Trwa ładowanie...
Opowieści o futurystycznym mieście 11-12 lat Czytanie 16 min.

Śluzowiec, który zatrzymał windy w Nereidzie

Maja i Lena odkrywają przyczynę zakłóceń w podmorskim mieście — tajemniczy śluzowiec, który wpływa na czujniki i komunikację; dziewczynki muszą współpracować, by przywrócić porządek i zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Dziewczynka 12 lat, skupiona, krótkie brązowe włosy za uszami, kuca na pierwszym planie i delikatnie wkłada przezroczystą galaretowatą masę do małego plastikowego słoika; druga dziewczynka 12 lat (Lena), odetchniona, blond w warkoczu, stoi nieco za nią po prawej, trzyma butelkę zielonkawej wody i uśmiecha się; mały owalny robot Rybik-7, matowo biały, z dwoma niebieskimi „oczami”, na kółkach i emitujący zieloną linię światła, stoi po lewej przy poręczach; mężczyzna około 60 lat (pan Iwo), siwe włosy, wdzięczny, siedzi na szerokim wózku inwalidzkim z tyłu po lewej i obserwuje z łagodnym uśmiechem; miejsce: futurystyczny tunel pod dużą szklaną kopułą, perłowe gładkie ściany, zużyte metalowe poręcze, delikatnie migające panele i zielone mikro-algi w zabudowanych donicach; główna scena: dziewczynka ratuje małego galaretowatego „śluzowca”, umieszczając go w wilgotnym słoiku, światło uspokaja się, panele przestają migotać, a przechodnie po prawej zaczynają oddychać spokojniej. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Miasto pod kopułami

Maja miała jedenaście lat i sposób poruszania się, który pasował do jej charakteru: spokojny, równy, jakby każdy krok był przemyślany. W Podmorskim Mieście Nereida nie trzeba było się spieszyć. Woda za szkłem kopuł robiła swoje—uspokajała, kołysała światło w długie wstęgi, a ryby migały jak kolorowe przecinki w zdaniu.

Kopuły były ogromne, zbudowane z grubego szkła i przeźroczystych stopów. Nad ulicami wisiały dyskretne czujniki: małe kulki wielkości winogron, prawie niewidoczne, jeśli nie wiedziało się, gdzie patrzeć. Słuchały, mierzyły, liczyły. Temperatura. Wilgotność. Natężenie ruchu. I jeszcze tysiąc rzeczy, o których Maja nawet nie myślała, dopóki coś nie przestało działać.

Tego popołudnia szła przez Aleję Ogrodów Algowych. Wzdłuż ścieżki falowały zielone wstęgi upraw alg—jakby ktoś zasadził wzdłuż ulicy całe stado miękkich smoków. W powietrzu unosił się zapach soli i świeżego chleba z piekarni „Bąbel i Bułka”.

Obok Mai toczył się pomocny robot—Rybik-7. Miał obły korpus, trzy wysuwane kółka i oczy w formie dwóch wyświetlaczy, na których mrugały spokojne, niebieskie kropki.

—Dzień dobry, Maju. Dziś twoje tętno jest wzorcowe — oznajmił.

—To dlatego, że nie biegam po schodach, jak niektórzy — odparła Maja i zerknęła na swoją przyjaciółkę, Lenę.

Lena miała dwanaście lat i energię jak soda wstrząśnięta w butelce.

—Ja tylko testuję grawitację! — Lena podskoczyła i złapała się poręczy. — Poza tym… słyszałaś?

—Jeśli chodzi o to, że w sektorze Fala-Piąta coś „dziwnie piszczy”, to tak — powiedziała Maja. — Wszyscy o tym mówią.

Rybik-7 zatrzymał się na chwilę, jakby nasłuchiwał.

—W sektorze Fala-Piąta odnotowano wzrost liczby zgłoszeń: „zawieszające się przejścia”, „światła mrugają”, „drzwi nie odpowiadają”. Zalecana ostrożność — wyrecytował.

Maja spojrzała w górę. Jeden z czujników zamigotał niepewnie, jak oko, które chce się zamknąć.

—To pewnie drobiazg — mruknęła. — Ale drobiazgi potrafią narobić bałaganu.

Lena uśmiechnęła się szeroko.

—Czyli idziemy sprawdzić?

Maja wzięła głęboki oddech. Lubiła mieć plan. Lubiła, kiedy rzeczy były poukładane. Ale też… lubiła rozwiązywać zagadki, szczególnie te technologiczne.

—Najpierw do Centrum Nawigacji — zdecydowała. — Jeśli mamy się tam kręcić, chcę zaprogramować trasę dostępną. Taką, żeby każdy mógł przejść.

