Trwa ładowanie...
Opowieść o podróży w czasie 9-10 lat Czytanie 15 min.

Borsuk Bruno i spirala opowieści

Borsuk Bruno odkrywa magiczną bramę pod korzeniami dębu, która przenosi go w czasie, gdzie poznaje bobra Feliksa i razem uczą się, jak budować tamy oraz opowiadać historie. W miarę jak Bruno odkrywa tajemnice lasu, zaczyna rozumieć znaczenie pamięci i dzielenia się opowieściami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Bruno, borsuk o brązowym i miękkim futrze, z dużymi ciekawskimi oczami i zachwyconym uśmiechem, stoi przed tajemniczą szczeliną w ziemi, otoczony skręconymi korzeniami i jaskrawymi zielonymi liśćmi. Patrzy z ekscytacją i odrobiną obaw, jakby miał skoczyć w nieznane. Obok niego Feliks, duży bóbr o ciemnym futrze, z wystającymi zębami i figlarnym spojrzeniem, stoi w wodzie, budując małą tamę z gałęzi i liści. Uśmiecha się, pewny siebie i entuzjastyczny, gotowy pomóc przyjacielowi w tej przygodzie. Miejsce to zaczarowany las, skąpany w złotym świetle, z majestatycznymi drzewami o grubych pniach i liśćmi delikatnie tańczącymi na wietrze. Na ziemi kolorowe kwiaty i dziwne grzyby dodają magii otoczeniu. Główna sytuacja pokazuje Brunona, gotowego przekroczyć szczelinę czasową, podczas gdy Feliks zachęca go z porozumiewawczym mrugnięciem. Atmosfera jest wypełniona ekscytacją i tajemnicą, jakby sam czas wstrzymał oddech. zgłoś problem z tym obrazem

Brama pod korzeniami

Borsuk Bruno lubił rzeczy, które pamiętają. Kamyki wygładzone rzeką. Pióra, które pachniały wiatrem. Szyszki, w których drzemało jutro. Właśnie z taką szyszką szedł do Szkoły Korzeni na próbę przed Dniem Pamięci Lasu. Miał wszystkim opowiedzieć historię. Jedną, dobrą i prawdziwą.

Droga Bruno prowadziła przez najstarszą część boru. Korzenie dębów tworzyły tam tunele. Ziemia brzmiała jak miękka bębenkowa skóra. Bruno znał te ścieżki. Czasem jednak odkrywał coś nowego w dobrze znanym miejscu.

Tego dnia zobaczył dziwny krąg z kamieni. Leżał pod nachylonym pniem, jak obręcz światła zgubiona przez księżyc. Bruno przystanął. Z kręgu płynęło ciche buczenie, jakby mrówki szeptały historie.

– Co to takiego? – zapytał głośno, choć był sam.

Wtedy powietrze nad kręgiem poruszyło się. Migotało, jak woda w kałuży, gdy wrzucisz patyk. Bruno przyklęknął. Dotknął jednego kamienia. Był ciepły. Zgasił dłoń, ale w środku coś ścisnęło go przyjemnym dreszczem ciekawości.

Niektórzy mówią: nie wkładaj nosa tam, gdzie nie trzeba. Bruno był borsukiem. Jego nos stworzony był właśnie do wkładania go w ciekawość. Wziął głęboki oddech. Wsunął łapę w migotanie. Łapa zniknęła na chwilę, jakby wysmarował ją mgłą. Wyjął ją całą, suchą i zdrową. Serce zabiło mu szybciej.

– Dobra. Tylko zajrzę – szepnął do szyszki trzymanej przy piersi. – Jeśli tam nic nie ma, zawracam.

Zrobił krok. I drugi. Świat rozpłynął się jak farba. Ziemia uniosła się pod nim, a potem opadła. Bruno stał wciąż pod korzeniami, ale zapach był inny. W powietrzu czuł świeżą glinę. Słyszał płytki plusk rzeki. Dąb nad nim nie był olbrzymem. Był młody. Brunatny pień mieściłby się w dwóch objęciach.

