Początek
Mam trzy latka i mam na imię Zosia. Dziś opowiem o mojej trupie cyrkowej! Nasz cyrk jest kolorowy jak cukierek. W namiocie pachnie popcornem i watą cukrową. A za kulisami? Tam dzieją się najśmieszniejsze rzeczy.
Trzymam w ręku małą czapkę z gwiazdką. To moja „czapka pomysłów”. Kiedy ją wkładam, mówię: „Hokus, pomokus, śmieszny fokus!” i wszyscy się uśmiechają.
Pan Bąbelek, klaun z wielkim nosem, podskakuje obok mnie. „Zosiu, dziś robię numer z balonem!” mówi.
„A balon umie tańczyć?” pytam.
„Jeszcze nie, ale ja umiem!” śmieje się Pan Bąbelek i robi fikołka. Fikołek wychodzi mu trochę krzywo, więc ląduje w miękkiej górze piórek. Piórka fruu! Lecą jak śnieg i łaskoczą mnie w nos. „Apsik!” i wszyscy klaszczą, bo to brzmi jak bębenek.
Środek
Za kulisami jest też Pani Lala, akrobatka w błyszczących bucikach. Rozciąga się jak gumka. „Zosiu, dasz mi mój wstążkowy ogon?” pyta.
Szukam. Patrzę w skrzynię. A tam… zamiast wstążki siedzi królik! Biały, puchaty, z miną: „To ja tu mieszkam”.
„Ojej!” mówię cicho, bo nie chcę go przestraszyć. „Króliku, gdzie jest wstążka?”
Królik wystawia łapkę i… wyciąga wstążkę spod marchewki. Marchewka jest większa od niego! „Spryciarz!” chichoczę.
Nagle słyszymy dzwoneczek: ding-ding! To znak, że zaraz występ. A tu jeszcze Pan Bąbelek szuka swoich spodni w kropki.
„Gdzie są moje kropki?” jęczy.
„Może uciekły?” mówię poważnie.
„O nie! Kropki uciekły!” woła i zagląda do wiadra z konfetti.
I co? Spodnie są w wiadrze, całe obsypane papierowymi kółkami. Wyglądają jak sto kropek naraz.
„Teraz mam super-kropki!” krzyczy Pan Bąbelek.
Na scenę wchodzi też mały piesek Pimpus. Ma na głowie kapelusik, ale kapelusik jest tyłem do przodu. „Pimpus, masz kapelusz na odwrocie!” mówię.
Pimpus merda ogonem i szczeka: „Hau!”
„To znaczy: tak!” śmieje się Pani Lala.
Koniec
Wychodzimy na arenę. Światła są ciepłe jak słońce. Ludzie klaszczą: klap, klap, klap! Ja stoję obok bębna, bo mój numer jest mały, ale ważny. Zakładam czapkę z gwiazdką.
„Gotowi?” pyta Pan Bąbelek.
„Gotowi!” mówię ja.
Pani Lala wiruje z wstążką, a wstążka rysuje w powietrzu tęczę. Pimpus robi kółko i… kapelusik spada mu na nos. Pimpus idzie dalej, jakby nic. Wygląda jak mały dzbanuszek i wszyscy śmieją się miękko, miło, bez hałasu.
A ja? Uderzam w bębenek: bum-bum! I mówię moje zaklęcie: „Hokus, pomokus, śmieszny fokus!” Z czapki wyskakuje konfetti. Nie za dużo. Tylko tyle, żeby było wesoło.
Po występie wracamy za kulisy. Pan Bąbelek przybija mi „piątkę”. „Zosiu, masz najlepsze pomysły.”
„Bo mam czapkę!” mówię i przytulam ją jak misia.
Siadamy razem, pijemy ciepłe kakao, a namiot cyrku cicho szumi. Jest spokojnie i radośnie. I już wiem: w naszym cyrku magia mieszka w śmiechu i w pomysłach.