Część 1: Zniknięcie w świetlicy
Detektywka Lena Wróbel miała bystre oczy i spokojny głos. W mieście mówiono, że potrafi zauważyć rzeczy, które innym umykają. Tego popołudnia przyszła do szkolnej świetlicy, gdzie pachniało kredkami i herbatą z malin.
Pani opiekunka, pani Iwona, wyglądała na zmartwioną.
Zniknęło pudełko z naklejkami nagród — powiedziała cicho. — Dzieci zbierały je cierpliwie cały tydzień. Bez nich smutno.
Lena rozejrzała się. Na półkach stały gry, klocki i papierowe kubeczki. Na stole leżał plakat z napisem „Dzień Życzliwości”. Obok była pusta plama, jakby coś tu stało.
— Kiedy ostatnio widziała pani pudełko? — zapytała Lena.
— Rano. Stało na moim biurku, tu, przy zielonym segregatorze.
Lena przykucnęła. Zobaczyła drobne, błyszczące kółko na podłodze.
To była mała, złota gwiazdka — naklejka, która odpadła i przyczepiła się do buta, a potem spadła.
— To pierwszy ślad — powiedziała Lena. — Pomożesz mi, czytelniku? Spójrz w wyobraźni na tę gwiazdkę. Skąd mogła się tu wziąć?
Lena nie spieszyła się. Cierpliwość była jej narzędziem. Zauważyła też trzy inne rzeczy: okno było uchylone, kosz na papier był przepełniony, a na krześle przy drzwiach leżał szary szalik.
Do świetlicy zajrzały dwie osoby. Pierwsza to pan Marek, woźny, z pękiem kluczy. Druga to pani Alina, nauczycielka plastyki, niosła rulon papieru i worek z kolorowymi wstążkami.
— Niech pani znajdzie to pudełko — powiedział pan Marek. — Dzieci mają dziś rozdanie nagród.
Pani Alina dodała:
— Widziałam rano coś błyszczącego w korytarzu, ale spieszyłam się na zajęcia.
Lena zapisała w notesie: „błysk w korytarzu”, „uchylone okno”, „szary szalik”.
— Najpierw sprawdzę jedną drogę — powiedziała. — Pójdę za gwiazdką.
Część 2: Trop, który trzeba sprawdzić
Lena przeszła do korytarza. Pod lampą, gdzie podłoga była gładka, zobaczyła kolejną naklejkę: małe serduszko. Leżało przy tablicy ogłoszeń, tuż obok informacji o zbiórce karmy dla zwierząt.
— Dwa ślady — szepnęła. — Ktoś szedł tędy i coś gubił.
Na końcu korytarza były drzwi do sali plastycznej. Lena przyłożyła ucho. Słychać było ciche skrobanie nożyczek i szelest papieru.
Weszła powoli. Przy dużym stole siedziała pani Alina. Była bardzo skupiona. Palce miała całe w kleju, a na stole stał pojemnik z brokatem. Układała starannie małe kartoniki w równe stosy. Była osobą pilną i dokładną, jak ktoś, kto lubi porządek.
— Przepraszam, pani Alino — powiedziała Lena. — Szukam pudełka z naklejkami ze świetlicy. Widziałam ślady w korytarzu.
Pani Alina podniosła wzrok. Nie wyglądała na przestraszoną. Raczej na zaskoczoną.
— Naklejki? Ja mam tu swoje materiały, ale nie naklejki ze świetlicy. Przygotowuję dyplomy na konkurs. Muszą wyschnąć.
Lena zauważyła coś jeszcze: na brzegu stołu leżała pojedyncza złota gwiazdka, taka sama jak ta z podłogi w świetlicy.
— Skąd ta gwiazdka? — zapytała spokojnie.
Pani Alina westchnęła.
— Wzięłam rano kilka naklejek od pani Iwony. Poprosiłam o trzy sztuki, żeby ozdobić dyplom dla najmłodszych. Oddam jej po zajęciach. Nie wiedziałam, że to problem.
To był mały zwrot w sprawie, ale nie wyjaśniał zniknięcia całego pudełka.
Lena nie oskarżała. Detektyw nie skacze do wniosków.
— Dobrze, dziękuję. A czy widziała pani dziś rano kogoś w świetlicy, kto nie był dzieckiem? — zapytała.
— Widziałam pana Marka. Wnosił karton z papierem. I… — pani Alina zmarszczyła brwi — pamiętam szary szalik na krześle przy drzwiach. Jakby ktoś go zostawił.
Szary szalik znów pojawił się w historii. Lena przypomniała sobie coś jeszcze. Kilka miesięcy temu była tu inna sprawa: zniknęły kredki, a potem znalazły się w pudełku na „rzeczy znalezione”. Wtedy też ktoś zostawił szalik. To wspólne wspomnienie, mały haczyk w pamięci, sprawiło, że Lena poczuła, iż zna ten wzór.