—Każdy? — Lena uniosła brwi.

Maja skinęła głową.

—Pan Iwo z sąsiedztwa porusza się na wózku. A w Fali-Piątej są te stare rampy… czasem się blokują. Jeśli coś się psuje, musimy mieć objazd.

Rybik-7 wyświetlił na oczach zieloną falę.

—To brzmi jak współpraca. Popieram — powiedział, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie.

Rozdział 2: Trasa, która nikogo nie zostawia

Centrum Nawigacji mieściło się w kopule przypominającej ogromny bąbel. W środku ściany były ekranami, a podłoga miała delikatne podświetlenie, które układało się w mapy. Wystarczyło stanąć, a miasto reagowało: ścieżki rozświetlały się jak narysowane flamastrem.

Przy stanowiskach pracowały roboty-operatorzy i kilku ludzi. Nad wszystkimi unosił się cichy szum serwerów, jak dalekie morze w muszli.

Maja podeszła do terminala „TRASA+”. Był prosty w obsłudze, ale dawał mnóstwo możliwości—jak zestaw klocków, tylko że zamiast wieży budowało się drogę.

—Cel: sektor Fala-Piąta, węzeł komunikacyjny „Mewa” — powiedziała Maja wyraźnie.

Ekran rozwinął mapę. Cienkie linie drżały, jakby się zastanawiały.

—Tryb: dostępność — dodała.

Terminal zamrugał na żółto.

—Wymagania dostępności: rampy < 6%, brak schodów, drzwi automatyczne, szerokość minimum 90 cm. Włączono — odparł syntetyczny głos.

Lena oparła się o pulpit.

—Brzmi, jakbyś planowała wyprawę na inną planetę.

—W pewnym sensie — odpowiedziała Maja. — Wystarczy, że jeden czujnik źle zmierzy, a drzwi mogą uznać, że ktoś „nie istnieje”. A wtedy utkniesz.

Rybik-7 wydał ciche „pik”, jakby się oburzył.

—To mało uprzejme ze strony drzwi.

Maja uśmiechnęła się mimo woli i zaczęła programować. Przesuwała palcem po mapie, wybierając alejki z gładką nawierzchnią, sprawdzając windy, zaznaczając miejsca odpoczynku—ławki z miękkiego tworzywa, z oparciami i uchwytami.

Na końcu dodała mały szczegół: „sygnał świetlny prowadzący”, czyli delikatne podświetlenie krawędzi chodnika, które mogło włączyć się, jeśli ktoś miał problemy z orientacją.

—Gotowe — powiedziała.

Terminal wyświetlił zielony komunikat: „TRASA ZAPISANA: MAJA_01 / UDOSTĘPNIJ?”

Maja zawahała się tylko sekundę.

—Udostępnij mieszkańcom sektora Fala-Piąta — poleciła.

Lena gwizdnęła.

—Jesteś jak… spokojna superbohaterka. Bez peleryny, za to z mapą.

—Peleryna mogłaby się zaczepić o poręcz — odparła Maja. — A mapa nikomu nie przeszkadza.

W tym momencie jeden z ekranów w centrum na chwilę zgasł. Jakby ktoś zgasił światło w pokoju i od razu je zapalił. Pracownicy spojrzeli po sobie.

—To było… — zaczęła Lena.

—Sygnał z Fali-Piątej — powiedział Rybik-7. — Zakłócenia narastają.

Maja poczuła, jak w brzuchu pojawia się mała, zimna kulka. Nie strach. Raczej ciekawość zmieszana z odpowiedzialnością.

—No to sprawdźmy, co piszczy — powiedziała spokojnie.

Rozdział 3: Mrugające światła i uparty śluzowiec

Węzeł „Mewa” wyglądał jak skrzyżowanie przyszłości: przezroczyste tunele, ruchome chodniki, windy w kształcie kapsuł. Tylko że dziś coś było nie tak. Światła w tunelu mrugały w krótkich seriach, jakby ktoś wystukiwał kod.

—To nie jest przypadkowe — stwierdziła Maja, patrząc na rytm błysków. — Za równo.

Lena przyłożyła dłoń do ściany.

—Czuję lekkie wibracje. Jakby… bzyczenie.

Rybik-7 wysunął cienkie ramię z czujnikiem.

—Źródło zakłóceń: punkt serwisowy pod rampą numer trzy.

Rampy w tym sektorze były starsze niż reszta miasta. Czasem mówiło się o nich „babcie rampy”, bo trzeszczały i pamiętały czasy, gdy kopuły dopiero budowano.

