Trwa ładowanie...
Opowieść o komiksowych superbohaterach 9-10 lat Czytanie 11 min.

Kapitanka Pączusia i letnie lodowisko z niespodzianką

Kapitanka Pączusia staje do walki z Doktorem Mrozikiem, który zmienia letnie lodowisko w szalony chaos, i mobilizuje różnorodnych mieszkańców, by razem poradzili sobie z nieoczekiwanymi przeciwnościami.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Kapitanka Pączusia uśmiechnięta i zdeterminowana w różowym płaszczu i masce w kształcie dwóch wiśni robi wielkie „Puf!” — z jej dłoni wylatują przezroczyste gumowe bańki; Doktor Mrozik zaskoczony, w srebrnym, odblaskowym płaszczu, goglach narciarskich i szpiczastym wąsem, stoi na platformie na lodzie; około 12-letni chłopiec na wózku z małymi łyżwami, spokojny i skupiony, prowadzi ruch z centrum koła, trzymając za rękę młodsze dziecko; Pani Lusia, około 30 lat, instruktorka w pomarańczowej kamizelce „Spokój na lodzie”, uśmiechnięta, organizuje uczestników przy brzegu; kilkoro dzieci (5–9 lat) śmieje się, trzyma czarno-białe pluszowe pingwiny, niektóre na łyżwach, tworząc falujące ludzkie koło; miejsce: duże wewnętrzne lodowisko z banerem „LETNIE LODOWISKO”, błękitno-białe refleksy na lodzie, lekka para unosząca się i ciepłe światło letniego słońca przez wielkie okna; scena dynamiczna i radosna — Kapitanka robi bańki, by rozładować chaos wywołany „Turbo” doktora, a różnorodność uczestników łączy się w wielki „Łańcuch Uśmiechu” na lodzie; styl: delikatna akwarela, żywe pastelowe kolory, płynne pociągnięcia, mokre faktury i kontrast między lodowym wnętrzem a światłem słonecznym. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Błysk w mieście i dziesięć słów

W Nowobłysku nawet sygnalizatory świetlne miały humory. Jednego dnia świeciły jak grzeczne lampki, a drugiego mrugały tak szybko, jakby ćwiczyły taniec robotów.

Nad tym wszystkim czuwała ona: Kapitanka Pączusia. Superbohaterka w pelerynie w kolorze malinowego lukru, z maską, która wyglądała jak dwie wisienki na nosie. Jej moce też były… no cóż, komiczne. Potrafiła robić „Puf!” z powietrza, zamieniać złość w śmiech i wyczarowywać gumowe bańki, które odbijały się od chodników jak piłeczki. Zamiast groźnego „BAM!”, u niej wszystko brzmiało raczej jak „PŁUP!”.

Tego ranka burmistrz Nowobłysku zwołał mieszkańców na plac przy fontannie. Były tam dzieci na hulajnogach, dziadkowie z lodami, nastolatki udające, że wcale nie są ciekawi, i nawet pan Zdzisław z warzywniaka, który zwykle był ciekawy tylko ceny ogórków.

— Kapitanko Pączusiu! — zawołał burmistrz, machając mikrofonem, jakby to był kij od miotły. — Mamy dziś letnią patino… paty… no, lodowisko! W samym środku lipca! I trzeba kogoś, kto doda ludziom odwagi!

Kapitanka Pączusia stanęła na fontannie, jakby to była scena, odchrząknęła i wygłosiła motywujące przemówienie. Dokładnie dziesięć słów:

— Każdy jest bohaterem: razem śmiejmy się, pomagajmy, próbujmy dziś!

Wszyscy zapisali te słowa w pamięci. A pan Zdzisław nawet na paragonie.

Potem Kapitanka spojrzała na wielki baner: „LETNIE LODOWISKO — WSTĘP W UŚMIECHU”. Baner powiewał, a pod nim ktoś pomylił strzałki. Jedna wskazywała w lewo, druga też w lewo, a trzecia… w górę.

— To będzie przygoda — mruknęła Kapitanka i ruszyła.

