Rozdział 1 – Pierwszy śnieg
Mały niedźwiadek Brunek obudził się pewnego ranka, gdy w jaskini było dziwnie jasno. Ziewnął, przeciągnął łapki i powoli podszedł do wejścia.
Na zewnątrz wszystko było białe. Drzewa miały na gałęziach puszyste czapki ze śniegu, kamienie zniknęły pod białymi kopczykami, a powietrze było ciche i chłodne. Świat wyglądał jak zaczarowany.
Brunek wystawił nos na zewnątrz. Poczuł mroźne powietrze, które łaskotało go w nozdrza.
„Brrr, ale zimno” – mruknął sam do siebie i szybko schował głowę z powrotem.
Nie był jeszcze przyzwyczajony do zimy. Lato pachniało jagodami, jesień chrupała pod łapami liśćmi, a zima… Zima była dziwna. Cicha, jasna i trochę straszna.
Niedźwiadek bardzo kochał naturę. Znał każdy kamień przy strumieniu i każde drzewo w pobliskim lesie. Ale teraz wszystko wyglądało inaczej, jakby ktoś przykrył jego ukochany las wielkim, białym kocem.
Usiadł na miękkim mchu w jaskini i zamyślił się. Chciał wyjść, dotknąć śniegu, usłyszeć, jak chrzęści pod łapami. A jednocześnie czuł, że zimno jest silniejsze od niego.
Gdzieś w oddali zaskrzeczała wrona. Echa jej głosu odbiły się wśród śnieżnych drzew. Brunek zadrżał.
– Może zima wcale nie jest dla mnie – szepnął. – Może lepiej siedzieć w ciepłej jaskini.
Zwijał się w kłębek, ale w środku czuł lekkie ukłucie smutku. Tak bardzo lubił być blisko natury, a teraz bał się wyjść z własnej nory.
Rozdział 2 – Ciepłe igloo w wyobraźni
Kiedy wiatr zawył przy wejściu do jaskini, Brunek zasłonił uszy łapkami. Wydawało mu się, że zimno ma własny głos.
Leżał tak chwilę, patrząc w sufit jaskini, na ciemne kamienie i pajęczyny w kątach. Wtedy w jego małej głowie pojawił się pomysł.
Zamknął oczy i zaczął sobie wyobrażać, że jego jaskinia zmienia się w coś innego. Zamiast kamiennych ścian zobaczył białe, gładkie bloki śniegu ułożone w kółko. Zamiast przeciągu poczuł miękkie ciepło.
Wyobraził sobie, że jest w igloo – w małym, śnieżnym domku, który jest zimny tylko z zewnątrz. W środku było przytulnie, jakby ktoś przykrył wszystko grubym kocem. Ściany delikatnie lśniły, a światło przenikało przez nie jak przez mleczne szkło.
Brunek „przeszedł się” po swoim wyobrażonym igloo. Pod łapami nie było lodu, tylko miękka ściółka z mchu i suchych traw.
– Tu jest tak dobrze – pomyślał. – Na dworze zimno, a ja mam swój ciepły śnieżny domek.
Pomyślał, że może zima wcale nie musi być straszna, jeśli ma się gdzie wrócić.
Wyobraził sobie małe okienko w igloo, przez które patrzy na zaśnieżony las. Zamyka je, gdy wiatr gwiżdże za głośno, i otwiera, gdy chce popatrzeć na płatki śniegu.
Im dłużej tak marzył, tym spokojniejszy się czuł. Zauważył, że nawet prawdziwy wiatr za wejściem nie brzmi już tak groźnie.
– Skoro w mojej głowie mogę mieć igloo, to może naprawdę dam radę polubić zimę – pomyślał Brunek i uśmiechnął się sam do siebie.
Rozdział 3 – Ciepły wybieg
Po południu wiatr trochę ucichł. Z jaskini obok wysunęła się łaciata misiowa głowa. To była siostra Bruna, Milka.
– „Brunku, chodź! Mama znalazła miejsce, gdzie jest ciepło nawet zimą!” – zawołała.
Niedźwiadek niepewnie wyszedł kilka kroków z jaskini. Śnieg pod łapami zaśpiewał cichym „chrrrup, chrrrup”. To brzmiało dziwnie przyjemnie.
Mama prowadziła je w stronę zagłębienia między wielkimi głazami. Brunek znał to miejsce, ale nie odwiedzał go często. Teraz wyglądało inaczej. Wejście osłoniły grube konary i gałęzie, a w środku było coś jak… zimowy wybieg.
To był duży, osłonięty od wiatru zakątek. Wysokie skały i powalone pnie tworzyły naturalny płot, a nad nimi wisiały splecione gałęzie z liśćmi, których wiatr jeszcze nie zdążył zerwać.
W środku było więcej ciepła niż na otwartym śniegu. Na ziemi leżała sucha trawa i mchy, a tylko kąty pokryte były cienką warstwą puchu. Kilka innych młodych niedźwiadków bawiło się tam w turlanie śnieżnych kulek, ale nie musiały biegać po głębokim śniegu.
– „To nasze zimowe schronienie” – wyjaśniła mama. – „Tu wiatr wieje słabiej, a ziemia nie jest taka lodowata.”
Brunkowi serce zabiło szybciej. To miejsce było prawie jak jego wyobrażone igloo, tylko większe i prawdziwe.
– „Możesz tu przychodzić, kiedy chcesz, synku. Zima jest zimna, ale nie musimy być w niej zupełnie sami” – dodała mama, dotykając go nosem w ucho.
