Trwa ładowanie...
Opowieści cyrkowe 9-10 lat Czytanie 11 min.

Marsz dyrektora i serce w trocinach

Kuba i jego przyjaciele przygotowują się do wielkiego występu w cyrku, ucząc się, jak oddychać i maszerować razem, by pokazać publiczności magię przyjaźni i radości. W miarę postępów w próbach odkrywają, że serce cyrku tkwi w ich wspólnych doświadczeniach i pewności siebie.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Il y a trois personnages principaux : Kuba, un garçon de 9 ans en marynarka rouge à paillettes, tient un klaxon brillant. Jaś, également 9 ans, porte un pantalon rayé et une chemise blanche, regarde Kuba avec curiosité. Zosia, 10 ans, au centre en robe à pois, tient une corde de jonglage. Ils sont sous un chapiteau de cirque avec des rideaux rouges et des lumières scintillantes. Le sol est couvert de copeaux de bois dorés. Les enfants répètent un numéro de cirque : Kuba souffle dans le klaxon, Jaś danse, et Zosia jongle. Des confettis colorés tombent autour d'eux, créant une ambiance joyeuse et magique. zgłoś problem z tym obrazem

Rozgrzewka przy klaksonie

Kuba i Jaś stali na placu cyrkowym, a pod nogami skrzypiały świeże trociny — pachniały słodko jak domowe ciastka. Na środku namiotu błyszczała wielka scena, a za nią ciągnęły się kolorowe kulisy: czerwone kotary, skrzynie z kostiumami, stosy kapeluszy i plakatów. Było słychać szmer rozmów, odgłos akordeonu i śmiech kilku pracowników, którzy kończyli przyczepiać lampki.

— Dzisiaj pierwsza próba marszu — powiedział Kuba, robiąc teatralny ukłon. Miał na sobie za dużą marynarkę Szanownego Dyrektora, z paskiem z cekinów, który śmiesznie mu zsuwał się na ramię.

— I pierwszy oddech — dodał Jaś, trzymając w ręku stary klakson, który znaleźli w magazynie. Klakson był trochę pognieciony i wydawał dźwięk jakby ktoś próbował zaprosić do tańca stado mrówek.

Obaj mieli po dziewięć lat i nic nie sprawiało im więcej radości niż cyrk. To był ich drugi dom: na powitanie wszyscy dawali sobie bucik podpisany imieniem, a koty cyrkowe siedziały na głowach przechodzących.

— Maszerujemy na trzy uderzenia, oddech przed wejściem i wielkie serce w trocinach — powiedziała Pani Lalka, opiekunka kostiumów, która zawsze miała w kieszeni gumową rybkę. — Serce w trocinach to nasza tajemnica. Tylko kto je znajdzie, temu cyrk będzie śmiał się cały wieczór.

Kuba i Jaś spojrzeli po sobie z błyskiem w oczach. Zadanie proste: ćwiczyć marsz i oddech, a przy okazji znaleźć serce ukryte w trocinach. Serce? Brzmiało jak zagadka, a zagadki to ich ulubiona rozrywka.

— Najpierw oddychanie — zaproponował Jaś, robiąc minę trenera sportowego. — Wdech nosem, wydech ustami, powoli, jakbyśmy dmuchali bańki mydlanej wielkości słonia.

Kuba zamknął oczy i spróbował. Wdech, wydech, a przy trzecim oddechu klakson wypadł mu z rąk i zaczął dzwonić... kompletnie przypadkowo, ale bardzo uroczym sposobem. Dźwięk rozchodził się niczym malutki orszak. Ludzie w kulisach zaczęli się śmiać, a Pani Lalka klaśnięciem ogłosiła koniec rozgrzewki.

I tak rozpoczęła się ich próba: oddychanie, klakson, marsz na trzy uderzenia i śmiech, który rozpraszał tremę.

Marsz dyrektora

Na pierwszym podejściu próbowali zagrać scenę wejścia Dyrektora. Kuba był Dyrektorem, a Jaś asystentem, który ciągle zapominał papieru z listą numerów. Byli wesołymi amatorami, ale chcieli wyglądać jak prawdziwi profesjonaliści.

— Uwaga! — zawołał Kuba, stawiając jedną nogę przed drugą i wyciągając rękę z cekinowym paskiem. — Marsz dyrektora!

Maszerowali razem, krok, krok, krok, trzy uderzenia bębenka, który ktoś dyskretnie stukał za kulisą. Na początku potykali się o własne sznurowadła i o luźne flary marynarki. Jaś co chwilę mrugał, bo miał w oczach trociny, które wiatr wzbił przy każdym ich kroku. Ale z każdym powtórzeniem marsz stawał się bardziej zsynchronizowany. Ich stopy zaczęły robić rytm, jakby ktoś grał na tamburynie pod ziemią.

