Rozdział 1: Skok przez śniadanie
W środku gwarnej metropolii, gdzie tramwaje ścigają się z rowerami, a gołębie walczą o okruszki z wiewiórkami, mieszkał niejaki Pan Skoczek. Pan Skoczek nie był zwyczajnym mieszkańcem miasta – miał jeden, bardzo nietypowy supermoc: potrafił mierzyć odległość każdego swojego skoku z dokładnością do centymetra! Gdy inni superbohaterowie latali nad dachami albo znikali w cieniu, Pan Skoczek… przeskakiwał przez kałuże i liczył, ile to metrów i centymetrów właśnie przemierzył.
Każdego ranka Pan Skoczek trenował przed lustrem, wykrzykując: "Huop! Dwa metry i siedem centymetrów!" albo "Bziuuum! Trzy metry, sześćdziesiąt pięć centymetrów!" Jego kot, Bąbel, patrzył na to z wyraźnie sceptyczną miną i tylko czasem podążał za nim wzrokiem, gdy Pan Skoczek robił kolejny akrobatyczny wyskok przez kuchenny stół.
Tego dnia Pan Skoczek szykował się do pracy, kiedy nagle… prrrr! Z szafy wypadło dziwne urządzenie, przypominające wielką pomarańczową kulę z błyszczącymi przyciskami. "Oho, znowu coś nowego," mruknął Pan Skoczek, bo był znany z tego, że jego mieszkanie było pełne dziwacznych gadżetów.
Nie wiedząc do końca, co to jest, nacisnął największy guzik. Z głośnika rozległo się "BIP-BOP!" i nagle wokół niego pojawiła się przezroczysta kopuła – dymiąca, pulsująca kolorami jak tęcza po burzy. "No to pięknie…", westchnął Pan Skoczek, patrząc, jak dźwięki odbijają się echem: "Huop! Bziuuum! BIP-BOP!"
Rozdział 2: Miasto pod kopułą
Pan Skoczek zorientował się, że nie znajduje się już w swoim pokoju. Stał pośrodku wielkiego, lśniącego miasta, które wyglądało jak zwyczajna metropolia… gdyby nie to, że wszędzie wisiały holograficzne reklamy, a samochody lewitowały nad ulicami. Ludzie biegali w kaskach VR, a wiewiórki miały na ogonach światełka LED.
"To chyba jakaś rzeczywistość… rozszerzona?" zastanawiał się na głos, próbując dotknąć jednej z reklam, która natychmiast zamieniła się w animowaną pizzę rozmawiającą po włosku: "Mamma mia, skacz do mnie, Panie Skoczku!"
Zza rogu wyjechał robot na jednokołowcu i zatrąbił: "Pip-pip! Uwaga, nadchodzą nieprzewidywalne przygody!" Pan Skoczek miał ochotę zapytać, jak wyjść z tego zwariowanego świata, ale… przecież był superbohaterem! Zamiast tego postanowił sprawdzić, jak daleko potrafi skoczyć tutaj.
Przyszykował się więc do skoku, zamachnął rękami i… HUOP! Skoczył przez fontannę, trafiając prosto na pomarańczową zjeżdżalnię, która pojawiła się znikąd. "Dwa metry, piętnaście centymetrów!", krzyknął, zjeżdżając z piskiem i lądując tuż obok grupy dzieci grających w ping-ponga na stole, który był… przezroczystym ekranem!
"Wow, pan naprawdę skacze na odległość?" zapytała jedna z dziewczynek, śmiejąc się. "Pokaż pan jeszcze raz!"
Rozdział 3: Skaczące wyzwanie
Dzieci zachęciły go do udziału w konkursie na najdziwniejszy skok. "Do wygrania jest paczka holograficznych żelków!" – ogłosił robot-sędzia, który miał na głowie melonik i trzymał w rękach gwizdek.
