Trwa ładowanie...
Opowieść Artysty 11-12 lat Czytanie 12 min.

Pudełko „Uwagi” i odwaga artystki Igi

Artystka Iga prowadzi zajęcia dla dzieci i uczy, jak rozróżniać konstruktywną krytykę od hałasu, odkrywając przy tym swoją drogę twórczą podczas rysowania autoportretu.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Artystka (Iga) o spokojnym, zachęcającym wyrazie twarzy, włosy kasztanowe w luźnym koczku, plamy farby na dłoniach i dżinsowym fartuchu, trzyma dużą kartkę z częściowo namalowanym autoportretem i wskazuje linię; chłopiec Bartek (~11 lat) ciekawy i rozbawiony, krótkie jasnobrązowe włosy, siedzi z przodu z ołówkiem, lekko się uśmiecha; dziewczynka w zielonej kurtce (~9 lat) skoncentrowana i entuzjastyczna, warkocz, trzyma rysunek z celowo zniekształconym nosem, stoi po prawej przy stole; chłopiec (~9 lat) który pogniótł kartkę, najpierw zaskoczony potem uspokojony, rozczochrane włosy, rozkłada pognieciony szkic przed Igą, siedzi po lewej obok kosza pełnego szkiców; miejsce: jasna, kameralna sala domu kultury z poplamionymi ścianami, drewnianymi półkami z słoikami pędzli i farb, dużymi drewnianymi stołami i lustrem na sztaludze oraz małą naklejką „UWAGI” na pudełku; główna scena: wspólne warsztaty, Iga prowadzi dzieci w rysowaniu „portretów z błędem”, ciepła, kreatywna atmosfera, miękkie światło, ciepłe kolory (ochra, głęboki błękit, zieleń liści), ekspresyjne miny i dynamiczne gesty, kompozycja skupiona na Igi i reakcjach dzieci. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1

W pracowni pani Igi pachniało papierem, kawą i czymś jeszcze: cichą odwagą. Ściany były pochlapane farbą jak niebo po fajerwerkach. Na półkach stały słoiki z pędzlami, ołówkami, węglem i dziwnymi rzeczami, które wyglądały jak skarby z dna morza, a były tylko starymi guzikami.

Tego wieczoru Iga miała poprowadzić otwarte spotkanie w domu kultury. Każdy mógł przyjść i zobaczyć, jak pracuje artystka. Zwykle ją to cieszyło, ale dziś w brzuchu czuła małe wibrujące motylki.

— Spokojnie — mruknęła do siebie. — Motylki też lubią światło.

Zapakowała do torby szkicownik, farby i… pudełko z napisem „UWAGI”. Było z tektury, oklejone gazetami. Na wieczku ktoś kiedyś narysował krzywy uśmiech.

— To mój sorter krytyk — powiedziała półgłosem, jakby tłumaczyła to niewidzialnemu kotu.

W domu kultury czekała już grupa dzieci i kilku dorosłych. W pierwszym rzędzie siedział chłopak z miną, jakby właśnie obliczał prędkość światła.

— Pani naprawdę jest artystką? — zapytał bez wstępu.

— Naprawdę — uśmiechnęła się Iga. — A ty naprawdę jesteś ciekawski.

— Nazywam się Bartek. A ja słyszałem, że artyści tylko bazgrzą i udają.

Kilka osób zachichotało. Iga nie spochmurniała. Wyjęła pudełko „UWAGI” i postawiła na stole jak ważny rekwizyt.

— Dziękuję, Bartek. To jest krytyka. Może boleć, ale może też pomagać. Sztuka polega na tym, żeby umieć ją posortować.

— Jak ziemniaki? — spytała dziewczynka w zielonej bluzie.

— Bardziej jak cukierki — odparła Iga. — Niektóre są pyszne, niektóre kwaśne, a niektóre… są tylko papierkiem.

Poprosiła wszystkich, żeby napisali na karteczkach po jednej uwadze do jej pracy, chociaż jeszcze nic nie narysowała. Posypały się zdania: „Rób ładniej”, „Czemu takie smutne?”, „Chcę więcej kolorów!”, „Super!”, „Nie umiesz”.

Iga zbierała karteczki spokojnie, jakby łapała płatki śniegu.

— A teraz zobaczycie, co robi artystka z opiniami — powiedziała. — Nie wszystkie muszą wejść do serca.

