Rozdział 1: Yeti Na Gałęzi
Wyobraź sobie wioskę, która nie leży ani na ziemi, ani na wodzie, lecz… wysoko, wysoko wśród śpiewających drzew! Tak, dobrze czytasz – drzewa tu nie tylko szumią, ale dosłownie śpiewają! Gdy wiatr zawiewa, gałęzie nucą najśmieszniejsze piosenki, a liście szeleszczą w rytm. Właśnie tutaj, w tej niesamowitej wiosce „Gałązkośpiew”, mieszkał ktoś absolutnie wyjątkowy – Yeti o imieniu Fiki-Miki.
Fiki-Miki był wielki, biały jak śnieg i kudłaty jak najgrubszy dywan w salonie babci. Ale to nie futro wyróżniało go najbardziej. Fiki-Miki miał głowę pełną najdziwniejszych pomysłów, które prawie zawsze kończyły się salwami śmiechu – czasem z powodu sukcesu, a czasem… totalnej katastrofy.
W wiosce każdy domek był zawieszony na innej gałęzi. Do domków prowadziły liny, drabinki i mostki z pajęczynowych nici, bo w Gałązkośpiew mieszkały też pająki-śpiewaki. Fiki-Miki miał swój domek na najgrubszej gałęzi Wielkiego Dębu Chichotka. Gdy rano wychodził na taras, cała okolica rozbrzmiewała śmiechem – bo drzewa śpiewały specjalnie dla niego, a ptaki stroiły gardła do jego ulubionej piosenki: „Śmiej się, aż brzuch cię rozboli!”
Pewnego dnia Fiki-Miki postanowił, że zrobi prezent swojemu najlepszemu przyjacielowi – Szymkowi Wiewiórowi. Szymek był najzabawniejszą wiewiórką w całej okolicy, znaną z żonglowania orzechami i z tego, że potrafił zrobić salto nawet z zamkniętymi oczami. Fiki-Miki chciał, żeby prezent był tak śmieszny, że Szymek popłacze się ze śmiechu.
– Musi być to coś, czego jeszcze nigdy nie dostał! – mruknął Fiki-Miki, drapiąc się po futrzastym łokciu. – Może kapelusz z ogonem bobra? Albo skarpetki z dzwoneczkami? Hm… a może… balonowa peleryna?
Rozmyślania przerwał mu dziwny dźwięk – coś pomiędzy piskiem, a mlaskaniem. Fiki-Miki wyjrzał zza liści i zobaczył postać w pelerynie, która trzęsła się jak galareta na wietrze.
Rozdział 2: Spotkanie z Wampirem (Trochę Straszne, Bardzo Śmieszne)
Postać wyskoczyła zza krzaka i… stanęła jak wryta. Fiki-Miki spojrzał i aż się zdziwił – przed nim stał wampir! Ale nie taki zwykły, co to tylko zęby szczerzy i nocą lata. To był wampir w różowych skarpetkach w banany i żółtej pelerynie w grochy.
– Ojejku, przepraszam! – powiedział wampir cienkim głosem. – Nie chciałem przestraszyć! Nazywam się Łukaszek. Nie, nie gryzę! Ja… ja boję się… czerwonych napojów…
Fiki-Miki spojrzał na niego zdumiony.
– Czerwonych napojów? Jak to? – zapytał.
– Tak! Nawet sok pomidorowy mnie przeraża! – Łukaszek zadrżał, a jego peleryna zafalowała na wietrze. – Kiedyś wpadłem do beczki z sokiem i teraz na sam widok pomidora dostaję gęsiej skórki!
Fiki-Miki nie mógł się powstrzymać – wybuchł śmiechem, aż trzęsły się gałęzie.
– Wampir, który boi się soku pomidorowego! – śmiał się, aż mu futro zjeżyło się na głowie. – To dopiero coś!
Łukaszek uśmiechnął się nieśmiało.
– Wiem, wiem… wszyscy się ze mnie śmieją. Ale za to potrafię robić najśmieszniejsze miny w wiosce podziemnych nietoperzy!
Fiki-Miki aż podskoczył z radości.
– To świetnie! Może pomożesz mi wymyślić prezent dla Szymka Wiewióra? Ma być tak śmieszny, żeby wszyscy się popłakali ze śmiechu!
Łukaszek zamyślił się, podrapał po głowie i wyciągnął z kieszeni… nos klauna. Założył go sobie, zmrużył oczy i zaczął robić miny. Fiki-Miki aż usiadł z rozbawienia.
– Chodź, pójdziemy razem do mojej pracowni pomysłów! – zaproponował Yeti.
I tak dwójka najbardziej zakręconych mieszkańców Gałązkośpiew ruszyła przez śpiewające gałęzie, śmiejąc się i wymyślając coraz dziwniejsze pomysły.
Rozdział 3: Pracownia Pomysłów i Pomidorowa Panika
Pracownia Fiki-Mikiego była miejscem magicznym. Na ścianach wisiały kapelusze w kształcie arbuzów, na stole leżały skarpetki z pomponami, a na półce stały słoiki z żelkami, które śpiewały, gdy tylko ktoś otworzył wieczko.
– Okej, mamy tu wszystko, co potrzebne do zrobienia megazabawnego prezentu! – zawołał Fiki-Miki, otwierając szafę pełną przebieranek.
Łukaszek zerknął nieśmiało na słoik z napisem „Pomidory do żonglowania” i odsunął się o krok.
– Może… nie używajmy pomidorów? – zaproponował, robiąc minę, jakby połknął cytrynę.
– Spokojnie! – roześmiał się Fiki-Miki. – Mam lepszy pomysł!
