Trwa ładowanie...
Zabawna opowieść o rodzeństwie 7-8 lat Czytanie 16 min.

Karmelowy bohater i kolejka, która robi hop

Ada i jej bliźniak Olek idą do kina z tajnym karmelkiem, który ma pomóc przemienić drobną kłótnię w niespodziewaną, kinową przygodę pełną śmiechu i życzliwości.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Cztery postacie: Ada, 8 lat, jasnobrązowe kucyki, niebieska bluza z kapturem, przysiadła między fotelami i dyskretnie wsuwa pod siedzenie zawinięty karmel; Olek, 8 lat, rozczochrane blond włosy, zielona bluza, stoi za Adą i udaje, że upuścił kawałek popcornu jako dystrakcję; chłopiec z rzędu przed nimi, ~8 lat, krótkie brązowe włosy, pasiowany t-shirt, zaskoczony, pochyla się i odkrywa cukierka; dziewczynka obok niego, ~8 lat, brązowe włosy w warkoczu, żółta sukienka, trzyma kubek, uśmiecha się i rozluźnia ramiona. Miejsce: małe retro kino z czerwonymi welurowymi fotelami, wąskimi przejściami, ciemnymi ścianami z plakatami, przytłumione pomarańczowe światło i białe światło ekranu w tle, rozsypany popcorn i czerwony chodnik przy wejściu. Scena intymna i komiczna, ruchoma kompozycja, przesadzone gesty i wyraźne ekspresje, ciepłe kolory, miękki kontrast, styl kreskówkowy retro z zaokrąglonymi konturami. zgłoś problem z tym obrazem

Rozdział 1: Sekret w kieszeni i bliźniak na tropie

Mam na imię Ada i mam osiem lat. Mówią, że jestem „tajemnicza”. Ja wolę mówić, że jestem mistrzynią sekrecików. Nie takich strasznych, tylko śmiesznych, na przykład: jak udawać, że skarpetka to pacynka albo jak wcisnąć w kieszeń mały plan przygody, żeby nie wypadł podczas biegu.

A biegam często, bo mam bliźniaka. Nazywa się Olek i jest moim odbiciem, tylko jakby ktoś dodał mu sprężynki do nóg i megafon do głosu. Ja lubię szeptać, on lubi ogłaszać.

Tego dnia w naszej kuchni pachniało popcornem, choć nikt go jeszcze nie robił. To mama przyniosła z szafki papierowe torebki i powiedziała, że wieczorem idziemy do kina w naszym miasteczku. Tego starego kina, co ma czerwony dywanik, który wygląda jak długi język. I lampki, które mrugają jak świetliki: pyk-pyk, pyk-pyk.

Olek prawie się przewrócił z radości.

„Kino! A będą reklamy? A będzie wiatrak w środku? A czy popcorn da się zjeść szybciej niż ja mówię?” wystrzelił.

„Da się,” odpowiedziałam w myślach, bo czasem wolę odpowiedzi w głowie. Ale na głos tylko się uśmiechnęłam. Już miałam swój plan. W kieszeni bluzy niosłam coś ważnego: malutką karteczkę z narysowaną strzałką i śmieszną buźką. To był Sekret Karmelowego Bohatera.

Nie, nie chodziło o superbohatera z filmu. Chodziło o… karmelka. Takiego ciągnącego, który potrafi przykleić się do zęba i zrobić „ciąąąąg”. Wczoraj znalazłam w domu ostatniego karmelka w misce. Olek też go widział. Oczywiście powiedział, że to jego, bo „karmelki są dla szybko-myślących”. Ja powiedziałam, że to mój, bo „sekrety karmelków potrzebują ciszy”. I już zaczęliśmy naszą zwykłą mini-chamaillerkę.

Ale ja nie lubię, gdy kłótnia zostaje na długo. Lubię, kiedy zamienia się w śmiech, jak zmiana kanału w telewizorze: klik! i już leci komedia.

Więc wymyśliłam, że w kinie będzie misja: Karmelowy Bohater trafi do kogoś, kto najbardziej się ucieszy. Nie wiem jeszcze do kogo, ale sekrety najlepiej rosną, gdy są trochę niedokończone.

