Trwa ładowanie...
Mali poszukiwacze przygód 5-6 lat Czytanie 14 min.

Dzyń, brzdąk i cisza w Kruchym Zakątku

Hania, młoda opiekunka ogrodu, postanawia chronić Kruchy Zakątek, delikatne miejsce w warzywniku, gdzie żyją kropelki rosy i pająki. Wraz z muzykiem wędrownym, Panem Struną, uczą się, jak dbać o tę przestrzeń, używając ciszy i dzwoneczka jako znaków do komunikacji.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Sześcioletnia dziewczynka Hania z długimi brązowymi włosami i błyszczącymi oczami uśmiecha się entuzjastycznie, trzymając w rękach mały niebieski notes. Ma na sobie żółtą sukienkę w kropki i różowe sandały, stoi na palcach, gotowa do odkrywania. Obok niej siedzi siedmioletni chłopiec Julek z rozczochranymi blond włosami i zielonym t-shirtem, który z ciekawością przygląda się małemu papierowemu kucykowi, którego sam wykonał. Siedzi na kamieniu z nogami skrzyżowanymi, wyglądając na niecierpliwego, by odkryć Kruchy Zakątek. Miejsce to jest bujnym ogrodem, pełnym kolorowych warzyw, takich jak jaskrawo pomarańczowe marchewki i błyszczące czerwone pomidory, z dużymi liśćmi dyni tworzącymi delikatne cienie. W centrum mała wyspa zielonego mchu błyszczy w promieniach słońca, otoczona kroplami rosy, które lśnią jak diamenty. Główna sytuacja pokazuje Hanię i Julka planujących swoją przygodę, aby chronić Kruchy Zakątek, z wyrazami determinacji i radości na twarzach, podczas gdy lekki wiatr sprawia, że liście tańczą wokół nich. zgłoś problem z tym obrazem

Początek wyprawy i zeszyt Hani

Mam pięć lat i mam mój zeszyt przygód. To mój mały, niebieski zeszyt. W środku rysuję i zapisuję krótkie słowa. Lubię pisać: dzień, słońce, marchewka, serce. Lubię też kropki. Kropki są jak deszcz.

Dziś rano otworzyłam zeszyt i napisałam: DZIŚ – WYPRAWA. Serce narysowałam duże. Bo dziś miałam ważny plan. Chciałam chronić bardzo delikatne miejsce. W naszym warzywniku jest Kruchy Zakątek. To maleńka wysepka mchu i kropelek rosy, w cieniu wielkich liści dyni. Tam lubią siadać motyle. Tam śpią malutkie pająki w niteczkach pajęczyn. Tam nawet cienki patyczek może zrobić zbyt duży hałas.

Nasz warzywnik ma wąskie ścieżki. Trzeba iść po nich cicho. Trzeba stąpać lekko, jak kotek. Mój kotek nazywa się Ciapek, ale on czasem po prostu maszeruje, szur, szur. I potrafi zasnąć na grządkach. Ha, koty.

– Słucham. Stąpam. Chronię – powiedziałam szeptem. Lubię ten mój mały okrzyk. Czasem go powtarzam, trzy razy najwyżej.

Wtedy usłyszałam muzykę. Delikatną, jak para skrzydeł. Szła ulicą osoba z wielkim plecakiem i gitarą. Kapelusz miał jak miska. Uśmiech miał jak promyk.

– Dzień dobry, opiekunko ogrodów – ukłonił się. – Jestem muzyk wędrowny. Mówią na mnie Pan Struna. Gram tam, gdzie wiatr nie przeszkadza.

– Ja jestem Hania – powiedziałam. – Prowadzę wyprawę. Chcę chronić Kruchy Zakątek. Jest w warzywniku. Ścieżki są wąskie.

– O, wyprawa! – uśmiechnął się Pan Struna. – Mam coś na wyprawy specjalne. Dzwoneczek bardzo cichy. Prawie szept. Słuchaj.

