Rozdział 1: Echo z daleka
„Halo… halo…” – odezwało się echo, jakby ktoś zawołał z drugiego końca długiego korytarza, a potem zapomniał, że to on zaczął rozmowę.
Czarownica Maja przystanęła na bruku i poprawiła spadający z nosa okrągły okularek. Była drobna, miała warkocz zawiązany zieloną wstążką i torbę, w której zawsze coś cicho brzęczało. Teraz brzęczał kryształ – nie świecił, nie grzał, tylko udawał, że jest zwykłym kamyczkiem. Maja wiedziała jednak, że w środku śpi siła.
Echo wróciło jeszcze raz: „…lo…”
„Słyszę cię!” – zawołała Maja do pustej uliczki. – „Tylko powiedz, gdzie jesteś.”
W odpowiedzi zadrżała szyldowa tabliczka nad drzwiami: PRACOWNIA INTROLIGATORSKA „U PANA KLEIKSA”. Litery wyglądały, jakby ktoś je przed chwilą przykleił i jeszcze nie zdążyły się zdecydować, czy mają zostać.
Maja nacisnęła klamkę. W środku pachniało papierem, skórą i czymś słodkim, jak karmel. Na półkach stały książki w różnokolorowych okładkach. Gdy drzwi się zamknęły, zrobiło się miękko cicho… i wtedy Maja usłyszała to wyraźnie: szept.
„Pssst… przewróć mnie…”
„Nie ją! Mnie!”
„Ciii, bo się obudzi…”
Maja uśmiechnęła się pod nosem. „Wiedziałam, że tu mówią.”
Z zaplecza wyszedł starszy mężczyzna z klejem na palcach. Miał fartuch w plamki i minę, jakby przyłapał kogoś na łaskotaniu encyklopedii.
„Dzień dobry,” powiedział. „Jeśli przyszła pani po naprawę podręcznika od matematyki, ostrzegam – potrafi się obrażać.”
„Nie, dziękuję,” odparła Maja. „Szukam miejsca, gdzie książki szepczą. I… może odpowiedzi.”
Mężczyzna uniósł brew. „Odpowiedzi są w książkach, tylko trzeba je umieć słuchać. A pani wygląda na kogoś, kto słyszy nawet zakładki.”
Maja wyjęła z torby mały kryształ w kształcie kropli. Był matowy, jakby ktoś posypał go mąką.
„Muszę obudzić jego siłę,” wyszeptała. „Ale on śpi, jak miś w zimie.”
Książki zaszurały okładkami. Jedna zakaszlała z powagą.
„Ooo,” mruknął introligator. „Kryształ budzi się tylko przy właściwym wiązaniu. Proszę za mną.”
Rozdział 2: Pracownia, w której strony oddychają
Na zapleczu stał wielki stół, na nim nożyczki, igły, nici i prasa ciężka jak słoniowy fotel. W kącie wisiał zegar, który tykał czasem szybciej, czasem wolniej, jakby dopasowywał się do nastroju.
„Tu zszywa się książki,” powiedział introligator, „ale czasem zszywa się też… sprawy.”
Maja pogłaskała palcem grzbiet starego atlasu. Atlas odpowiedział szeptem: „Nie naciskaj mnie w tym miejscu, mam łaskotki.”
„Przepraszam,” zachichotała Maja.
Introligator postawił przed nią cienką księgę bez tytułu. Okładka była z ciemnej skóry, a na niej widniał tylko znak: mała pętla, jak niewidzialny węzeł.
„To Księga Węzłów,” wyjaśnił. „Opowiada o tym, co łączy świat zwykły z niezwykłym. Widzimy tylko sznurek, ale nie widzimy, kto go trzyma.”
Księga cicho mruczała, jak kot. Maja przyłożyła do niej kryształ. Nic.
„Nie działa,” westchnęła.
„Jeszcze nie,” powiedział introligator i wskazał na półkę. „Widzisz tamte cztery książki? Każda ma w środku inny szept. Trzeba je zebrać jak nuty.”
Maja podeszła. Pierwsza była zielona i pachniała miętą. Szepnęła: „Odwaga to krok, nie ryk.” Druga – niebieska, chłodna w dotyku – mruknęła: „Cierpliwość to ciepły koc.” Trzecia – żółta, jak słońce – zaśmiała się: „Humor jest małą latarnią.” Czwarta – czerwona – powiedziała najciszej: „Wytrwałość to powrót, gdy coś nie wyszło.”
Maja powtórzyła słowa na głos, żeby je zapamiętać. Książki zadowolone zaszeleściły.
„To brzmi jak lekcja,” stwierdziła.
„Magia często jest lekcją,” odparł introligator. „Tylko zamiast klasówki są nici.”
Wtedy znów odezwało się echo, tym razem jak oddech zza ściany: „…tu…”
Maja odwróciła się gwałtownie. „Kto tu jest?”
„Ktoś, kto lubi charmsy,” westchnęła Księga Węzłów, jakby zdradzała sekret, ale wcale się nie obrażała.
Drzwi do pracowni uchyliły się i do środka wsunął się niski mężczyzna w kapeluszu pełnym przypinek. Każda przypinka miała inny kształt: kluczyk, gwiazdka, miniaturowa łyżeczka.
„Dzień dobry! Czy ja przeszkadzam?” zapytał wesoło. „Jestem kolekcjonerem uroków. Zbieram czary, które udają, że są drobiazgami.”
„Jak mój kryształ,” mruknęła Maja.
