Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść o kumplach 11-12 lat Czytanie 13 min.

Tajemnica zaginionej torby z pachołkami i piłkowy chaos

Trójka przyjaciół — Kuba, Zosia i Bartek — wyrusza na zabawne śledztwo po sali gimnastycznej, by odnaleźć zaginioną torbę z pachołkami, napotykając głośne piłki, tajemniczą taśmę i serię śmiesznych nieporozumień.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Są trzy postacie: chłopiec ~12 lat z rozczochranymi brązowymi włosami w niebieskim T‑sharcie i szarych szortach stoi na środku, wskazuje ręką na zieloną sakwę z wystającym czerwonym pachołkiem, zaskoczony i uśmiechnięty; po lewej dziewczynka warkocz blond, czerwona kurtka i jeansy kuca, trzyma dużą żółtą sprężystą piłkę i patrzy radośnie na sakwę; po prawej chłopiec z czarnymi włosami w zielonym T‑sharcie z ręcznikiem‑peleryną na głowie biegnie śmiejąc się, ma skaczącą piłeczkę przy kolanie. Miejsce: duża szkolna sala gimnastyczna z błyszczącą drewnianą podłogą, białe linie, drewniane trybuny z tyłu, metalowy kosz pełen kolorowych piłek obok nich, stosy czerwonych i niebieskich materacy, przy ścianie sprzęt gimnastyczny, miękkie światło wpadające przez świetliki. Sytuacja: zabawne odkrycie zielonej sakwy uwięzionej za koszem z piłkami, piłki skaczą wszędzie, połyskująca taśma pozostawia ślad na podłodze, komiczna, dynamiczna atmosfera, wyrazy zdziwienia i triumfu, nasycone kolory, kompozycja skupiona na sakwie i postaciach tworzących trójkąt akcji. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Sala, w której piłki mają własne zdanie

W szkolnej sali gimnastycznej było dziś wyjątkowo głośno. Nie dlatego, że ktoś krzyczał. Po prostu piłki sprężyste robiły swoje: hop, hop, HOP — jakby urządziły sobie tajne zebranie i postanowiły udawać popcorn.

Kuba, prawie dwunastoletni mistrz organizowania „misji” z niczego, stał na środku i obracał w dłoniach niebieską piłkę. Obok niego Zosia (dwanaście lat, warkocz jak lina ratunkowa) rozciągała się teatralnie, a Bartek (też prawie dwanaście, właściciel najgłośniejszego śmiechu w klasie) próbował odbijać piłkę tak, żeby wracała idealnie do ręki. Oczywiście wracała. Prawie. Czasem.

— Dobra — powiedział Kuba, jakby odprawiał załogę statku kosmicznego. — Mamy misję.

— O, znowu? — Zosia uniosła brwi. — Ostatnio twoja „misja” skończyła się tym, że znaleźliśmy w szatni… skarpetkę. Jedną.

— To była skarpetka z historią — obronił się Kuba. — A dziś sprawa jest poważniejsza. Pani od WF-u poprosiła, żebyśmy znaleźli zaginioną torbę z pachołkami. Bez niej jutro nie będzie toru przeszkód.

Bartek przestał odbijać piłkę, bo piłka skorzystała z okazji i uciekła dwa metry dalej, z miną: „to nie ja, to grawitacja”.

— A co, jeśli torba uciekła jak ta piłka? — zapytał Bartek i dodał, ściszając głos: — Pachołki też mogą mieć marzenia.

Zosia parsknęła.

— Szukamy torby. Prosto. Szybko. I bez dramatu — oznajmiła.

Kuba skinął głową.

— Plan jest prosty: dzielimy się zadaniami. Ja sprawdzam magazyn przy drabinkach. Zosia — trybuny i skrzynie. Bartek — szatnie.

— A ja chciałem sprawdzić automat z napojami — jęknął Bartek.

— To nie jest część sali gimnastycznej — odparła Zosia.

— Jak to nie? Przecież po WF-ie zawsze się tam oddycha! — bronił się Bartek.

Kuba machnął ręką.

— Najpierw torba. Potem oddech.

I ruszyli, każdy w swoją stronę, a sprężyste piłki odbijały się wokół nich, jakby dopingowały ich w poszukiwaniach: hop, hop, HOP, „powodzenia!”, hop.

Rozdział 2: Tajemnicze „pach!” i skrzynia, która była podejrzana

Kuba podszedł do magazynku obok drabinek. Drzwi były uchylone, a w środku pachniało gumą, kurzem i czymś, co można by nazwać „zapomnianym środkiem do czyszczenia podłogi”. Włożył głowę do środka i szepnął:

— Halo? Torbo?

