Początek: Wstążka z pudełka
W małym mieszkaniu pachniało piernikami i pomarańczą. Za oknem mróz rysował ciche kwiaty na szybie, a w pokoju mrugały lampki na choince: raz zielone, raz czerwone, raz złote jak miód.
Kuba miał pięć lat i wielkie, poważne zadanie. Siedział na dywanie i trzymał w rękach długą, czerwoną wstążkę. Była miękka, lekko pognieciona i miała małą kokardkę, która udawała, że jest królową.
— Nie wyrzucę cię — szepnął Kuba do wstążki. — Będziesz jeszcze potrzebna.
— Oczywiście! — jakby odpowiedziała kokardka, bo aż drgnęła.
Mama się uśmiechnęła.
— Chcesz ją wykorzystać jeszcze raz?
— Tak! — Kuba podskoczył. — To jest moja wstążka od zeszłego roku. Prawie nowa. Tylko trochę… zmęczona.
Tata niósł pudełko z bombkami.
— Wstążka zmęczona? To musi dostać herbatę!
— Z cukrem! — zachichotał Kuba.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. A potem jeszcze jedno, cichsze, jakby ktoś pukał rękawiczką.
Na wycieraczce stała pani Zosia z mieszkania obok. Trzymała koszyk i wyglądała trochę zmartwiona.
— Dzień dobry. Przepraszam… Czy macie może… kawałek sznurka albo wstążki? Chciałam zawiązać paczkę dla wnuczki, ale mój sznurek uciekł. Zawsze ucieka w najgorszym momencie.
Kuba wyprostował się jak mały rycerz.
— Ja mam wstążkę! I ona nie ucieka. Ona tylko odpoczywa.
Mama spojrzała na Kubę pytająco.
— To twoja decyzja.
Kuba przytulił wstążkę na sekundę, jakby mówił jej „dasz radę”.
— Dobrze. Pożyczę. Ale potem wróci, bo ja chcę ją jeszcze raz użyć. Wstążki lubią przygody.
Pani Zosia aż rozjaśniała.
— Obiecuję. Oddam jak tylko zapakuję prezent. Dziękuję, bohaterze.
Środek: Wstążka w drodze
Wieczorem Kuba patrzył na choinkę, ale co chwilę zerkał na drzwi.
— A jeśli wstążka się zgubi? — mruknął.
— Zgubi? — Tata udawał zdziwienie. — Przecież to wstążka. Ona ma oczy… znaczy, ma połysk.
Kuba próbował się śmiać, ale w brzuchu miał małą kulkę niepokoju, jakby połknął śnieżkę.
W nocy śnieg spadł cicho, jak pierzynka. Rano na klatce schodowej było jasno i zimowo. Kuba szedł z mamą do pani Zosi, niosąc talerzyk z piernikami „na pocieszenie”, bo mama powiedziała, że w święta pocieszenie jest jak ciepłe skarpety.
Pani Zosia otworzyła drzwi i… wyglądała jeszcze bardziej zmartwiona.
— Och, Kuba… Ja zawiązałam paczkę, ale potem mój kot, Mruczek, uznał, że wstążka to wąż. Złapał ją i uciekł pod łóżko. A potem… nie wiem. Wstążka zniknęła.
Kuba zrobił minę jak detektyw, który właśnie znalazł okruszek.
— Mruczek? Proszę pana kota, oddaj wstążkę!
Mruczek siedział na krześle i udawał, że jest niewidzialny. Jego ogon tylko lekko machał, jak metronom.
Kuba uklęknął i powiedział łagodnie:
— Mruczku, to nie jest wąż. To jest wstążka. Ona ma ważną misję. Musi wrócić do mnie, żebym mógł ją użyć drugi raz. To jest… recykling!
Mama zachichotała.
— To bardzo mądre słowo jak na pięciolatka.
Pani Zosia westchnęła.
— Szukaliśmy wszędzie.
Kuba spojrzał na pierniki.
— Mruczek lubi słodkie?