Zaczęli kombinować. Przymierzali kapelusze, próbowali zrobić gitarę z ogórków i wypróbowali pelerynę z balonów. Wszystko jednak wydawało się za mało śmieszne.
Wtedy Fiki-Miki wpadł na pomysł:
– A gdyby tak zrobić pokaz min z niespodzianką? Ty, Łukaszek, jesteś mistrzem min, a ja przyniosę magiczną różdżkę, która zamienia głos w śmiech!
– Ale… co z pomidorami? – spytał Łukaszek, lekko blady.
– Żadnych pomidorów! – obiecał Yeti.
Zabrali się do pracy. Fiki-Miki wyciągnął różdżkę, która wyglądała jak gigantyczny lizak, a Łukaszek ćwiczył miny przed lustrem. Próbowali wszystkiego: nadymiania policzków, robienia zeza, wywijania uszami. Za każdym razem śmiali się coraz mocniej.
Wtem do pracowni wpadł Szymek Wiewiór.
– Co tu się dzieje? – zapytał, patrząc na Łukaszka z noskiem klauna.
– Niespodzianka! – krzyknęli obaj jednocześnie.
Szymek popatrzył na nich i… wybuchnął śmiechem.
Ale wtedy zza szafy wypadł słoik żelków-pomidorów, który – jak się okazało – był magiczny. Zamiast śpiewać, zaczął… tańczyć! Podskakiwał po całej pracowni, śpiewając piosenkę: „Pomidor, pomidor, nie bój się, zatańcz ze mną raz-dwa-trzy!”
Łukaszek zamarł, potem spojrzał na żelka i… wybuchnął śmiechem. Okazało się, że żelki wyglądają jak pomidory, ale smakują jak truskawki!
Rozdział 4: Śmiech, Sekret i Wielka Niespodzianka
Wszyscy zaczęli śmiać się tak głośno, że z gałęzi spadły orzeszki, a drzewa zagrały swój najwesośniejszy kawałek. Nawet Łukaszek już nie bał się żelkowych pomidorów i tańczył wraz z nimi, robiąc śmieszne miny.
Wtedy Szymek Wiewiór nagle klasnął w łapki.
– Ej, Fiki-Miki! Muszę ci coś wyznać! – powiedział, uśmiechając się szeroko. – Wiem, że zawsze planujesz dla mnie najdziwniejsze niespodzianki, ale… to ja podłożyłem ten magiczny słoik z żelkami-pomidorami do twojej pracowni! Chciałem ci sprawić psikusa!
Fiki-Miki aż przysiadł z zaskoczenia.
– To ty?! – wykrzyknął. – Myślałem, że to prezent od wróżki Orzesznicy!
– Nie, to ja i Łukaszek… bo to mój kuzyn! – dodał Szymek, mrugając porozumiewawczo do Łukaszka.
Łukaszek zrobił najśmieszniejszą minę na świecie, a Fiki-Miki wybuchł śmiechem jeszcze głośniej.
– To najlepszy prezent, jaki mogłem dostać! – zaśmiał się Yeti. – Psikus, który rozśmieszył i mnie, i mojego pomysłowego przyjaciela!
Wszyscy zaczęli opowiadać sobie najśmieszniejsze historie z dzieciństwa, a drzewa śpiewały im w tle. Nawet magiczne żelki-pomidory śmiały się i podskakiwały po stole.
Rozdział 5: Wielka Taneczna Feta
Wieść o wielkim śmiechu i magicznych żelkach rozeszła się po całej wiosce. Zleciały się pająki-śpiewaki, ptaki-wirtuozi i nawet żuki-bębniarze. Każdy chciał zobaczyć, co się dzieje w pracowni Fiki-Mikiego.
– Czas na wielką taneczną fetę! – zawołał Szymek. – Niech każdy zatańczy swój najśmieszniejszy taniec!
I tak rozpoczęła się najbardziej zwariowana zabawa w historii Gałązkośpiew. Yeti Fiki-Miki wykonał swój popisowy taniec „Futrzasty wir”, podczas którego kręcił się w kółko tak szybko, że wyglądał jak lodowa tornado. Łukaszek wampir zatańczył „Wampirzy krok w bok” – śmiesznie podskakiwał, udając, że ucieka przed pomidorowym sokiem.
Pająki rozciągnęły pajęczynowe liny i zrobiły z nich trampoliny. Ptaki śpiewały na całe gardło, a żuki bębniły na orzechowych skorupkach. Nawet magiczne żelki-pomidory tańczyły na stole, robiąc śmieszne przewroty.
W pewnym momencie Fiki-Miki złapał wszystkich za ręce – a raczej łapki, skrzydełka i odnóża – i razem zatańczyli Wielką Gałęziową Polkę. Drzewa śpiewały jeszcze głośniej, a cała wioska trzęsła się ze śmiechu i tańca.
Na koniec Fiki-Miki stanął na środku i powiedział:
– Śmiech to najlepszy prezent, jaki możemy sobie dać! Bo nawet jeśli coś pójdzie nie tak, zawsze można się z tego pośmiać razem!
Wszyscy przytaknęli, a Szymek dodał:
– A najlepsze pomysły są te, które kończą się wspólnym tańcem i śmiechem!
I tak zakończył się najzabawniejszy dzień w historii wioski na śpiewających drzewach. Od tej pory każdy wiedział, że najlepsze prezenty to te, które wywołują uśmiech – nawet jeśli są trochę zwariowane!
A Fiki-Miki? Nadal miał głowę pełną dziwnych pomysłów i… już szykował kolejną niespodziankę, która na pewno skończy się salwami śmiechu!