Rozdział 1: Zniknięcie w bibliotece
Detektyw Marek miał małe biuro nad piekarnią. Pachniało tam bułkami tak mocno, że nawet najtrudniejsze zagadki robiły się odrobinę przyjemniejsze. Tego popołudnia do drzwi zapukała pani Zosia, bibliotekarka z Miejskiej Biblioteki dla Dzieci.
„Panie Marku, mamy sprawę!” – powiedziała, ściskając w dłoniach szalik. – „Zniknęła nasza najważniejsza rzecz.”
„Książka?” – Marek uniósł brwi.
„Nie. Zakładka… ale nie byle jaka. Złota Zakładka Klubu Czytelników. Dzieci zdobywały ją przez cały rok!”
Marek wstał, założył płaszcz i wziął notes. „Pani Zosiu, proszę oddychać spokojnie. W bibliotece rzadko zdarzają się naprawdę groźne sprawy. Zwykle wygrywa… logika.”
W bibliotece było jasno i cicho. Na dywanie siedziała grupka dzieci, a obok stał chłopiec z wielkimi okularami, Franek, oraz dziewczynka z warkoczami, Lena. Marek zauważył, że oboje patrzą na stół, jakby ten mógł się zaraz odezwać.
Na stole leżała poduszka z wgłębieniem.
„Tu stało pudełko z Zakładką” – wyjaśniła pani Zosia. – „Wczoraj wieczorem zamknęłam je na zatrzask i odłożyłam na ten stół. Rano… pudełka nie było.”
„Kto mógł je zabrać?” – zapytał Marek.
„Tylko pracownicy mają klucze do biblioteki” – powiedziała bibliotekarka. – „Ja i pan Krystian, woźny. Ale dzieci też tu były wczoraj na zajęciach.”
Marek uklęknął przy stole i obejrzał blat. Zobaczył okruchy papieru, jakby ktoś wycierał coś chusteczką. Potem spojrzał na twarze.
Najbardziej interesowały go reakcje spontaniczne: takie, których nie da się łatwo udawać. Lena przygryzła wargę i zerknęła na drzwi. Franek od razu powiedział:
„Ja nic nie wziąłem! Nawet nie dotykałem pudełka!”
„Dobrze, Franek” – Marek mówił spokojnie. – „Nie oskarżam nikogo. Najpierw zbierzemy fakty.”
„Ja widziałam to pudełko!” – wypaliła Lena. – „Wczoraj było obok globusa.”
Marek podniósł głowę. „Obok globusa? A dziś gdzie jest globus?”
Wszyscy spojrzeli w róg sali. Globus stał… na półce z atlasami, a nie na stoliku.
„Przecież globus zawsze jest na stoliku…” – mruknęła pani Zosia. – „Kto go przestawił?”
Marek poczuł, że sprawa właśnie zrobiła się ciekawsza. „Dobrze. Zaczynamy od tego, co się zmieniło. Co zostało przesunięte. Czasem jedno przesunięcie mówi więcej niż tysiąc słów.”
„To jak w zagadkach!” – ucieszył się Franek.
„Dokładnie” – Marek uśmiechnął się lekko. – „I wy możecie mi pomóc.”
Rozdział 2: Ślady, pytania i przechodzień w pośpiechu
Marek przeszedł po bibliotece wolno, jakby czytał niewidzialny tekst. Zatrzymał się przy stoliku, gdzie zwykle stał globus. Na dywanie widać było delikatny ślad, jak po przesunięciu czegoś okrągłego.
„Kto wczoraj sprzątał?” – zapytał.
„Pan Krystian” – odparła pani Zosia. – „Zawsze sprząta wieczorem.”
„A czy ktoś prosił, żeby przestawić globus?” – dopytywał Marek.
Lena pokręciła głową. Franek powiedział: „Ja go lubię kręcić, ale wczoraj pani Zosia powiedziała: ‘Nie teraz, Franku, bo się rozpraszasz'.”
Pani Zosia westchnęła. „To prawda.”
Marek podszedł do półki z atlasami, na której stał globus. Był ustawiony tak, że jego metalowa oś dotykała książek.