Rozdział 2: Lodowisko w lipcu i buty, które nie słuchają

Letnie lodowisko okazało się ogromne i bardzo, bardzo zimne. Na zewnątrz słońce piekło jak tost w opiekaczu, a w środku para buchała jak z czajnika. Ludzie wchodzili w krótkich spodenkach, a po dwóch krokach wyglądali jak pingwiny, które zapomniały płaszczy.

— Dlaczego tu jest jak w zamrażarce na groszek? — jęknął chłopiec w czapce z dinozaurem.

— Bo ktoś włączył tryb „Arktyka plus” — odpowiedziała Kapitanka Pączusia, zakładając łyżwy.

I wtedy stało się coś dziwnego. Jej łyżwy… zaczęły tańczyć. Dosłownie. Jedna jechała w prawo, druga w lewo, a Kapitanka próbowała wyglądać jak osoba, która ma plan.

— O, patrzcie! Kapitanka robi „Walc Zaskoczenia”! — krzyknęła dziewczynka i zaklaskała.

— To nie walc… to… eee… trening bohaterki! — zawołała Kapitanka, kręcąc piruet, który wyglądał jak kręcenie naleśnika na patelni.

Na lodzie ślizgało się mnóstwo osób: mama w kasku rowerowym, tata w ochraniaczach na łokcie jak rycerz, dzieci, które śmiały się tak głośno, że aż lód wydawał się cieplejszy. Był też chłopak na wózku z doczepionymi małymi płozami, który sunął spokojnie, jakby jeździł tu codziennie.

Kapitanka próbowała do niego dojechać, ale jej łyżwy miały własne zdanie i akurat postanowiły odwiedzić bandę.

— Hej, Kapitanko! — zawołał chłopak. — Masz łyżwy z humorem?

— Niestety. Z humorem i z ambicjami — sapnęła, łapiąc równowagę rękami jak wiatrak.

Obok stała instruktorka w pomarańczowej kamizelce. Na kamizelce miała napis: „Pani Lusia — Spokój na Lodzie”. Pani Lusia patrzyła na Kapitankę, jakby oglądała serial komediowy.

— Ktoś przestawił ustawienia lodowiska — powiedziała. — To nie zwykły lód. To lód z niespodzianką. „Ślizgacz Turbo”!

— Kto by to zrobił? — Kapitanka zmrużyła oczy.

I wtedy z głośników popłynął głos, który brzmiał jak ktoś jedzący chrupki, mówiąc jednocześnie:

— Uwaga, uwaga! Witam w moim zimnym królestwie! Tu rządzi… Doktor Mrozik!

Rozdział 3: Doktor Mrozik i wielka ucieczka pingwinów

Na środku lodowiska wysunęła się platforma jak z magicznej sztuczki. A na niej stanął on: Doktor Mrozik. Miał płaszcz z folii termicznej, okulary narciarskie i wąsy tak spiczaste, jakby je ostrzył na temperówce. W ręku trzymał pilot.

— Włączyłem tryb „Ślizgacz Turbo”, bo… bo lubię, jak ludzie robią „whoooa!” — oznajmił z dumą. — A do tego… chciałem, żeby wszyscy jeździli tak samo! Tak samo szybko! Tak samo prosto! Tak samo… nudno!

— NUDNO?! — oburzyła się Kapitanka, która właśnie przejechała tyłem, mimo że wcale tego nie planowała. — W Nowobłysku każdy jeździ po swojemu!

Doktor Mrozik nacisnął przycisk. Lód zadrżał. Wszyscy zaczęli jechać szybciej, nawet ci, którzy tylko stali. Mama w kasku powoli przemieszczała się jak lodowa gondola. Tata-rycerz sunął majestatycznie, ale z miną „pomocy”. Dzieci piszczały, ale bardziej ze śmiechu niż ze strachu.

Z kąta lodowiska wybiegła ekipa pluszowych pingwinów do nauki jazdy. Ktoś zapomniał je przypiąć. Teraz mknęły jak stado czarno-białych poduszek, a jeden pingwin miał na głowie kask i wyglądał, jakby prowadził szarżę.

— Pingwiny uciekają! — krzyknął ktoś.