Rozdział 2

Iga otworzyła pudełko „UWAGI”. W środku były trzy przegródki: „ZATRZYMAM”, „SPRAWDZĘ” i „PUSZCZAM”. Na „PUSZCZAM” dokleiła małe skrzydełka z papieru.

Czytała karteczki na głos, ale bez drwin, bez złości.

„Super!” — to ląduje w „ZATRZYMAM”. Dobre słowo przypomina, że warto iść dalej.

„Chcę więcej kolorów!” — hm. To może być wskazówka. Do „SPRAWDZĘ”.

„Nie umiesz.” — Iga podniosła karteczkę jak drobny kamyk. — To nie jest rada. To jest tylko strzał w ciemno. Do „PUSZCZAM”.

Bartek zmrużył oczy.

— Ale jak pani może tak po prostu… puścić?

Iga stuknęła palcem w przegródkę z papierowymi skrzydełkami.

— Bo moja praca nie jest egzaminem na bycie „wystarczającą”. Jest drogą. A na drodze czasem ktoś krzyknie coś z okna. Nie muszę tego nosić w plecaku.

Dziewczynka w zielonej bluzie podniosła rękę.

— A jak ktoś powie coś mądrego, ale przykro?

— Wtedy sprawdzam, czy pod tą przykrością jest sens. Czasem jest, czasem nie. I nie spieszę się z decyzją. — Iga spojrzała na wszystkich. — Artysta uczy się odróżniać głos, który pomaga, od głosu, który tylko hałasuje.

Na stole rozłożyła narzędzia: ołówki o różnych twardościach, gumkę chlebową, cienkopisy, farby. Obok postawiła kubek z wodą, który wyglądał jak mały staw po burzy.

— Dzisiaj pokażę wam, jak powstaje autoportret — oznajmiła.

— Auto… co? — Bartek zmarszczył brwi.

— Autoportret. Portret samej siebie. To nie jest próżność. To ćwiczenie obserwacji i szczerości.

Z sali dobiegło ciche „ooo”, jak gdyby ktoś otworzył pudełko z tajemnicą.

Iga wyjęła z torby małe lusterko. Nie takie eleganckie, raczej zwyczajne, z pęknięciem w rogu.

— To lusterko jest jak krytyka — powiedziała. — Może pokazywać prawdę, ale czasem ją zniekształca. Trzeba patrzeć uważnie.

Rozdział 3

Wieczorem, już w swojej pracowni, Iga postawiła lusterko na sztaludze. Zapaliła małą lampkę. Światło ułożyło się miękko, jak koc.

Usiadła naprzeciwko i zaczęła długo patrzeć na swoje odbicie. Nie przez chwilę. Długo. Tak długo, że najpierw zobaczyła tylko oczy, potem skórę, potem cienkie nitki zmarszczek przy ustach, a potem coś, czego nie da się dotknąć.

— Witaj — szepnęła do siebie w lustrze.

Jej twarz była znajoma i obca jednocześnie. Jak mapa, którą zna się z pamięci, ale dopiero teraz zauważa się małą wysepkę.

Wzięła ołówek. Nie zaczęła od idealnej kreski. Zaczęła od lekkich, niepewnych linii. Jakby rysowała szeptem.

Zrobiła kształt głowy, zaznaczyła oś twarzy. Potem oczy. Jedno wyszło za duże. Drugie za małe. Iga prychnęła cicho.

— No proszę. Dwoje rodzeństwa, które się pokłóciło — powiedziała do szkicu.

Gumka chlebowa, miękka jak kawałek ciasta, podniosła z papieru część grafitu. Iga poprawiła linię. Potem znowu. I jeszcze raz.

W pewnym momencie usłyszała w głowie głosy z karteczek. „Rób ładniej”. „Nie umiesz”. „Więcej kolorów”.

Sięgnęła po pudełko „UWAGI”, które postawiła obok. Jakby było strażnikiem spokoju.

— Dobrze. Sortujemy — mruknęła.

„Więcej kolorów” wylądowało w „SPRAWDZĘ”. Może dodać barwę w tle? Może ciepły cień na policzku?

„Nie umiesz” wylądowało w „PUSZCZAM”. Iga wyobraziła sobie, że kartka ma skrzydełka i odlatuje przez uchylone okno.