„Zobaczcie” – Marek wskazał palcem. – „Tu jest rysa na okładce atlasu. Świeża. Jakby ktoś mocno przycisnął globus.”
„Może się przewrócił?” – zaproponowała Lena.
„Może” – Marek przytaknął. – „Ale sprawdzimy, czy to pasuje do reszty.”
Detektyw otworzył notes. „Teraz zrobimy listę. Pomożecie mi? Powiedzcie: co wiemy na pewno?”
Franek podniósł rękę jak w szkole. „Na pewno było pudełko z Zakładką na stole.”
„Dobrze.”
Lena dodała: „Na pewno wczoraj globus był obok pudełka.”
„Dobrze.”
Pani Zosia: „Na pewno dziś rano pudełka nie było, a globus był na półce.”
Marek zapisał. Potem powiedział: „A teraz: czego nie wiemy?”
Dzieci popatrzyły na siebie.
„Nie wiemy, kto przestawił globus” – powiedziała Lena.
„Nie wiemy, kto dotykał pudełka” – dodał Franek.
„Nie wiemy, czy ktoś wynosił coś z biblioteki” – zakończyła pani Zosia.
Marek skinął głową. „Świetnie. To teraz porozmawiamy z panem Krystianem.”
Woźny był w magazynku. Miał ręce w rękawicach i wyglądał na zaskoczonego.
„Pudełko z Zakładką? Ja? Skąd!” – powiedział. – „Ja tylko sprzątałem. Odkurzyłem dywan, starłem kurz. Globus? Hm… mogłem go przesunąć, bo przeszkadzał odkurzaczowi.”
„Kiedy to było?” – zapytał Marek.
„Wieczorem, po zajęciach. Około siedemnastej.”
Marek spojrzał na jego twarz. Krystian mówił płynnie, ale w chwili o globusie drgnęła mu powieka i odruchowo spojrzał na drzwi. To była spontaniczna reakcja, która nie musiała oznaczać winy, tylko… pamięć o czymś.
„Czy ktoś wtedy był w bibliotece?” – Marek zapytał łagodnie.
„Widziałem jakiegoś pana przy wejściu” – odparł Krystian. – „Taki w płaszczu. Stał chwilę, jakby szukał kogoś, i poszedł.”
„Czy wszedł do środka?”
„Nie wiem. Może tak, może nie. Ja byłem w środku, muzyka z radia grała.”
Marek podziękował. Razem z dziećmi wyszli przed bibliotekę, żeby obejrzeć wejście. Na chodniku stał kosz na śmieci, a obok ławka.
I wtedy Marek zobaczył przechodnia. Sztywny kołnierz, szybkie kroki, oczy wbite w zegarek. Prawie wpadł na nich.
„Przepraszam!” – rzucił, nawet nie zatrzymując się.
Marek zrobił krok w bok. „Chwileczkę, proszę pana. Jedno pytanie.”
„Nie mam czasu!” – odburknął mężczyzna, przyspieszając.
Marek nie krzyczał. Tylko powiedział wyraźnie: „Wczoraj wieczorem ktoś stał przy wejściu do biblioteki. Czy pan tu był?”
Mężczyzna zwolnił na ułamek sekundy. Odwrócił głowę. I wtedy Marek zauważył coś dziwnego: na mankiecie jego płaszcza był mały, błyszczący ślad, jakby zaschnięta… klejąca smuga.
„Nie” – powiedział mężczyzna zbyt szybko. – „Nie byłem. Muszę lecieć.”
Odszedł prawie biegiem.
„To podejrzane!” – szepnął Franek.
„Podejrzane jest to, co nie pasuje do reszty” – odpowiedział Marek. – „A teraz wracamy. Bo przełom może być… w środku.”
Rozdział 3: Przedmiot przesunięty i powrót do faktów
W bibliotece Marek stanął przy stole i spojrzał na poduszkę z wgłębieniem.
„Pani Zosiu, co stało obok pudełka?” – zapytał.
„Karteczki samoprzylepne, nożyczki, długopisy… zwykłe rzeczy do zajęć.”
