Trwa ładowanie...
Opowieść o śmierci 11-12 lat Czytanie 17 min.

Pudełko wspomnień Bąbla

Dwóch przyjaciół, Maks i Kuba, razem przechodzą przez smutek po stracie psa Kuby, znajdując pocieszenie w rozmowach, wspólnych czynnościach i drobnych rytuałach pamięci.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dwunastoletni chłopiec o okrągłej twarzy i rozczochranych brązowych włosach, ze łzawymi oczami i melancholijnym wyrazem, trzyma duże pudełko po butach ozdobione niebieskim papierem w małe gwiazdki, siedząc na wytartym dywanie, ubrany w szarą bluzę z kapturem i dżinsy; po jego prawej siedzi jego przyjaciel, też 12 lat, krótkie blond włosy, łagodny lecz poważny uśmiech, podaje mu małe pudełko chusteczek i lekko się nachyla, by okazać wsparcie; w framudze drzwi stoi około 40‑letnia kobieta (matka) z brązowymi włosami związanymi w kok, w prostej sukience i fartuchu, z życzliwym spojrzeniem, za nią na stole parająca parująca filiżanka herbaty; pokój dziecięcy o zmierzchu: ciepłe światło lampki nocnej oświetla kremowe ściany, półka z pluszakami, na podłodze porozrzucane drobne elementy niebiesko‑zielonego puzzla i pognieciona poduszka w pustej niszy obok obroży dla psa; sytuacja: chłopcy zbierają pamiątki (obroża, zdjęcie, piłka) i delikatnie wkładają każdy przedmiot do gwiazdkowego pudełka — intymna, wzruszająca scena z błyszczącymi łzami, wyraźnymi fakturami kartonu i tkanin oraz miękkim światłem i długimi cieniami. zgłoś problem z tym obrazem

1. Zwykły wtorek i pusta smycz

Maks miał jedenaście lat i mówił raczej ciszej niż głośniej, jakby w jego kieszeniach mieszkał spokój. Tego wtorku wracał ze szkoły wolnym krokiem, kopiąc przed sobą kasztan, który udawał piłkę. Na klatce schodowej pachniało obiadem i mokrym tynkiem, bo ktoś mył podłogę.

Na trzecim piętrze drzwi do mieszkania Kuby były uchylone. Kuba chodził z Maksem do tej samej klasy, ale zwykle miał w sobie tyle energii, że trudno było za nim nadążyć. Teraz jednak na wycieraczce leżała smycz. Pusta, bez psa na końcu. A obok stały buty Kuby, jakby ktoś je postawił bardzo starannie, żeby się nie przewróciły.

Maks zapukał delikatnie.

— Kuba? Jesteś?

W drzwiach pojawiła się mama Kuby. Miała zaczerwienione oczy, ale uśmiechnęła się, jakby chciała nie przestraszyć świata.

— Cześć, Maks. Kuba jest w pokoju. Możesz wejść… jeśli chcesz.

W salonie było ciszej niż zwykle. Nie grało radio, nie brzęczał czajnik. Maks zdjął buty i poszedł do pokoju Kuby. Na biurku stała miska, a na niej ulubiona piłka tenisowa. Pies Kuby, Bąbel, zawsze ją nosił, jakby była skarbem.

Kuba siedział na łóżku w dresie, z kapturem na głowie, chociaż w pokoju było ciepło.

— Hej — powiedział Maks, siadając ostrożnie na krześle. — Widziałem smycz.

Kuba nie odpowiedział od razu. Patrzył na piłkę tenisową tak, jakby mogła mu coś wytłumaczyć.

— Bąbel… już nie wróci — powiedział w końcu. Głos miał chropowaty, jak po długim biegu. — Dzisiaj rano zasnął u weterynarza.

Maks poczuł, jak w brzuchu robi mu się ciężej, ale nie tak, jak po zjedzeniu za dużej porcji. Raczej jakby ktoś położył tam mały kamień. Nie wiedział, co powiedzieć, żeby nie zepsuć chwili.

— Przykro mi — powiedział w końcu. — Bardzo.

Kuba wciągnął nosem powietrze i wzruszył ramionami.

— Wszyscy mówią „przykro mi”. A ja… ja nie wiem, co mam robić.

Maks spojrzał na jego ręce. Kuba ściskał w palcach sznurek od kaptura, aż bielały mu knykcie.

— Mogę po prostu posiedzieć — zaproponował Maks. — Albo… możemy coś zrobić. Coś spokojnego.