W odpowiedzi usłyszał tylko ciche „pach!” — jakby coś spadło z półki. Kuba zrobił krok, a potem drugi, ostrożnie, jakby podłoga mogła nagle zamienić się w trampolinę.

— To pewnie pachołek spadł z wrażenia — mruknął do siebie.

Przy drabinkach stała duża skrzynia na sprzęt. Kuba przyklęknął i uniósł wieko. Nic. Tylko stara piłka lekarska, która wyglądała, jakby pamiętała jeszcze czasy dinozaurów.

— Ty to masz ciężkie życie — powiedział Kuba do piłki lekarskiej. — Nikt cię nie odbija, wszyscy cię tylko podnoszą i wzdychają.

Z magazynku dobiegł kolejny odgłos: „pach! pach!”. Kuba wyprostował się szybko.

— Dobra, kto tu jest? — zawołał, udając odwagę. — Jeśli to pachołki, to spokojnie, nikt nie będzie was zmuszał do biegania.

Wszedł głębiej. Na półce stały trzy sprężyste piłki i… jedna była przyciśnięta do ściany jak podejrzany. A obok leżała rolka taśmy.

— Aha! — Kuba zmrużył oczy. — Czyli to ty planowałaś ucieczkę i chciałaś się przykleić do ściany, żeby nikt cię nie złapał?

Piłka oczywiście nie odpowiedziała. Ale kiedy Kuba sięgnął po taśmę, ta… potoczyła się sama. Prosto w głąb magazynku.

Kuba zamrugał.

— Okej. To już jest dziwne. I trochę śmieszne.

W tej chwili do magazynku wpadła Zosia, zadyszana.

— Kuba! Pod trybuną znalazłam… coś! — wysapała.

— Torbę?

— Nie. Megafon. Ale bez baterii. I wydaje mi się, że ktoś go używał jako… pojemnika na cukierki. — Zosia pokazała megafon, z którego wysypał się jeden samotny żelek.

Kuba wybuchnął śmiechem, ale szybko przestał, bo znów usłyszał „pach!”, a taśma, jak na złość, zniknęła za regałem.

— Taśma uciekła — powiedział poważnie.

Zosia spojrzała na niego tak, jak patrzy się na kogoś, kto właśnie stwierdził, że kaloryfer ma uczucia.

— Kuba…

— Przysięgam. Taśma. Uciekła. — Kuba podniósł palec. — I mam wrażenie, że w tej sprawie chodzi o piłki.

Zosia westchnęła.

— Dobra. Skoro już tu jestem, to idę z tobą. Ale jeśli taśma nas poprowadzi do automatu z napojami, to Bartek będzie zbyt szczęśliwy.

Rozdział 3: Bartek, szatnia i wielki quiproquo z ręcznikiem

Tymczasem Bartek w szatni prowadził śledztwo na poziomie „detektyw, który za dużo się śmieje”. Otwierał szafki (te, które były otwarte), zaglądał pod ławki i co chwilę komentował do piłki sprężystej, którą przypadkiem zabrał ze sobą.

— Jeśli widziałaś torbę, mrugnij — mówił do piłki.

Piłka oczywiście nie mrugała, więc Bartek uznał, że to znak, że jest „w zmowie”.

Nagle zobaczył coś wystającego spod ławki: zielony materiał.

— Oho! — szepnął. — Zielona torba z pachołkami!

Wciągnął to z triumfem… i zamarł. To nie była torba. To był ręcznik. Wielki, zielony ręcznik z napisem „WITAJ W BASENIE”, mimo że nikt w szkole nie miał basenu, tylko marzenia.

— No nie… — jęknął Bartek. — Kto przyniósł ręcznik na WF? I czemu on udaje torbę?

W tej samej chwili wpadła do szatni woźna, pani Halina, niosąc kosz z zagubionymi rzeczami.

— Bartku, a ty tu czego szukasz? — zapytała.

Bartek wyprostował się tak szybko, że ręcznik spadł mu na głowę jak peleryna.

— Torby. Z pachołkami. Dla pani od WF-u.

Pani Halina zmrużyła oczy.

— Torby? A nie… „Toby”? Bo ja znalazłam dziś na korytarzu karteczkę: „Oddać Toby'emu”. Myślałam, że to jakiś pies.

Bartek, z ręcznikiem na głowie, wyglądał jak pies, który właśnie dostał ważną wiadomość.

— To chyba… „toby” miało być „tobą”? — spróbował. — Albo „torbę”?

Pani Halina westchnęła.

— Zobaczę w magazynku z zagubionymi. Ale ty, chłopcze, zdejmij ten ręcznik, bo wyglądasz jak zielona kapusta.

Bartek zdjął ręcznik i parsknął śmiechem.