– Ojej – mruknął Bruno. – To… dawno.

Zrozumiał. Krąg nie był zwykłym kręgiem. Był bramą czasu.

Rzeka, która dopiero się uczyła

Rzeka obok była wstydliwa. Chlupała po kamieniach, dopiero ucząc się własnych zakrętów. Na brzegu rosły trzcinowe włosy. Słońce odbijało się w kroplach jak w srebrnych guziczkach. Bruno ruszył w stronę wody. Nad głową bzyczała ogromna ważka. Zatrzymała się na chwilę, obejrzała go wielkimi oczami i odleciała, jak błyszcząca strzała.

– Hej, wodo! – zawołał Bruno szeptem, który chciał być odważny.

Ktoś też był nad wodą. Ktoś, kto mówił sam do siebie.

– Jeśli kładziesz gałąź tutaj, prąd ją przenosi… a jeśli tu… hm… – mruczał.

Bruno wychylił się z paproci. Niespodziewanie wypadł prosto przed bobra. Bóbr aż podskoczył, a listek, z którego robił sobie miarkę, wypadł mu do rzeki i popłynął. Krople zrobiły w powietrzu krótki deszcz.

– O rudo-korzenna tama! – zaklął wesoło bóbr i roześmiał się z samego siebie. – Ale się przestraszyłem! Kim ty jesteś, kolcata tajemnico?

– Bruno. Borsuk Bruno – powiedział Bruno i zrobił ukłon, żeby go przeprosić. – Przepraszam, nie chciałem cię spłoszyć.

Bóbr machnął ogonem jak wachlarzem.

– Feliks, do usług. Łagodny jak poranek i uparty jak kamień. Chcę zbudować pierwszą spokojną zatokę dla naszej rodziny. Ale rzeka to żartownisia. Ucieka mi spod ogona.

Bruno spojrzał. Feliks układał gałęzie i błoto w kształt półksiężyca. Woda śmiała się i przelewała bokiem.

– Może spróbuj tak – powiedział Bruno. – U nas w borze, tam skąd przyszedłem, zatykamy dziury miękkimi liśćmi najpierw, a dopiero potem kładziemy grubsze rzeczy.

Feliks otworzył pyszczek.

– U was? Gdzie to u was? – dopytał.

Bruno spojrzał na młody dąb. Na rzekę, która była inną rzeką, a jednak tą samą.

– To trudno wyjaśnić. Przeszedłem przez bramę pod korzeniami. Była jak światło w wodzie. I nagle jestem… wcześniej.

Bóbr uniósł brwi.

– Och! Stara Brama – powiedział miękko. – Słyszałem o niej od dziadka. Mówił: „Jeśli trafisz kiedyś na krąg, pamiętaj trzy rzeczy: idź lekko, nie zabieraj niczego, co nie jest opowieścią, i wróć.” Ja tam jeszcze niańczyłem ogon, gdy on już przestał odkładać patyki. Ale wierzę.

Feliks uśmiechnął się i wskazał rzekę.

– Chcesz spróbować liściowej sztuczki? Tylko ostrożnie. Niech czas nie włoży nam patyka między zęby.

Bruno kiwnął głową. Zrobili razem mały próbny próg. Delikatny, jak kołdra. Woda zamruczała i zatrzymała się w kieszeni przy brzegu.

– Widzisz? – zaśmiał się Feliks. – Rzeka ma uszy. Trzeba mówić do niej spokojnie.

Bruno rozejrzał się. Przy korzeniach młodego dębu ktoś narysował na głazie spiralę. Kreski były świeże. Jak ślimaczy ślad, który się nie ściera.

– Co to za znak? – zapytał.

Spirala Opowieści – odparł Feliks. – Znaczy: tu zaczyna się historia. I nigdy się nie kończy, tylko wraca mądrzejsza.

