Trwa ładowanie...
Opowieść o sporcie 9-10 lat Czytanie 10 min.

Pingwiny na lodzie, czyli jak Maja nauczyła się wstawać

Maja próbuje swoich sił na lodowisku, poznaje nowych przyjaciół i uczy się, jak radzić sobie ze strachem, upadkami oraz szacunkiem do innych.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dziesięcioletnia Maja o okrągłej twarzy i delikatnych piegach, jasnobrązowych włosach związanych w kucyk, odważnym, ulgowo wyraźnym wyrazie twarzy, z lekką zadrapaniem na kolanie, wstaje z lodu opierając jedną dłoń na udzie i drugą dla równowagi, ubrana w kolorowy zimowy strój (czerwona kurtka, granatowe spodnie, żółte rękawice) i błyszczące srebrne łyżwy; obok niej Zosia, też około 10 lat, czarne włosy w warkoczu, różowy kask, zachęcający uśmiech, lekko ją wyminiła i wyciąga rękę, po prawej; po lewej Kacper, około 10 lat, rozczochrane brązowe włosy, niebieski kask, nieśmiały, zatroskany wyraz, stoi nieco w tyle z rękami uniesionymi w geście przeprosin; w tle rodzice na drewnianej ławce przy lodowisku, w ciepłych płaszczach, życzliwe uśmiechy, trzymają parującą filiżankę herbaty przy stoisku z gorącą czekoladą; miejsce: zewnętrzne okrągłe lodowisko z drewnianą balustradą, oświetlone żółtymi girlandami i latarniami, padający biały śnieg, dymy z udekorowanego drewnianego domku, błyszczące ślady łyżew na lodzie; sytuacja: moment odporności — Maja wstaje po upadku, złota wieczorna poświata odbija się na lodzie, ciepła, przyjazna atmosfera, kompozycja skupiona na pionowym ruchu; styl: render w 3D jak film animowany, żywe kontrastowe kolory, miękkie tekstury i czytelne pozytywne emocje. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Lista sportów na lodówce

Maja miała dziesięć lat i jedną bardzo długą listę w głowie: co chciałaby umieć, a czego jeszcze nie umiała. Na lodówce w kuchni wisiała prawdziwa lista — napisana grubym flamastrem na kartce w kratkę.

„Basen?”, „taniec?”, „siatkówka?”, „judo?”, „łyżwy?”

— Mamo, ja chyba nie jestem „od sportu” — westchnęła Maja, kręcąc ołówkiem między palcami.

Mama kroiła jabłka do szarlotki i spojrzała na nią uważnie.

— A skąd wiesz? Próbowałaś kilku rzeczy, ale może jeszcze nie trafiłaś na swoją.

W drzwiach stanął tata w czapce, z policzkami czerwonymi od zimna.

— Na lodowisku w parku jest dziś darmowa godzina dla dzieci — oznajmił. — Możemy iść. Tylko uważaj, Maju, lód nie pyta, czy ktoś ma dobry humor.

Maja parsknęła śmiechem.

— Lód brzmi jak bardzo surowy nauczyciel.

— Surowy, ale sprawiedliwy — dodał tata i mrugnął.

Maja spojrzała na punkt „łyżwy” na liście. Serce zabiło jej trochę szybciej — z ciekawości i z lekkiego strachu.

— Dobra… spróbuję. Ale jak się przewrócę, to będę udawać, że to było… ćwiczenie.

— Umowa — powiedziała mama. — A po lodowisku: gorąca herbata. Taka prawdziwa, z miodem.

Maja zaznaczyła „łyżwy” kółkiem. To kółko wyglądało jak mały start w wielką przygodę.

Rozdział 2: Pierwsze kroki i śmieszne pingwiny

Lodowisko pachniało zimą: śniegiem, szalikiem i ciepłą czekoladą z budki obok. Na tafli jeździły dzieci, dorośli i kilka osób, które wyglądały, jakby urodziły się na lodzie.

Maja założyła łyżwy przy ławce. Buty były twarde, a sznurowadła upierały się, że chcą się rozwiązać.

— Czuję się jak rycerz… tylko że zamiast miecza mam… dwa ostre noże pod stopami — mruknęła.

— Nie noże, tylko płozy — poprawił tata. — I pamiętaj: kolana lekko ugięte.

Maja wstała. Nogi jej zadrżały, jakby każda chciała iść w inną stronę.

— Moje kolana chyba zapomniały, że się ugina — wyszeptała.

Obok przejechała dziewczynka w różowym kasku i z uśmiechem od ucha do ucha.

— Hej! Pierwszy raz? — zapytała, hamując przy Mai.

— Widać aż tak? — Maja spojrzała na swoje ręce, które odruchowo rozłożyły się na boki jak skrzydła.

— Spokojnie, każdy tak wygląda — dziewczynka zaśmiała się życzliwie. — Ja jestem Zosia. Możesz jechać ze mną. Najpierw „pingwiny”: małe kroki, stopa przy stopie.

