Rozpoczęcie wyprawy
Mała Hania miała pięć lat. Miała też duże buty z gwiazdkami i plecak w kropki. Najbardziej na świecie lubiła marzyć. W jej oczach zwykłe dni zmieniały się w przygody.
Pewnego poranka Hania spojrzała przez okno. Na skraju podwórka stało małe wzniesienie. Dla dorosłych to była tylko kopczyk ziemi. Dla Hani to była Kolorowa Góra. „Dziś wejdę na szczyt” — powiedziała do misia w kącie. Miś odpowiedział milczeniem, bo był pluszowy, ale Hania poczuła, że to dobry plan.
Mama podała jej kanapkę i kubek z kakao. „Bądź ostrożna” — rzekła z uśmiechem. Hania wzięła głęboki oddech. Czuła w brzuchu mały motylek. Był to motylek odwagi.
Wzięła ze sobą lupę z zieloną rączką, sznurek zrobiony z włóczki i latarkę na wypadek cienia. Wszystko, co mogło się przydać, zmieściło się w plecaku. Hania zaprosiła sąsiadkę Kropkę, małą kotkę, która miała białe znaki na nosku. Kotka miauknęła i wskoczyła do plecaka.
Słońce świeciło jak złota moneta. Trawa mieniła się jak morze zieleni. Hania postawiła stopę na pierwszym kamyku i ruszyła.
Środek pełen małych wyzwań
Na początku droga była prosta. Hania skakała po kamykach, licząc do trzech. Liczyła dla zabawy: raz, dwa, trzy. Potem spotkała stary kijek. Leżał i myślał, że jest zwykłym patykiem. Hania podniosła go i przemieniła w laskę podróżniczkę. „Teraz możesz mi pomagać” — szepnęła. Kijek zaświecił w wyobraźni na srebrno.
Po chwili ścieżka zrobiła się bardziej kręta. Małe korzenie wystawały jak zęby. Hania przycupnęła. Wyjęła lupę. Zobaczyła, że pod korzeniem mieszka mała mrówka z czerwonym kapelusikiem (to tylko Hania tak pomyślała, bo mrówki nie noszą kapeluszy, ale wyobraźnia wszystko może). Mrówka spojrzała i podała Hani maleńki liść. „To most” — pomyślała Hania. Położyła liść i przeszła spokojnie.
Na połowie drogi była strużka wody. Nie była głęboka, ale kamienie były śliskie. Hania stanęła. Wyjęła sznurek z plecaka. Zawiązała pętelkę wokół kamienia i zrobiła mały most z gałązek i sznurka. Kropka z plecaka wypatrzyła mały kamyk, który był idealny, i przepchnęła go łapką na drugą stronę. Hania uśmiechnęła się szeroko. „Dziękuję” — pogłaskała kotkę.
Gdy weszły wyżej, wiatr zaczął śpiewać piosenkę. Nie była głośna. Brzmiała jak szept liści. Hania zamknęła oczy i posłuchała. W piosence wiatr opowiadał o starych drzewach, które znały tajemnice kropek rosy i deszczu. Hania otworzyła oczy i zobaczyła, że jedno drzewo ma małą dziurkę. W dziurce mieszkała ptasia pieszczotka — mały wróbelek z błękitnym brzuszkiem.
Wróbelek był nieco przestraszony. Nie umiał latać daleko. Hania znalazła w plecaku kawałek wstążki i zrobiła z niego huśtawkę, aby pomóc wróbelkowi ćwiczyć skrzydła. „Możesz tak raz, dwa, trzy” — powiedziała delikatnie. Wróbelek trzepotał skrzydłami i po chwili poleciał na najbliższy konar. Hania klasnęła w dłonie. Kropka podskoczyła i mrugnęła. Pomoc stała się przygodą.
Chwilami droga była trudna. Krótki zboczek z piaskiem sprawiał, że Hania ślizgała się do tyłu. Ale dziewczynka nie traciła ducha. Usiadła, zrobiła plan. Policzmy kroki — powiedziała na głos. Pomogła sobie rękami. Gdy się zmęczyła, usiadła na kamieniu i zjadła kanapkę. Kanapka smakowała jak zwycięstwo. Wypiła kakao i znów poczuła moc.
Na końcu drogi leżał duży, gładki kamień. Wyglądał strasznie, bo był większy niż Hania. Ale Hania przypomniała sobie wszystkie małe pomysły: laskę, most z liści, sznurek, wstążkę. Z uśmiechem podeszła. Kropka skoczyła na kamień i wskazała najlepsze miejsce do stania. Hania złapała się rączkami i powoli się wspinała. Serce biło jak mały bębenek. Ręce były trochę zmęczone. Nogi trochę drżały.
Wtedy zza krzaka wyskoczył sąsiad Franek — chłopiec z obok. „Pomogę” — krzyknął. Razem pociągnęli i weszli na kamień. Hania poczuła, że siła przyjaźni jest jak ciepły kocyk. Franek podał jej rączkę. Kropka siedziała obok, łasiła się do plecaka.
Szczęśliwy szczyt i westchnienie radości
Na szczycie była łąka małych kwiatów. Kwiaty miały kolory cukierków: różowe, żółte, niebieskie. Wiatr niósł zapach miodu i siana. Hania stanęła na palcach. Obejrzała świat. Z daleka widać było dachy domów, cień drzew i błękit nieba. Wszystko wyglądało jak obrazek na pudełku.
Hania usiadła na trawie. Kropka wskoczyła na kolana i zaczęła mruczeć. Franek poszedł zebrać trzy stokrotki i ułożył z nich mały bukiet. Hania wzięła bukiet i podzieliła się kwiatami z wiatrem, z wróbelkiem i z ziemią. Każdy mógł poczuć radość.
Dziewczynka zamknęła oczy. Przypomniała sobie wszystkie małe kroki. Każde rozwiązanie, każdy przyjaciel, każda chwila odwagi. Uśmiech rozjaśnił jej twarz. Poczuła ciepło w sercu. Wypuściła powietrze powoli i długo. To było westchnienie radości.
Wracali powoli, bo słońce zaczynało stawać się niskie jak żółta piłka. Droga powrotna była inna. Wszystko wydawało się znajome i łagodne. Hania pokazywała Frankowi i Kropce miejsca, gdzie skakały kamyki, gdzie mrówka dawała liść i gdzie wróbelek ćwiczył skrzydła. Czuła, że każdy dzień może być przygodą, jeśli tylko spojrzy się ciekawie.
W domu mama przywitała ich z ciepłym uściskiem. Misia postawiono obok. Hania opowiedziała o każdym szczególe, chociaż trochę półsłówkami, bo noc kazała mówić cicho. Mama pocałowała ją w czoło. „Jesteś odważna i mądra” — powiedziała.
Hania położyła się do łóżka. Kropka wskoczyła obok głowy i ułożyła się jak kłębek. Hania wzięła głęboki oddech. Pomyślała o wszystkich małych rzeczach, które pomogły jej zdobyć szczyt. Pomyślała o nowych przyjaciołach i o świecie, który jest otwarty i ciepły.
Jeszcze raz wypuściła powietrze. Tym razem westchnienie było miękkie i pełne szczęścia. Westchnienie radości.