Rozdział 1: Zimowy poranek i czwórka przyjaciół
Słońce leniwie wschodziło nad osiedlem, a świat błyszczał jakby był posypany cukrem pudrem. Mróz szczypał w policzki, gdy Kacper wyjrzał przez okno. Śnieg skrzypiał pod butami przechodniów, a powietrze było czyste i rześkie.
— Znowu zima — westchnął, patrząc na ślady ptaków na parapecie. Kacper niezbyt lubił zimę. Wszystko było wtedy takie zimne i szare. Nawet śniadanie wydawało się mniej smaczne, bo trzeba było je jeść szybko, żeby nie spóźnić się na trening do dojo.
Dziś jednak miało być wyjątkowo. Po południu cała czwórka — Kacper, Lena, Julia i Bartek — mieli spotkać się wcześniej, żeby przed treningiem pobawić się w śniegu. Kacper nie był pewien, czy się cieszy. Często irytował się, gdy coś nie szło po jego myśli. A w zimie, kiedy rękawiczki mokre, a śnieg dostaje się za kołnierz, o frustrację nietrudno.
— Gotowy na śnieżki? — spytała mama z uśmiechem.
— Chyba tak... — burknął, zakładając czapkę.
Rozdział 2: Śnieżna bitwa pod klatką
Przy bramie czekali już Lena i Julia. Lena miała czerwony nos i rękawiczki w renifery, a Julia jak zwykle śmiała się z byle czego.
— Bartek zaraz będzie! — zawołała Lena. — Ale możemy zacząć bez niego!
Kacper wzruszył ramionami. Lena natychmiast ulepiła kulkę i rzuciła nią prosto w Kacpra. Była miękka i rozsypała się na kurtce, ale chłopiec aż podskoczył ze złości.
— Ej! Poczekajcie! — krzyknął, próbując zrobić własną śnieżkę. Ale śnieg był zbyt miękki, rozpadał się w rękach. Julia i Lena śmiały się wesoło, a Kacper poczuł, jak w środku narasta mu złość.
— Ona się nie lepi! — warknął, rzucając śnieg z powrotem na ziemię.
— Spokojnie, Kacper — Julia uśmiechnęła się życzliwie. — Musisz mocniej go ugnieść. Albo znajdź bardziej mokry śnieg. Chcesz, żebym pokazała?
Kacper nie odpowiedział. Zamiast tego spojrzał na Julię, która pokazała mu, jak powoli i delikatnie toczyć kulkę. Spróbował jeszcze raz. Tym razem śnieżka się udała.
— O, widzisz? — pochwaliła Lena. — Jesteś mistrzem!
Kacper poczuł, że złość trochę opadła. I nawet zrobiło mu się cieplej, chociaż śnieg ciągle wpadał mu do rękawiczek.
Nagle zza rogu wybiegł Bartek, trzymając ogromną śnieżną kulę.
— Czas na prawdziwą bitwę! — zawołał.
Rozdział 3: Dojo i czekanie w kolejce
Po śnieżnej zabawie wszyscy ruszyli do dojo. W szatni panował lekki chłód, a na podłodze leżały mokre ślady po śniegu. Kacper zrzucił kurtkę i założył biały strój. Uwielbiał ten moment, kiedy wszyscy byli razem, a powietrze pachniało świeżością i starą matą.
— Zobaczymy dziś, kto najlepiej zrobi kopnięcie — powiedział trener Tomek, wchodząc na matę.
Zawsze, gdy dochodziło do ćwiczeń indywidualnych, dzieci musiały czekać na swoją kolej. Kacper z reguły nie znosił tego czekania — denerwował się, że inni robią coś lepiej, że on na pewno coś zepsuje.
Dzisiaj trener poprosił, żeby każdy spróbował zrobić kopnięcie z obrotu. Lena poszła pierwsza, potem Bartek. Julia szła tuż przed Kacprem. Każdy próbował, raz lepiej, raz gorzej.
Kacper patrzył nerwowo, jak Julia świetnie sobie radzi. Sam czuł, jak rośnie w nim niecierpliwość. Chciałby już mieć to za sobą, żeby nie denerwować się, że coś mu nie wyjdzie.
— Kacper, twoja kolej — powiedział trener.
Wziął głęboki oddech. Poczuł chłód maty pod stopami i usłyszał cichy szum w uszach. Przypomniał sobie, jak Julia pokazywała mu, żeby się nie spieszyć, tylko skupić.
— Dasz radę! — wyszeptała Lena, ściskając mu kciuki.
Kacper lekko się uśmiechnął i wykonał kopnięcie. Nie było idealne, ale trener pokiwał głową.
— Bardzo dobrze, Kacper! Ładne skupienie.
Rozdział 4: Rozgrzewka dla ciała i ducha
Po ćwiczeniach przyszedł czas na rozciąganie. W dojo zrobiło się nieco cieplej, ale mimo wszystko dzieci dmuchały na zmarznięte dłonie.
— Wiecie co, chyba lubię zimę — odezwała się Lena. — Po treningu gorąca herbata smakuje milion razy lepiej!
— I można się tulić w ciepłym kocu — dodała Julia.
Bartek śmiał się, próbując zrobić szpagat.
— Ja lubię, jak po treningu wracamy razem do domu. Zimno, ale raźniej w grupie.
Kacper słuchał przyjaciół i poczuł, że już nie jest zły. Może czekanie na swoją kolej nie jest takie straszne, kiedy ma się wokół siebie fajne osoby? W dojo, nawet jeśli jest chłodno, można poczuć ciepło — takie, które daje obecność innych.
Rozdział 5: Droga do domu i słowa wsparcia
Po treningu cała czwórka szła razem chodnikiem, oświetlonym przez żółte uliczne latarnie. Śnieg skrzypiał pod butami, a oddechy tworzyły małe chmurki.
— Dobrze ci dzisiaj poszło, Kacper — powiedziała Julia. — Widziałam, że byłeś skupiony.
— Dzięki, ale musiałem się porządnie powstrzymać, żeby nie wkurzyć się, gdy czekałem — przyznał chłopak cicho.
— Ale dałeś radę! — Lena uśmiechnęła się szeroko. — I to jest najważniejsze.
Bartek pacnął Kacpra lekko w ramię.
— Jesteś naszym mistrzem cierpliwości! Może nas kiedyś nauczysz?
Kacper się zaśmiał. Po raz pierwszy zima nie wydawała mu się taka szara i nudna. Były w niej ciepłe momenty — śmiech, rozmowy, wsparcie przyjaciół.
Rozdział 6: Zimowe ciepło i przyjacielskie wsparcie
W domu Kacper nalał sobie kubek gorącego kakao i usiadł przy oknie. Patrzył na wirujące płatki śniegu. Było cicho i spokojnie.
Pomyślał o dzisiejszym dniu. O tym, jak w dojo, mimo chłodu, poczuł się otoczony życzliwością. O śnieżkach, które na początku go irytowały, a potem okazały się zabawą. O słowach przyjaciół, które rozgrzały go mocniej niż herbata.
Zrozumiał, że nawet zimą, kiedy czasem jest trudno, można znaleźć ciepło — w sobie i w innych. Czasem warto poczekać na swoją kolej, bo wtedy można zobaczyć, jak inni się starają. Można im kibicować i cieszyć się wspólnie z ich sukcesów.
A gdy samemu się uda, dobrze jest usłyszeć: „Dobrze ci poszło!” — i wiedzieć, że ma się wokół siebie prawdziwych przyjaciół.
Kacper uśmiechnął się do siebie. Wiedział, że zima już nigdy nie będzie taka sama.