Została cisza. Taka, która nie straszy, tylko robi miejsce.

Iga rysowała dalej: nos, usta, linię podbródka. Patrzyła, wracała spojrzeniem do lustra, znowu na papier. Uczyła się siebie jak nowego utworu na instrumencie. Czasem fałszowała. Czasem trafiała w ton.

— Wytrwałość — powiedziała głośno. — To moja najważniejsza farba.

Rozdział 4

Następnego dnia Iga wróciła do domu kultury z niedokończonym autoportretem. Dzieci już na nią czekały. Bartek siedział z przodu, ale jego mina była mniej „obliczeniowa”, bardziej „ciekawa”.

— Pokaże pani? — zapytał.

Iga podniosła szkic. Widać było twarz w półcieniu. Linie jeszcze drżały, jakby miały tremę.

— To dopiero początek — uprzedziła. — I tak ma być.

— Czemu pani nie zrobi od razu idealnie? — zapytała dziewczynka w zielonej bluzie.

Iga postawiła szkic na sztaludze.

— Bo idealnie od razu to bajka. W prawdziwej pracy artysty są próby, skreślenia, zmiany planu. I to nie znaczy, że jest źle. To znaczy, że się uczę.

Rozdała dzieciom kartki i ołówki.

— Zrobimy ćwiczenie: „portret z błędem”. Każdy narysuje twarz, a potem… specjalnie doda jeden błąd. Krzywy nos, ucho za wysoko, oko jak ziarnko grochu. A potem spróbujemy znaleźć w tym coś ciekawego.

— To brzmi jak pozwolenie na bałagan — mruknął Bartek, ale w jego głosie było rozbawienie.

— To brzmi jak odwaga — poprawiła Iga.

Dzieci rysowały. Ktoś westchnął, ktoś zachichotał. Ktoś wpadł w złość i zgniótł kartkę.

Iga podeszła do chłopca, który zgniatał papier.

— Co się stało?

— Nic mi nie wychodzi. — Jego oczy zrobiły się mokre. — Zawsze psuję.

Iga uklękła obok.

— Wiesz, co robi artysta, kiedy psuje? — zapytała cicho.

— Przestaje?

— Nie. Patrzy, co da się z tego zrobić. Pokaż.

Chłopiec rozprostował kartkę. Były tam mocne, dzikie kreski.

— To wygląda jak wiatr — powiedziała Iga. — Zobacz, jaka energia. Może to portret kogoś, kto biegnie?

Chłopiec zamrugał.

— Serio?

— Serio. Sztuka to nie konkurs na grzeczne linie. To język. A ty właśnie powiedziałeś coś głośno.

Bartek podniósł swój rysunek.

— Ja zrobiłem ucho jak liść sałaty.

— Świetnie — odparła Iga. — Teraz zapytajmy: co to ucho „słyszy”? Może szelest w parku?

Bartek parsknął śmiechem.

— To by znaczyło, że moja postać podsłuchuje drzewa!

— Albo przyjaźni się z nimi — uśmiechnęła się Iga.

W sali zrobiło się cieplej, jakby ktoś dołożył do kominka.

Rozdział 5

Po zajęciach Iga wróciła do pracowni. Usiadła przy sztaludze. W kubku z wodą pływały smugi farby jak małe chmury.

Dziś miała dodać kolor. Ale zanim to zrobiła, znów długo patrzyła w lusterko. Uważnie. Jak detektyw, który szuka prawdy, ale bez oskarżeń.

Zauważyła, że jej oczy są trochę zmęczone. I że w kącikach ust mieszka upór.

— Dobrze, upór. Zostań — szepnęła.

Wybrała farby: ochra, ultramaryna, odrobina karminu. Na palecie mieszała barwy powoli, aż powstał kolor skóry, który nie był ani „ładny”, ani „brzydki”. Był prawdziwy. Jak ciepły kamień.

Pędzel dotknął papieru. Delikatnie. Potem pewniej. Iga nakładała cienie, rozjaśnienia. Zostawiała miejsca puste, bo biel kartki też potrafi opowiadać.

W pewnej chwili zadzwonił telefon. Wiadomość od organizatorki spotkania: „Ktoś napisał w internecie, że twoje zajęcia to strata czasu. Przykro mi.”

Iga poczuła ukłucie. Serce zrobiło mały skurcz, jakby ktoś je uszczypnął.