Nasiono pamięci

Z pomysłem na liście poszło łatwiej. Feliks zebrał kilka traw i szerokie liście tataraku. Bruno, choć mały przy bobrze, był silny. Pchał błoto, układał patyki, przyciskał wszystko jak książki na półce. Woda sapała, ale dała się przekonać.

– Zrobimy przerwę – zdecydował Feliks. – Czas też lubi odpoczynek.

Usiedli pod młodym dębem. Słońce przeglądało się w rzece jak w lustrze, które ktoś poleruje myślami. Bruno wyjął szyszkę.

– To miała być historia na Dzień Pamięci Lasu – wyjaśnił. – Ale teraz… może opowiem inną.

– Najlepsze historie rosną w drodze – mruknął Feliks. – Jak drzewa.

Tuż obok nich leżał żołądź. Był błyszczący i ciężki, jak mały księżyc z brązu. Bruno wziął go w łapki. Poczuł, jak coś w środku żyje cicho, jak szept.

– Ten żołądź może być kiedyś wielkim dębem – powiedział. – Może takim, pod którym będą spotykać się całe pokolenia.

Feliks przyłożył go do policzka, jakby słuchał bicia serca.

– Możemy mu pomóc zacząć – zaproponował. – Tu, gdzie ziemia jest miękka.

Razem wykopali dołek. Bruno wsunął żołądź do środka. Przykryli go ziemią. Poklepali równo.

– Kiedyś tu wrócę – pomyślał Bruno. – W moim „u was”.

Na kamieniu obok spirali ktoś kogutkiem gliny obrysował linię. Bruno nagle poczuł wielką ochotę, by dodać coś od siebie. Ale przypomniał sobie zasady. „Idź lekko. Nie zostawiaj ciężkich śladów.” Spojrzał na Feliksa.

– A jeśli narysuję malutką kropkę? – zapytał szeptem. – Kropka to tylko oddech opowieści.

Feliks zastanowił się chwilę.

– Kropka na końcu zdania nie waży wiele – powiedział. – Ale pamiętaj, że tu wracają fale. Niech kropka nie stanie się kamieniem.

Bruno wybrał więc listkiem najdelikatniejszy piasek. Dotknął nim kamienia, tuż obok spirali. Powstała kropka, tak mała, że prawie jej nie było. Kiedy się odsunął, zauważył coś dziwnego. W swojej pamięci miał już obraz tej kropki. Widział ją dziś rano, gdy tylko zajrzał do kręgu. Czyli… kropka była tu zawsze. Tak jakby opowieść zatoczyła koło i sama sobie szepnęła.

Poczuł lekkie łaskotanie w brzuchu. To był psotny paradoks. Nie groźny, ale figlarny.

– Widzisz? – Feliks dotknął palcem spirali. – Historia wraca, żeby się uśmiechnąć.

– Nauczę się tej spirali na pamięć – postanowił Bruno. – Jeśli nie mogę zabrać kamienia, zabiorę znak w głowie.

Nagły powiew wiatru poruszył trzcinami. Z rzeki plusknęło. Gdzieś z góry odezwał się klon, który jeszcze nie był klonem, tylko cieniem klonu w liściu. Bruno zaśmiał się cicho. Wstał.

– Mogę jeszcze raz spojrzeć przez bramę? – zapytał. – Chciałbym zobaczyć, jak rośnie nasz dąb. Tylko na chwilkę. I wrócę. Obiecuję.

– Obietnice to mosty – odparł Feliks. – Idź. A jeśli zobaczysz moje wnuki, powiedz im, że ich dziadek rzucał żarty szybciej niż patyki.

– Powiem – przyrzekł Bruno.

Zwrot ku jutru

Bruno stanął znów w kręgu. Światło było teraz złote, jak miód w płytkiej misce. Zrobił krok. Obręcz czasu zamrugała i puściła go dalej. Ziemia była ta sama, ale dąb… O rany. Dąb rozpostarł ramiona. Pień był tak gruby, że dziesięć borsuków nie objęłoby go naraz. Liście szeptały jak tłum na święcie.

