Był sobie raz książę. Książę miał kapelusz z piórkiem. Książę miał uśmiech szeroki jak chlebek. Książę mieszkał w zamku, który śpiewał przy drzwiach. Zamek miał okna jak oczy. Zamek miał wieże jak palce. Zamek pachniał ciasteczkami i chichotem.
Pewnego dnia książę postanowił urządzić wielką zabawę. „Zrobimy przyjęcie!” — powiedział. „Zrobimy tańce i bańki!” — powtórzył. Książę zaprosił wszystkie chmurki, motylki i małe gobeliny. Zaprosił też Pana Koguta, który grał na trąbce. Zaprosił nawet starego drzewa, które znało dowcipy.
Książę chciał, żeby przyjęcie było wesołe. Ale książę chciał też, żeby było miłe. „Posłuchajmy się nawzajem” — powiedział cicho. „Posłuchajmy się, proszę” — powtórzył. Książę przykucnął przy misce z galaretką i nasłuchiwał. Miska bąbelkowała. „Chcę być różowa!” — zamrugała galaretka. „Chcę być niebieska!” — odpowiedział talerzyk. Książę uśmiechnął się. Książę słuchał.
Na zamkowym dziedzińcu zaczęły się przygotowania. Pani Cukierniczka mieszała krem. Pan Krawiec szył balony, które czasem kurczyły się ze śmiechu. Skrzaty rozwieszały lampki. Lampki mrugały jak oczka. Wszystkie rzeczy miały swoje pomysły. Książę słuchał każdego pomysłu. Książę kiwał głową. „Tak, tak” — mówił miękko. „Nie, nie” — mówił też, gdy trzeba.
Nagle z krzaków wyskoczył mały smok. Był zielony i miał kokardkę. „Przepraszam!” — zaskrzeczał smok. „Chcę pomóc, ale mam kichanie.” Smok kichnął i zniknął w chmurze konfetti. Wszyscy się roześmiali. Smok wrócił, trzymając tacę z pierniczkami. „Moje kichanie sprawia, że konfetti leci” — tłumaczył smok. Książę uśmiechnął się jeszcze szerzej. Książę słuchał i powiedział: „Dziękuję, smoku. Pomogłeś nam. Twoje kichanie to nasz deszcz.”
Potem pojawiła się wróżka. Wróżka miała różdżkę szczebioczącą. „Mam zaklęcie, które robi bąbelki” — zaświergotała. Wróżka machnęła różdżką i bąbelki popłynęły jak małe baloniki. Ale bąbelki były nieposłuszne. Robiły psoty. A to siadły na nosie, a to zatańczyły na czubku kapelusza. Książę spojrzał. Książę powiedział cicho: „Posłuchajmy bąbelków. Co chcą robić?” I bąbelki powiedziały: „Tańczyć!” Więc tańczyły. I wszyscy się śmiali.
Zaczęły przychodzić kolejne niespodzianki. Księżyc zstąpił na chwilę, żeby spróbować ciasta. Księżniczka z obłoka przyniosła muzykę, która brzmiała jak pluszowy miś. Każdy miał coś do powiedzenia. Książę słuchał każdego. Gdy ktoś mówił, inni słuchali. Gdy ktoś śpiewał, wszyscy śpiewali.
Kiedy noc była bliska, zamek zapłakał radosne łzy — to były świetliki. Książę patrzył na gości. Byli szczęśliwi. Byli syci. Byli razem. Książę powiedział: „Dziękuję, że słuchaliście. Dziękuję, że mówiliście.” Goście przytulali się cicho. „Jeszcze jedna piosenka?” — zapytała wróżka. „Jeszcze jedna!” — odpowiedzieli wszyscy.
I tak śpiewali. I tak się śmiali. I tak usypiali powoli, jak gdyby ktoś przykrył ich miękkim kocykiem z chmur. Książę ułożył kapelusz obok poduszki. Książę zamknął oczy. W zamku słychać było jeszcze ciche chichotki. Książę pomyślał: słuchać to dar. Słuchać to miłość. I książę zasnął, spokojny i uśmiechnięty.