Kuba mrugnął szybko.

— Jakie „coś”?

Maks rozejrzał się. Na półce stały puzzle z mapą świata, jeszcze nierozpakowane, i pudełko z klockami.

— Może puzzle? Bez gadania, jeśli nie chcesz. Tylko układanie.

Kuba kiwnął głową tak powoli, jakby sprawdzał, czy to bezpieczne.

— Dobra.

2. Puzzle, które nie udają, że nic się nie stało

Rozłożyli puzzle na podłodze. Tysiąc elementów, morza i kontynenty, linie brzegowe jak poszarpane brzegi chmur. Maks wysypał kawałki na dywan, a Kuba zaczął odszukiwać te z niebieskim tłem.

— Zawsze zaczynasz od nieba — zauważył Maks.

— Bo jest najłatwiejsze — mruknął Kuba, ale w jego głosie pojawiła się odrobina normalności, jak światełko w korytarzu.

Układali przez chwilę w ciszy. Słyszeli tylko ciche kliknięcia dopasowywanych elementów i odległe kroki sąsiadów. Maks nie bał się tej ciszy. Była jak kołdra: nie rozwiązywała problemów, ale dawała ciepło.

Po kilku minutach Kuba powiedział nagle:

— Wczoraj jeszcze biegał. Rzucałem mu tę piłkę. I… nic nie zapowiadało.

Maks dopasował kawałek z kawałkiem Europy. Dwa brzegi spotkały się idealnie.

— Czasem tak jest — powiedział ostrożnie. — Dorośli mówią, że życie potrafi skręcić bez ostrzeżenia. Jak rower na kamieniu.

Kuba prychnął cicho.

— Głupie kamienie.

— No. — Maks uśmiechnął się smutno. — Też ich nie lubię.

Kuba zaczął szukać elementów z zielenią. Jego palce drżały trochę.

— Wiesz, co jest najgorsze? — zapytał. — Że dziś rano mama mówiła, że „Bąbel odszedł”. Jakby sobie poszedł na spacer. A przecież… on nie wróci.

Maks położył dłoń płasko na dywanie, jakby chciał przytrzymać ziemię.

„Odszedł” to takie słowo, które ma nie kłuć — powiedział. — Ale prawda i tak jest prawdą. Umarł.

Kuba spojrzał na niego szybko, jakby sprawdzał, czy Maks się nie boi tego słowa.

— Boisz się?

Maks pokręcił głową.

— Trochę się boję, że kogoś zranię, jak coś powiem źle. Ale samego słowa… nie. To jak „noc”. Jest ciemna, ale wszyscy wiedzą, że istnieje.

Kuba przełknął ślinę.

— Czy Bąbel… coś czuł?

Maks przez chwilę myślał, układając kawałek z brzegiem Afryki.

— Mama mówiła, że u weterynarza dają leki, żeby nie bolało i żeby się zasnęło spokojnie — powiedział. — Jak bardzo, bardzo mocna drzemka.

Kuba wpatrywał się w puzzle.

— Czyli nie cierpiał?

— Raczej nie — odpowiedział Maks. — I to jest ważne.

Kuba odetchnął tak, jakby ktoś odpiął mu ciasny pasek od plecaka.

— Wszyscy w klasie będą gadać — powiedział po chwili. — Jeden powie: „To tylko pies”, a ktoś inny będzie się dziwnie uśmiechał, bo nie wie, co zrobić.

Maks poczuł w sobie lekkie ukłucie złości, ale nie pozwolił mu urosnąć.

— Nie musisz ich poprawiać ani udawać, że nic — powiedział. — Możesz po prostu powiedzieć: „Jest mi smutno”. I tyle. Każdy ma inne serce i inne słowa.

Kuba spojrzał na Maksa uważnie.

— A jak ktoś powie coś głupiego?

— To znaczy, że nie umie inaczej — odparł Maks. — Nie musisz ich oceniać. Możesz też odejść. Albo powiedzieć: „Nie chcę o tym teraz”.

Kuba skinął głową. Dopasował element Ameryki Południowej, aż kliknął.

— Dziwne… — mruknął. — Układanie pomaga.

— Bo ręce robią swoje — powiedział Maks. — A głowa może oddychać.

3. Spacer bez psa i rozmowa o końcu

Gdy ułożyli ramkę puzzli, mama Kuby zapukała do drzwi.