— Kapusta! Zosia by to zapamiętała na zawsze.

— I dobrze — odparła pani Halina. — Pamiętajcie, żeby być wdzięcznym, jak ktoś wam coś znajdzie. Bo zguby są jak koty. Wracają, tylko jak mają ochotę.

— Będę wdzięczny nawet kotu — obiecał Bartek i pognał z powrotem na salę, odbijając po drodze piłkę. Ta robiła „hop-hop-hop” tak energicznie, jakby też chciała pomóc.

Rozdział 4: Trop z taśmy i piłkowa lawina

Na sali Kuba i Zosia szli za „tropem”, który był jednocześnie śmieszny i kompletnie bez sensu: rolka taśmy klejącej zostawiała za sobą cienką, błyszczącą nitkę, przyklejoną do podłogi, jakby ktoś rysował trasę dla mrówek.

— To wygląda jak ścieżka dla bardzo zdeterminowanego ślimaka — zauważyła Zosia.

— Albo dla pachołków, które uciekają w nocy — dodał Kuba.

Ścieżka prowadziła do wielkiego kosza z piłkami sprężystymi. Kosz stał przy ścianie i zwykle był spokojny. Zwykle. Teraz piłki w środku podskakiwały, jakby ćwiczyły chór: hop, hop, HOP, hop!

Kuba nachylił się nad koszem.

— Dobra, piłki. Jeśli ukrywacie torbę, to jest to bardzo odważne, ale trochę niegrzeczne.

Zosia skrzyżowała ręce.

— Kuba, piłki nie ukrywają torby.

W tym momencie z kosza wyskoczyła jedna piłka, potem druga, potem trzecia. Zosia odruchowo cofnęła się o krok. Kuba też. Piłki odbiły się od ściany, od podłogi, od siebie nawzajem… i nagle na sali zrobił się mały, sprężysty chaos.

— O nie — jęknęła Zosia, próbując złapać jedną piłkę. — One uciekają!

— Nie uciekają, one… negocjują wolność! — zawołał Kuba, próbując złapać drugą.

Wtedy na salę wpadł Bartek.

— Mam nowe informacje! Pani Halina mówiła coś o „Toby'ym” i kotach! — wyrzucił z siebie, po czym dostał piłką w ramię. — O! To było uprzejme. Piłka mnie przywitała.

Zosia złapała wreszcie jedną i przytuliła ją do brzucha jak niesfornego kurczaka.

— Bartek, pomożesz nam opanować piłkową lawinę?

— Z przyjemnością! — Bartek rozłożył ręce. — Piłki! Do mnie! Jestem jak… magnes!

Piłki oczywiście nie były jak metal, więc zamiast do niego, odbiły się od jego nóg i zrobiły kółko honorowe wokół sali.

Bartek stał przez sekundę w bezruchu, po czym powiedział:

— Dobra. Nie jestem magnesem. Jestem… przeszkodą terenową.

Kuba roześmiał się tak, że aż musiał złapać się za bok.

— Plan B. Robimy korytarz z materacy. Zosia, podaj materace. Bartek, ustaw pachołki… znaczy, no… ustawimy cokolwiek, skoro pachołków nie ma.

— Możemy użyć skrzyń! — zaproponowała Zosia. — I twojego ego.

— Moje ego jest sprężyste? — oburzył się Bartek, ale uśmiechnął się od razu. — Dobra, używajcie.

Ustawili materace jak miękki płotek, tworząc „pułapkę” w kształcie litery U. Kuba klaskał rytmicznie.

— Hop, hop, hop! Piłki, tędy! To jest strefa VIP!

Zosia dołożyła:

— W środku jest… cisza i spokój! I zero ręczników- kapust!

Bartek, nie mogąc się powstrzymać, dorzucił:

— A ja obiecuję, że nie będę udawał magnesu przez całe… pięć minut!

Piłki, jakby rozumiały żarty, zaczęły odbijać się coraz bliżej pułapki. Jedna wskoczyła do środka. Druga. Trzecia. I nagle… wszystkie znalazły się w „U”, spokojniejsze, jakby ktoś zakręcił im śmiechawki.

— Udało się! — szepnął Kuba.

— Prawie jak tresura — dodała Zosia, dumna.

— Prawie jak przypadek — poprawił Bartek.

I wtedy Kuba zauważył coś błyszczącego przy koszu, gdzie wcześniej był chaos. Koniec taśmy. A za koszem… coś zielonego.

— Ej! — Kuba wskazał palcem. — Tam!

Rozdział 5: Torba z pachołkami i wielkie „dziękuję”

Za koszem, idealnie wciśnięta między ścianę a sprzęt, stała torba. Zielona. Z suwakiem. I z wystającym czerwonym pachołkiem, jak język, który mówił: „no dobra, znaleźliście mnie”.

