Rozdział 1: Światło nad miastem
W pewnym kolorowym mieście, gdzie dachy były czerwone, a drzewa zawsze zielone, mieszkał niezwykły bohater: Pan Błysk! Pan Błysk miał jasnobłękitne oczy, kręcone włosy jak fale oceanu i pelerynę mieniącą się wszystkimi kolorami tęczy. Jego buty śmigały szybciej niż błyskawica, a uśmiech był szeroki jak most nad rzeką.
Pewnego słonecznego poranka Pan Błysk właśnie jadł naleśniki z dżemem, gdy nagle jego magiczny komunikator zaczął pikać. Dźwięk był tak głośny, że nawet jego kotek, Pompka, podskoczył z fotela.
– Och, coś się dzieje! – zawołał Pan Błysk, zlizując ostatni okruszek. – Pompko, czas ruszać do akcji!
Wybiegł na balkon i spojrzał na miasto. Na głównym placu zebrał się tłum ludzi, wszyscy patrzyli w niebo z otwartymi buziami. Nad miastem pojawiła się ogromna, srebrna kula. Migała kolorowymi światełkami i bujała się lekko, jakby szukała miejsca do lądowania.
– Ale numer! – zaśmiał się Pan Błysk. – Może to latająca cukiernia? A może statek kosmiczny?
W tej chwili kula zaczęła zbliżać się do ziemi. Ludzie przestraszyli się i zaczęli biec w różne strony.
Rozdział 2: Wielka ewakuacja
Pan Błysk zeskoczył z balkonu, robiąc trzy piruety w powietrzu. Wylądował miękko jak kot. Szybko podbiegł do tłumu.
– Spokojnie, kochani! – zawołał donośnie. – Tu Pan Błysk! Proszę, idźcie za mną. Zaraz was bezpiecznie poprowadzę!
Dzieci przytuliły się do rodziców, a wszyscy zaczęli słuchać Pana Błyska. Bohater pomachał peleryną, która rozbłysła jak latarnia morska. Ludzie ustawili się w szeregu.
– Chodźcie, przejdziemy przez park, tam będzie bezpieczniej – powiedział, puszczając oczko do maluchów.
– Panie Błysku, a czy ta kula jest groźna? – zapytała mała Zosia, trzymając misia.
– Myślę, że nie. Ale lepiej być ostrożnym – odpowiedział Pan Błysk, uśmiechając się pokrzepiająco.
Tłum ruszył za nim. Pan Błysk co chwilę opowiadał żarty, żeby rozluźnić atmosferę.
– Wiecie, dlaczego kosmici lubią pizzę? Bo można ją łatwo podzielić na kawałki… kawałki galaktyki! – zaśmiał się.
Wszyscy chichotali, nawet dorośli. Pan Błysk poprowadził ludzi przez park, aż dotarli do skraju miasta. A tam… czekała ich niespodzianka: szeroka, stroma ścieżka prowadziła prosto na wysoką, białą morską skałę.
Rozdział 3: Na klifie
Na szczycie klifu wiatr śpiewał, a fale rozbijały się o skały. Pan Błysk zatrzymał tłum i rozejrzał się. W dole szumiało morze, nad nimi świeciło słońce.
– Tutaj będziemy bezpieczni – powiedział spokojnie. – Zobaczcie, jaki piękny widok!
Dzieci patrzyły na błękitne fale i białe mewy, które wirowały na wietrze.
Nagle zza krzaków wyskoczył piesek Reks, merdając ogonem.
– Reks! – zawołała Zosia. – Zgubiłeś się!
Reks podbiegł do Zosi i polizał ją po nosie. Wszyscy się uśmiechnęli.
Nagle Pan Błysk usłyszał przez komunikator: „Pan Błysk, srebrna kula odlatuje! Nie ma niebezpieczeństwa!”
Bohater odetchnął z ulgą. Usiadł na kamieniu i rozejrzał się dookoła.
– Wiecie co? – powiedział. – Jesteście bardzo odważni! Wspólnie daliśmy radę!
Ludzie zaczęli śpiewać piosenkę o bohaterze, a Pan Błysk zatańczył śmieszny taniec, kręcąc peleryną.
Rozdział 4: Spokojny spacer
Pan Błysk poprowadził wszystkich spokojną ścieżką wzdłuż klifu. Słońce ogrzewało ich twarze, a morze szumiało cicho. Dzieci zbierały muszelki, a dorośli podziwiali widoki.
– Dziękujemy ci, Panie Błysku! – wołały dzieci.
– Cała przyjemność po mojej stronie! – uśmiechnął się bohater i ukłonił się nisko, aż peleryna zatańczyła na wietrze.
Po drodze Pan Błysk opowiadał historie o dalekich planetach i przyjaznych kosmitach, którzy uwielbiają lody truskawkowe.
– Może kiedyś polecimy tam wszyscy razem? – zapytał, mrugając do dzieci.
– Tak! – krzyknęły chórem.
W końcu dotarli do bezpiecznego miejsca w pobliżu miasta. Pan Błysk pożegnał się z każdym, przybijając piątkę.
Gdy wrócił do domu, Pompka czekała już na niego z ciepłym kocykiem. Pan Błysk usiadł w fotelu i przez okno spojrzał na spokojne miasto.
– Jutro też będę chronił moich przyjaciół – powiedział cicho.
A miasto zasypiało spokojnie, wiedząc, że gdzieś tam Pan Błysk czuwa i zawsze gotów jest pomóc.