— Czytelniku — pomyślała — co może znaczyć szalik? Czy to zguba, czy znak, że ktoś się spieszył?
Lena wróciła na korytarz i poszła w stronę schodów. Na poręczy wisiała jeszcze jedna naklejka, tym razem zielony listek. Ktoś dotknął poręczy i zostawił ślad.
Na dole, przy wejściu do magazynku, stał pan Marek. Otwierał drzwi i przenosił pudła.
Lena przyjrzała się jego rękom. Na palcu miał mały kawałek brokatu.
— Panie Marku — powiedziała. — Widzę brokat. Był pan w sali plastycznej?
— Nie. Brokat? — zdziwił się. — Może z korytarza, dzieci rozsypały. Ja dziś tylko nosiłem kartony.
Lena odwróciła się i zobaczyła, że z kieszeni pana Marka wystaje… szary szalik. Nie cały, tylko róg.
To był drugi zwrot. Napięcie zrobiło się jak cienka nitka, która może pęknąć.
— To pański szalik? — zapytała Lena bez złości.
Pan Marek zaczerwienił się.
— Nie… To znalezione. Leżało na krześle. Wziąłem, żeby zanieść do pudełka rzeczy znalezionych. Tylko zapomniałem.
Lena skinęła głową. To brzmiało możliwie. Ale pudełka z naklejkami wciąż nie było.
— Pokaże mi pan, gdzie jest pudełko rzeczy znalezionych? — poprosiła.
Część 3: Rozwiązanie i uporządkowane pudełko
W magazynku było chłodno i pachniało papierem. Na półkach stały podpisane pudła: „Kredki”, „Gry”, „Rękawiczki”, „Szaliki”. Lena poprosiła, by pan Marek nie ruszał niczego, tylko stał obok.
— W detektywistce ważna jest cierpliwość — powiedziała. — Patrzymy uważnie, krok po kroku.
Lena zauważyła pudło z napisem „Rzeczy ze świetlicy”. Było trochę krzywo wsunięte. Pod nim, jakby ukryte przez przypadek, stało mniejsze pudełko. A na nim przyklejona była naklejka: złota gwiazdka.
Lena delikatnie wysunęła pudełko. Było lekkie, ale słychać było cichy szelest w środku.
Otworzyła je. W środku leżało zaginione pudełko z naklejkami nagród. Całe.
— Oto ono — powiedziała spokojnie.
Pan Marek aż przysiadł z ulgą.
— To ja musiałem je tu wstawić! Rano sprzątałem biurko pani Iwony, bo prosiła o miejsce na nowe zeszyty. Zobaczyłem pudełko, pomyślałem: „To pewnie do magazynku”. I włożyłem do pudła „Rzeczy ze świetlicy”, a potem zasunąłem inne pudło. Nawet nie zauważyłem, że spadła gwiazdka.
Lena spojrzała na ślady w notesie. Wszystko pasowało:
naklejki gubione po drodze, bo pudełko było przenoszone;
szary szalik, bo pan Marek go znalazł i schował do kieszeni;
brokat na palcu, bo przechodził obok sali plastycznej i dotknął poręczy, gdzie ktoś wcześniej zostawił błysk;
uchylone okno i przepełniony kosz — zwykły ruch w świetlicy, nic groźnego.
— Czytelniku — pomyślała Lena — udało się, bo nie zgadywaliśmy. Sprawdzaliśmy.
Wrócili do świetlicy. Pani Iwona aż klasnęła w dłonie, gdy zobaczyła pudełko.
— Och, jaka ulga! Dzieci będą szczęśliwe.
Lena poprosiła, by na koniec zrobić jedną ważną rzecz.
Ustawiła na biurku czyste, małe pudełko z kartonu.
— Tu będziemy wkładać tylko jedną rzecz: naklejki nagród — powiedziała. — I zawsze po użyciu zamykamy. To pomoże pamiętać.
Pani Iwona przyniosła etykietę i napisała wyraźnie: „NAKLEJKI”.
Pan Marek przeprosił i obiecał, że następnym razem zapyta, zanim coś przeniesie.
Pani Alina oddała trzy gwiazdki i dodała do pudełka nową paczkę kolorowych serduszek.
Na koniec Lena spojrzała na uporządkowaną przestrzeń. Pudełko stało równo, zamknięte, na swoim miejscu. Obok leżała lista: „Otwórz, weź jedną, zamknij, odłóż”.
— Dobra robota — powiedziała Lena cicho, bardziej do siebie i do czytelnika niż do innych. — Cierpliwość i porządek to też część śledztwa.
A kiedy dzieci przyszły po naklejki, w świetlicy znów było jasno i wesoło. Tajemnica zniknęła, tak jak znika cień, gdy zapala się lampę. W pudełku wszystko było na miejscu — równo, spokojnie, bez pośpiechu.