Zosia podeszła pierwsza i pociągnęła torbę.

— Jest! — zawołała. — Żyje!

Bartek zrobił minę detektywa.

— Czyli to nie był ręcznik z basenu. Szkoda. Już się z nim zaprzyjaźniłem.

Kuba rozsunął zamek. W środku były pachołki, kolorowe jak cukierki, tylko mniej smaczne. Na wierzchu leżała karteczka, przyklejona tą samą taśmą, która urządziła sobie spacer.

Kuba przeczytał na głos:

„Przepraszam! Przeniosłem torbę, bo myślałem, że przeszkadza piłkom w treningu. Podpis: Franek z 6B.”

Zosia prychnęła.

„Trening piłek”. Świetne.

Bartek położył rękę na torbie jak na skarbie.

— Franek to jednak ma wyobraźnię.

Kuba podrapał się po głowie.

— I mamy wyobraźnię, i mamy torbę. Teraz najważniejsze: oddać ją pani od WF-u. I… podziękować.

Zosia spojrzała na karteczkę.

— Dzięki Frankowi, że zostawił wiadomość, bo inaczej podejrzewalibyśmy piłki o poważne przestępstwa.

Bartek dodał:

— Dzięki piłkom, że urządziły nam pościg. To było lepsze niż zwykłe „szukanie pod ławką”.

— Dzięki pani Halinie za kota-zgubę — powiedział Kuba. — I dzięki wam, że nie uciekliście, kiedy taśma zaczęła… no, żyć własnym życiem.

Zosia uśmiechnęła się miękko.

— Dzięki, że wymyślasz misje. Nawet jeśli czasem zaczynają się od skarpetki.

Bartek szturchnął Kubę łokciem.

— A ja dziękuję, że mogłem być przeszkodą terenową. Każdy chce być bohaterem, ale przeszkody też są potrzebne.

Wzięli torbę we trójkę — każdy złapał za inny uchwyt. Torba była ciężka, więc musieli iść równo, krok w krok. To było trochę jak taniec z pachołkami.

Po drodze do pani od WF-u, piłki sprężyste w koszu uspokoiły się zupełnie, jakby mówiły: „misja zakończona, wracamy do hop”.

Oddali torbę, a pani od WF-u aż klasnęła.

— Wiedziałam, że dam radę z wami — powiedziała. — Dziękuję!

Kuba poczuł miłe ciepło w środku. Nie takie jak po gorącej herbacie. Raczej takie, jakby ktoś włączył małą lampkę: „hej, zrobiliśmy coś dobrego”.

Wracali na salę wolniej. Już bez pośpiechu. Już bez śledztwa. Tylko z cichym śmiechem, który co jakiś czas wyskakiwał im z kieszeni jak sprężysta piłka, ale grzecznie.

Przy drzwiach Kuba odwrócił się do Zosi i Bartka.

— Następna misja… może spokojniejsza?

— Na przykład odnalezienie twojej koncentracji? — zaproponowała Zosia.

— Albo mojego magnesu — dodał Bartek.

Kuba roześmiał się i uniósł dłoń.

— Dzięki, ekipo.

Zosia i Bartek też unieśli dłonie. Wspólnie, w tym samym rytmie, pomachali sobie na pożegnanie.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Sala gimnastyczna
Duże pomieszczenie w szkole do ćwiczeń i zabaw ruchowych.
Sprężyste
Coś, co łatwo się ugina i szybko wraca do kształtu.
Magazyn
Miejsce, gdzie trzyma się sprzęt i rzeczy szkolne.
Drabinki
Przyrządy na ścianie do wspinania lub ćwiczeń na WF.
Skrzynia
Duże pudełko na sprzęt, zwykle z twardymi bokami i wiekiem.
Piłka lekarska
Ciężka piłka używana do ćwiczeń siłowych i rzutów.
Megafon
Urządzenie, które wzmacnia głos, żeby było słychać daleko.
Taśma
Wąski pasek klejący, używany do przyklejania lub napraw.
Zadyszana
Zadyszana osoba szybko oddycha po wysiłku.
Pachołki
Małe stożki używane do wyznaczania toru lub przeszkód.
Materace
Miękkie maty używane do bezpiecznego lądowania przy ćwiczeniach.
Karteczka
Mały kawałek papieru z napisaną krótką wiadomością.
Zguby
Rzeczy, które zostały zgubione i czekają na odnalezienie.
Podpis
Imię lub znak na końcu wiadomości, pokazujący kto ją napisał.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

przyjaźń współpraca odpowiedzialność misja

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści zabawne o kumplach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.