Maja uklękła przy panelu serwisowym. W normalnych warunkach otwierał się automatycznie po zbliżeniu identyfikatora. Teraz nie reagował.

—Dobra — mruknęła. — Plan B.

Z kieszeni wyjęła mały uniwersalny klucz serwisowy. Każde dziecko w Nereidzie miało coś podobnego—na zajęciach z technologii uczyli się, jak bezpiecznie otworzyć panel i jak go zamknąć, żeby niczego nie zepsuć. Bo w mieście pełnym maszyn wiedza była jak latarka.

Klik. Panel ustąpił.

W środku było ciemno i… mokro.

—Eee, czy to powinno być mokre? — Lena cofnęła się o krok.

Maja pochyliła się bliżej i zobaczyła przyczynę: między przewodami przykleiła się galaretowata masa, półprzezroczysta, z drobnymi bąbelkami.

—Śluzowiec algowy — szepnęła. — To takie… żywe „coś”. Zdarza się w ogrodach, ale tu?

Rybik-7 wydał ostrzegawcze piknięcie.

—Materiał przewodzi wilgoć. Może powodować zwarcia i fałszywe odczyty czujników.

Lena zrobiła minę, jakby ktoś kazał jej przytulić meduzę.

—Czyli mamy gluta sabotażystę?

—Raczej zagubionego gluta turystę — poprawiła Maja. — Ktoś musiał go przenieść razem z algami… albo wciągnęło go przez filtr.

Śluzowiec poruszył się leniwie, jakby ziewał. A wtedy światła nad nimi zamrugały jeszcze mocniej, a ruchomy chodnik obok zgrzytnął i stanął.

W tłumie ktoś zawołał:

—Winda nie jedzie! Moja mama nie może zejść do kliniki!

Inna osoba dodała:

—Drzwi do tunelu się zamknęły, a czujnik mówi, że „przejście zajęte”!

Maja wstała, otarła dłonie o spodnie i spojrzała na Lenę.

—Musimy to ogarnąć szybko, ale spokojnie. Najpierw bezpieczeństwo.

Lena skinęła głową, nagle poważna.

—Co robimy, szefowo map?

Maja wskazała na Rybika-7.

—Ty poproś Rybika, żeby powiadomił serwis i… niech uruchomi moją trasę dostępności w okolicy. Ja zajmę się śluzowcem i odczytami.

Rybik-7 mrugnął.

—Wysyłam zgłoszenie. Aktywuję trasę MAJA_01. Włączam świetlne prowadzenie.

Wzdłuż korytarza zapaliła się delikatna linia światła, prowadząc ludzi do działających wind i szerszych przejść. Ktoś na wózku odetchnął z ulgą.

Maja poczuła ciepło w klatce piersiowej. Jej plan działał. A teraz pora na problem w panelu.

Rozdział 4: Kod z bąbelków

Maja przypięła do nadgarstka mały komunikator i włączyła tryb diagnostyczny panelu. Na ekraniku pojawiły się liczby i wykresy. Nie były straszne—bardziej jak zagadki matematyczne, tylko że od nich zależało, czy drzwi będą miłe.

—Zakłócenia z czujnika wilgotności — mruknęła. — I z czujnika obecności. Ten głupi śluzowiec… wygląda dla systemu jak ktoś, kto stoi w tunelu cały czas.

Lena zajrzała przez ramię.

—Czyli drzwi myślą: „O nie, ktoś tam jest, zamykamy!”

—Dokładnie — powiedziała Maja. — A światła mrugają, bo system próbuje wysłać alarm, ale dostaje sprzeczne dane.

Rybik-7 podjechał bliżej.

—Czas przybycia serwisu: dwanaście minut. Zalecane działanie: odseparować obcy materiał.

Maja westchnęła.

—Tylko jak? Nie możemy go po prostu wyrzucić. To żywe.

Lena zmarszczyła nos.

—A może on… czegoś chce? Może mu tu sucho? Znaczy, mokro jest, ale… nie tak jak w ogrodzie.

Maja spojrzała na śluzowca. W jego wnętrzu przesuwały się bąbelki, układając w krótkie serie.

Seria. Przerwa. Seria.

Maja nagle zamarła.

—Lena… widzisz to?

—Że on się… świeci od środka? Trochę obrzydliwe, ale tak.

—Nie. Rytm bąbelków. To prawie jak to mruganie świateł. Jakby… odpowiadał systemowi.

Maja włączyła funkcję „analiza wzoru” na komunikatorze i skierowała kamerę na śluzowca. Urządzenie zapiszczało cicho, potem wyświetliło prosty wykres.

