Trwa ładowanie...
Opowieści cyrkowe 9-10 lat Czytanie 11 min.

Tamburyn Tygrysa Tymka i wielka parada w cyrku Fikołek pod Gwiazdami

Tygrys Tymek ma zagrać na tamburynie podczas wielkiego pokazu, lecz gdy instrument znika, wyrusza na poszukiwania i uczy się odpowiedzialności oraz współpracy z innymi artystami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Tymek młody antropomorficzny tygrys w pomarańczowo-czarnych paskach, pewny siebie lecz lekko zdenerwowany, trzyma drewniany tamburyn z małymi srebrnymi dzwoneczkami stojąc na zielonym znaczniku pośrodku sceny; Pani Pędzelkowa kuna dekoratorka szara z puszystym ogonem stoi za sceną po prawej, uśmiechnięta, trzyma złotą girlandę i poprawia papierową gwiazdę; koza-klaun z dużymi rogami i czerwonym makijażem po lewej, dumna, trzyma ostrożnie tamburyn; Dyrektor Dromader chudy dromader z dużym kapeluszem i grubym wąsem w tle na środku, podnosi racicę, by zapowiedzieć numer; po prawej w tle słoń Stefek niebieskoszary z trąbą uniesioną i unoszącymi się bańkami mydlanymi; namiot cyrkowy duży i okrągły w czerwono-żółte pasy, drewniana podłoga z kolorowymi oznaczeniami, ciepłe reflektory rzucające wyraźne cienie, girlandy, konfetti i wiszące gwiazdki; scena tuż przed wejściem: skupione podekscytowanie, żywe kontrastowe kolory, widoczne postrzępione papierowe tekstury, warstwowa kompozycja, światło skupione na Tymku i tamburynie. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Tamburyn dla tygrysa

W cyrku „Fikołek pod Gwiazdami” pachniało popcornem, trocinami i czymś jeszcze… jakby ktoś uprał chmurę w lemoniadzie. Wszyscy biegali w kółko, bo wieczorem miał być wielki pokaz.

Tymczasem Tygrys Tymek stał za kulisami i patrzył na swój nowy tamburyn. Był okrągły, błyszczący i miał dzwoneczki, które brzmiały jak śmiech wróbli na sprężynkach.

„No dobra, Tymek” — mruknął do siebie. — „Jedno zadanie: wchodzić w rytmie. Nic więcej. Proste!”

W tej samej chwili obok pojawiła się Pani Pędzelkowa, dekoratorka areny. Była to kuna z kitą tak długą, że czasem robiła nią przeciąg.

„Tygrysie, uważaj!” — zawołała. — „Ja tu rozkładam girlandy! Jeśli potrącisz, to całe gwiazdy spadną na ziemię.”

„Na ziemię? Gwiazdy?” — Tymek zrobił wielkie oczy.

„Spokojnie, papierowe” — uspokoiła go i przyczepiła złotą gwiazdkę do liny. — „Ale i tak szkoda. Wiesz, ile kleju poszło?”

Tymek przytaknął, choć nie wiedział. Klej w cyrku był jak przyprawa w zupie: zawsze się kończył w najmniej odpowiednim momencie.

Nagle zza kotary wyskoczył Dyrektor Dromader, z wąsem jak dwie złączone szczotki.

„Uwaga, uwaga! Próba wejść w kadencji!” — zawołał. — „Tymek, ty grasz na tamburynie. Masz prowadzić nasze wejście. Odpowiedzialna sprawa!”

„Odpowiedzialna?” — Tymek przełknął ślinę.

„Tak. Jeśli zagrasz za szybko, klauni wpadną na liny. Jeśli za wolno, publiczność zdąży zjeść cały popcorn przed pierwszym numerem. A to byłaby katastrofa… dla kasy!” — Dyrektor mrugnął.

„Dam radę!” — powiedział Tymek, choć jego ogon zaczął nerwowo zamiatać trociny.

Rozdział 2: Próba, czyli marsz i dzwoneczki

Na arenie ustawiono kolorowe znaczniki: czerwone kółka dla klaunów, niebieskie dla akrobatów i jedno zielone w samym środku.