— Bardzo — powiedziała pani Zosia. — Szczególnie te, które nie są dla niego.
Kuba wziął jednego piernika, położył na podłodze i szepnął:
— Mruczku, wymiana. Piernik za wstążkę.
Mruczek zeskoczył jak puchata strzała. Powąchał piernik, spojrzał na Kubę, jakby mówił: „Dobrze, ale to tajna sprawa”. Potem zniknął pod łóżkiem i po chwili wyciągnął… coś czerwonego! Ale nie całkiem. Tylko koniec, a reszta była zaplątana.
— Jest! — zawołał Kuba. — Ona się nie zgubiła. Ona się tylko schowała!
Kuba ostrożnie pociągnął wstążkę. Wysunęła się, ale była związana w supeł, taki twardy, jak mała kulka lodu.
— O nie — jęknął Kuba. — Supeł!
— Supeł to też przygoda — powiedziała mama. — Można go rozplątać… spokojnie.
Kuba usiadł na dywanie u pani Zosi. Pani Zosia podała mu ciepły kubek kakao, a mama trzymała wstążkę, żeby się nie kręciła jak wąż na sankach. Kuba próbował palcami, powoli, cierpliwie. Trochę się śmiał, bo supeł wyglądał jak mały nos.
— Nos wstążki! — chichotał.
W końcu supeł puścił.
— Udało się! — Kuba podniósł wstążkę wysoko. — Widzicie? Pomoc działa!
Pani Zosia klasnęła w dłonie.
— Dziękuję wam. A ja upiekę dodatkowe pierniki dla was. I dla Mruczka też… tylko jeden!
Mruczek udawał, że nie słyszy, ale oblizał wąs.
Koniec: Kokarda i płatek śniegu
W Wigilię w domu Kuby było ciepło jak w kocu. Na stole stały talerze, a pod choinką leżały prezenty. Kuba trzymał swoją czerwoną wstążkę. Była już mniej zmęczona, jakby po przygodzie zrobiła się odważniejsza.
— Teraz ja ją użyję — powiedział Kuba stanowczo. — I zrobię największą kokardę na świecie. Ale nie za dużą, bo wtedy prezent się przestraszy.
Tata podał mu małe pudełko.
— To dla babci. Delikatnie.
Kuba owinął pudełko papierem, a potem wstążką. Język wystawił mu się z koncentracji, a oczy świeciły jak lampki.
— Raz… dwa… pętelka… druga pętelka… i hop!
Kokarda wyszła piękna. Trochę krzywa, ale za to uśmiechnięta.
— Idealna — powiedziała mama. — Najbardziej idealne są te zrobione sercem.
Nagle ktoś zapukał. To pani Zosia przyszła z talerzykiem pierników i małą paczuszką.
— Dla ciebie, Kuba. Za pomoc. To drobiazg.
Kuba rozpakował paczuszkę. W środku był mały drewniany guziczek w kształcie gwiazdki.
— Żebym pamiętał, że pomagać jest fajnie? — zapytał.
— I że wstążki lubią wracać do domu — mrugnęła pani Zosia.
Wieczorem, kiedy wszyscy usiedli przy choince, Kuba podszedł do okna. Na szybie było chłodno, ale w pokoju ciepło. Kuba oddychał cichutko i patrzył w ciemność, gdzie padał śnieg.
I wtedy zobaczył coś malutkiego. Na szybie, od strony dworu, przykleił się jeden płatek śniegu. Był jak biała gwiazdka, delikatna i śliczna. Drżał lekko, jakby tańczył.
— Mamo… patrz… — szepnął Kuba.
Mama podeszła i objęła go.
— To znak zimy.
Kuba uśmiechnął się szeroko.
— To chyba znak, że jak się pomaga i nic się nie marnuje, to nawet śnieg robi niespodzianki.
Płatek na szybie błysnął w świetle lampek, jakby się zgadzał. A Kuba poczuł, że w jego sercu też usiadła mała, cicha gwiazdka: ciepła, jasna i gotowa na kolejne dobre gesty.