I był tłum. Wokół dębu zebrały się zwierzęta. Jeże, lisy, sarny, bobry, sowy. Na gałęzi siedziała mała sówka i czytała głośno:

„Dąb Pamięci rośnie ze wspólnego nasiona. Kto pamięta, ten nie gubi ścieżek.” – Głos miała poważny, choć była młoda.

Bruno stanął za pniem, żeby nie przeszkadzać. Czuł, jak oczy mu się śmieją. U dołu pnia, na gładkim kamieniu, była spirala. A obok niej… maleńka kropka. Ta sama. Jego.

– Dobrze, że tu jesteś, nawet jeśli się skrywasz – szepnął ktoś obok.

Bruno obrócił się powoli. Obok stała bobrzyca. Miała uśmiech Feliksa i oczy, które lubiły wodę i opowieści.

– Jestem Mela – przedstawiła się. – I czasem słyszę, jak rzeka mówi o dawnych rzeczach. Dziś mi szepnęła, że przybędzie gość zza zakrętu czasu. Nie chciałam straszyć. Tylko przywitać.

Bruno poczuł, że futerko na karku mu się nastroszyło, ale w miły sposób.

– Cieszę się, że to ty – odpowiedział, równie cicho. – Feliks to…?

– Dziadek dziadka – kiwnęła głową Mela z dumą. – Zostawił nam nie tylko tamy. Zostawił nam powiedzenie: „Opowieść to najlepsza tama na zapomnienie.” Używamy go w domu, gdy ktoś coś gubi.

Sówka skończyła czytać. Zwierzęta powtórzyły razem: – Pamiętaj!

Wiewiórka rozdała po liściu z odciśniętą spiralą. Jeden spadł u stóp Bruna. Podniósł go ostrożnie. Na liściu była też maleńka kropka.

– Skąd ta kropka? – spytał, choć znał odpowiedź.

Mela mrugnęła jednym okiem.

– Czas lubi mieć oko na sprawy ważne – odparła. – A teraz, gościu zza zakrętu, może obejrzysz z nami najstarszą kronikę? – wskazała jedną z szerokich gałęzi, na której leżały płaskie kamienie z rysunkami.

Bruno popatrzył. Na pierwszym kamieniu był młody dąb i żołądź. Na drugim rzeka i mały próg z liści. Na trzecim bobrzy ogon, który chlusta śmiechem. Czuł, jak jego serce robi „tup-tup” w rytmie dębowych słów.

– Muszę wracać – powiedział. – Obiecałem. I… nie chcę tu narobić zbyt wielu kółek w wodzie.

– Wróć wtedy, kiedy trzeba – uśmiechnęła się Mela. – Czas nie lubi pośpiechu. Lubi uważność.

Bruno zrobił pół kroku od dębu. Zatrzymał się. Spojrzał na zgromadzenie. Wszyscy byli zajęci rozmową. Nikt nie zwracał na niego uwagi. To było dobre. Czuł ciepło, jak wtedy, gdy przykrywa się puchatym mchem.

Cichy pożegnalny mach i powrót

Bruno wrócił do kręgu. Pobiegł jeszcze raz do rzeki, do „dawniej”. Feliks stał w wodzie po brzuch i śpiewał śmieszne rymowanki do patyków.

– Feliksie – zawołał Bruno cicho, żeby nie przestraszyć. – Muszę już iść.

Bóbr odwrócił się i machnął ogonem, rozpryskując radosną mgiełkę.

– Będziesz tęsknić? – zapytał.

– Tak – przyznał Bruno. – Ale to dobra tęsknota. Taka, która trzyma pamięć za rękę.

– To zabrzmi dobrze w twojej historii – stwierdził Feliks. – Pamiętaj: opowieść to najlepsza tama na zapomnienie.

Bruno skinął głową. Podszedł do kamienia ze spiralą. Położył na nim łapę. Nie zostawił śladu. Zostawił moment. Odwrócił się i pomachał. Cicho. Jakby machał liściowi albo śladom na piasku.