—To nie przypadek — powiedziała Maja. — On reaguje na pole elektromagnetyczne w przewodach. Może się stresuje, a wtedy przewodzi jeszcze bardziej.

Lena przełknęła ślinę.

—Czyli im bardziej miasto panikuje, tym bardziej on panikuje, i wszyscy razem panikują? Super.

—Właśnie. Musimy go uspokoić i przenieść tam, gdzie powinien być — do ogrodu algowego, w specjalny zbiornik.

Maja rozejrzała się. Obok panelu serwisowego była mała skrzynka z żelem izolacyjnym i przenośnym pojemnikiem serwisowym—takim do bezpiecznego transportu drobnych elementów.

—Pojemnik! — ucieszyła się Maja. — Lena, przynieś mi wodę z najbliższego punktu nawadniania alg. Jest przy ławce, tej z uchwytami. A ja przygotuję żel, żeby nic nie zwarło.

Lena pobiegła, ale nie na oślep—podążyła po świetlnej linii trasy, omijając zablokowane przejścia. Maja tymczasem nałożyła cienką warstwę żelu na krawędzie przewodów, tworząc coś w rodzaju miękkiego płotka.

—Dobra, kolego — szepnęła do śluzowca. — Nikt cię nie goni. Tylko musisz przeprowadzić się do lepszego pokoju.

Śluzowiec… jakby drgnął.

Gdy Lena wróciła z butelką wody algowej, Maja delikatnie zwilżyła wnętrze pojemnika, by było przyjemniejsze. Potem podsunęła go pod galaretowatą masę i—bardzo powoli—zsunęła śluzowca do środka.

Na moment światła zamarły.

Cisza.

Potem tunel rozbłysnął stałym, spokojnym światłem. Ruchomy chodnik westchnął i ruszył.

—Udało się! — Lena aż podskoczyła, ale tym razem z radości.

Rybik-7 wyświetlił na oczach wielkie zielone „OK”.

—Poziom zakłóceń spada. Węzeł „Mewa” wraca do normy — oznajmił.

Z tłumu ktoś zawołał:

—Dziękujemy! To te dziewczyny!

Maja poczuła rumieniec, ale jej głos pozostał spokojny.

—To… praca zespołowa — powiedziała do Leny cicho. — I trochę żelu.

Rozdział 5: Ogród, który przyjmuje zguby

Serwis przyjechał, gdy Maja i Lena już były w drodze do Ogrodów Algowych z pojemnikiem w rękach. Dwóch techników machnęło im z daleka, a jeden z nich, pani Nika, powiedziała:

—Dobra robota. A ta trasa dostępności… właśnie uratowała nam dziesięć telefonów z pretensjami.

Maja wzruszyła ramionami, ale w środku czuła dumę, jak ciepłą herbatę w zimny dzień.

W Ogrodach Algowych panował półmrok, rozświetlany lampami imitującymi słońce. Algi falowały w rytm prądów, a w specjalnych zbiornikach pływały różne organizmy, które pomagały oczyszczać wodę. Nereida była miastem pod wodą, więc musiała żyć z wodą w zgodzie—jak sąsiad, z którym lepiej się dogadywać.

Maja podeszła do opiekuna ogrodu, pana Rena, który miał ręce pachnące solą i miętą.

—Znaleźliśmy to w panelu rampy — wyjaśniła.

Pan Ren zajrzał do pojemnika i uśmiechnął się, jakby zobaczył dawno zgubionego znajomego.

—Ach, śluzowiec filtrujący. Bardzo pożyteczny, ale lubi spokój. Pewnie wciągnęło go przez kanał serwisowy, kiedy przenosiliśmy świeże algi.

Lena pochyliła się bliżej.

—Czy on… jest szczęśliwy?

—Jeśli śluzowce mogą być szczęśliwe, to tak — odparł pan Ren. — Dostanie swoje miejsce w zbiorniku relaksacyjnym. Tam nie ma kabli.

Maja westchnęła z ulgą.

—Czy możemy coś zrobić, żeby to się nie powtórzyło?

Pan Ren podrapał się po brodzie.

—Można wzmocnić filtry. Ale jeszcze ważniejsze: lepiej oznaczyć serwisowe przejścia. I… — spojrzał na Maję — udostępnić waszą trasę jako stałą opcję awaryjną. Ludzie dziś widzieli, jak to działa.

Rybik-7, który towarzyszył im jak wierny wózek zakupowy z duszą, dodał:

—Współpraca zmniejsza chaos o 73%.

Lena parsknęła.

—Skąd ty bierzesz te liczby?