„To dla ciebie” — oznajmiła Pani Pędzelkowa. — „Jak staniesz na zielonym, to będziesz wyglądał jak główna sałata w sałatce.”

„Tygrys jako sałata…” — Tymek prychnął. — „No pięknie.”

Dyrektor klasnął w łapy. „Zaczynamy! Kiedy zagram: raz-dwa-trzy, wchodzą klauni. Kiedy zagram: cztery-pięć, wchodzą żonglerzy. A na wielkie BUM! wchodzi słoń Stefek z trąbką.”

„Ja mam zrobić BUM?” — zapytał Tymek.

„Tak, ale bez rozwalania tamburynu” — dodał Dyrektor.

Tymek uniósł tamburyn i spróbował. „Dzyń-dzyń… dzyń-dzyń!”

Klauni weszli równo jak kaczki na spacerze. Tyle że były to kozy-klauni, więc jedna kaczka… to znaczy koza… zaczęła podgryzać znacznik.

„Hej! To moje czerwone kółko!” — zaprotestowała koza.

„To nie marchew” — odparł drugi klaun, małpa w meloniku. — „To dekoracja!”

„Dekoracja też może być smaczna” — mruknęła koza i schowała kółko za plecami.

Tymek grał dalej. „Dzyń-dzyń! Dzyń!”

Wchodzili żonglerzy — wydry w paskowanych kamizelkach — podrzucając piłki. Jedna piłka poleciała za wysoko, odbiła się od reflektora i… trafiła prosto w tamburyn.

„Ojej!” — zawołała wydra. — „To było celowo! To nowy styl!”

Tamburyn zabrzęczał tak głośno, że słoń Stefek, który jeszcze nie miał wchodzić, kichnął potężnie.

„Aaaa… PSIK!” — i z jego trąby wyleciała chmura konfetti, która przykleiła się do wąsa Dyrektora.

Dyrektor spojrzał w górę, potem na swój wąs, który wyglądał teraz jak tęcza po burzy. „Kontynuujemy. Spokojnie. Cyrk to sztuka panowania nad chaosem.”

Pani Pędzelkowa podbiegła do Tymka. „Tygrysie, grasz świetnie, ale pamiętaj: rytm to odpowiedzialność. Jak ty się pomylisz, to ja potem zbieram rozsypane gwiazdy.”

Tymek wyprostował się. „Obiecuję, że będę grał równo jak… jak metronom!”

„Metronom?” — zdziwiła się kuna. — „A to się je?”

„Nie, to się… tyka” — odparł Tymek i sam się rozśmiał.

Rozdział 3: Znikający tamburyn i podejrzane dzwonki

Po próbie Tymek odłożył tamburyn na skrzynię z napisem „NIE DOTYKAĆ (chyba że wiesz, co robisz)”. Ponieważ Tymek nie był pewien, czy wie, co robi, postanowił nie dotykać już niczego.

Poszedł napić się wody. Gdy wrócił… skrzynia była pusta.

„Nie… nie… nie!” — szeptał. — „Mój tamburyn! Moje dzyń-dzyń!”

Zza zasłony wysunęła się głowa Pani Pędzelkowej. „Co się stało, Tygrysie? Wyglądasz, jakbyś zobaczył rachunek za klej.”

„Tamburyn zniknął!” — Tymek złapał się za policzki.

„Zniknął?” — kuna zmrużyła oczy. — „W cyrku znikają różne rzeczy. W zeszłym tygodniu zniknęła mi rolka brokatu. Znaleźliśmy ją w zupie artysty od ognia. Zupa błyszczała do końca dnia.”

Tymek wciągnął powietrze. „Muszę go znaleźć. To moja odpowiedzialność.”

„To mądre” — kiwnęła Pani Pędzelkowa. — „Szukajmy. Ja sprawdzę przy girlandach.”

Tymek ruszył po cichu korytarzem za kulisami. Wszędzie słychać było dziwne dźwięki: „hop!”, „łup!”, „ojej!”, „to nie był mój ogon!”.

W pewnym momencie Tymek usłyszał znajome „dzyń… dzyń…”. Podążył za dźwiękiem i zajrzał do garderoby klaunów.

