Rozdział 1: Strach Yeti w Słodkim Królestwie
W samym sercu Cukrowych Gór, gdzie zamiast śniegu leży cukier puder, mieszkał Yeti o imieniu Lulek. Lulek był największym łakomczuchem w całym fantastycznym świecie, a jednocześnie najbardziej wymyślnym wynalazcą. Miał na głowie czapkę z waty cukrowej i pas z lizaków, który nigdy się nie kończył. Wszyscy myśleli, że Yeti nie boi się niczego – w końcu był ogromny, silny i miał puchate futro chroniące go przed wszystkim… oprócz jednej rzeczy.
Lulek panicznie bał się… żelkowych nietoperzy. Te małe, kolorowe stworzonka fruwały po zmroku, piszczały śmiesznie i często wpadały przez otwarte okna, szukając słodkich łakoci. Gdy tylko Lulek zobaczył cień żelkowego nietoperza, chował się pod najbliższym stołem, trzęsąc się jak galaretka.
Pewnego dnia, gdy Lulek próbował wynaleźć maszynę do rozwijania lizaków w nieskończoność, usłyszał znane piski… i już wiedział, że nietoperze są blisko. Rozejrzał się nerwowo i postanowił, że czas się z tym zmierzyć. Ale jak? Przecież sam nie da rady!
Rozdział 2: Plan Słodkiej Odwagi
Lulek postanowił poprosić o pomoc swoich przyjaciół: Melkę – skrzatkę z malinowego lasu, i Grzysia – gadającego piernika. Melka miała zawsze sto pomysłów na minutę, a Grześ był tak uroczy, że nikt nie mógł się na niego gniewać, nawet żelkowe nietoperze.
– Lulku, nie możemy pozwolić, żebyś bał się tych śmiesznych nietoperzy! – powiedziała Melka z szerokim uśmiechem, zjadając kawałek własnego kapelusza z bezy.
– Zróbmy z tego przygodę! – zawołał Grześ, chichocząc i zostawiając za sobą okruszki.
Przyjaciele usiedli w kuchni Lulka i zaczęli planować. Najpierw postanowili dowiedzieć się, dlaczego żelkowe nietoperze w ogóle przylatują do domów. Melka, która była mistrzynią w zadawaniu pytań, wymyśliła, żeby spróbować zbudować żelkowy translator – urządzenie, które pozwoliłoby im zrozumieć język nietoperzy.
Lulek natychmiast zabrał się do pracy: połączył rurki od kolorowych słomek, dołożył mikrofony z cukierków pudrowych i ustawił antenę z kręconego lizaka. Translator gotowy!
Rozdział 3: Wielka Nocna Misja
Gdy tylko zapadł zmrok, trójka przyjaciół czekała przy otwartym oknie, uzbrojona w żelkowy translator i talerz ciasteczek na odwagę. Nagle przez szybę wpadła cała chmara nietoperzy, piszcząc i robiąc fikołki w powietrzu.
– Cii… – szepnęła Melka, włączając translator.
– Piiip! Pi-pi-piii! – zapiszczał największy nietoperz, a urządzenie natychmiast przetłumaczyło: – Czy macie może trochę kisielu? Jesteśmy głodni i bardzo zmęczeni lotem przez białą burzę cukrową!
Lulek spojrzał zdziwiony na przyjaciół. Okazało się, że nietoperze wcale nie są groźne – po prostu szukają czegoś do jedzenia!
– Mamy ciasteczka! – zawołał Grześ i zaczął rozdawać słodkości.
Nietoperze były zachwycone. Jeden z nich, mały fioletowy o imieniu Gumiś, usiadł Lulkowi na ramieniu i zaczął opowiadać żart o cukierkowej krowie, która pomyliła się i zamuczała po żelku.
Lulek poczuł, że jego strach powolutku topnieje, jak kostka czekolady na słońcu. Przyjaciele zaczęli się śmiać, a Melka stwierdziła, że jeśli jeszcze raz ktoś powie, że nietoperze są straszne, to ona zrobi z tego tort!
Rozdział 4: Wspólna Wynalazcza Przygoda
Zachęcony sukcesem translatora, Lulek wpadł na nowy pomysł: skoro nietoperze są tak głodne i sympatyczne, trzeba zbudować dla nich specjalny bufet! Wszyscy rzucili się do roboty. Melka biegła po jagodowe galaretki, Grześ lepił pierniczkowe stołki, a Lulek konstruował żelkowy podajnik na kisiel.
Przy okazji, nietoperze pomagały im swoją zwinnością. Gumiś przynosił malutkie łyżeczki, a reszta nietoperzy wirowała w powietrzu, zrzucając na stół cukrowe gwiazdki.
Wkrótce cała kuchnia zamieniła się w najzabawniejszy bufet w Cukrowych Górach. Nietoperze śmigały między stołami, opowiadały dowcipy i pomagały sprzątać okruszki. Nawet Lulek, który jeszcze wczoraj chował się pod stołem, teraz tańczył z Gumisiem, śmiejąc się do łez.
Wszyscy czuli się jak jedna wielka, słodka rodzina. Nawet Melka przestała podjadać własny kapelusz, bo miała zbyt dużo do roboty!
Rozdział 5: Zamknięte Okno, Otwarta Przyjaźń
Po całej nocy pełnej śmiechu, głupich żartów i żelkowych tańców, Lulek spojrzał na zegar zrobiony z wafli. Było już bardzo późno, a nietoperze musiały wracać do swojego żelkowego gniazda. Przyjaciele pomogli im spakować kilka ciasteczek na drogę i pomachali na pożegnanie.
Lulek podszedł do okna, przez które jeszcze wieczorem bał się nawet spojrzeć. Teraz widział w nim tylko ślady łapek i resztki konfetti z kolorowych żelków. Z uśmiechem zamknął okno, czując, jak znikają jego wszystkie strachy.
– Dzięki wam wiem, że razem można wszystko! – powiedział Lulek do Melki i Grzesia, którzy przytulili go mocno.
A żelkowe nietoperze od tej pory zawsze wpadały do Lulka, ale już nie przez otwarte okna, tylko… przez drzwi, zaproszone na wspólne słodkie wieczory.
Tak kończy się słodka, żelkowa przygoda. Ale pamiętajcie: gdy zamkniecie okno, otworzycie przyjaźń!