— Chłopcy, zrobiłam herbatę. Jeśli macie ochotę…

W kuchni para unosiła się znad kubków. Na stole stał talerz z kanapkami, ale nikt nie udawał wielkiego głodu. Mama Kuby usiadła na chwilę z nimi, jakby też potrzebowała towarzystwa.

— Dobrze, że jesteś, Maks — powiedziała cicho. — Kuba dziś… no wiesz.

Kuba skrzywił się, ale bez złości.

— Nie musisz mówić.

Mama skinęła, a w jej spojrzeniu było coś miękkiego.

— Macie rację. Po prostu… dziękuję.

Po herbacie Kuba wstał nagle.

— Chodźmy na chwilę na dwór — powiedział. — Nie chcę siedzieć cały dzień w pokoju. Ale… nie na plac zabaw, gdzie wszyscy.

Maks od razu włożył buty.

— Możemy iść pod stare boisko za sklepem. Tam jest spokojnie.

Na dworze powietrze było chłodne i czyste. Drzewa stały nieruchomo, jakby słuchały. Szli obok siebie w milczeniu, a Maks zauważył, że Kuba odruchowo zerka w bok, jakby spodziewał się, że Bąbel wyskoczy zza krzaka.

— Wczoraj wieczorem jeszcze prosił o smakołyki — powiedział Kuba. — A dziś… pusto. Jakby ktoś wyciął kawałek dnia.

Maks kopnął kamyk, który potoczył się po chodniku.

— Pusto jest normalne — powiedział. — Tak mi się wydaje. Jak po tym, jak ktoś wyjedzie i zostawi wolne krzesło.

Kuba zatrzymał się przy ławce. Usiadł i patrzył na swoje dłonie.

— A ty… miałeś kiedyś kogoś, kto umarł?

Maks usiadł obok.

— Dziadek. Dwa lata temu. Nie byłem z nim super blisko, bo mieszkał daleko, ale pamiętam jego zapach — taki jak drewno i mięta. Po pogrzebie długo miałem wrażenie, że świat jest jak zdjęcie bez koloru.

Kuba pokiwał głową, jakby rozumiał to zdjęcie.

— I co potem?

— Potem kolor wracał powoli — powiedział Maks. — Nie od razu. Czasem nagle, na chwilę, jak promień słońca w autobusie. A czasem znowu znikał. I to było… w porządku.

Kuba zmarszczył brwi.

— W porządku? Przecież to straszne.

— Straszne też — przyznał Maks. — Ale to, że raz jest lepiej, a raz gorzej, nie znaczy, że zdradzasz tego, kto umarł. To znaczy, że żyjesz.

Kuba milczał. Na boisku ktoś daleko odbijał piłkę, rytmicznie, jak serce.

— Boję się, że jak przestanę być smutny, to tak jakbym go zapomniał — wyszeptał.

Maks potrząsnął głową.

— Pamięć nie jest tylko smutkiem. To też śmieszne rzeczy, które robił. Jak Bąbel kradnący skarpetki.

Kuba parsknął krótkim śmiechem, który od razu zamienił się w łzę.

— On naprawdę kradł skarpetki… Jedną wynosił do przedpokoju i zostawiał jak prezent.

Maks podał mu chusteczkę z kieszeni.

— Widzisz? To nadal jest wasze. Nawet jeśli jego nie ma.

Kuba wytarł twarz.

— A co jest po śmierci? — zapytał nagle. — Wszyscy mówią różnie. Babcia mówi o niebie, tata milczy, a ja… ja nie wiem.

Maks spojrzał na niebo, które było jasne, ale bez słońca.

— Ja też nie wiem — powiedział uczciwie. — I myślę, że nie trzeba udawać, że się wie. Można mieć nadzieję. Można wierzyć w coś, co daje spokój. A jak ktoś wierzy inaczej, to… to też jest okej.

Kuba przygryzł wargę.

— Czyli nie ma jednej odpowiedzi?

— Chyba nie — odparł Maks. — Ale jest jedna rzecz pewna: to, co było między tobą a Bąblem, wydarzyło się naprawdę. I tego nikt nie zabierze.

4. Mały rytuał i pudełko wspomnień

Wieczorem Kuba napisał do Maksa wiadomość: „Możesz jutro przyjść? Chcę coś zrobić”. Maks odpisał od razu: „Jasne”.