„A czy coś z tego jest w innym miejscu?” – dopytywał Marek.
Lena nagle klasnęła w dłonie. „O! Słoik z zakładkami papierowymi! Wczoraj stał na parapecie, a dziś jest… tu!”
Wskazała na półkę z atlasami. Dokładnie obok globusa.
„To jest to ‘coś przesunięte'!” – powiedział Marek i uklęknął przy półce. – „Słoik. Globus. Atlas z rysą. To nie jest przypadek.”
Franek zmarszczył brwi. „Ale czemu ktoś miałby przenosić słoik?”
Marek wziął słoik do ręki i potrząsnął nim delikatnie. Papierowe zakładki zaszeleściły.
„Bo słoik mógł coś ukryć albo… zasłonić” – powiedział Marek. – „Kiedy przesuwa się rzeczy, często chce się zasłonić ślad.”
Lena pochyliła się. „Jaki ślad?”
Marek wskazał przestrzeń między atlasami a tyłem półki. „Popatrzcie. Tam, za książkami, jest wąska szczelina. Ktoś mógł coś wsunąć.”
„Pudełko!” – wykrzyknął Franek.
Marek pokręcił głową. „Pudełko było większe. Ale może… sama Zakładka?”
Pani Zosia przycisnęła dłonie do policzków. „Jeśli ktoś wyjął Zakładkę z pudełka…”
„…to pudełko mógł zabrać, a Zakładkę schować na chwilę” – dokończył Marek. – „Albo odwrotnie.”
Detektyw jednak nie sięgnął od razu do szczeliny. Zamiast tego otworzył notes.
„Teraz zrobimy coś ważnego” – powiedział. – „Chcę jeszcze raz przeczytać wszystkie elementy. Gdy wracam do faktów, często widzę to, czego wcześniej nie widziałem.”
Dzieci usiadły na dywanie jak na seansie.
Marek czytał: „Fakt pierwszy: pudełko było na stole. Fakt drugi: globus był obok. Fakt trzeci: po zajęciach sprzątał pan Krystian. Fakt czwarty: wieczorem był jakiś pan przy wejściu. Fakt piąty: dziś globus jest na półce, a słoik też jest przesunięty. Fakt szósty: spotkaliśmy przechodnia w pośpiechu z błyszczącą smugą na mankiecie.”
„Klej!” – szepnęła Lena.
„Możliwe” – Marek spojrzał na nią z uznaniem. – „Dobra obserwacja.”
„To on ukradł?” – Franek aż podskoczył.
Marek podniósł palec. „Spokojnie. W śledztwie nie zgadujemy. Sprawdzamy.”
Podszedł do stołu i obejrzał jego krawędź. Potem dotknął delikatnie miejsca, gdzie leżała poduszka. Na palcu została mu cienka warstwa czegoś lepkiego.
„Oho” – mruknął. – „To wygląda jak klej z taśmy dwustronnej.”
Pani Zosia zdziwiła się. „Po co komu klej na stole?”
Marek wskazał poduszkę. „Ktoś mógł przykleić pudełko, żeby się nie przesuwało. Albo… przykleić coś pod stołem.”
„Pod stołem?” – Lena aż pochyliła się do przodu.
„Sprawdźmy” – powiedział Marek.
Rozdział 4: Klej, który wszystko wyjaśnił
Marek uklęknął i zajrzał pod spód stołu. Było tam ciemniej, ale w bibliotece zawsze znajdowała się mała latarka do szukania książek pod regałami. Franek podał ją detektywowi jak prawdziwy pomocnik.
Światło przesunęło się po drewnie. I wtedy Marek zobaczył prostokątny kształt przyklejony taśmą.
„Jest!” – powiedział cicho.
Ostrożnie odkleił taśmę. Na dłoniach poczuł lepkość. Wyjął małą, błyszczącą rzecz zawiniętą w papier.
Pani Zosia wstrzymała oddech. „To…?”
Marek rozwinął papier. Złota Zakładka zamigotała w świetle latarki, jakby sama cieszyła się, że ją odnaleziono.