W środku koza-klaun stała przed lustrem i… miała na rogach jego tamburyn jak ogromną bransoletę.

„Ekhm” — chrząknął Tymek. — „To jest mój instrument.”

Koza uśmiechnęła się niewinnie. „Ja tylko przymierzyłam. Pasuje do moich oczu.”

„Ty masz oczy po obu stronach głowy” — zauważył Tymek.

„Tym bardziej pasuje!” — odparła koza i próbowała zrobić krok w bok. Tamburyn zadzwonił. „Dzyń!”

Tymek podszedł bliżej. „Słuchaj, ja muszę na nim grać. Bez tego cała parada wejdzie krzywo.”

Koza spuściła głowę. „No dobra. Wzięłam, bo myślałam, że nikt nie zauważy. A ja lubię, jak coś dzwoni, kiedy się poruszam. Czuję się wtedy jak… jak choinka.”

„W cyrku każdy chce błyszczeć” — powiedział Tymek łagodnie. — „Ale to nie znaczy, że można brać cudze rzeczy.”

Koza oddała tamburyn i westchnęła. „Przepraszam. Mogę ci jakoś pomóc?”

Tymek pomyślał chwilę. „Możesz. Na pokazie pilnuj, żeby nikt nie dotykał moich rzeczy. To też odpowiedzialność.”

„Ja? Odpowiedzialna? To brzmi groźnie” — koza przełknęła ślinę.

„Spokojnie. To nie gryzie” — uśmiechnął się Tymek. — „Chyba że mówimy o znacznikach.”

Koza zaczerwieniła się pod futrem. „Tych znaczników to już nie tknę.”

Rozdział 4: Wielki pokaz i tamburynowe BUM

Wieczorem namiot cyrkowy świecił jak gigantyczna latarnia. Publiczność — same zwierzęta — siedziała na ławkach, chrupała popcorn i szeptała: „Ciekawe, co dziś wywiną!”

Za kulisami Tymek stał na zielonym znaczniku i trzymał tamburyn tak, jakby to była korona króla rytmu.

Pani Pędzelkowa poprawiała ostatnią girlandę. „Pamiętaj, Tygrysie: spokojny oddech. I nie patrz na wąs Dyrektora. W stresie może zacząć tańczyć.”

Dyrektor Dromader wyszedł na środek areny. Jego wąs rzeczywiście lekko drżał, ale tym razem bez konfetti.

„Szanowna publiczności!” — zawołał. — „Przed państwem… Wielka Parada!”

Tymek podniósł tamburyn. Wziął wdech. „Raz… dwa… trzy!”

„Dzyń-dzyń! Dzyń-dzyń!”

Klauni weszli jak po sznurku. Koza-klaun szła na końcu i pilnowała, żeby nikt nie podkradał niczego z rekwizytów. Patrzyła tak czujnie, że nawet jej własne rogi wyglądały na zdyscyplinowane.

„Cztery… pięć!” — zagrał Tymek.

Żonglerzy wpadli na arenę. Piłki latały, ale żadna nie próbowała już atakować tamburynu. Jedna wydra mrugnęła do Tymka. „Obiecuję: dziś celuję tylko w powietrze!”

Tymek uśmiechnął się i przygotował na najważniejsze.

Dyrektor uniósł rękę. „A teraz… Słoń Stefek!”

Tymek zrobił wielkie, okrągłe „BUM!” — uderzył tamburynem o łapę tak, że dzwoneczki zabrzmiały jak burza w puszce po cukierkach.

„BUM-DZYŃ!”

Słoń Stefek wkroczył majestatycznie i zatrąbił. Tym razem bez kichania. Za to z trąby poleciały… bańki mydlane. Ogromne, tęczowe, tańczące nad areną.

Publiczność wybuchła śmiechem, bo jedna bańka usiadła Dyrektorowi na wąsie i wyglądała jak błyszcząca broszka.

„Mój wąs ma fanów!” — zawołał Dyrektor i ukłonił się tak nisko, że bańka poleciała prosto na kapelusz małpy-klauna.

Małpa spojrzała w górę. „Czy mój kapelusz właśnie dostał… deser?”

