Była sobie raz księżniczka, która chciała nauczyć się protokołu wróżek. Miała sukienkę jak chmurka, buty jak małe jabłuszka i uśmiech jak poranna kropelka. Wszystko w królestwie było lekko, śmiesznie i pachniało miodem.
Próby i chichoty
Księżniczka Lila szła do szkoły wróżek. "Dzień dobry!" mówiła do kwiatków. "Dzień dobry!" odpowiadały kwiatki. Powtarzała to trzy razy. Trzy razy, trzy razy, trzy razy — aż kwiatki zaczęły się śmiać. Lila uczyła się kłaniać miękko. Kłaniała się jak marchewka, kłaniała się jak liść, kłaniała się jak mały bohater. Raz kłaniała się tak głęboko, że prawie prawie pocałowała magiczną trawkę. Trawka mrugnęła. "To tylko przećwiczenie," zaśmiała się Lila i wstała.
W szkole była Pani Wróżka Protokołowa. Miała włosy jak nici z pajacyka i głos jak dzwoneczek. "Najpierw szacunek," powiedziała Pani Wróżka. "Słuchaj uważnie. Mów proszę i dziękuję. Nie zrywaj kryształowych listków bez pytania." Lila przytakiwała. "Proszę." "Dziękuję." "Proszę." "Dziękuję." Powtarzała jak piosenkę, aż echo śmiało powtarzało: "Proszę. Dziękuję."
Nagle z kieszeni Pani Wróżki wypadł magiczny pergamin. Był zmazywalny i błyszczał różem. "To jest pergamin poprawnych słów," powiedziała Pani Wróżka. "Piszesz, próbujesz, jeśli pomylisz się — wymazujesz i próbujesz jeszcze raz." Lila dotknęła pergaminu. Bąbelki śmiały się z jej palca. "Spróbuję!" zawołała i napisała wielkie "Przepraszam" dla ślimaka, który wepchnął się w kolejkę do śniadania.
Balik z ukłonami
Nadszedł czas balu wróżek. Była muzyka jak pluszowe chmury. Lila miała ćwiczyć ukłony i rozmowy. Gdy spotkała Pana Elfika, zapomniała jednego słowa. Zamiast "Dzień dobry" powiedziała "Dobrze dzień". Wszyscy szeptnęli i … wybuchli śmiechem. Lila zaczerwieniła policzki jak jabłuszko, ale podeszła odmienić: "Przepraszam. Dzień dobry." Elfik uśmiechnął się szeroko i podał jej filiżankę herbaty z nutką śmiechu.
Na końcu Pani Wróżka dała Lili małą gwiazdę-wprawkę. "To przypomina: szacunek najpierw, a potem śmiech." Lila ukłoniła się miękko, uśmiechnęła się szeroko i podziękowała każdemu: "Dziękuję." Każde "dziękuję" było jak mały dzwoneczek. Wszystko w królestwie cicho stonowało. Muzyka zwolniła, krople śmiechu zrobiły przerwę i zrobiło się cieplutko.
Księżniczka Lila spojrzała na niebo. Gwiazdki mrugały jak popcorn. Podeszła do Pani Wróżki, ucałowała magiczny pergamin na do widzenia i wyszeptała jedno słowo pełne wdzięczności: "merci" — i to "merci" zabłysnęło jak maleńka gwiazdka.