W połowie próby pojawiła się niespodzianka: do marszu dołączył mały szkrab z zespołu klaunów — Antoś, który potrafił zrobić salto na jednej ręce i nosił kapelusz większy od własnej głowy. Antoś dołączył do parady, robiąc dziwne miny i stukając drewnianą łyżką w wiadro.

— Dorzućmy trochę konfetti! — krzyknął i rzeczywiście, ktoś odpalił tubę z kolorowym papierem, który sypał się jak jesienne liście. Konfetti wzniosło się w powietrze i opadło na ich ramiona niczym drobny deszcz gwiazdek.

Wtedy wydarzyło się coś, co wywołało seria "ooooh" z widowni próbującej zza kotary: spod jednej ze skrzyń wyskoczyło małe, pluszowe serce, zupełnie jakby samo chciało dołączyć do parady. Było miękkie, zrobione z czerwonego filcu, ale zamiast przeszyć, ktoś wsypał do środka trociny — i patrząc na nie, można było poczuć zapach drewna i starych opowieści.

Kuba zatrzymał się z zamiarem teatralnego pokłonu i chwycił serce. Było ciepłe od dotyku, a trociny w środku łaskotały jak stado mucha. Publiczność kulis zachichotała, a Jaś odetchnął głęboko, tak jak ćwiczyli: wdech... wydech... i nagle march trwał dalej idealnie zsynchronizowany.

— To musi być to serce! — zawołał Jaś, ale Pani Lalka potrząsnęła głową i uśmiechnęła się tajemniczo.

— To serce jest... początkiem — powiedziała. — Prawdziwe serce cyrku to coś więcej. Musicie je znaleźć razem, kiedy wszyscy będą grać.

Tak zaczęła się ich prawdziwa misja: marsz dyrektora nauczył ich rytmu, ale serce było zagadką, która miała odkryć, co naprawdę znaczy cyrk.

Tajemnice w kulisach

Kuba i Jaś wędrowali między kotarami jak dwaj mali detektywi. Szukali wskazówek. Znaleźli kapelusz z króliczymi uszami, który mówił " hola" tylko wtedy, gdy ktoś stanął na jednej nodze; znaleźli skrzynię z puzonami, które zamiast trąbić, śpiewały operowe "tra-la-la"; i znaleźli gliniane buty, które zmieniały rozmiar w zależności od opowiadanego kawału.

— Tu wszystko ma swoje małe dziwactwo — powiedział Jaś, podnosząc lusterko, w którym odbijała się ich misterna, lekko pomarszczona marynarka.

W pewnym kącie, pod starym, zakurzonym reflektorem, zauważyli kartkę. Na niej było napisane: "Serce cyrku bije tam, gdzie ktoś dzieli się oddechem i uśmiechem." Kuba i Jaś odczytali to na głos. Brzmiało jak rada składająca się z pięciu piórek i dwóch jabłek.

— Dzielimy oddech i uśmiech — powtórzył Kuba. — To znaczy, że musimy wykonać numer z kimś innym. Z kimś, kto też oddycha i się śmieje.

Właśnie wtedy zza kurtyny wyszła młoda akrobatka — Zosia, która potrafiła wisieć na haku jak zegarek. Miała na sobie sukienkę w groszki i oczy błyszczące jak krople rosy.

— Potrzebujecie partnera? — zapytała z uśmiechem. — Mogę być waszym trzecim nogą...

Zosia zaproponowała, żeby spróbowali wspólnego ćwiczenia: trzy osoby, trzy oddechy, trzy kroki i jedno wielkie serce. Ułożyli się w trójkę: Kuba po lewej, Jaś po prawej, Zosia w środku. Wdech wszyscy razem. Wydech razem. Potem krok — krok — krok. Ich stopy zrobiły nowy rytm, delikatny jak tapnięcie świerszcza na skosie sceny.

Nagle pod stopami Jaś poczuł coś miękkiego. Sięgnął i wyciągnął jeszcze jedno serce. Tym razem było zrobione z włóczki, a w środku szeleściły drobne papierki z napisem "dziękuję", "brawo", "jesteś super". Włóczkowe serce i filcowe serce zaczęły razem przyćmiewać światło reflektorów — ale wcale nie dosłownie, tylko w ten sposób, że wszyscy poczuli ciepło.

— To już dwa — mruknął Kuba. — Znajdujemy coraz więcej!

Zosia uśmiechnęła się szeroko i poklepała ich po ramionach.

— Serce cyrku to nie jeden kawałek materiału — powiedziała cicho. — To kawałki uśmiechów, które składamy do kupy.

Chłopcy zrozumieli, że prawdziwe serce leży w drobnych gestach: w podaniu rekwizytu, w trzymaniu liny, gdy ktoś się boi, w poklepywaniu po plecach. Postanowili więc zbierać te małe serduszka jak dzieci zbierają muszelki na plaży.

