Był sobie raz mądry książę o imieniu Feluś. Feluś mieszkał w czarodziejskim królestwie Kropelkowie, gdzie wszystko było trochę inne niż zwykle. Drzewa miały kolorowe kropki, a chmury wyglądały jak wielkie waty cukrowe. Na wyspie, gdzie mieszkał Feluś, wszyscy byli bardzo weseli i lubili się śmiać.
Rozdział 1: Przygoda z balonowym smokiem
Pewnego ranka Feluś obudził się i usłyszał śmieszny dźwięk zza okna. „Puf! Puf! Puf!” – coś dmuchało i dmuchało. Książę wyjrzał przez okno i zobaczył Balonowego Smoka, który próbował latać, ale zamiast tego potykał się o własny ogon!
Feluś szybko założył swoje śmieszne kapcie w kształcie kaczek i pobiegł na zewnątrz. – Dzień dobry, Smoku! – zawołał wesoło. – Dlaczego dmuchasz tak głośno?
Balonowy Smok wypuścił trochę powietrza i zrobił zabawną minę. – Próbuję polecieć na drugi koniec wyspy, ale mój ogon jest za długi i ciągle się o niego potykam! Głupia sprawa!
Feluś roześmiał się. – Może razem coś wymyślimy! – zaproponował.
– To byłoby świetne! – odpowiedział Smok. – Ale uważaj, nie dotykaj mojego ogona, bo możesz się odbić jak piłeczka!
Rozdział 2: Skaczący ogon i słodki dżemik
Feluś podszedł ostrożnie i przyjrzał się ogonowi Smoka. – Ten ogon jest naprawdę długi – powiedział ze śmiechem. – A gdybyśmy zrobili z niego huśtawkę?
Smok zrobił zdziwioną minkę. – Huśtawkę? Ale ja nie chcę się huśtać, chcę latać!
Feluś pokręcił głową. – Najpierw się pobawmy, a potem spróbujemy polecieć – zachęcił przyjaciela.
I tak Feluś usiadł na ogonie Smoka, a Smok zrobił „hop!” i Feluś poleciał wysoko do góry jak piłka! – Uuu, ale fajnie! – śmiał się książę.
Smok też się roześmiał. – Chyba lepiej mi wychodzi huśtanie niż latanie! – powiedział i razem turlali się po kropkowej trawie.
Nagle pojawił się drugi przyjaciel – Kosmaty Lisek. Był bardzo puszysty i miał ogonek w kolorowe paski.
– Co tu się dzieje? – zapytał Lisek z szerokim uśmiechem.
– Huśtamy się ogonem Smoka! – odpowiedział Feluś. – Chcesz spróbować?
Lisek wskoczył na ogon i zrobił „bum!”, a potem wszystkie trzy istoty zaczęły się śmiać tak głośno, że nawet chmurki zatańczyły na niebie.
Po całej zabawie Feluś wyjął swój słodki dżemik malinowy i rozsmarował go na bajkowych bułeczkach, które leżały w jego kieszeni. – Proszę, częstujcie się! – powiedział radośnie.
Smok i Lisek szybko zjadali bułeczki, mlaskając i śmiejąc się z okruchów na nosie.
Rozdział 3: Wielka wyprawa i śmieszny koniec
Po pikniku Smok poczuł się odważniejszy. – Teraz spróbuję polecieć – powiedział, nabierając powietrza.
Feluś i Lisek kibicowali mu: – Uda się, uda się!
Smok rozwinął ogon i... poleciał! Ale nie bardzo wysoko, tylko troszeczkę, bo zaraz usiadł na wielkiej kropkowanej dyni.
– Ojejku, lepiej być huśtającym się smokiem niż latającym! – zaśmiał się Smok.
Feluś, Smok i Lisek turlali się ze śmiechu po miękkiej trawie. Potem wszyscy zrobili sobie drzemkę pod czekoladowym drzewkiem i śnili o jeszcze większych przygodach.
A kiedy się obudzili, przytulili się do siebie i powiedzieli: – Najlepiej jest razem się śmiać!
I od tej pory już zawsze w Kropelkowie można było usłyszeć wesołe „Puf! Puf! Puf!” i mnóstwo śmiechu, bo przyjaciele nigdy się nie nudzili!