Położyła pędzel. Wzięła oddech.

— Pudełko — powiedziała stanowczo.

Wyjęła „UWAGI”, jak narzędzie pracy. Wyobraziła sobie tę internetową opinię jako karteczkę.

„Strata czasu” — przeczytała w myślach. — Czy jest w tym jakaś konkretna rada? Nie. Czy mówi coś o mnie? Trochę. A przede wszystkim mówi o czyimś złym dniu.

Wsadziła ją do „PUSZCZAM”. Powoli. Jakby odkładała ciężki kamień.

Potem sięgnęła po przegródkę „ZATRZYMAM” i wyjęła kilka innych karteczek z poprzedniego spotkania. „Fajnie było.” „Pierwszy raz nie bałam się rysować.” „Dziękuję.”

— To jest paliwo — powiedziała cicho. — Nie do pychy. Do drogi.

Wróciła do autoportretu. Dodała tło: delikatne plamy koloru, jak wspomnienia. Trochę zieleni jak z ucha-sałaty Bartka, trochę niebieskiego jak spokojny wieczór, trochę czerwieni jak śmiech w sali.

Kiedy skończyła, obraz nie był idealny. Ale był żywy. W jej spojrzeniu na papierze było coś miękkiego i odważnego naraz.

Iga odsunęła się o krok.

— Widzisz? — powiedziała do swojego odbicia. — Dałyśmy radę. Nie dlatego, że nie było trudne. Tylko dlatego, że nie przestałyśmy.

Rozdział 6

Tego samego wieczoru Iga powiesiła autoportret na ścianie pracowni. Usiadła na krześle, oparła dłonie na kolanach. Z okna wpadał cichy szum miasta, jak daleka rzeka.

Przypomniała sobie dziecięce rysunki: liściaste ucho, wietrzny portret, krzywe nosy, które nagle stały się zabawne i ważne. Przypomniała sobie też moment, kiedy miała ochotę się poddać, i ten drugi, kiedy jednak wróciła do kartki.

— Bycie artystką… — zaczęła mówić na głos, jakby podsumowywała lekcję dla samej siebie. — To obserwować. Próbować. Uczyć się narzędzi. Mieszać kolory. Mylić się. Pytać. Poprawiać. Słuchać ludzi, ale nie oddawać im kierownicy.

Pudełko „UWAGI” stało na półce. Nie jak sędzia, tylko jak przyjaciel, który pomaga utrzymać porządek w głowie.

Iga zgasiła główną lampę. Zostawiła tylko małe światło, żeby obraz nie zniknął całkiem. Jakby mówiła mu: „Jesteś tu. Jutro też będziesz.”

Położyła się na kanapie w pracowni, przykryła kocem. W uszach brzmiały jej jeszcze słowa dzieci, w sercu mieszały się barwy z palety. Cały dzień był jak opowieść, którą ktoś namalował dźwiękami.

Zamknęła oczy powoli, łagodnie, jakby zasłaniała okno w ciepły wieczór. Serce miała pełne kolorów, dźwięków i historii. Była gotowa śnić i tworzyć jeszcze kolejnego dnia.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Pracowni
Miejsce, gdzie ktoś tworzy obrazy lub rysunki, rodzaj pokoju do pracy artystycznej.
Sztaludze
Stojak, na którym artysta stawia papier lub płótno podczas rysowania i malowania.
Gumka chlebowa
Specjalna, miękka gumka do ścierania ołówka, nie niszczy papieru.
Autoportret
Obraz lub rysunek przedstawiający samego siebie, własne odbicie w lustrze.
Przegródki
Małe części w pudełku, do oddzielania rzeczy, jak schowki na karteczki.
Ochra
Rodzaj farby o żółtawo-brązowym kolorze, używana do malowania skóry i ziemi.
Ultramaryna
Intensywny, głęboki niebieski kolor farby, często używany w obrazach.
Karminu
Ciemny czerwony kolor farby, dodaje ciepła i żywości obrazowi.
Pudełko „UWAGI”
Specjalne pudełko na napisy z opiniami i komentarzami od innych osób.
Oś twarzy
Wyobrażona linia przez środek głowy, pomaga dobrze ustawić oczy i nos na rysunku.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

kreatywność akceptacja pewność siebie emocja

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści Artystów dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.