Pierwszy był chłopiec, który wykonał skok z podwójnym obrotem i dźwiękiem "PIUUUUU!". Druga była dziewczynka, która przeskoczyła przez własny cień, zostawiając za sobą tęczową smugę.
Przyszedł czas na Pana Skoczka. Skoncentrował się, policzył w myślach: "Raz, dwa, trzy…", a potem wykrzyknął: "Huop! Trzy metry, czternaście centymetrów!" Skoczył przez stół, odbił się od hologramu kota i wylądował na miękkiej poduszce, którą specjalnie dla niego wyczarowały dzieci.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a robot-sędzia oznajmił: "Wygrana za… najprecyzyjniejszy skok świata!" Dzieci wręczyły Panu Skoczkowi paczkę żelków, które świeciły w ciemności i śpiewały "Sto lat" przy każdym podskoku.
Pan Skoczek podziękował i wziął udział w jeszcze kilku zabawach: skakał przez przeszkody zrobione z wirtualnych arbuzów, przeskakiwał przez tunele z neonowych baniek, a nawet próbował przeskoczyć nad własnym cieniem, chociaż kot Bąbel (który teraz pojawił się jako hologram) twierdził, że to niemożliwe.
Rozdział 4: Tajemniczy dźwięk i wielka zagadka
Nagle, z głośników w całym dźwiękowym dachu kopuły rozległ się alarm: "Wuuu-wuuu! Uwaga, kod pomarańczowy! System wykrył superbohatera o niestandardowych umiejętnościach!"
Dzieci spojrzały na Pana Skoczka z podziwem. "To pan jest tym superbohaterem?" zapytały chórem.
Pan Skoczek wzruszył ramionami, a wtedy pojawił się hologram kota Bąbla: "Jeśli chcesz wrócić do domu, musisz znaleźć wyjście z kopuły. Ale uwaga! Drzwi pojawią się tylko wtedy, gdy wykonasz najdłuższy i najśmieszniejszy skok w historii tej rzeczywistości!"
Całe miasto nagle zaczęło mu kibicować. Ludzie, roboty, koty na wrotkach, a nawet rozmowne pizze śpiewały: "Skacz! Skacz! Skacz!"
Pan Skoczek wziął głęboki oddech, zamachnął się i… HUOP! Skoczył tak, że wirowały mu uszy, a w powietrzu rozległo się "Bziuuuum-bziuuuum!", a hologramy migały jak oszalałe. Skakał przez wirujące donuty, balony w kształcie lam, a nawet przez wirujące drzwi obrotowe, które pojawiły się nagle przed nim.
W końcu wylądował… prosto na wielkim, świecącym przycisku z napisem "WYJŚCIE". Kopuła zamigotała, światło zgasło, a Pan Skoczek poczuł, że znowu stoi w swoim pokoju.
Rozdział 5: Talkie w trybie czuwania
Wszystko wróciło do normy. Pan Skoczek stał w kuchni, a na stole leżała pomarańczowa kula, która teraz cicho mrugała i wydawała z siebie spokojne "pi-pi… pi-pi…". Obok niej leżał talkie-walkie, który przez cały czas był w trybie czuwania, a teraz mrugnął zielonym światełkiem i zaszemrał: "Ciekawość to supermoc, Skoczku!"
Pan Skoczek roześmiał się na głos. Kot Bąbel spojrzał na niego z wyrzutem, jakby chciał powiedzieć: "No, znowu się zaczyna…"
Następnego dnia Pan Skoczek jeszcze długo opowiadał przyjaciołom o swojej przygodzie w dymiącym dachu kopuły, gdzie wszystko było możliwe, a każdy skok prowadził do nowej niespodzianki. I kiedy tylko słyszał "pi-pi…", wiedział, że gdzieś czeka kolejna przygoda – a ciekawość zawsze podpowiadała mu, żeby spróbować czegoś nowego.
Bo w końcu… kto wie, dokąd może zaprowadzić jeden, dobrze wymierzony skok?