Wyciągnął z kieszeni maleńki dzwoneczek. Był jak kropla. Zadzwonił raz: dzyń. Dźwięk nie przestraszył nawet wróbla.

– Ten dzwoneczek mówi: uważaj – wyjaśnił Pan Struna. – Możemy nim dawać znaki. Bez krzyku, bez strachu.

Pomyślałam, że to dobry pomysł. Zajrzałam do zeszytu i napisałam: DZWONECZEK – DZYŃ. Obok narysowałam kropkę.

– Pokażesz mi ten zakątek? – zapytał.

– Pokażę. Tylko po cichu – skinęłam głową.

– Słucham. Stąpam. Chronię – powtórzył poważnie Pan Struna. I zrobił krok, jakby chodził po chmurce. Zaśmiałam się szeptem.

Poszliśmy. Ścieżki były jak wstążki. Pomiędzy nimi rosły marchewki, jak pomarańczowe noski. Sałata szeleściła. Pomidory pachniały słońcem. Wrona gdzieś krakała, ale daleko.

Zatrzymałam się przy dyni. Podniosłam duży liść. Tam była wyspa mchu. Kruchy Zakątek. Kropelki rosy stały jak szklane kule. Pajączek miał małą harfę z pajęczyny. Skakał srebrny robaczek.

– Widzę – szepnął Pan Struna. – Widzę ciszę. Jak muzykę przed pierwszym dźwiękiem.

– Musimy go chronić – powiedziałam. – Tu bywa kot. Tu bywa wujek z taczką. I piłka Julka może tu wpaść.

– A więc plan – rzekł muzyk. – Zrobimy znaki. Zrobimy mostek. I damy ludziom i kotu opowieść. Opowieść miękka, jak pieśń.

Usiadłam na kamieniu. Zapisałam: PLAN. I mój okrzyk: Słucham. Stąpam. Chronię.

Wąskie ścieżki i dzwoneczek

Zebraliśmy kilka patyków. Ucięłam niteczkę z czerwonej włóczki. Zrobiłam małe chorągiewki. Pan Struna pomógł związać je tak, by tańczyły na wietrze.

– Kiedy wiatr gra, chorągiewki mówią: skręć – zaśmiał się.

– A dzwoneczek powie: stop – dodałam.

Zrobiliśmy mini-mostek z cienkich desek. Przeszliśmy przez niego na palcach. Dobrze byłoby, by każdy tak szedł. Powiesiliśmy też sznurek między dwoma kijkami, jak poręcz dla stóp. Ciapek z ciekawości podszedł i powąchał sznurek. Zamruczał.

– Ciapku, tu delikatnie – poprosiłam. – To ważne. Tu mieszkają kropelki.

– Miau – powiedział Ciapek i usiadł na słońcu. Pół sukcesu.

Pan Struna stanął na ścieżce i zagrał króciutko. Gitary brzdąk, jak kropla na liściu. Marchewki aż się uśmiechnęły. Śmieszne, wiem. Ale ja widziałam, jak im w liściach drżało.

– Zrobimy próbę – powiedział. – Ja dzwonię dzyń, ty pokazujesz ręką: stop. Potem ja gram brzdąk, a ty pokazujesz: idź powoli.

Zrobiliśmy próbę. Dzyń. Stop. Brzdąk. Wolno. Śmialiśmy się cichutko. Czułam, że to działa. Zapisałam w zeszycie: Dzyń-stop. Brzdąk-wolno.

Wtedy nadciągnęła chmura. Wiatr powiał. Chorągiewki frunęły. Usłyszałam turkot. To taczka wujka. Wujek spieszył się z ziemią. Po ścieżce podbiegł też Julek z piłką. Piłka toczyła się prosto w stronę dyni. A Ciapek postanowił przeciągnąć się na całej szerokości ścieżki. Jak rozciągliwa guma.

– O nie! – wyszeptałam. – Kruchy Zakątek...

– Gotowi – powiedział Pan Struna. – Słucham. Stąpam. Chronię.