— Nie uciekają! One… robią paradę! — odkrzyknęła Kapitanka, bo bohaterski ton potrafiła mieć nawet w poślizgu.

Chłopak na wózku z płozami, który przedtem sunął spokojnie, teraz też przyspieszył. Mimo to opanował kierunek lepiej niż większość.

— Kapitanko, jeśli chcesz kogoś złapać, musisz myśleć jak lód — powiedział.

— Czyli… zimno i ślisko? — zapytała, wykręcając kolejny „naleśnik”.

— Nie. Równo. I razem.

Kapitanka spojrzała na ludzi. Każdy inny: jedni szybsi, drudzy wolniejsi, jedni pewni, drudzy przestraszeni, a jeszcze inni śmiejący się tak, że aż łzy zamarzały im na policzkach. I nagle zrozumiała.

— Pani Lusiu! — zawołała. — Potrzebuję wszystkich!

— Wszystkich? — Pani Lusia uniosła brwi. — Na raz?

— Na raz! Bo razem to nie chaos. Razem to drużyna!

Rozdział 4: Drużyna Równych Ślizgów

Pani Lusia zagwizdała tak głośno, że nawet Doktor Mrozik na chwilę przestał podjadać chrupki (tak, miał chrupki w kieszeni, a czemu nie?). Ludzie zebrali się przy bandzie, każdy tak, jak mógł: na łyżwach, w ochraniaczach, na wózku z płozami, z pingwinem pod pachą, a jeden pan nawet z dmuchanym kółkiem w kształcie donuta.

— Plan jest prosty — powiedziała Kapitanka Pączusia. — Doktor Mrozik chce, żebyśmy byli tacy sami. A my pokażemy, że różni też możemy działać razem. Zrobimy „Łańcuch Uśmiechu”.

— Brzmi jak deser — szepnął pan z donutem.

— Prawie — odparła Kapitanka. — Każdy łapie się za rękę albo za pingwina, albo za szalik. Tworzymy długi łańcuch. Najstabilniejsi idą na zewnątrz, ci mniej pewni w środku. A ty — wskazała na chłopaka na wózku z płozami — będziesz naszym sterem. Masz najlepszy kurs.

Chłopak uśmiechnął się szeroko.

— Jasne. Lubię być sterem. Brzmi ważnie.

Po chwili na lodzie powstał wielki krąg. Dzieci trzymały się rękami, dorośli trzymali pingwiny, pingwiny trzymały… no, nikt nie wie co, ale wyglądało, jakby też pomagały. Kapitanka była z przodu, Pani Lusia z boku, a ster — na wózku — ustawiał rytm.

— Raz… dwa… trzy… — liczyła Kapitanka. — I ślizg!

Ruszyli. Doktor Mrozik nacisnął „Turbo” jeszcze raz, ale zamiast chaosu pojawiło się coś jak wielki, śmieszny taniec. Łańcuch falował, a wszyscy śmiali się, bo ktoś co chwilę mówił:

— Uwaga, pingwin mi ucieka!

— To nie pingwin, to moja czapka!

— Czy ktoś widział moje kolano? O, mam je!

Krąg zbliżał się do platformy Doktora Mrozika. Kapitanka wyciągnęła rękę i użyła swojej mocy: „Puf!” — z powietrza wyskoczyły wielkie gumowe bańki, które potoczyły się jak kule śnieżne, ale miękkie i sprężyste. Jedna bańka odbiła się od bandy, zrobiła „bong!”, druga „bong!”, aż trzecia delikatnie stuknęła pilot w dłoni Doktora.

Pilot poleciał w górę, zakręcił jak naleśnik (dziś wszystko kręciło się jak naleśnik) i wylądował… w dmuchanym kole donuta.

— Mam go! — zawołał pan z donutem, dumny jak rycerz z nowym mieczem.

Doktor Mrozik sapnął.

— Oddawaj! Bez mojego pilota… lód będzie zwykły! A zwykły lód jest… zwykły!

— Zwykły też jest świetny, jeśli jest dla wszystkich — odpowiedziała Kapitanka.

