Rozdział 1: Spokojny plan Igi
Iga lubiła ciszę. Kiedy inni biegli po plaży, ona słuchała, jak fale mówią „szszsz” i „plusk”. Tego dnia przyszła z przyjaciółmi na zatoczkę: z Maksem, który miał zawsze kieszenie pełne dziwnych znalezisk, i z Leną, która potrafiła narysować rybę tak, że wyglądała, jakby zaraz miała machnąć ogonem.
— Popatrzcie — powiedziała Iga i wskazała wodę przy skałach. — Widzicie tę ciemną smużkę?
Maks zmrużył oczy.
— Może cień chmury?
Lena uklękła na piasku i przyłożyła ucho do mokrej deski pomostu, jakby podsłuchiwała morze.
— To nie chmura. To… coś się ciągnie.
Iga nie podnosiła głosu. Była spokojna, ale w środku czuła małe „puk, puk” niepokoju. Wczoraj widziała rybaka, który narzekał na porwane sieci. A dziś mewy krążyły niżej niż zwykle.
— Musimy sprawdzić, co to jest — szepnęła. — I ostrzec, jeśli to zagrożenie. Dla ryb… i dla ludzi.
Maks wyciągnął z plecaka trzy maski i jeden tuba.
— Tuba jest tylko jedna — westchnął. — Kto bierze?
Iga potrząsnęła głową.
— Ja zostanę na zmianę. Będziemy się wymieniać. Spokojnie. Zrobimy plan.
Lena narysowała patykiem na piasku mapkę: skały, kawałek rafy i małą grotę pod wodą, o której opowiadał tata Maksa.
— Jedno ważne wydarzenie na raz — uśmiechnęła się. — Najpierw sprawdzamy smużkę przy skałach.
Maks poprawił maskę.
— Jeśli spotkamy ośmiornicę, proszę, niech nie uzna mojej głowy za kokos.
Zaśmiali się cicho. Iga wzięła głęboki oddech. Morze pachniało solą i przygodą.
Rozdział 2: Wejście do podwodnego ogrodu
Woda była chłodna tylko przez chwilę. Potem stała się jak miękki koc. Słońce robiło w niej jasne prążki, jakby ktoś zanurzył złote wstążki.
Pierwsza zanurkowała Lena z tubą. Płynęła wolno, spokojnie. Iga i Maks trzymali się blisko, machając płetwami jak trzy młode foki.
Pod nimi pojawił się podwodny ogród. Zielone trawy falowały, a między nimi mrugały małe rybki. Jedna miała paski jak piżama. Druga wyglądała, jakby nosiła żółte okulary.
Maks wskazał palcem jeżowca.
— Nie dotykać. Kolce jak mini-widły.
Iga skinęła głową. Lubiła, gdy wszystko jest jasne i bezpieczne.
Dopłynęli do skał. Tam, gdzie wcześniej była ciemna smużka, unosiło się coś jeszcze. Cienka, przezroczysta nitka drgała w wodzie.
Lena wynurzyła się na sekundę.
— To wygląda jak… żyłka wędkarska.
— Albo sieć — dodał Maks, a głos mu trochę stężał.
Iga poczuła, jak jej odwaga rośnie, gdy robi się potrzebna.
— Zobaczmy, dokąd prowadzi. Ale bez szarpania. Jeśli coś jest zaplątane, możemy tylko pogorszyć.
Płynęli wzdłuż nitki. W pewnym momencie woda zrobiła się ciemniejsza, a dno opadło w stronę małej groty. Iga zobaczyła błysk srebra. Potem drugi. I trzeci.
— Ryby! — pomyślała. — I coś je trzyma.
Serce zabiło jej mocniej, ale ruchy nadal miała spokojne. Jakby morze prosiło: „Nie spiesz się”.
Rozdział 3: Grotka i pułapka
W grocie było jak w tajnym pokoju. Ściany miały kolory: brunatny, pomarańczowy, trochę fioletu. Na kamieniu siedział krab i wyglądał, jakby pilnował wejścia.
Maks zrobił minę, jakby chciał krabowi powiedzieć „dzień dobry”, ale w masce wyszło mu tylko bąbelkowe „brrr”.
Wtedy zobaczyli ją wyraźnie: mała, porwana sieć zaczepiona o skałę. W środku trzepotała ryba, a obok wiła się mała płaszczka. Nie mogły się uwolnić. Każdy ruch tylko zaciskał węzły.
Lena wynurzyła się i oddała tubę Idze.
— Twoja kolej. Ja mam nóżyk do owoców z pikniku… w plecaku na brzegu — powiedziała szybko. — Ale tu go nie ma.
— Nie potrzebujemy noża — odpowiedziała Iga. — Musimy użyć głowy.
Maks uniósł rękę.
— Mam spinacz! Taki gruby. I gumkę recepturkę.
Iga pomyślała o węzłach. O tym, jak babcia rozplątywała sznurki od latawca: „Najpierw znajdź początek. Nigdy nie ciągnij na ślepo”.
— Maks, spróbujesz podważyć węzeł spinaczem. Lena, ty trzymaj sieć tak, żeby ryba miała więcej miejsca. Ja będę uspokajać i pokazywać, gdzie jest luz.