Zadzwonił dzwoneczek: dzyń. Ale wujek nie usłyszał. Taczka huczała. Julek wołał: uważaj, piłka! Ciapek rozlał się jak kisiel. Zrobił się gwar. Słowa mieszały się. Dźwięki też.

– Stój! – krzyknęłam za głośno. Ptaki nad nami poderwały się. Pajączek schował się w harfie. Julek zatrzymał się, ale piłka kulała się dalej, do Zakątka. Taczka skręciła w naszą stronę. Serce mi skoczyło jak żaba.

Pan Struna szybko chwycił piłkę stopą. Dźwiękiem gitary szarpnął: brzdynk! Prawie komicznie. Julek zachichotał, ale zapomniał się i zrobił krok w stronę liści.

Ja nagle poczułam, że brakuje mi słowa. To było takie ważne słowo. Znałam je. Płynęło w mojej głowie jak cicha woda. Ale nagle... uciekło. Została pustka. Jak dziurka po guziku.

– Haniu – pochylił się Pan Struna – jakie było twoje hasło z zeszytu?

Zeszyt! Otworzyłam szybko. Kartki szeleściły. W środku rysunki kropek i serce. PLAN. DZWONECZEK. I tam, na marginesie, małymi literami, przez chwilę przeze mnie zapomniane słowo. Tak zwykłe, że aż niewidzialne. C i s z a.

Wzięłam jeden oddech. I drugi. I trzeci. Dotknęłam palcem tego słowa.

– Cisza – wyszeptałam. – Cisza.

I dzwoneczek: dzyń. Jedno krótkie. Muzyka: brzdąk. Jedno miękkie. Wujek spojrzał. Julek wstrzymał krok. Nawet wiatr jakby przysiadł na chwilę. Ciapek zmrużył oczy. Ścieżka odetchnęła.

– Cisza – powtórzył muzyk. – Słuchamy.

W ciszy słychać było kropelkę, jak spada po trawie. Słyszałam też bardzo mały szmer: pajączek poprawiał swoją harfę. Słyszałam własne serce i śmiech Julka, już cichszy.

– Ojej – powiedział wujek. – Nie zauważyłem. Haniu, pokaż, co mamy chronić.

Podniosłam znów liść dyni. Pokazałam Kruchy Zakątek. Wujek uklęknął. Julek pochylił się. Ciapek zsunął ogon ze ścieżki.

– To jest jak mały koncert – szepnął wujek. – I łatwo go zepsuć.

– Dlatego budujemy mostek – powiedziałam. – I mamy dzwoneczek.

– I opowieść – dodał Pan Struna. – Opowieść, która mówi: stąpaj lekko, proszę.

Julek pokiwał głową. – Mogę oprzeć piłkę o płot – zaproponował. – I będę biegał tam, gdzie szerzej.

– Dzięki – uśmiechnęłam się.

Wujek zawrócił taczkę. – Mamy czas – rzekł. – Pojadę inną ścieżką.

– Miau – potwierdził Ciapek. Wstał, przeciągnął się długo, aż jasne było, że to wielki trud i wielka gracja. Położył się tuż obok mostka, jak strażnik.

Podeszliśmy z Panem Struną do chorągiewek. Dociągnęliśmy je tak, by były wyraźne. Zrobiliśmy też znak z dwóch patyków. Narysowałam na ziemi serduszko. Napisałam obok maleńkie: proszę.

– Słucham. Stąpam. Chronię – powiedziałam, już spokojniej.

– Słucham. Stąpam. Chronię – powtórzył muzyk.

A potem zagraliśmy jeszcze raz nasze sygnały. Dzyń. Brzdąk. Dzyń. Jak język drobnych spraw. Jak mrugnięcie zrozumienia.

Słowo, które wróciło, i życzenie

Po południu słońce zrobiło się miękkie. Kolory były jak kredki. Na grządce z koprem zamieszkał zapach zupy. Bocian w polu stał na jednej nodze. Mój zeszyt miał już kilka nowych kresek. Pan Struna zdjął kapelusz i usiadł na skrzynce po jabłkach.