– Do zobaczenia, teraz i kiedy indziej – powiedział.

Potem przeszedł przez bramę. Świat zamrugał. Zapach gliny zmienił się w zapach igieł i mchu. Dąb nad nim znów był wielki, taki jak zawsze. Rzeka szumiała po staremu. Krąg z kamieni brzmiał jeszcze przez moment, jak muszla pełna szeptów, po czym ucichł.

Bruno zbiegł ścieżką do Szkoły Korzeni. Koledzy już siedzieli w kręgu. Sowa Olga, ich nauczycielka, miała oczy jak dwie dojrzałe śliwki.

– Dobrze, kochani – powiedziała. – Dziś Dzień Pamięci Lasu. Kto zaczyna?

Bruno ścisnął w łapkach szyszkę. Usiadł spokojnie. Oddychał równo.

– Mogę ja – zgłosił się. – Mam opowieść. O wodzie, która się uczy. O dębie, który pamięta. I o kropce, która jest jak oddech.

Wszyscy spojrzeli na niego. Bruno mówił. Zdania były proste, jak ścieżki między paprociami. Głosy postaci brzmiały wyraźnie: śmiech Feliksa, szept rzeki, słowo, które powraca. Opowiadał o zasadach bramy: iść lekko, nie zabierać nic prócz historii, wracać. Opowiadał o spirali, która uczy, że każda pamięć biegnie, wraca i niesie trochę więcej światła.

Kiedy skończył, w klasie panowała przez chwilę cisza. Potem rozległy się łapy, skrzydła i raciczki, które klasnęły razem.

– Pięknie, Bruno – powiedziała Sowa Olga miękko. – Nie przyniosłeś kamienia. Ale przyniosłeś coś cięższego i mądrzejszego. Opowieść.

Bruno uśmiechnął się. Zauważył, że na ścianie, obok wejścia do klasy, ktoś dawno temu narysował spiralę. Nie pamiętał, żeby wcześniej ją widział. A obok spirali… maleńką kropkę. Serce znów zrobiło „tup-tup”.

Po lekcjach wrócił jeszcze na chwilę do kręgu pod korzeniami. Usiadł i słuchał ziemi. Nie przechodził. Nie trzeba było. Zamiast tego zasadził obok kręgu żołądź, który znalazł w drodze. Nie ten sam. Nowy. Z dziś.

– Dla jutra – powiedział. – Dla pamięci, która nie gubi ścieżek.

Podniósł się. Pogładził kamienie wzrokiem. Machnął jeszcze raz, cicho i z uśmiechem, do „dawniej”. Potem poszedł do domu. Ścieżka była znana. Ale każdy krok brzmiał jak nowa historia.

Wieczorem, kiedy księżyc zawiesił się nad borem jak świetlny orzech, Bruno zasnął. Śnił mu się dąb. W śnie liście szeptały: – Pamiętaj. I opowiadaj dalej.

A rano, zanim ktokolwiek się obudził, rzeka zauważyła, że ktoś położył obok niej mały listek z odciśniętą spiralą. Nikt go nie dotknął. A jednak wszyscy, którzy na niego spojrzeli, poczuli, że mają w kieszeni coś ważnego.

Nie był to kamień. Było to miejsce dla następnej opowieści. I Bruno wiedział, że wróci. Kiedy będzie trzeba. I zawsze lekko.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Buczenie
Cichy dźwięk, który przypomina brzęczenie owadów, często związany z ich lotem.
Próg
Górna część drzwi lub wejścia, na którą wchodzi się do budynku.
Półksiężyc
Kształt przypominający połowę pełnego okręgu, często używany do opisu faz Księżyca.
Spirala
Kształt, który przypomina kręcący się wir lub ślimacznicę, często używany w sztuce i naturze.
Tam
Zapora zbudowana w celu zatrzymania wody w rzece lub jeziorze.
Błękitny
Kolor nieba, który ma odcień niebieskiego, często opisujący spokojne niebo.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o podróżach w czasie dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.