—Z życia — odparł Rybik-7 i brzmiało to prawie jak żart.

Maja popatrzyła na kopułę ogrodu. Po drugiej stronie szkła przesuwał się cień ogromnej płaszczki. Jej skrzydła wyglądały jak latający dywan.

—Wiesz — powiedziała Maja do Leny — czasem myślę, że przyszłość nie polega na tym, że wszystko jest idealne. Tylko na tym, że umiemy naprawiać rzeczy razem.

Lena kiwnęła głową.

—I że nawet glut może zostać bohaterem… albo przynajmniej przestać psuć windy.

Rozdział 6: Latarnie na koniec dnia

Wieczorem w Nereidzie odbywało się Święto Świateł Podwodnych—niewielka tradycja, która zaczęła się dawno temu, gdy pierwsza kopuła przetrwała wielką burzę oceaniczną. Ludzie wtedy zapalili lampy, żeby przypomnieć sobie, że są razem.

Teraz lampy były nowoczesne: małe latarnie z lekkiego materiału, unoszące się w powietrzu dzięki mikrodronom, ale wyglądające jak papierowe, ciepłe i delikatne. Na każdej można było napisać krótką wiadomość.

Maja siedziała na ławce w głównej alei, tej z uchwytami, przy której Lena wcześniej nabierała wodę. Obok był pan Iwo na wózku. Uśmiechał się, patrząc na rosnące w górze światła.

—Twoja trasa była jak dobra opowieść — powiedział do Mai. — Poprowadziła mnie tam, gdzie trzeba, bez strachu.

Maja zawstydziła się.

—To tylko mapa.

—Mapa też może być troską — odparł pan Iwo.

Lena wręczyła Mai latarnię.

—Napisz coś.

Maja wzięła cienki marker i przez chwilę myślała. Potem napisała: „Jeśli utkniesz, nie jesteś sam. Zawsze jest droga.”

Rybik-7 podjechał i podniósł swoją latarnię specjalnym uchwytem. Na niej wyświetlił cyfrowy napis: „WSPÓŁPRACA = ŚWIATŁO”.

—To bardzo… robotyczne — oceniła Lena, ale uśmiechnęła się.

—To bardzo prawdziwe — odpowiedziała Maja.

Na sygnał z miasta—cichy dźwięk jak dzwoneczek zanurzony w wodzie—latarnie zaczęły się unosić. Najpierw powoli, potem pewniej, aż cała aleja wypełniła się ciepłymi punktami. Pod kopułą wyglądały jak gwiazdy, które ktoś postanowił zaprosić do środka, żeby było im wygodniej.

Maja patrzyła, jak jej latarnia wspina się wyżej, obok setek innych. W szkle kopuły odbijały się światła, mnożąc je, jakby miasto miało dwa nieba.

—Myślisz, że jutro znów coś się zepsuje? — zapytała Lena, trochę ciszej niż zwykle.

Maja wzruszyła ramionami, spokojna jak zawsze.

—Pewnie tak. To w końcu wielkie miasto. Pełne maszyn, ludzi i… śluzowców.

Lena zachichotała.

—To co wtedy?

Maja spojrzała na świetlną linię trasy, która wciąż delikatnie żarzyła się przy krawężniku—jak obietnica.

—Wtedy znów zrobimy plan. Razem.

Nad nimi latarnie płynęły jak jasne meduzy, łagodne i nieśpieszne, a Podmorskie Miasto Nereida wyglądało, jakby oddychało światłem.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Kopuły
Duże, przezroczyste „bąble” nad miastem, które oddzielają wnętrze od wody.
Czujniki
Małe urządzenia, które mierzą temperaturę, ruch lub wilgoć w mieście.
Tętno
Ruch serca lub jego rytm; mówi, czy serce bije spokojnie czy szybko.
Zakłócenia
Przerwy lub problemy w działaniu systemu elektronicznego lub sygnału.
Panel serwisowy
Miejsce z przyciskami i kablami, gdzie naprawia się urządzenia techniczne.
śluzowiec
Galaretowata, żywa masa z alg, która bywa miękka i mokra.
Przewodów
Część instalacji elektrycznej, przez którą płynie prąd lub sygnały.
Tryb diagnostyczny
Sposób pracy urządzenia, gdy sprawdza swoje błędy i parametry.
żel izolacyjny
Miękka substancja, którą da się dać na kable, żeby nie było zwarć.
Dostępność
Dostosowanie drogi lub miejsca tak, by każdy mógł z niego korzystać.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

współpraca pomoc empatia zagadka bezpieczeństwo robot

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o futurystycznych miastach dla 11-12 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.