– Wiesz, Haniu – powiedział – czasem najważniejsze słowa są najmniejsze. Takie, które przypominają: nie spiesz się. Słuchaj. Dotknij delikatnie. Ja też czasem zapominam.

– Ja zapomniałam ciszę – przyznałam. – Było mi smutno przez chwilę. Potem ją znalazłam. W zeszycie. I w brzuchu.

– Masz brzuch jak dobry bęben – zaśmiał się cicho. – Trzyma rytm.

Przysiadł Julek. Oparł brodę o kolana. – Czy można grać koncert dla kropelek rosy? – spytał.

– Można – odpowiedział Pan Struna. – To koncert, który się gra bardzo wolno. Najpierw słucha się ciszy. Potem gra się jedną nutę. I tylko tyle.

– A ja mogę rysować nuty – dodałam. – W moim zeszycie.

Muzyk wyjął jeszcze coś z plecaka. Mały kawałek błyszczącej taśmy. Nakleiliśmy małe, srebrne punkciki na patyki przy Zakątku. Kiedy słońce zachodziło, punkciki migały jak gwiazdki. Nikt nie musiał krzyczeć. Wystarczyło: dzyń. I: proszę.

Przyszedł sąsiad. Niósł konewkę.

– Dobry wieczór – powiedział. – Czy tu można podlać?

– Można – odpowiedziałam grzecznie. – Tylko tu prosimy bardzo delikatnie. Tu jest Kruchy Zakątek. Tu mieszkają krople i pajączek.

Sąsiad spojrzał. – O, jakie piękne. Dobrze. Będę lał jak deszcz w bajce. Po cichutku.

– Dziękuję – szepnęłam.

Pan Struna zagrał jeden dźwięk. Ja zadzwoniłam dzwoneczkiem. Potem przysunęłam zeszyt, żeby zrobić nowy zapis: SĄSIAD – EMPATIA. Długie słowo. Zapytałam, co to znaczy.

– To znaczy: czuję razem z tobą – wyjaśnił muzyk. – Widzę twoje krople i twoje serce. I staram się być dobry dla nich. I dla ciebie.

Pokiwałam głową. To było jak przytulenie bez rąk. Uśmiechnęłam się do pajączka. – Rozumiem – powiedziałam do niego. – Też cię czuję.

Wieczór wchodził do ogrodu na palcach. Ptaki śpiewały trochę niżej. Komary buczały, ale daleko. Ciapek siedział na mostku i udawał rzeźbę. Czasem mrugnął, żeby pokazać, że to jednak on.

– Haniu, jutro pójdę dalej – rzekł Pan Struna. – Jestem muzyk wędrowny. Taka moja droga. Ale dzwoneczek zostawię tobie.

– Zostawisz? – aż podskoczyłam. – Będę go używać mądrze. Jak szept.

– Wierzę – uśmiechnął się. – Masz już rytm w sercu i słowo w zeszycie.

– Będę też opowiadać – obiecałam. – Każdemu, kto tu przyjdzie. Wujkowi. Julkowi. Sąsiadowi. Ciapkowi. Tacie i mamie. Powiem: to delikatne. Proszę.

– I gdy zapomnisz, co robić, przypomnij sobie słowo, które wróciło – powiedział. – Cisza.

Pomyślałam, jak dziś było. Gwar, krzyk, i ta chwila, kiedy cisza wróciła jak ptaszek na dłoń. Nie trzeba było wielkich rzeczy. Wystarczyło poczuć. Posłuchać. Poprosić.

– Słucham. Stąpam. Chronię – powtórzyłam jeszcze raz. Tak na pamiątkę.

Pan Struna zagrał melodię, którą nazwał „Taniec Kropel”. Była taka, że nawet marchewki chciały się kołysać. Julek zamknął oczy i liczył kropki na moim zeszycie. Ciapek ziewnął, szeroko, jak brama.

