Pierwszy poranek w przedszkolu
Staś wstał wcześnie, gdy słońce dopiero zaglądało przez okno. W pokoju pachniało świeżym powietrzem, a pluszowy miś siedział na brzegu łóżka. Staś przeciągnął się i szepnął do misia: „Dziś idziemy do przedszkola”. Brzuszek trochę mu się ściskał, ale obok była mama.
Mama weszła cicho do pokoju. Miała szeroki uśmiech. – „Dzień dobry, Staśku. Gotowy na pierwszy dzień w przedszkolu?” – spytała. Staś przytulił się do niej mocno. – „Trochę się boję, mamo” – szepnął. Mama pogłaskała go po głowie. – „To normalne. Pamiętaj, masz przy sobie misia i mnie. Przedszkole to miejsce, gdzie można poznawać nowe rzeczy i robić śmieszne rzeczy”.
Staś się ubrał. Założył miękką bluzę z dinozaurem i ulubione skarpetki w zielone paski. Miś miał swój własny mini-plecak. W kuchni czekała owsianka z truskawkami. Staś zjadł śniadanie powoli. Od czasu do czasu zerkał w stronę drzwi. Mama mrugała do niego wesoło.
W drodze do przedszkola Staś trzymał mocno mamę za rękę. Przed wejściem stało wielu innych rodziców i dzieci. Było słychać śmiech i cichutkie rozmowy. „Patrz, Staśku, pani Asia już na was czeka” – powiedziała mama. Staś zauważył panią w kolorowej sukience i z wielkim uśmiechem.
„Cześć, Stasiu! Cieszymy się, że jesteś z nami!” – powiedziała pani Asia. Staś uśmiechnął się nieśmiało. Zauważył, że inne dzieci też przytulają swoje misie albo trzymają mamy za rękę. Nagle w przedszkolu pojawił się śmieszny zapach plasteliny i kredy. To było miejsce do odkrycia!
Liczymy razem
W sali było kolorowo. Na półkach stały klocki i pluszaki. Obrazki na ścianach opowiadały historie o księżycu, słońcu i chmurach. Staś usiadł na okrągłym dywanie. Obok niego siedziała Ola, która miała kokardę większą niż głowa kota.
Pani Asia klasnęła w dłonie i powiedziała: „Dzień dobry, dzieci! Zaczynamy dzień od naszego porannego liczenia!” Staś spojrzał na mamę przez okno. Mama pomachała i posłała mu buziaka. Staś poczuł się odważniejszy.
„Policzmy, ile nas dzisiaj jest!” – zawołała pani Asia. Staś słuchał uważnie. Pani Asia pokazywała na dzieci palcem, a każde dziecko wstawało i mówiło swoje imię. „Jeden, dwa, trzy…” – liczyła głośno Ola, a potem Bartek. Przyszedł czas na Stasia.
Staś wstał. Nogi trochę mu się trzęsły, ale wszyscy czekali. „Cztery… Staś!” – powiedział. Pani Asia klasnęła. „Brawo, Stasiu, jesteś czwarty! Kto dalej?” Staś usiadł. Poczuł się dumny. Liczenie wcale nie było takie straszne.
Po liczeniu dzieci śmiały się i machały rękami. Miś Stasia patrzył na niego ze swojej półki. Staś pomyślał, że miś też by umiał liczyć, gdyby umiał mówić. Ola zapytała: „A twój miś lubi liczyć?” Staś odpowiedział: „Lubi. Nawet zna do pięciu!” Ola się roześmiała i pokazała swojego pluszowego króliczka. „On umie tylko do dwóch. Ale się uczy!”
Wszystkie dzieci śmiały się i ćwiczyły liczenie. Pani Asia podniosła wielki plakat z kolorowymi kropkami. Prosiła dzieci, by pokazywały palcem, ile kropek widzą. Staś tak bardzo się starał, że aż pomylił się o jedną. Pani Asia powiedziała: „To nic, Stasiu. Ciekawscy czasem się mylą, bo chcą wszystkiego spróbować. I to jest w porządku!”.
Staś poczuł się lepiej. Lubił być ciekawski. Zauważył, że liczenie to świetna zabawa, a każda próba jest ważna.
Nowe przyjaźnie i radosny powrót
Po porannym liczeniu była zabawa. Staś z Olą budowali wielki zamek z klocków. Pomagał im Bartek. „Zamek będzie miał cztery wieże!” – mówił Staś. Każdy liczył swoje wieże na palcach. Śmiech rozchodził się po całej sali.
Nadszedł czas na drugie śniadanie. Każde dziecko siadało w kręgu. Staś wyjął kanapkę z serem. Ola miała jabłko, Bartek banan. Dzieci rozmawiały o swoich domach, kotach i o tym, co ich misie lubią jeść. Okazało się, że króliczek Oli lubi marchewki, nawet jeśli są z filcu.
Pani Asia wyjęła wielką książkę z obrazkami. Przeczytała historię o żółwiku, który liczył kroki do domu. Staś słuchał uważnie. Na koniec dnia dzieci usiadły jeszcze raz na dywanie. Pani Asia podsumowała: „Dzisiaj razem liczyliśmy, bawiliśmy się i poznaliśmy się trochę lepiej. Każdy z was jest tu ważny!”
Staś zobaczył w drzwiach mamę. Uśmiechnął się szeroko. Mama pochyliła się i szepnęła: „Jestem z ciebie dumna, Stasiu. Poradziłeś sobie wspaniale!”. Staś poczuł się lekki jak piórko. Pomyślał, że jutro znowu policzy dzieci i może nauczy się liczyć jeszcze dalej.
Po powrocie do domu Staś przytulił misia. „Było fajnie. W przedszkolu jest dużo do odkrycia!” – powiedział cicho. Mama uśmiechnęła się. Staś jeszcze chwilę myślał o liczbach i nowych kolegach, a potem spokojnie zasnął. Czekały na niego kolejne, ciekawe dni.