać tyle, ile się zje. Hania ułożyła na talerzyku porcję zupy i kawałek chleba. Kuba wziął trzy chlebki i trochę zupy. Gdy wstał, jeden z chlebków wypadł mu z ręki na podłogę. Od razu go podniósł, ale kawałek opakowania po jabłku został leżący obok krzesła. Inni zaczęli sprzątać swoje miejsca. Hania zauważyła papier. Uklękła i podniosła go. Papier szeleścił cicho jak mały wiatr.
Pani przedszkolanka zaczęła opowiadać krótką historię o drzewie i śmieciach. Mówiła, że jeśli papiery i opakowania lądują na ziemi, czasem trafiają do kiszek małych zwierząt. Powiedziała też, że rozkład papieru trwa i że drzewom nie jest przyjemnie, kiedy ziemia jest zaśmiecona. Hania starannie włożyła papier do kosza na papier. Kuba spojrzał z lekkim zawstydzeniem. Pomyślał o dębie z ogródka. Jego plamka ziemi na czapce przypomniała mu, że lubi bawić się na podwórku. Nie chciał, żeby miejsce, w którym bawią się drzwi, było brudne.
W stołówce rozpoczęła się zabawa zbierania resztek na kompost. Dzieci śpiewały krótką piosenkę o marchewce, która wracała do ziemi, by stać się nową roślinką. Hania i Kuba wrzucali resztki do zielonego pojemnika. W ich oczach pojawiła się radość. Każdy ruch był ważny. Każde wrzucenie obierki było jak mały akt dobroci dla roślin.
Później pani pokazała, jak można podzielić się jedzeniem. Pokazała, że jeśli weźmie się za dużo, można podać część drugiemu dziecku. Hania podzieliła się swoim chlebkiem z koleżanką, która miała mały apetyt. Dzielenie sprawiło, że chleb smakował lepiej. Kuba zobaczył, że dzielenie jest ciepłe jak kocyk. Uśmiechnął się.
Rozdział 3
Po południu dzieci poszły z powrotem do ogródka. Zabrały swoje miskowate narzędzia do podlewania. Słońce było miękkie, jak miód. Hania i Kuba podlewali maleńkie sadzonki. Woda chlapała cicho i lśniła w słońcu. Hania położyła ręce w ziemi i poczuła chłodne ziarenka. Pomyślała o dębie i o wszystkich drzewach. Chciała, żeby rosły zdrowo.
W pewnym momencie Kuba zauważył kawałek plastiku przy ławce. Przez chwilę patrzył i nie ruszał się. Potem Hania podeszła bliżej. Spojrzała na niego ciepło i delikatnie powiedziała, dlaczego nie warto rzucać śmieci. Jej głos był spokojny jak szept liścia. Hania powiedziała, że papierki mogą zranić małe zwierzątka, że plastik nie znika i że śmieci psują ładne miejsca, gdzie bawią się dzieci. Kuba słuchał. Jego oczy były duże i poważne. Pomyślał o lisku, którego kiedyś widział za ogrodzeniem. Nie chciał, żeby lisek znalazł coś niebezpiecznego.
Bez większej rozmowy Kuba pochylił się i zebrał plastik. Włożył go do kieszeni, jakby chował skarb. Hania uśmiechnęła się. Podeszli razem do kosza. Wspólnie wyrzucili śmieci i klapnęli dłońmi jak małe bębny. Było to proste i delikatne, ale miało znaczenie.
Następnego dnia przedszkolaki oprowadzały rodziców po ogródku. Pokazywały, gdzie podlewały sadzonki, gdzie robiły kompost i jak dzielą się jedzeniem. Hania i Kuba trzymali tabliczkę z prostym napisem: "Chrońmy drzewa — sprzątajmy razem." Dorośli bili brawo. Nie było wielkich słów. Był uścisk i ciepły uśmiech. Rodzice poczuli, że ich dzieci uczą się czegoś ważnego.
Rozdział 4
Pewnego wieczoru Hania usiadła pod dębem i przytuliła się do korzenia. Świerszcze grały cichą melodię. Pomyślała o wszystkich prostych gestach, które zrobiła: podniesienie papierka, podzielenie chleba, podlewanie sadzonki. Każdy gest był jak kropla w rzece. Kropla nie zmienia rzeki samotnie, ale razem tworzą nurt, który gładko niesie życie.
Kuba przyszedł z niebieską czapką i przykucnął obok Hani. Nie rozmawiali dużo. Uśmiech wystarczył. W dali widać było przedszkolną stołówkę, gdzie jutro znów będą dzielić się jedzeniem. Hania i Kuba poczuli ciepło w sercach. Wiedzieli, że drobne rzeczy — nie rzucanie śmieci, dzielenie, podlewanie — naprawdę pomagają drzewom i zwierzętom. Wiedzieli też, że dzielenie sprawia, że świat jest lżejszy.
Następnego dnia do sali przyszła nowa koleżanka. Miała świeże buciki i trochę się bała. Hania podała jej plasterek jabłka. Kuba przyniósł dodatkową łyżeczkę do zupy. Dzieci usiadły razem i zjadły posiłek. Było spokojnie i wesoło. Nowa koleżanka poczuła się lepiej i szybko się uśmiechnęła.
Wieczorem pani przedszkolanka opowiedziała jeszcze jedną krótką zagadkę: Co to jest, co rośnie, daje cień i dom dla ptaków, a my możemy mu pomóc, jeśli nie wyrzucamy śmieci? Dzieci odpowiedziały chóralnie: Drzewo! Uśmiech był szeroki jak księżyc.
Na końcu projektu dzieci napisały proste hasło, które wisiało przy wejściu do przedszkola: "Mały gest — wielka pomoc." Hania i Kuba patrzyli na nie z dumą. Wiedzieli, że ich działania były ważne. Nie były wielkimi czynami, ale były dobre i piękne.
Noc była cicha. Liście drzew opowiadały sny o deszczu i słońcu. Hania i Kuba zasnęli z myślą, że jutro znów podleją sadzonki, znów podzielą się chlebem i znów podniosą papier, jeśli go zobaczą. Wiedzieli, że każdy mały gest jest jak uścisk dla ziemi. I że razem, trzymając się za ręce, można sprawić, że świat będzie czystszy i cieplejszy.