Olek próbował zajrzeć mi do kieszeni.

„Co tam masz? Coś szeleszczy!”

„Nic,” powiedziałam poważnie.

„Jak to nic szeleszczy?” Olek zmrużył oczy jak detektyw z kreskówki. „Powiedz, bo inaczej będę… będę… śpiewał hymny o popcornie!”

To była groźba, ale śmieszna. Olek potrafił śpiewać o wszystkim. Nawet o łyżce.

„Dobrze,” westchnęłam. „To jest sekret. Śmieszny sekret.”

„Taki, co można zdradzić?”

„Nie teraz.” I żeby nie było za poważnie, dodałam szybko: „Ale możesz zgadywać. Tylko nie dotykaj kieszeni.”

Olek od razu zaczął zgadywać, idąc za mną po korytarzu jak mały pociąg: „Czy to jest mini-ślimak? Czy to jest bilet do tajnego klubu? Czy to jest… gumowa żaba?”

Zaśmiałam się. Lubię, kiedy Olek jest głośny, bo wtedy ja mogę być cicha i razem tworzymy jedno całkiem zabawne zamieszanie.

Wieczorem ruszyliśmy do kina. Ja z sekretem, on z tysiącem pytań.

Rozdział 2: Kino, popcorn i kolejka, która robi „hop!”

Kino pachniało jak mieszanka kurzu, cukru i przygód. W środku było ciepło, a na ścianach wisiały plakaty filmów. Jeden pokazuje robota, który trzyma kwiatek, drugi psa w okularach. Olek stanął przed plakatem psa i zrobił taką samą minę.

„Patrz, jestem Pies Profesor,” powiedział.

„Tylko nie szczekaj w czasie filmu,” mruknęłam, ale uśmiech już mi uciekł na policzek.

Przed kasą była kolejka. Długa, ale nie straszna. Raczej taka, co pozwala podsłuchać ciekawe rzeczy, na przykład: „Ja biorę mały popcorn, bo duży jest za duży” albo „Nie, nie chcę nachosów, bo potem palce robią się pomarańczowe”.

Stanęliśmy grzecznie. Ja obserwowałam wszystko jak tajna agentka od śmiesznych spraw: kto trzyma bilet w zębach, kto ma czapkę przekręconą na bok, kto próbuje policzyć monety i gubi je co dwie sekundy.

Olek oczywiście nie mógł stać spokojnie. Podskakiwał, robił „pyk-pyk” jak lampki, a potem zaczął naśladować dźwięk maszyny do popcornu: „pfffff… pffff… PUF!”

„Olek, stój,” szepnęłam. „Kolejka jest jak wąż. Nie skacz po wężu.”

„Wąż!” ucieszył się Olek i zrobił rękami fale. „Ssssss!”

Wtedy stało się coś dziwnego. A właściwie zabawnego.

Z tyłu kolejki ktoś kichnął głośno: „Apsik!” A zaraz po tym upadła rękawiczka. Ktoś krzyknął: „Moja!” Ktoś inny schylił się, ktoś trzeci odsunął, a kolejka… zrobiła „hop”.

Tak, naprawdę. Jakby miała sprężynę. Ludzie przez chwilę przesunęli się nie w przód, tylko w tył i na boki. Dwie osoby zamieniły się miejscami, bo jedna chciała przepuścić drugą do zguby, a druga wolała nie być przepuszczona, bo „to już prawie moja kolej”. Powstał mały wir: szur-szur, tup-tup, „przepraszam”, „ależ proszę”, „ojej”.

W ciągu trzech oddechów kolejka… odwróciła się.

Nie całkiem, że wszyscy stanęli tyłem, tylko że kolejność ludzi stała się na opak. Ci, co byli prawie przy kasie, znaleźli się nagle bliżej końca, a ci z końca – bliżej kasy. Jakby ktoś wziął kolejkę jak sznurek od buta i zrobił supeł, a potem pociągnął.

Olek otworzył buzię tak szeroko, że mógłby włożyć do niej średni popcorn.

„Ada! Kolejka zrobiła czary!”

