Rozdział 1: Nowy ambasador na oddziale
Szymek spojrzał przez okno swojego szpitalnego pokoju. Na zewnątrz szumiały liście, a słońce leniwie zaglądało do środka. Szpital był teraz jego domem. Był tu, bo miał rzadką chorobę, której nawet lekarze nie potrafili wymówić bez patrzenia na kartkę. Szymek nazywał ją „moją nieproszoną koleżanką”.
Tego dnia, jak co dzień, odwiedził go Maks. Maks miał rude włosy postawione na żel i najbardziej zaraźliwy śmiech na oddziale. Był tu dłużej niż Szymek, bo miał chore serce. Chociaż czasem szybciej się męczył, zawsze miał mnóstwo energii do żartów.
— Hej, Szymek! — krzyknął Maks, wchodząc z impetem. — Zgadnij, kto dzisiaj był na korytarzu? Pani pielęgniarka Ania z nowymi skarpetkami w kropki! Widziałeś je? Wyglądała jak chodząca biedronka!
Obaj wybuchnęli śmiechem. Do pokoju wpadł jeszcze Jasiek, który miał okulary większe od swojego nosa. Jasiek był urodzonym wynalazcą. Każdego dnia próbował wymyślić sposób na to, żeby wlewy kroplówek były... pysznym sokiem malinowym.
— Cześć chłopaki! — zawołał. — Mam pomysł! Zrobimy dziś szpitalny wyścig na wózkach! Kto ostatni do windy, ten myje dziś zęby... dwa razy!
Szymek poczuł się lepiej. Oddział był miejscem, gdzie dzieci się leczyły, ale też miejscem, gdzie można mieć najlepszych przyjaciół. Każde z nich miało „jakąś” chorobę, ale przede wszystkim miały siebie.
Nagle do pokoju wszedł doktor Michał z pielęgniarką Anią (oczywiście w skarpetkach w kropki).
— Szymku, mamy dla ciebie ważne zadanie — powiedział doktor z uśmiechem. — Chcemy, żebyś został naszym ambasadorem. Będziesz opowiadał innym dzieciom o swojej chorobie, żeby nie musiały się jej bać.
Szymek trochę się speszył, ale potem poczuł dumę. — To ja będę ambasadorem? — dopytał z szerokim uśmiechem.
— Tak! — odpowiedziała Ania, machając kolorową skarpetką. — Jesteś odważny i wiesz, jak mówić o rzeczach trudnych, ale z humorem!
Rozdział 2: Misja edukacja
Następnego dnia Szymek miał swoją pierwszą „ambasadorska” prezentację w świetlicy. Pani Ela, wychowawczyni, przygotowała kolorowe poduszki i kredki. Na sali byli wszyscy mali pacjenci.
Szymek stanął na środku, obok niego Maks i Jasiek. Wziął głęboki oddech i zaczął:
— Cześć wszystkim, mam na imię Szymek i mam bardzo nietypową chorobę. Trochę jak superbohater, tylko zamiast peleryny mam kroplówkę!
Dzieci zaczęły się śmiać. Nawet pani Ela uśmiechnęła się szeroko.
— Codziennie muszę brać leki i często jestem zmęczony, ale wiecie co? Moja mama mówi, że mam największe serducho na świecie. A kiedy się boję, liczę do dziesięciu i wyobrażam sobie, że jestem gokartem na torze. Bum, bum, i już mi lepiej!
Potem Szymek pokazał obrazek, który narysował — siebie z kroplówką, ale z peleryną superbohatera i uśmiechem od ucha do ucha.
Maks dodał: — Ja mam chore serce, ale potrafię biegać w myślach sto kilometrów na godzinę. Serio!
Jasiek pokazał swoją kroplówkę, którą ozdobił naklejkami z dinozaurami.
— Wszystkie nasze kroplówki są wyjątkowe. Moja ma na imię Grzmotek — powiedział z dumą.
Dzieci zaczęły zadawać pytania. Niektóre bały się szpitala. Inne martwiły się, że nigdy nie wrócą do domu. Szymek i jego przyjaciele tłumaczyli, że w szpitalu nie zawsze jest łatwo, ale razem dają radę.
— Najważniejsze to mieć przyjaciół — powiedział Szymek na koniec. — I nie bać się pytać!
Rozdział 3: Siła w grupie
Po spotkaniu dzieci nie tylko czuły się odważniejsze, ale zaprzyjaźniły się ze sobą. Na oddziale zaczęły się pojawiać wesołe plakaty z napisem: „Tu mieszkają mali superbohaterowie!”. Każdy mógł narysować swój portret z peleryną i umieścić na wspólnej tablicy.
Lekarze i pielęgniarki byli dumni z ambasadora Szymka. Często widzieli, jak rozmawia z młodszymi dziećmi, tłumacząc, jak działają leki, dlaczego czasem boli brzuch i dlaczego warto się śmiać, nawet gdy jest trudno.
Pewnego dnia Jasiek przyjechał do sali ze swoim najnowszym wynalazkiem — maszyną do dmuchania baniek z... maski tlenowej!
— Patrzcie! — krzyknął. — Teraz nawet nasze maski są magiczne!
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a pielęgniarka Ania musiała chować się za swoim notesem, żeby nie parsknąć na głos.
Szymek wiedział, że nie zawsze będzie łatwo. Czasem będzie bolało, czasem będzie smutno, ale miał już na to sposób — pytał o wszystko odważnie, śmiał się z przyjaciółmi i pamiętał, że nawet najtrudniejsze dni można przetrwać razem.
Rozdział 4: Nadzieja na każdy dzień
Minęło kilka tygodni. Szymek stał się prawdziwym ambasadorem — nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Rodzice przychodzili do niego, pytając, jak rozmawiać ze swoimi pociechami o chorobie. Lekarze powtarzali, że odwaga Szymka jest zaraźliwa.
Pewnego dnia do szpitala przyszła klasa z pobliskiej szkoły. Szymek, Maks i Jasiek przygotowali specjalną prezentację. Opowiadali o codziennym życiu w szpitalu, o dobrych i trudnych momentach, i o tym, że odwaga nie polega na tym, żeby się nie bać, ale żeby działać mimo strachu.
Kiedy dzieci z klasy zapytały, czy czasem tęsknią za domem, Szymek odpowiedział:
— Oczywiście, że tęsknię. Ale tu mam drugą rodzinę — wszystkich na oddziale. I już wiem, że nawet jeśli coś jest trudne, razem łatwiej to przejść.
Na koniec wszyscy rzucili się do wspólnej zabawy w „szpitalne kalambury”. I nawet pan doktor musiał zgadywać, czy Szymek pokazuje strzykawkę, czy... kota w papilotach!
Szymek był dumny. Wiedział, że choroba nie jest końcem świata. To początek nowej przygody, podczas której można być odważnym ambasadorem i mieć najfajniejszych przyjaciół na świecie.
A każdy dzień, nawet w szpitalu, może być pełen śmiechu, nadziei i kolorowych baniek mydlanych.