Tymek grał równo, a w środku czuł, jak stres ucieka z niego jak powietrze z przekłutej piłki — tylko bez huku. Wszyscy wchodzili na czas. Wszyscy się uśmiechali. A Pani Pędzelkowa, stojąc w cieniu, dyskretnie pokazała mu kciuk w górę.

Rozdział 5: Album wspomnień i lekcja na przyszłość

Po pokazie cyrk był jeszcze głośny, ale to był już inny hałas: śmiechy, gratulacje i szuranie skrzyń z rekwizytami.

Tymek usiadł przy małym stoliku za kulisami. Pani Pędzelkowa przyniosła gruby album z okładką w gwiazdy.

„Co to?” — zapytał Tymek.

„Album wspomnień cyrku” — odpowiedziała. — „Wklejamy tu bilety, zdjęcia, kawałki plakatów, czasem nawet piórko, jeśli spadnie w odpowiednim miejscu. Dziś dodamy coś wyjątkowego.”

Dyrektor Dromader podszedł z powagą, która w jego przypadku oznaczała, że wąs nie tańczy ani milimetra. „Tymek, świetnie poprowadziłeś wejścia. To była odpowiedzialna robota i zrobiłeś ją znakomicie.”

Koza-klaun podrapała się po uchu. „A ja… pilnowałam rzeczy. I nie zjadłam ani jednego znacznika.”

„Jestem z ciebie dumny” — powiedział Tymek. — „I dziękuję.”

Wydra-żonglerka podała Tymkowi małą pamiątkę: dzwoneczek, który odczepił się od starej piłki z brokatem. „Na szczęście, żeby zawsze dzwoniło ci w rytmie.”

Pani Pędzelkowa wkleiła do albumu zdjęcie: Tymek na zielonym znaczniku, z tamburynem uniesionym jak słońce. Obok przykleiła skrawek girlandy i maleńką papierową gwiazdkę.

„A to?” — zapytał Tymek, widząc jeszcze jedną rzecz: mały podpis.

Pani Pędzelkowa przeczytała na głos: „Odpowiedzialność to pamiętanie, co jest ważne, nawet gdy wszędzie dzwoni, świeci i ktoś próbuje zostać choinką.”

Wszyscy się roześmiali.

Tymek zamknął album delikatnie, jakby zamykał w nim całe dzisiejsze „dzyń-dzyń” i „BUM”.

„Jutro też zagram” — powiedział.

„Jutro też będę kleić gwiazdy” — westchnęła Pani Pędzelkowa, ale uśmiechnęła się szeroko.

Koza-klaun podniosła łapę. „A ja jutro przyniosę… własny dzwonek. Taki, który jest mój.”

Dyrektor kiwnął z uznaniem. „I oto chodzi w cyrku: każdy ma swój numer, swoje rzeczy i swoją odpowiedzialność.”

A potem, jakby dla potwierdzenia, wąs Dyrektora lekko zatańczył. Tymek stuknął tamburynem raz, cichutko: „dzyń”. I cały cyrk, choć zmęczony, zabrzmiał szczęśliwie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Trocinami
Małe kawałki drewna, które zostają po cięciu lub szlifowaniu drewna.
Kulisami
Część za sceną, gdzie stoją dekoracje i przygotowują się artyści.
Tamburyn
Mały bębenek z obręczą i dzwoneczkami, na którym gra się rytm.
Girlandy
Dekoracje z papieru lub tkaniny, które wiesza się dla ozdoby.
Metronom
Przyrząd dający stały rytm, pomaga grać w równym tempie.
Konfetti
Małe kolorowe kawałki papieru rzucane podczas zabawy lub pokazu.
Reflektor
Silne światło używane w teatrze, aby oświetlić scenę.
Rekwizytów
Przedmioty używane w przedstawieniu przez aktorów.
Garderoba
Pokój, gdzie artyści przebierają się i przygotowują do występu.
żonglerzy
Osoby, które podrzucają i łapią różne przedmioty w pokazie.
Parada
Pokaz, podczas którego wiele osób wchodzi i prezentuje się publiczności.
Akrobatów
Występujący, którzy wykonują trudne ćwiczenia zręcznościowe i pokazy.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o cyrku dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.