Rozdział 1: Tajemniczy dźwięk na poddaszu
W pewne słoneczne popołudnie młody detektyw, Bartek, siedział na werandzie starego domu swojej babci i zajadał się ciastkami. To nie był jednak zwykły dom – miał skrzypiące schody, sekretną piwnicę i poddasze, na które nie wolno było nikomu wchodzić. Babcia zawsze powtarzała: „Bartek, poddasze jest pełne rzeczy, które mogą spaść na głowę”. Ale Bartek był ciekawski i lubił rozwiązywać zagadki.
Do Bartka przyszła jego najlepsza przyjaciółka Pola. — Cześć, Bartek! — zawołała. — Słyszałam dziwne odgłosy nad sufitem. Może jakieś myszy?
Bartek spojrzał na nią uważnie. — Myszy są głośne, ale to było coś innego. Wczoraj w nocy słyszałem stukanie, a potem coś jakby... chichot?
Pola się roześmiała. — Duchy? Kto wie! Chciałabym je zobaczyć.
Bartek pokręcił głową. — Duchów nie ma, ale jest zagadka! Zaraz zbieram narzędzia detektywa. Możesz mi pomóc?
Oboje zaczęli przygotowywać się do śledztwa. Bartek włożył swoją czapkę detektywa (trochę za dużą), wziął notes, latarkę i lupę. Pola zabrała aparat fotograficzny — „Na wszelki wypadek!” — powiedziała.
— Najpierw musimy się dowiedzieć, kiedy te odgłosy się pojawiają — powiedział Bartek. — Musimy zebrać informacje. Chodźmy zapytać babcię!
Babcia piekła właśnie szarlotkę w kuchni, oblizując palce od cynamonu.
— Babciu, słyszałaś coś dziwnego na poddaszu? — zapytał Bartek.
Babcia zastanowiła się przez chwilę. — Hmm, może, czasem coś stuknie, ale to stary dom, nic dziwnego! Ostatnio widziałam tam stare pudła po ciuchach i książki twojego dziadka.
Pola energicznie notowała w swoim notesie. — A kto jeszcze był na poddaszu oprócz ciebie?
— Tylko ja i wasz kot, Batonik. On lubi tam spać.
Bartek spojrzał na Polę. — Pierwszy podejrzany: Batonik. Ale czy kot potrafi chichotać?
Oboje się roześmiali i pobiegli szukać kota. Batonik leżał na schodach, mrucząc.
— Batonik, masz coś do powiedzenia? — zapytał Bartek.
Kot ziewnął szeroko i zamruczał jeszcze głośniej, jakby mówił: „Nie przeszkadzajcie mi w drzemce”.
Bartek wstał. — Musimy przeprowadzić śledztwo. Na poddasze wyruszamy dzisiaj o zachodzie słońca! Jesteś gotowa, Pola?
— Zawsze!
Rozdział 2: Poddasze pełne sekretów
Wieczorem Bartek i Pola ostrożnie wspinali się po skrzypiących schodach. Bartek oświetlał sobie drogę latarką, a Pola mocno trzymała aparat fotograficzny.
Na poddaszu panował półmrok. Wszędzie stały stare pudła, kufry i zakurzone książki. Bartek zwrócił uwagę na ślady łap na podłodze. — Patrz, Pola! Czyje to mogą być ślady?
Pola zrobiła zdjęcie. — To chyba ślady Batonika... ale te są dziwnie duże! Może tu jest ktoś jeszcze?
Nagle usłyszeli szelest zza wielkiego pudła. Bartek odważnie podszedł i zajrzał do środka. Był tam tylko stary szalik dziadka. Ale wtedy zza szafy dobiegł szum i znów ten dziwny chichot.
— Słyszałaś to? — szepnął Bartek, a jego serce zaczęło bić szybciej.
— Może to wiatr? — Pola spojrzała w kierunku okna. Było zamknięte.
Bartek rozejrzał się uważnie. — Gdybym był kimś, kto chce się schować, gdzie bym poszedł?
Zbliżyli się do dużego kuferka, który stał w rogu. Nagle kufer się poruszył!
Bartek powstrzymał oddech i powoli otworzył wieko. W środku zobaczyli... kolejne pudło. Ale to pudło miało dziurki.
— Ej, coś tu jest! — szepnęła Pola.
Bartek wyciągnął rękę i delikatnie uniósł pokrywkę. Ze środka wyskoczyła... biała myszka!
— To ona chichota? — spytała Pola z niedowierzaniem.
Myszka pobiegła pod łóżko i zniknęła. Bartek usiadł na kuferku.