Maja spróbowała. Prawa stopa, lewa stopa. Malutkie kroczki.

— Pingwin Maja melduje się na służbie! — powiedziała, a tata zaklaskał.

Zosia ruszyła wolno, a Maja obok niej, patrząc na lód, jakby to była cienka szybka. Co chwilę dotykała ręką bandy, ale z każdym metrem jej ramiona opadały niżej, a strach robił się mniejszy.

— Wiesz — powiedziała Zosia — na lodzie najważniejsze jest nie udawać, że się nie boisz. Tylko jechać mimo tego.

Maja kiwnęła głową i poczuła, że w środku robi jej się cieplej, mimo mrozu.

Rozdział 3: Upadek, który szczypie w kolano

Po kilkunastu minutach Maja odważyła się puścić bandę na dłużej. Zosia pokazała jej prosty ruch: lekki odpych, przesunięcie ciężaru, drugi odpych. Maja zaczęła płynąć. Naprawdę płynąć!

— Ja jadę! — krzyknęła, a jej głos zabrzmiał jak dzwoneczek.

I wtedy zobaczyła chłopca pędzącego zbyt szybko. Machał rękami, żeby złapać równowagę, i wyglądał, jakby gonił własne łyżwy. Zbliżał się prosto na Maję.

— Uwaga! — zawołała Zosia.

Maja próbowała skręcić, ale jej płozy zrobiły coś zupełnie innego. Nogi rozjechały się jak drzwi od szafy. Świat zawirował i… bum.

Upadek nie był głośny, ale był zdecydowanie… szczypiący. Kolano zabolało, a do oczu napłynęły łzy, które od razu zamieniły się w gorące kropki pod powiekami.

Chłopiec zatrzymał się i pobladł.

— Przepraszam! Ja… nie umiem hamować — wyrzucił z siebie.

Maja chciała powiedzieć: „Nic nie szkodzi”, ale w gardle urosła jej kula. Zosia uklękła obok.

— Oddychaj, Maju. Raz, dwa. Spójrz na mnie.

Tata i mama byli już przy bandzie. Tata nachylił się:

— Zdarza się. Najważniejsze: sprawdź, czy możesz poruszać nogą.

Maja poruszyła. Bolało, ale mogła.

— Mogę… tylko… czuję się głupio — szepnęła.

Chłopiec stał obok, zawstydzony, trzymając się za kask.

— Naprawdę przepraszam. Jestem Kacper. Trenuję od tygodnia i myślę, że jestem szybki, a potem… nie jestem.

Maja otarła nos rękawiczką.

— Ja też myślałam, że jestem pingwinem, a jestem… pingwinem, który się wywrócił.

Zosia uśmiechnęła się.

— Pingwiny też się przewracają. I wstają. To ich supermoc.

Maja spojrzała na Kacpra. W jego oczach nie było złośliwości, tylko strach, że zrobił komuś krzywdę.

— Dobra — powiedziała cicho. — Następnym razem tylko krzycz wcześniej, okej?

— Okej! — Kacper odetchnął. — I… mogę ci pokazać, jak mnie uczyli hamować? Znaczy… jak już będziesz chciała.

Maja nie była pewna, czy już chce. Ale była pewna, że nie chce kończyć na lodzie z twarzą w śniegu.

Rozdział 4: Lekcja wstawania i szacunek na tafli

Przy ławce Maja usiadła na chwilę. Mama podała jej chusteczkę i ciepły uśmiech.

— Płacz też jest okej — powiedziała. — Ale decyzja, co dalej, należy do ciebie.

Maja spojrzała na taflę. Dzieci jeździły dalej, a lód był taki sam jak wcześniej: gładki i trochę bezlitosny.

— Ja chcę wrócić — powiedziała w końcu. — Tylko nie sama.

Zosia i Kacper stanęli przy niej. Kacper mówił powoli, jakby układał słowa na lodzie.

— Jak ktoś przed tobą jedzie wolniej, to nie wyprzedzaj na centymetry. I zawsze mów „z lewej” albo „z prawej”. I patrz, gdzie jedziesz, nie tylko na swoje stopy.

Zosia dodała:

— A jak się przewrócisz, to jest sposób na wstawanie. Najpierw na kolana, potem jedna noga do przodu jak przy klękaniu, ręce na udzie i hop — wstajesz. Nie ciągnij się za bandę jak worek ziemniaków.

— Hej! — Maja prychnęła. — Worek ziemniaków ma swoje uczucia.

Zosia roześmiała się.

— To w takim razie: jak dzielny worek ziemniaków.

Maja wróciła na lód. Kolano nadal szczypało, ale mniej. Zrobiła małe kroki, a potem spróbowała odpychać się jak wcześniej. Jechało się wolniej, ostrożniej, ale za to pewniej.