Zanurkowali z powrotem. Iga oddychała przez tubę równo: wdech, wydech, wdech. Pokazała palcem najluźniejszy fragment. Maks wsunął spinacz. Ostrożnie. Jakby otwierał pudełko z tajemnicą.
Lena trzymała sieć, ale jej palce drżały.
Iga zbliżyła się i położyła dłoń na jej nadgarstku. Spokojny gest. W wodzie wszystko zwalniało.
— Damy radę — powiedziała, choć słowa zniknęły w bąbelkach. Lena jednak zrozumiała po oczach.
Węzeł puścił odrobinę. Potem jeszcze. Ryba przestała tak szarpać, jakby też poczuła ulgę.
Nagle coś poruszyło się w cieniu groty. Zobaczyli dwie ciekawskie oczy i chmurkę piasku.
Ośmiornica.
Maks znieruchomiał. Iga też. Ośmiornica podpłynęła bliżej, ale nie wyglądała groźnie. Raczej jak ktoś, kto chce zobaczyć, co robią.
— Proszę, nie moja głowa — pomyślał Maks, a Iga prawie zachichotała, choć nie wypadało w tak ważnej chwili.
Ośmiornica wyciągnęła jedno ramię i… przytrzymała fragment sieci, jakby pomagała. Jej przyssawki złapały materiał pewnie, ale delikatnie.
Iga spojrzała na Lenę. Lena uniosła kciuk.
— Kreatywność morza — pomyślała Iga. — Czasem pomoc przychodzi z miejsca, którego się nie spodziewasz.
Rozdział 4: Ostrzeżenie dla zatoki
Po kilku spokojnych minutach ostatni węzeł puścił. Ryba wyskoczyła jak srebrna strzałka. Płaszczka machnęła skrzydłami i zniknęła w zielonym ogrodzie.
Ośmiornica jeszcze chwilę patrzyła, po czym zmieniła kolor na jaśniejszy, jakby się uśmiechnęła, i odpłynęła w głąb groty.
— Udało się! — krzyknął Maks, gdy wynurzyli się obok skał.
Iga jednak od razu spojrzała na porwaną sieć.
— To nie koniec. Jeśli jedna sieć tu jest, może być więcej. I ktoś może wpłynąć łódką i wplątać śrubę. Albo dzieci mogą wejść na skały i zahaczyć nogą.
Lena otrzepała mokre włosy z oczu.
— Trzeba ostrzec dorosłych. I najlepiej sprzątnąć to, co się da.
Maks podniósł brwi.
— A my jesteśmy tylko trójką dzieci.
— Właśnie — odparła Iga. — Trójką dzieci, które widziały problem. To już dużo.
Popłynęli na brzeg. Iga mówiła szybko, ale spokojnie. Najpierw do ratownika, potem do rybaka z wczoraj. Pokazali miejsce na mapce Leny, a Maks dodał, że sieć jest zaczepiona przy grocie i że widzieli też żyłkę.
Rybak zmarszczył czoło.
— Po burzy wiele rzeczy się urywa. Dobrze, że powiedzieliście. Wezmę innych i wyciągniemy to ostrożnie.
Ratownik skinął głową.
— Postawimy bojkę i ostrzeżenie. I sprawdzimy okolicę.
Iga poczuła ciepło w brzuchu. Nie takie od słońca. Raczej od tego, że zrobiła coś ważnego.
Lena uśmiechnęła się szeroko.
— Dziś nie tylko pływaliśmy. Dziś uratowaliśmy kawałek morza.
Maks przytaknął.
— I moja głowa nie została kokosem. To też sukces.
Rozdział 5: Spokojny wieczór i schowany tuba
Po południu zatoka wyglądała jak zawsze, ale Iga widziała różnicę. Jakby woda oddychała lżej. Na boi kołysała się mała tabliczka ostrzegawcza. Rybacy z ratownikiem wypłynęli łódką i wrócili z mokrą stertą porwanych sieci, które wylądowały w workach na śmieci.
— To pójdzie do utylizacji — powiedział ratownik. — Tak trzeba.
Dzieci usiadły na piasku. Lena narysowała w zeszycie ośmiornicę z przyssawkami jak małe pieczątki. Maks opowiadał, że spinacz to „narzędzie wielkich odkrywców”, a Iga słuchała morza, które znów mówiło „szszsz” spokojnie.
— Wiesz — powiedziała Lena do Igi — ty zawsze działasz cicho, a jednak wszyscy cię słuchają.
Iga wzruszyła ramionami.
— Bo cisza pomaga myśleć. A kiedy myślisz, znajdujesz rozwiązania.
Słońce zaczęło się chować. Na niebie pojawiły się kolory jak w muszli: róż, złoto i trochę fioletu.
Maks podał Idze tubę.
— Trzymaj. Dziś była twoja.
Iga obejrzała ją. Była mokra i pachniała morzem. Wytrzepała z niej wodę, przetarła ręcznikiem i wsunęła do kieszeni plecaka. Potem dopięła zamek.
Tuba była schowana.
Iga spojrzała jeszcze raz na zatokę. Wyobraziła sobie ryby, które przepływają między trawami, i ośmiornicę, która gdzieś w grocie zmienia kolor, jakby opowiadała swoją wersję dzisiejszej przygody.
— Dobranoc, morze — szepnęła.
A morze odpowiedziało miękko: „plusk”.