Wielki występ i serce w trocinach

Dzień występu nadszedł szybciej niż myśleli. Namiot pachniał ciastkami i karmelem, publiczność szumiała jak las, a lampy świeciły jaśniej niż gwiazdy na zimowym niebie. Kuba i Jaś mieli serca z materiału i włóczki zamocowane do kieszeni, a Zosia trzymała małą torebkę pełną drobnych karteczek z pochwałami.

Przed wejściem Pani Lalka podała im stary, drewniany klucz.

— Ten klucz otwiera serce cyrku — rzekła z powagą. — Ale pamiętajcie: nie jest to żaden magiczny mechanizm. Klucz działa tylko wtedy, gdy wy otwieracie swoje serca.

Weszli na scenę. Najpierw marsz dyrektora: krok, krok, krok, trzy uderzenia bębenka. Konfetti poleciało, klaun Antoś zrobił salto, a publiczność klasnęła tak, że kurtyny zadrżały. Potem był numer Zosi: salto, zawis, ukłon. W przerwie między nimi Kuba i Jaś mieli pokazać, jak oddychać i maszerować razem — pokaz prostej synchronizacji, który miał przemówić do serc.

Stanęli twarzą do widowni, wzięli oddech razem i zaczęli marsz. Ich kroki brzmiały jak bębny małego orszaku, a klakson, który chlapał od czasu do czasu, dodawał nutkę komizmu. Gdy dochodzili do środka sceny, obaj zatrzymali się i wyciągnęli ręce z kieszeni. Z kieszeni wypadły filcowe i włóczkowe serca, oraz karteczki z "dziękuję". Serduszka zatańczyły w powietrzu i opadły delikatnie na trociny, tworząc małe czerwone plamy na złotych wiórach.

Publiczność zaśmiała się i wzruszyła jednocześnie — ktoś powiedział "ooooh", a potem "hahaha!" — idealne połączenie. Wtedy wszyscy w kulisach zaczęli wychodzić jeden po drugim: clowni, akrobaci, muzycy, a nawet stary kapelusznik, który trzymał w dłoniach słoik pełen uśmiechów. Każdy dokładał do trocin po jednym serduszku.

Z boku sceny Pani Lalka podała Kubie drewniany klucz. Chłopcy podeszli do wielkiej drewnianej skrzyni, którą od początku próby trzymali na uboczu. Skrzynia była stara, rzeźbiona, a na wieku miała namalowane małe serce. Kuba włożył klucz, przekręcił — i skrzynia otworzyła się z cichym skrzypnięciem, jakby właśnie ktoś odsuwał zasłonę przygotowań.

W środku nie było skarbów ani złota. Był tam stos trocin, pięknie pachnących, i maleńkie serduszka, które ułożyły się w kształt większego serca. Kiedy chłopcy wsunęli ręce do środka, trociny zaskwierczały i zatliły się niczym malutkie ogniki. Z tych ogników uniósł się ciepły zapach, a z trocin zrodził się delikatny dźwięk — jakby tysiąc małych ptaszków ćwierkało na znak wdzięczności.

Publiczność zaczęła bić brawo, ale to było coś więcej — to było bicie serc. Wszystkie ręce, które wcześniej śmiały się i pomagały, teraz biły rhythm. Kuba spojrzał na Jasia, a Jaś na Kubę. Obaj zrozumieli to samo bez słów: serce cyrku nie było tylko w którymś sercu z filcu czy włóczki. Było w ich wspólnym oddechu, w rytmie wspólnego marszu, w drobnych gestach, które składali jak fragmenty mozaiki.

Kiedy próba dobiegła końca, Pani Lalka wyszła na scenę i powiedziała: — To serce w trocinach bije dzięki wam — i wskazała na dzieci i artystów. — Bijcie dalej, a cyrk nigdy nie zgaśnie.

Na koniec serduszka w trocinach rozświetliły się jeszcze jaśniej i wypuściły w powietrze małe złote iskierki. Dzieci z widowni podniosły ręce, chcąc je złapać, a dorośli uśmiechali się z czułością. Kuba i Jaś zeszli ze sceny trzymając się za ręce, pewni, że gdziekolwiek pójdą, zawsze będą nosić serce cyrku ze sobą — nie w kieszeni, ale w piersi.

I tak, między klaksonami, krokiem marszu i słodką wonią trocin, nauczono ich najważniejszej sztuczki: najpiękniejsza magia to ta, którą tworzymy razem.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Trociny
Małe kawałki drewna, które powstają przy cięciu.
Marsz
Rytmiczne chodzenie w grupie, często z muzyką.
Synchronizowany
Robiony w tym samym czasie, równocześnie.
Konfetti
Małe, kolorowe kawałki papieru rzucane na święta.
Akrobatka
Osoba, która wykonuje trudne ćwiczenia gimnastyczne.
Oddech
Wdech i wydech powietrza do płuc.
Reflektor
Lampa świecąca mocnym światłem na scenie.
Drewniany klucz
Klucz wykonany z drewna, często ozdobny.
Skrzyżowanie
Przecięcie się dwóch lub więcej ścieżek.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o cyrku dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.