W końcu zrobiło się prawie ciemno. Zgasły gwiazdki na patykach, ale zostawiły ślad w moich oczach. Schowałam zeszyt do kieszeni bluzy. Dzwoneczek wzięłam na sznureczku i powiesiłam przy mojej dłoni. Delikatnie go dotknęłam.

– Dzyń – szepnął. – Jestem.

Usiedliśmy razem, ja i muzyk, przy wejściu do warzywnika. Pan Struna wyciągnął z plecaka kromkę chleba i podał mi pół. Podzieliliśmy też jabłko. Było soczyste. Sok spływał po palcach i pachniał radością.

– Zapisz jeszcze coś – poprosił. – Dzisiaj to dobry dzień na życzenia.

Otworzyłam zeszyt. Wzięłam kredkę. Pomyślałam o wszystkim: o Kruchym Zakątku, o kropelkach, o pajączku i jego harfie, o Ciapku-figurce, o Julku i jego piłce, o wujku z taczką, o sąsiedzie z konewką, o dzwoneczku i o słowie, które wróciło. Pomyślałam też o Panu Strunie i o drodze, którą pójdzie. O wszystkich drobnych krokach.

Napisałam powoli. Literka obok literki. Najpierw: ŻYCZĘ. Potem resztę:

– Życzę, żeby ten Kruchy Zakątek zawsze był bezpieczny. Żeby każdy, kto tu idzie, miał w sercu ciszę i uśmiech. Żeby moje stopy pamiętały, jak stąpać lekko. Żeby każdy ogród miał swojego opiekuna. I żebym ja zawsze pamiętała prosić i dziękować.

Przeczytałam na głos. Pan Struna skinął głową. – Dobre życzenie – powiedział. – Ma rytm. I ma serce.

– Dzyń – zadzwonił dzwoneczek, cichutko, jak przytulenie.

Wstałam. Poprawiłam chorągiewki. Pogłaskałam liść dyni. Przyłożyłam dłoń do ziemi. Była ciepła. Pachniała domem. Pajączek wyszedł na brzeg harfy i zamrugał. Może tak mi się wydawało. A może naprawdę.

– Dobranoc, krople – szepnęłam. – Dobranoc, Kruchy Zakątku.

Wyszliśmy ze ścieżek. Pożegnałam Pana Strunę. Odchodził powoli, grając cichą nutę. Za płotem czekała na niego następna droga. Może nowy ogród. Może nowe słowo. Pomachałam mu zeszytem.

W domu mama spytała: jak było? Otworzyłam zeszyt i pokazałam jej wszystko. Kropki. Serce. PLAN. DZWONECZEK. CISZA. ŻYCZĘ. Mama uśmiechnęła się i przytuliła mnie mocno.

– Dobra wyprawa – powiedziała.

– Dobra – potwierdziłam. – Jutro też będę opiekunką. I będę słuchać. Bo tak robi się rzeczy wielkie z rzeczy małych.

Zasnęłam szybko. Dźwięk dzwoneczka był jak sen. Cichy i jasny. I w tym śnie szłam po wąskiej ścieżce. Miałam serce lekkie. Miałam słowo na końcu języka. Cisza. A potem jeszcze jedno, już jako życzenie, które powtarzałam wewnętrznie, jak kołysankę: niech każdy, kto stąpa, stąpa lekko. I niech pamięta słuchać. Jak ja. Jak my. Jak ogród. Dzyń. Brzdąk. Cisza.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Kruchy Zakątek
Małe, delikatne miejsce w ogrodzie, gdzie rosną rośliny i żyją niewielkie stworzenia.
Pajączek
Mały, osiemnóżny stwór, który często tworzy pajęczyny.
Dzwoneczek
Mały dzwon, który wydaje dźwięk, gdy się go porusza.
Chorągiewki
Małe flagi, które są przyczepione do patyków, często używane do oznaczania lub dekoracji.
Włóczka
Długi kawałek przędzy, często używanej do robienia na drutach lub szydełkowania.
Empatia
Zdolność do rozumienia i dzielenia się uczuciami innych ludzi.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Mali poszukiwacze dla 5-6 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.