„Hurra!” – krzyknęła Lena.
„Uff!” – pani Zosia usiadła na krześle. – „Ale… kto ją tam przykleił?”
Marek nie spieszył się z odpowiedzią. Zamiast tego obejrzał taśmę. A potem, na papierze, zauważył mały ślad: drobne włókna niebieskiej tkaniny.
„Pan Krystian ma niebieskie rękawice” – zauważył Franek.
Krystian, wezwany do sali, spojrzał na Zakładkę i zaczerwienił się jak burak.
„Ja… ja to zrobiłem” – powiedział. – „Ale nie tak, jak myślicie.”
Pani Zosia zmarszczyła brwi. „To znaczy?”
Krystian zdjął rękawice. „Wczoraj wieczorem zobaczyłem tego pana przy wejściu. Kręcił się i patrzył do środka. Pomyślałem: ‘Coś tu nie gra'. A pudełko z Zakładką stało na wierzchu. Bałem się, że ktoś wejdzie, kiedy ja odkurzam, i je capnie.”
„Więc pan schował Zakładkę?” – Marek mówił spokojnie.
„Tak!” – Krystian kiwnął głową. – „Nie chciałem robić zamieszania. Z pudełka wyjąłem Zakładkę, owinąłem w papier, przykleiłem pod stołem taśmą, żeby nikt nie znalazł. A pudełko… wstawiłem do szafki na zapleczu. Tylko potem… zapomniałem powiedzieć pani Zosi. A rano miałem pilną dostawę i… no.”
Pani Zosia najpierw chciała się gniewać, ale spojrzała na Zakładkę i westchnęła. „Pan Krystian chciał dobrze. Ale w bibliotece rozmawiamy, a nie chowamy skarby jak w filmie.”
Krystian spuścił głowę. „Przepraszam. Obiecuję: następnym razem od razu powiem.”
Franek podniósł palec. „A ten pan w pośpiechu? Z klejem na mankiecie?”
Marek uśmiechnął się pod nosem. „To mógł być zwykły człowiek, który coś naprawiał w domu. Klej nie zawsze oznacza kradzież. Ale jego pośpiech i szybkie ‘nie'… to był znak, żebyśmy szukali uważniej. W śledztwie każdy szczegół może popchnąć nas w dobrą stronę.”
Lena spojrzała na Marka poważnie. „Czyli nie trzeba się poddawać, nawet gdy nie wiadomo?”
„Właśnie” – odpowiedział detektyw. – „Wytrwałość to taka latarka w głowie. Świeci, kiedy robi się ciemno od pytań.”
Pani Zosia wstała i klasnęła w dłonie. „Dobrze! Zakładka wróciła. A teraz… ogłaszam coś ważnego.”
Dzieci ucichły.
„Marek zostaje honorowym detektywem Klubu Czytelników!” – oznajmiła. – „A Franek i Lena… pomocnikami.”
„Ja? Pomocnikiem?” – Franek prawie się przewrócił z radości.
„A ja mogę mieć lupę?” – zapytała Lena.
Marek zaśmiał się cicho. „Lupę można mieć, ale najważniejsze i tak są oczy, uszy i cierpliwość.”
Pani Zosia wzięła Złotą Zakładkę i włożyła ją do pudełka, tym razem zamykając je przy wszystkich. Potem ustawiła pudełko… nie na stole, tylko w szklanej gablotce.
„I bez kleju” – dodała znacząco.
Krystian uniósł ręce w geście poddania. „Zgoda. Klej zostaje w magazynku.”
Marek schował notes do kieszeni. Zanim wyszedł, odwrócił się do dzieci.
„Jeśli kiedyś coś wam zginie, pamiętajcie: najpierw fakty, potem pytania, potem sprawdzanie. I nie poddawajcie się po pierwszym ‘nie wiem'.”
„Nie poddamy się!” – powiedzieli razem Franek i Lena.
A biblioteka znów była spokojna. Tylko Złota Zakładka błyszczała zza szyby, jak mała nagroda za cierpliwość, logiczne myślenie i wytrwałe szukanie aż do końca.