— No nie! Pewnie nie ona robiła ten dziwny dźwięk. To musi być coś innego!
Nagle usłyszeli szuranie w okolicach szafy. Bartek spojrzał na Polę.
— Chyba musimy przejrzeć całą podłogę. Może znajdziemy jakiś ślad!
Zaczęli przeszukiwać poddasze. W kącie znaleźli stary dywan, a pod nim... śrubkę.
— Coś tu majstrowano — powiedziała Pola.
— Może ktoś próbował coś naprawić albo... schować! — Bartek znowu poczuł dreszczyk ekscytacji.
Rozdział 3: Trop prowadzi dalej
Nazajutrz Bartek i Pola wrócili na poddasze, tym razem z linijką i szkłem powiększającym. — Musimy sprawdzić wszystkie śruby i śrubki, może coś się z nimi wiąże — zadecydował Bartek.
W kącie znaleźli starą skrzynkę na narzędzia. W środku była kartka z dziwnym rysunkiem: okrąg, a w środku ptak z rozpostartymi skrzydłami.
— To chyba rysunek dziadka. On zawsze rysował ptaki — powiedział Bartek.
Pola dumała. — Może to wskazówka? Może gdzieś tu jest coś z ptakiem?
Zaczęli rozglądać się po poddaszu. Na jednym z pudeł leżał stary globus. Gdy Bartek go przekręcił, zauważył, że na biegunie północnym ktoś narysował malutkiego ptaszka.
— Znalazłem! — zawołał.
Pod globusem była mała, drewniana szkatułka, zamknięta na kluczyk. Bartek potrząsnął nią — w środku coś grzechotało.
— Musimy znaleźć klucz!
Pola przypomniała sobie o starej książce dziadka leżącej przy łóżku na poddaszu. — Może tam? — zaproponowała.
Przekartkowali książkę i... wypadł z niej mały, srebrny kluczyk.
Drżącymi rękami Bartek włożył kluczyk do szkatułki i przekręcił. W środku na poduszeczce leżał pierścień z zielonym oczkiem i list.
Bartek otworzył list. Był napisany przez jego dziadka.
„Drogi Bartku! Jeśli to czytasz, to znaczy, że jesteś prawdziwym detektywem. Ten pierścień ponoć przynosi szczęście — nosiłem go, kiedy poznałem twoją babcię! Zawsze pielęgnuj ciekawość i nie bój się pytać. Przytulam — Dziadek”.
Pola aż podskoczyła z radości.
— To była cała zagadka! Dziadek zostawił ci wiadomość!
Bartek poczuł się dumny, ale coś mu nie dawało spokoju.
— A co z tym tajemniczym chichotem? Nawet myszka tak nie potrafi się śmiać...
Wtedy z dołu dobiegł śmiech babci. — Czy wy dalej szukacie duchów? — zawołała.
Bartek spojrzał na Polę i rozbawiony poklepał się po głowie.
— Może po prostu dom żyje swoim życiem, śmieje się i stuka, bo jest stary! Ale i tak było super rozwiązywać zagadkę, prawda?
Rozdział 4: Nowe zagadki i szczęśliwe zakończenie
Bartek i Pola zeszli na dół, pełni emocji i z pierścieniem w kieszeni. Babcia przywitała ich pysznymi ciastkami.
— Jak wam poszło, moi mali detektywi? — spytała z uśmiechem.
Bartek opowiedział całą historię, pokazując babci pierścień i list od dziadka. Babcia się wzruszyła.
— Dziadek zawsze lubił zagadki i wiedział, że ty też je pokochasz!
Pola zachwyciła się pierścieniem. — Wygląda jak prawdziwy skarb!
Bartek postanowił założyć pierścień. Nagle Batonik wskoczył na stół.
— Może pierścień ma magiczne moce i sprawi, że Batonik zacznie mówić! — zażartowała Pola.
Bartek roześmiał się. — Batonik już mówi, tylko po kociemu.
Kiedy Bartka położył się spać, pomyślał, że choć nie odkrył, kto naprawdę się śmiał na poddaszu, przeżył wspaniałą przygodę. Nauczył się, że warto być wytrwałym, logicznie myśleć i nie bać się zadawać pytań.
A w ciemności poddasza naprawdę coś jeszcze zaszurało. Ale Bartek już się nie bał. Przecież miał pierścień, najlepszą przyjaciółkę Polę i swoje detektywistyczne umiejętności. Wiedział, że każda zagadka jest po to, żeby ją rozwiązać!
I tylko Batonik, przeciągając się na swoim kocyku, zamruczał tak głośno, że przez chwilę wszystkim wydawało się, że... może jednak koty potrafią chichotać?
Koniec.