Pani Lusia podeszła, odebrała pilot i nacisnęła przycisk „Normalnie, proszę”. Lód przestał szaleć. Nagle wszyscy zwolnili i mogli wreszcie stanąć bez jazdy w nieznane.

Doktor Mrozik spojrzał na krąg ludzi. Na dzieci. Na dorosłych. Na chłopaka-ster. Na pingwiny, które ustawiły się jak publiczność.

— Ale… jak wy to zrobiliście? — mruknął. — Przecież jesteście różni.

— Właśnie dlatego — powiedziała Kapitanka Pączusia. — Różne umiejętności, różne sposoby, jedna drużyna.

Rozdział 5: Najcieplejszy śmiech i pożegnanie

Doktor Mrozik zdjął okulary narciarskie. Pod nimi miał oczy trochę smutne, jak u kogoś, kto chciał się pobawić, ale nie wiedział, jak zaprosić innych.

— Ja… nie umiem jeździć wolno — przyznał cicho. — Zawsze się ślizgam za szybko. I wszyscy mówią: „Ale z ciebie Mrozik, ty to tylko zimno robisz”.

— To brzmi jak przezwisko, którego nikt nie pytał — stwierdziła Kapitanka.

— No… — bąknął Doktor.

Chłopak na wózku z płozami podjechał bliżej.

— Możesz jeździć szybko. Tylko nie sam. Jak masz ster i drużynę, to nawet turbo da się ogarnąć.

Pani Lusia podała Doktorowi Mrozikowi pluszowego pingwina.

— Na początek trzymaj się tego. Pingwin nie ocenia. Pingwin tylko piszczy.

Pingwin rzeczywiście zapiszczał, gdy Doktor ścisnął go za mocno.

— Ojej. Przepraszam, Pingwinie — powiedział Doktor Mrozik i… uśmiechnął się po raz pierwszy.

Wszyscy wrócili na lód. Tym razem spokojnie. Dzieci uczyły dorosłych skrętów, dorośli uczyli dzieci wiązać sznurówki, a pingwiny… cóż, pingwiny były ekspertami od przewracania się w zabawny sposób. Kapitanka Pączusia jeździła obok każdego po kolei, bo bohaterka nie wybiera, komu pomagać pierwszemu.

Na koniec burmistrz wręczył Kapitance medal w kształcie posypki.

— Za uratowanie letniego lodowiska i za… za… — burmistrz szukał słów.

— Za to, że wszyscy byliśmy razem — podpowiedziała dziewczynka.

— O! Za to! — ucieszył się burmistrz.

Kapitanka Pączusia ukłoniła się. Peleryna zafalowała jak różowy obłok. Spojrzała na lodowisko: na różnorodną, roześmianą grupę, która poruszała się jak jeden, wielki, przyjazny organizm.

— To był dobry dzień — powiedziała.

A gdy wychodziła na ciepłe, lipcowe słońce, odwróciła się jeszcze i zawołała:

— A plus, héros !

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Sygnalizatory świetlne
Urządzenia na ulicy, które pokazują, kiedy auta i piesi mają jechać lub iść.
Pelerynie
Krótki płaszcz, który nosi się na plecach, często w bajkach i kostiumach.
Malinowego lukru
Słodka, różowa polewa jak na pączkach, zrobiona z cukru i koloru malin.
Paragonie
Mały papier od sklepu, który pokazuje, co i za ile ktoś kupił.
Piruet
Szybkie obrócenie się na łyżwach lub na palcach, jak małe kółko ciała.
Platforma
Podwyższone miejsce, na którym ktoś może stanąć, aby być widocznym.
Termicznej
Coś zrobione tak, by trzymać ciepło lub chronić przed zimnem.
Instruktorka
Osoba, która uczy innych, pokazuje, jak coś robić dobrze i bezpiecznie.
Ochraniaczach
Specjalne nakładki na kolana, łokcie albo nadgarstki, które chronią przed urazem.
Posypki
Małe kolorowe kawałki, którymi ozdabia się ciasta lub słodkie wypieki.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Opowieści o komiksowych superbohaterach dla 9-10 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.