Nagle poczuła, że traci równowagę. To nie było zderzenie, tylko jej własna noga postanowiła uciec w bok. Maja poleciała… i znowu upadła, tym razem delikatniej.

Serce podskoczyło jej do gardła.

— O nie…

Zosia zawołała:

— Super! Teraz wstawanie!

Maja zacisnęła zęby. „Na kolana. Jedna noga do przodu. Ręce na udzie.” Zrobiła dokładnie tak, jak mówili. Hop — i stała.

Stała!

— Udało się! — krzyknęła, a tata aż uniósł ręce w górę, jakby Maja strzeliła gola w finale.

Kacper podjechał bliżej i powiedział:

— Szacun. Ja jeszcze czasem wstaję jak… no… przewrócone krzesło.

— Krzesła też mają uczucia — odparła Maja z powagą, po czym oboje wybuchnęli śmiechem.

Potem ćwiczyli razem: hamowanie przy bandzie, omijanie innych, mówienie „przepraszam” i „uważaj”. Maja zauważyła coś ważnego: na lodzie każdy ma swój rytm, a szacunek działa jak niewidzialna siatka bezpieczeństwa.

Kiedy Kacper przypadkiem zajechał komuś drogę, od razu się zatrzymał.

— Przepraszam! — powiedział do starszej pani.

— Nic się nie stało, młody — odpowiedziała kobieta. — Fajnie, że uważasz.

Maja pomyślała, że to brzmi jak prawdziwe zwycięstwo.

Rozdział 5: Cicha duma i herbata z miodem

Gdy na lodowisku zapaliły się żółtawe lampy, wszystko zrobiło się spokojniejsze. Z głośników płynęła cicha muzyka, a para z kubków przy budce z napojami unosiła się jak małe chmurki.

Maja jechała wolnym łukiem. Czuła zmęczenie w nogach, ale było to przyjemne zmęczenie, jak po dobrze spędzonym dniu. Zosia pomachała jej na pożegnanie.

— Widzimy się następnym razem?

— Jeśli pingwiny mają dziś dyżur, to tak — odpowiedziała Maja.

Kacper podjechał i podał jej rękę w rękawiczce.

— Dzięki, że się nie wkurzyłaś. Bałem się, że będziesz mnie nienawidzić.

Maja pokręciła głową.

— Ja się przestraszyłam, ale… każdy się uczy. Ważne, że przeprosiłeś i że teraz uważasz. Na lodzie to chyba… zasada numer jeden.

— Zasada numer jeden: nie pędź jak rakieta, jeśli nie masz hamulców — przyznał Kacper.

— I zasada numer dwa: wstawaj — dodała Maja.

Zeszła z tafli i usiadła na ławce. Tata pomógł jej rozwiązać sznurowadła, mama podała herbatę z miodem. Ciepło rozlało się w niej od środka, jakby ktoś zapalił małą lampkę.

W drodze do domu Maja patrzyła na ślady butów w śniegu. Każdy krok zostawiał znak i każdy znak mówił: „Idziesz dalej”.

— Mamo — odezwała się cicho. — Dzisiaj… ja nie byłam najlepsza. Przewróciłam się dwa razy.

— A jednak wróciłaś na lód — odpowiedziała mama. — I pomogłaś komuś też się uczyć, bo dałaś Kacprowi szansę. To jest więcej niż „być najlepszą”.

Maja uśmiechnęła się do swoich myśli.

— Chyba znalazłam sport, który do mnie pasuje. Taki, gdzie można się śmiać, uczyć i… wstawać.

Wieczorem, już w łóżku, Maja dotknęła delikatnie kolana. Trochę bolało, ale to był ból, który mówił: „Byłaś odważna”.

Zamknęła oczy i wyobraziła sobie lodowisko: gładką taflę, światła, muzykę i pingwiny w kaskach. A na końcu tej wyobraźni było coś jeszcze — spokojna, cicha duma, która otulała ją jak ciepły koc.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Flamastrem
Gruby marker, którym pisze się mocną, wyraźną kreską na papierze.
Na kartce w kratkę
Opis papieru z małymi kwadratami, często używanego w zeszytach szkolnych.
ławce
Drewniane lub metalowe siedzenie obok lodowiska lub w parku.
Płozy
Metalowe części pod butami łyżew, po których ślizga się po lodzie.
Sznurowadła
Sznurki w butach, które trzeba zawiązać, żeby buty trzymały się mocno.
Hamować
Zwalniać lub zatrzymywać się, żeby nie jechać za szybko.
Bandy
Niskie zabezpieczenia wokół lodowiska, za które można się przytrzymać.
Tafla
Gładka powierzchnia lodu, po której jeżdżą łyżwiarze.
Dyżur
Czas, gdy ktoś ma specjalne zadanie do wykonania, na przykład pilnowanie.
Zawstydzony
Czujący zażenowanie lub wstyd, gdy zrobi się coś nie tak.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o sportach dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.