Rozdział 1
Pan Maks to detektyw. Ma kapelusz i duży notatnik. Mieszka w małym mieście. Lubi patrzeć i myśleć. Pewnego ranka w parku coś było nie tak. Ptaszek kuknął cicho. Kwiaty miały za mało wody. Mały kosz nie jabłkami, a cukierkami był pusty.
Pan Maks podszedł bliżej. Zauważył ślady. Małe kroki w ziemi. Ktoś przesunął ławkę. Na trawie leżała czerwona skarpetka. Pan Maks napisał w notesie: „Co się stało?” Popatrzył na domy wokół parku. W oknach ktoś spojrzał.
Detektyw poprosił malutkiego chłopca na huśtawce: „Czy widziałeś coś rano?” Chłopiec potrząsnął głową. Pani z psem powiedziała: „Słyszałam szept.” Pan Maks zapytał: „Jaki szept?” Pani odpowiedziała cicho: „Jakby ktoś mówił: Już idę.” Detektyw zapisał to.
Na ławce stał koszyk. Na dnie leżał mały list. Pan Maks wziął lupę i czytał powoli. Litery były duże i radosne. „Zgubione słodycze. Proszę pomóż mi je znaleźć. - K.” Pan Maks pomyślał. „K. Kto to może być?” Zapytał: „Czy ktoś zna K.?” Dzieci wzruszyły ramionami.
Pan Maks postanowił iść dalej. Chciał znaleźć więcej śladów. Pomyślał: „Muszę patrzyć uważnie. Małe rzeczy są ważne.” I tak zaczął szukać.
Rozdział 2
Pan Maks chodził po ulicy. Patrzył pod liściem, pod kałużą, wokół koszy na śmieci. Znalazł nakrętkę od słoika. Na nakrętce była mała rysa w kształcie gwiazdki. Pan Maks zapisał to w notesie. To był ślad.
W drzwiach jednego domu stała starsza pani. Była to pani Helena, sąsiadka, co wszystko widziała. Miała ciepły głos i oczka mądre jak orzechy. Pan Maks zapytał: „Pani Heleno, czy widziała pani kogoś z listem?” Pani Helen powoli się uśmiechnęła i powiedziała: „Rano widziałam Kacpra. Niósł słodycze. Mówił coś o prezentach dla dzieci.” Pan Maks zapytał, czy Kacper miał kapelusz. Pani Helena pokręciła głową: „Nie, ale miał koszyczek i zaśmiecony but.” Pan Maks zapisał: „Kacper, koszyczek, brudny but.”
Detektyw podziękował i ruszył dalej. Zajrzał do sklepu ze słodyczami. Sprzedawczyni pokazała mu półkę. „Tu była paczka cukierków rano. Zniknęła.” Pan Maks znów zapytał: „Czy ktoś płacił kartą czy gotówką?” Sprzedawczyni powiedziała: „Płacił uśmiechem.” To brzmiało dziwnie. Pan Maks zapisał: „uśmiech”.
Na chodniku natknął się na malutkie papierki. Każdy miał znak gwiazdki, jak na nakrętce. Prowadziły w kierunku małego domku na końcu ulicy. Pan Maks zatrzymał się przed drzwiami. Pukał dwa razy. Drzwi otworzyły się powoli.
W progu stał chłopiec z koszykiem. To był Kacper. Miał brudny but i rumiane policzki. Patrzył w buty. Pan Maks pochylił się i zapytał cicho: „Gdzie są cukierki, Kacprze?” Kacper spuścił wzrok i mruknął: „Schowałem je. Chciałem, żeby dzieci bawiły się razem. Ale... nie miałem dobrego planu.” Pan Maks poprosił go, żeby opowiedział wszystko.
Kacper mówił powoli. „Wczoraj widziałem koszyk pełen cukierków. Chciałem je dać dzieciom na zabawę. Wziąłem trochę i schowałem resztę. Myślałem, że to będzie niespodzianka. Potem ktoś zabrał resztę z ławki. Słyszałem szept: Już idę.” Pan Maks zapisał słowo: „niespodzianka”. Poprosił Kacpra o but. But miał wyraźną rysę w kształcie gwiazdki. To pasowało do nakrętki i papierków.
Detektyw myślał. Miał kilka pytań. „Kto mógł zabrać resztę cukierków? Czy to ktoś z parku?” Kacper pokiwał głową: „Może to były mrówki, albo ktoś bardzo niski.” Pan Maks uśmiechnął się ciepło. „Zacznijmy od sprawdzenia śladów.” Razem wyszli na zewnątrz. Ptaszek znów kuknął.
Rozdział 3
Pan Maks i Kacper poszli śladem papierków. Doszli do staryj szopy. Drzwi były uchylone. W środku leżały cukierki, ale także małe porozrzucane skarpetki. Kacper westchnął: „To moja skarpetka.” Pan Maks znalazł jeszcze więcej śladów: małe łapki kota. Obok leżała kartka: „Proszę nie chować. Dziel się!” Pod spodem ktoś napisał: „- M.” Pan Maks pomyślał.
W drzwiach pojawił się kot. Był to Mruczek. Mruczek miauczał i ocierał się o nogawki. Pan Maks pogłaskał go. Kot miał w pyszczku resztkę folii od cukierka. Mruczek poprowadził ich do małego krzaka. Za krzakiem siedziała mała dziewczynka. Miała torbę pełną cukierków i oczy wielkie jak księżyc.
Dziewczynka płakała cicho. „Zebrałam je, bo bałam się, że nikt nie da mi niczego.” Powiedziała szeptem: „Ja jestem Maja.” Pan Maks uklęknął i spojrzał jej w oczy. „Czy chciałaś zabrać je wszystkie?” zapytał. Maja skinęła głową. „Bałam się, że nie starczy. Chciałam poczuć radość.” Pan Maks napisał: „Strach.” Potem uśmiechnął się i powiedział: „Dobrze, że mówisz prawdę. Możemy to naprawić.”
Detektyw wezwał Kacpra i dzieci z parku. Wszyscy przyszli. Pani Helena przyniosła dzbanek wody dla kwiatów i talerz ciastek. Pan Maks poprosił każde dziecko, by podzieliło się jedną cukierką. Maja podała część swojej torby. Kacper podał resztę, którą schował. Dzieci śmiały się i liczyły cukierki razem. Ptaszki śpiewały.
Pan Maks wyjaśnił: „Kiedy widzimy coś zniknąć, warto szukać śladów. Zapisywać, pytać i słuchać. Nie skakać do wniosków.” Dzieci powtarzały za nim: „Słuchać, pytać, patrzeć.” Wszystko było proste i jasne.
Na koniec Maja podała Kacprowi rękę. Kacper podał swoją. Pan Maks podszedł i uścisnął ich dłonie. Pani Helena obserwowała z ciepłem. Mruczek zatoczył koło i wskoczył na ławkę, jakby chciał powiedzieć: „Wszystko dobrze.”
Pan Maks zapisał ostatnią rzecz w notesie: „Prawda pomaga. Wspólne dzielenie leczy strach.” Potem spojrzał na dzieci i rzekł: „Dziękuję za pomoc w śledztwie.” Dzieci przytaknęły radośnie.
Na końcu, zanim wszyscy rozeszli się, Pan Maks wyciągnął rękę do Mai. Dziewczynka uśmiechnęła się nieśmiało i mocno uścisnęła jego dłoń. Była to mała, ciepła, pewna chwila. Pan Maks odwzajemnił uścisk i powiedział miękko: „Do zobaczenia, mała detektywko.”