Następnego dnia w pokoju Kuby na biurku stało pudełko po butach, oklejone papierem w granatowe gwiazdy. Mama Kuby przyniosła je i zostawiła bez zbędnych słów, tylko pogłaskała Kubę po ramieniu.

— To będzie pudełko Bąbla — powiedział Kuba, jakby przedstawiał plan. — Włożyć rzeczy, które… no.

Maks usiadł obok.

— Mogę pomóc?

— Możesz — odparł Kuba. — Ale nie musisz mówić nic mądrego.

— Uff, bo nie mam nic mądrego przygotowanego — odpowiedział Maks.

Kuba uśmiechnął się krzywo, ale to już było coś.

Zaczęli zbierać drobiazgi: obrożę z przypiętą blaszką, zdjęcie z wakacji, na którym Bąbel miał język wywieszony jak różową wstążkę, i piłkę tenisową. Kuba długo trzymał ją w dłoniach.

— Mogę ją zostawić tu, na półce? — zapytał cicho. — Żeby… żeby widzieć.

— Pewnie — powiedział Maks. — Pudełko nie musi mieć wszystkiego. To nie odkurzacz.

Kuba prychnął.

— Pudełko nie jest odkurzaczem, dobra.

Do pudełka włożyli też kartkę. Kuba wziął długopis, ale zawahał się.

— Co napisać?

Maks wzruszył ramionami.

— Może coś prostego. Jakbyś mówił do niego.

Kuba zaczął pisać wolno, drukowanymi literami: „Dziękuję, że na mnie czekałeś pod drzwiami. Przepraszam, że czasem nie chciało mi się wychodzić. Lubiłem, jak chrapałeś. Będę pamiętał”.

Potem dodał jeszcze jedno zdanie i zakrył kartkę dłonią, jakby to była tajemnica.

— Nie muszę tego nikomu pokazywać, co nie? — zapytał.

— Nie — odparł Maks. — To jest twoje.

Kuba zamknął pudełko i przytrzymał je przez chwilę, jakby sprawdzał, czy nie ucieknie.

— Wiesz, myślałem, że jak umrze, to nie będę mógł nic zrobić. A jednak… coś zrobiłem.

Maks kiwnął głową.

— Czasem robienie małych rzeczy jest jak zapalanie lampki nocnej. Nie zmienia nocy, ale łatwiej oddychać.

Kuba spojrzał na niego.

— Ty to umiesz mówić. Bez udawania.

Maks poczuł ciepło w policzkach.

— Po prostu… nie chcę, żebyś był z tym sam.

5. W szkole: słowa, które czasem się potykają

W poniedziałek Kuba przyszedł do szkoły z czerwonymi oczami, ale bez kaptura. Maks usiadł obok niego w ławce. Na przerwie kilka osób podeszło.

— Słyszałem, że twój pies… — zaczął Olek i urwał, jakby połknął koniec zdania.

— Umarł — powiedział Kuba spokojnie, choć w jego głosie drżała cienka nitka. — Jest mi smutno.

Zapadła cisza. Ktoś szurnął krzesłem.

— To tylko pies — rzucił Bartek z tyłu, nie patrząc na Kubę. Brzmiało to bardziej jak obrona niż atak, jakby Bartek bał się cudzego smutku.

Maks spojrzał na Kubę. W jego oczach pojawił się błysk, ale nie wybuchł.

— Dla ciebie może „tylko”, a dla Kuby to był przyjaciel — powiedział Maks spokojnie. — Każdy ma inaczej.

Bartek wzruszył ramionami, zakłopotany.

— No… ja nie wiem, co mam powiedzieć.

— Możesz powiedzieć „nie wiem” — odezwała się cicho Zosia. — To też jest okej.

Kuba spojrzał na Zosię, jakby ktoś podał mu kubek wody.

— Dzięki — powiedział.

Na następnej przerwie Olek przyniósł z biblioteki książkę o psach.

— Nie po to, żeby… no, żeby ci wciskać — powiedział. — Po prostu tu jest rozdział o starości zwierząt. Może… może pomoże zrozumieć.

Kuba wziął książkę.

— Dzięki. Spróbuję.

Maks zauważył, że ludzie są różni: jedni mówią nieporadnie, inni uciekają, ktoś przynosi książkę, ktoś tylko dotknie ramienia i odchodzi. I że w tym wszystkim nie trzeba nikogo od razu osądzać. Każdy niesie w sobie własne lęki, jak niewidzialny plecak.

Po lekcjach Kuba i Maks poszli wolniej niż zwykle.