„Och, to kryształ budzący!” kolekcjoner klasnął. „Nazywam się Pan Tymo. I mam coś, co może go obudzić. Ale najpierw… czy mogę usłyszeć, jak szepczą książki? To mój ulubiony koncert.”
Rozdział 3: Kolekcjoner uroków i niewidzialna nić
Pan Tymo usiadł na stołku i wyjął z kieszeni małe pudełko. W środku leżały charmsy – zawieszki, które migały jak iskierki. Jedna wyglądała jak guzik, ale gdy Maja dotknęła go palcem, usłyszała w głowie: „Spokojnie, dasz radę.”
„To urok odwagi,” wyjaśnił Pan Tymo. „A to?” – pokazał zawieszkę w kształcie nitki. – „Urok wiązania. Łączy rzeczy, które się zgubiły. Skarpetki w pralce też.”
Introligator chrząknął. „Niektóre skarpetki wolą wolność.”
Książki zachichotały. Maja poczuła, że napięcie znika, jakby ktoś odkręcił słoik z powietrzem.
„Jak mam użyć uroku wiązania?” zapytała.
Pan Tymo podał jej zawieszkę-nitkę. Była lekka, a jednak ciągnęła delikatnie w stronę Księgi Węzłów.
„Musisz znaleźć niewidzialną nić między tobą a kryształem,” powiedział. „Nie siłą. Uważnie. Jeśli nie wyjdzie za pierwszym razem, próbuj jeszcze. Wytrwałość to też magia.”
Maja zamknęła oczy. Pomyślała o czterech szeptach: odwaga, cierpliwość, humor, wytrwałość. Wzięła głęboki oddech, a potem drugi, bo pierwszy był trochę za krótki.
„Dobra,” szepnęła do kryształu. „Nie będę cię budzić krzykiem. Możesz się obudzić po cichu.”
Przyłożyła urok wiązania do kryształu i dotknęła jego powierzchni. Nic. Kryształ był uparty jak zakrętka od dżemu.
„Nie wyszło,” mruknęła.
„To znak, że trzeba spróbować jeszcze raz,” powiedziała żółta książka i zachichotała: „Może opowiedz mu dowcip?”
Maja otworzyła oczy. „Dowcip do kryształu?”
„Czemu czarodziej nie gubi kluczy?” podsunął Pan Tymo. „Bo ma zaklęcie ‘Gdzieś-to-położyłem'.”
Maja parsknęła śmiechem. „To okropne.”
„Najlepsze są okropne,” stwierdził introligator.
Maja znów zamknęła oczy, uśmiechnęła się i powtórzyła w myślach: cierpliwość to ciepły koc. Poczuła, jak coś miękkiego otula ją od środka. Spróbowała jeszcze raz, tym razem spokojniej, jakby nawlekała igłę.
I wtedy… pojawiło się lekkie drżenie, jak mrugnięcie gwiazdy.
„O!” szepnęły książki chórem.
Kryształ zajaśniał cienką smużką światła.
Rozdział 4: Przebudzenie kryształu
Światło nie było oślepiające. Raczej takie, jak wschód słońca w pokoju, kiedy zasłona jeszcze trochę śpi. Kryształ zrobił się ciepły i zmatowienie zniknęło, jakby ktoś starł z niego pył.
Echo odezwało się raz jeszcze, ale teraz brzmiało jak głos przyjaciela: „…brawo…”
Maja otworzyła oczy. W powietrzu, między jej dłonią a Księgą Węzłów, błysnęła nitka – prawie niewidoczna, srebrna, delikatna. Łączyła kryształ z książką, a książkę z nią samą.
„Widzę ją,” wyszeptała Maja. „To jest to połączenie… niewidzialne, a jednak prawdziwe.”
„Dokładnie,” powiedział introligator. „Świat zwykły i niezwykły są zszyte jak kartki. Czasem szew puszcza, ale można go naprawić.”
Pan Tymo klasnął w dłonie tak cicho, żeby nie spłoszyć światła. „To było piękne! A teraz kryształ może robić swoją pracę.”
„Jaką?” zapytała Maja.
Księga Węzłów otworzyła się sama na środku. Litery ułożyły się w zdanie, jakby ktoś pisał je niewidzialnym piórem: „Kryształ budzi odwagę w chwilach zwątpienia.”
Maja poczuła, że robi jej się lżej, jakby plecak stał się piórkiem. Przypomniała sobie, ile razy zniechęcała się, gdy zaklęcie nie wychodziło od razu. A teraz? Spróbowała drugi raz. I trzeci. I udało się.
„To znaczy… ja też się obudziłam,” powiedziała cicho.
„Witaj w klubie,” mruknęła czerwona książka. „Klubie ‘Próbuję jeszcze raz'.”
Wszyscy się zaśmiali. Nawet zegar zatikał w rytmie, który brzmiał jak wesołe kroki.
Maja schowała kryształ do torby. Teraz nie brzęczał. Teraz nucił.
„Dziękuję,” powiedziała do introligatora i Pana Tymona. „I wam też,” dodała do książek.
„Wróć kiedyś,” zaszeptały książki. „Mamy nowe szeptanki!”
Maja wyszła na ulicę. Powietrze było jasne, a w oddali echo już nie wołało z samotności, tylko powtarzało jej kroki, jak towarzysz.
„Jeśli coś nie wyjdzie,” powiedziała do siebie, „to nie koniec. To tylko przerwa przed kolejną próbą.”
Kryształ w torbie zamrugał ciepło, jakby się zgadzał. A niewidzialna nić, choć jej nie widziała, była z nią dalej – mocna, spokojna i gotowa na następne przygody.