Brunek wchodził ostrożnie. Czuł chłód, ale też sporo ciepła od zgromadzonych tam niedźwiedzich ciał. Ktoś go szturchnął w bok.
– „Ścigamy się w toczeniu kulek!” – zawołał mały miś z sąsiedniej nory.
Brunek najpierw się zawahał, ale potem uformował śnieżną kulę i potoczył ją delikatnie. Śnieg był miękki, suchy i pachniał czystością. Uśmiechnął się. Nagle zrozumiał, że w zimie można nie tylko marznąć, ale też się bawić.
Rozdział 4 – Spotkanie z wróbelkiem
Kiedy inne niedźwiadki zmęczyły się zabawą, położyły się na mchu i zaczęły leniwie podjadać orzechy. Brunek usiadł trochę z boku i zapatrzył się na mały otwór w górze, przez który wpadało zimowe światło.
Przez ten otwór nagle wpadło coś maleńkiego i brązowego. Zatrzepotało, zawirówło w powietrzu i z cichym „ćwir!” usiadło na gałęzi wewnątrz wybiegu.
To był wróbelek. Trząsł się z zimna, jego piórka były nastroszone, a maleńkie oczka rozglądały się niespokojnie.
Brunek poczuł, jak coś ściska go w środku. Był duży, silny jak na swój wiek, a ten ptaszek wyglądał jak mały, drżący listek.
– „Zgubiłeś się?” – zapytał cicho, choć wiedział, że wróbelek może go nie zrozumieć.
Wróbelek przekrzywił główkę i tylko znowu zapiszczał: „ćwir… ćwir…”, jakby też było mu trochę smutno.
Niedźwiadek uniósł się powoli, by go nie przestraszyć. Wybieg był dla misiów ciepły, ale dla ptaszka pewnie też, bo nie wiało tu tak mocno. Brunek rozłożył łapę tak, by zasłonić wróbelka przed przeciągiem od wejścia.
Pomyślał o swoim wyobrażonym igloo. Tam czuł się bezpiecznie i ciepło. Teraz postanowił, że chociaż trochę może dać to uczucie komuś innemu.
– „Możesz tu posiedzieć, maluchu” – szepnął. – „Ja poczekam z tobą.”
Przez chwilę siedzieli razem w ciszy. Inne niedźwiadki też ucichły, patrząc z zaciekawieniem, ale nikt nie podchodził za blisko, żeby nie spłoszyć ptaszka.
Po pewnym czasie wróbelek chyba się ogrzał. Potrząsnął głową, rozłożył skrzydełka i znów zapiszczał, tym razem jakby weselej. Potem uniósł się, okrążył wybieganą przestrzeń i wyleciał przez ten sam otwór, przez który przyleciał.
Brunek odprowadzał go wzrokiem. W środku zrobiło mu się lekko i ciepło, choć powietrze nadal było mroźne.
– „Chyba mu pomogłem” – pomyślał. – „Moje igloo w głowie stało się na chwilę prawdziwym schronieniem, ale dla kogoś innego.”
Rozdział 5 – Mały odważny miś
Pod wieczór niebo zrobiło się różowo-szare, a śnieg na zewnątrz błyszczał jak drobne kryształki. Mama zawołała misie z powrotem do jaskiń.
Brunek szedł obok niej, stawiając łapy pewniej niż rano. Śnieg już go tak nie straszył. Wiedział, że ma jaskinię, ciepły wybieg i swoje wyobrażone igloo, do którego może wrócić myślami, kiedy tylko zechce.
Kiedy leżeli już na miękkim mchu, Milka chwaliła się:
– „A ja dziś zrobiłam największą śnieżną kulę!”
Mama uśmiechała się łagodnie, a Brunek milczał przez chwilę. W końcu powiedział:
– „A ja… ja pilnowałem wróbelka, żeby nie marzł.”
W jaskini zrobiło się cicho. Milka popatrzyła na niego zaskoczona.
– „Serio?”
Brunek kiwnął łebkiem.
– „Przyleciał taki mały i trząsł się cały. Zasłoniłem go łapą, żeby mu nie wiało. I siedzieliśmy tak razem. Potem odleciał.”
Mama przytuliła go do siebie delikatnie.
– „To bardzo dzielne i bardzo dobre, synku” – powiedziała cicho. – „Zima bywa trudna dla wszystkich. Dla misiów, ptaków, nawet dla drzew. Ale kiedy jesteśmy dla siebie życzliwi, jest jak trochę cieplejsza.”
Brunek wsłuchiwał się w spokojny oddech mamy. Czuł, jak jej futro grzeje go w bok. Za ich plecami Milka już prawie zasypiała.
W myślach znowu zobaczył swoje igloo. Tym razem w środku był nie tylko on. Obok siedział wróbelek, kilka innych niedźwiadków, a może nawet mała mysz, skulona w kącie. Wszyscy mieli tam swoje miejsce. Nikt nie był sam.
– „Kiedy będę większy” – pomyślał Brunek, powoli zamykając oczy – „chcę pomagać innym, kiedy zmarzną albo gdy się boją. Chcę być dla nich jak ciepłe igloo w środku zimy.”
Śnieg cicho padał na zewnątrz, przykrywając świat nową, miękką warstwą. W jaskini panował spokój, a w sercu małego niedźwiadka rosło coś ważnego i dobrego – mała, ciepła odwaga i miękka jak puch chęć bycia dla innych.