— Myślałem, że będę się wściekał na Bartka — powiedział Kuba. — Ale… on chyba serio nie umiał.

— Widzisz — odparł Maks. — To nie znaczy, że to było miłe. Ale może on też kiedyś będzie potrzebował, żeby ktoś nie ocenił jego.

Kuba kopnął suchy liść.

— Dziwne, że da się o tym myśleć, kiedy jest się smutnym.

— Smutek nie wyłącza mózgu — powiedział Maks. — Tylko go spowalnia.

6. Spokojna gra i cisza na koniec dnia

W piątek Kuba zaprosił Maksa do siebie na nocowanie. Mama Kuby zgodziła się, ale powiedziała:

— Jeśli będziecie chcieli pogadać, jestem w kuchni. Jeśli nie, też dobrze.

W pokoju rozłożyli na dywanie planszówkę, taką bez krzyków i wyścigu na ostatni oddech. Zbierali punkty za układanie ścieżek w lesie. Maks lubił tę grę, bo wymagała myślenia, ale nie kłóciła ludzi ze sobą.

— Dzisiaj byśmy poszli z Bąblem na długi spacer — powiedział Kuba, przesuwając pionek o jedno pole. — On zawsze w piątki był podekscytowany, jakby wiedział.

Maks położył swój kafelek z drzewem.

— Możemy jutro przejść się tą samą trasą — zaproponował. — Jeśli chcesz. Bez psa, ale… z pamięcią.

Kuba przytaknął.

— Chcę. Tylko… wolno.

— Wolno jest w sam raz — powiedział Maks.

Zagrali jeszcze kilka rund. Kuba raz się uśmiechnął, raz nagle zamilkł, raz wpatrywał się w pusty kąt pokoju, gdzie kiedyś stało legowisko. Maks nie popędzał go ani nie wypełniał ciszy na siłę.

Kiedy mama Kuby przyszła powiedzieć dobranoc, zobaczyła planszę i dwóch chłopców siedzących blisko siebie.

— Fajnie, że jesteście — powiedziała cicho. — Dobranoc.

Zgasili większe światło, zostawiając tylko lampkę nocną. Jej blask rozlewał się po ścianach jak miód.

— Maks? — szepnął Kuba w ciemności.

— No?

— Dzięki, że… że nie próbujesz mnie naprawić.

Maks leżał na materacu, patrząc na sufit.

— Nie jesteś zepsuty — powiedział. — Po prostu ci ciężko.

Kuba wciągnął powietrze i wypuścił powoli.

— Myślisz, że kiedyś będę o nim myślał i nie będzie bolało?

Maks zastanowił się.

— Myślę, że będzie inaczej bolało. Jak siniak, który z czasem robi się żółty, a potem znika. Zostaje miejsce, które pamięta dotyk, ale nie krzyczy.

Kuba milczał chwilę.

— Dobra… — powiedział w końcu. — To brzmi… możliwie.

Lampka cicho brzęczała. Za oknem przejechał samochód, a potem wszystko znowu zwolniło. Maks usłyszał, jak oddech Kuby wyrównuje się, jak fale, które znalazły brzeg.

Nie mówili już nic. Leżeli w łagodnym, wspólnym milczeniu, które nie było puste, tylko spokojne.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Klatce schodowej
Miejsce na ścianie i stopniach przed wejściem do mieszkań w bloku.
Uchylone
Trochę otwarte, nie całkiem zamknięte drzwi lub okno.
Smycz
Sznur lub pasek, którym trzyma się psa podczas spaceru.
Kapturem
Część bluzy lub kurtki na głowę, którą można naciągnąć.
Knykcie
Twarde części palców, które widać, gdy pięść jest zaciśnięta.
Weterynarza
Doktor, który leczy zwierzęta, tak jak lekarz dla ludzi.
Drzemka
Krótki sen, zwykle w ciągu dnia, żeby odpocząć.
Pogrzebie
Uroczystość, podczas której żegna się osobę lub zwierzę po śmierci.
Rytmicznie
W sposób regularny, powtarzający się jak uderzenia serca.
Przytrzymać
Trzymać coś mocniej, żeby nie odpadło ani nie uciekło.
Pudełko
Naczynie z kartonu lub innego materiału, gdzie można trzymać rzeczy.
Oddech
Powietrze, które wdychasz i wydychasz, kiedy oddychasz.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń empatia dom szkoła pies smutek

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o śmierci dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.