„To nie czary,” powiedziałam, bo lubię brzmieć mądrze, nawet gdy sama nie wiem. „To… kolejko-logika.”

„Ja chcę, żeby kolejka zawsze tak robiła! Raz jestem pierwszy, raz ostatni, super!”

Wszyscy zaczęli się śmiać, bo każdy próbował zrozumieć, kto jest teraz gdzie. Ktoś machał biletami jak chorągiewkami. Ktoś inny mówił: „No to ja byłem trzeci, a teraz jestem… eee… chyba bananem?”

Pani z kasy też się uśmiechnęła, chociaż musiała teraz udawać, że wszystko jest normalne. A my z Olkiem… znaleźliśmy się prawie na początku.

„Widzisz?” Olek szturchnął mnie łokciem. „To znak, że moje pytania mają moc.”

Ja poczułam, jak mój sekret w kieszeni robi „szszsz”, jakby się też śmiał. I wtedy wpadł mi do głowy lepszy pomysł na Karmelowego Bohatera.

W takiej odwróconej kolejce zawsze ktoś jest trochę zaskoczony. A ktoś inny trochę rozczarowany, bo nagle jest dalej. To dobry moment na coś miłego. Na coś, co mówi: „Hej, nic się nie stało, świat czasem robi hop, ale można się śmiać.”

Olek wciąż próbował podliczyć, czy odwrócona kolejka oznacza, że dostaniemy większy popcorn. Ja już wiedziałam, że mój karmel ma zadanie.

Rozdział 3: Karmelowy Bohater i śmiech między fotelami

Kupiliśmy bilety. Pani w kasie podała je tak, jakby wręczała mapę do skarbu. A Olek uroczyście przyłożył bilet do czoła i powiedział: „Jestem wybrany przez kino.”

„Jesteś wybrany do siedzenia cicho,” odpowiedziałam.

Weszliśmy do sali. Fotele były miękkie i lekko skrzypiały: skrzyp! jakby szeptały: „Witamy, witamy.” Ekran był ogromny, biały i aż prosił się o przygodę.

Usiedliśmy obok siebie. Olek rozłożył ręce na podłokietnikach tak szeroko, jakby chciał objąć całe kino. Ja usiadłam bardziej po swojemu: prosto, z nogami gotowymi do ucieczki, gdyby ktoś zaczął chrumkać popcornem za głośno.

Film jeszcze się nie zaczął. Reklamy leciały, a z głośników „bam!” i „bum!” ale w wersji wesołej. Olek dostał swój popcorn i od razu zrobił z niego małą górę. Potem wziął jedno ziarenko, podniósł wysoko i szepnął teatralnie: „To jest Król Popkorniusz Pierwszy.”

„Nie mów do jedzenia,” mruknęłam, ale już parsknęłam.

Wtedy zobaczyłam w rzędzie przed nami chłopca i dziewczynkę, też chyba w naszym wieku. Siedzieli trochę za blisko siebie, a jednak oboje wyglądali, jakby siedzieli osobno na dwóch wyspach. Chłopiec miał zaciśnięte usta, dziewczynka trzymała napój tak mocno, jakby chciała go wygrać na siłowni.

Zgadłam od razu: rodzeństwo. Albo bliźniaki. Bo tylko rodzeństwo potrafi patrzeć na siebie z miną „Nie ruszaj mojego powietrza”.

Chłopiec coś syknął.

„To moje miejsce,” usłyszałam cichutko.

„Nie, bo mama powiedziała, że ja mam siedzieć przy przejściu,” odpowiedziała dziewczynka.

Olek też to zauważył i od razu, bez pytania, wtrącił się szeptem do mnie: „Ooo, oni grają w grę ‘kto ma rację'. Ja znam! Zawsze przegrywam.”

„Cicho,” syknęłam, ale to było takie „cicho” na wesoło. Bo znałam to uczucie. Te nasze drobne zaczepki, które potrafią rosnąć jak balon. I trzeba je czasem przebić czymś śmiesznym: pyk!

Dotknęłam kieszeni. Sekret był gotowy.

Wyjęłam karteczkę i karmelka. Karteczka miała prosty rysunek: buźkę, która się śmieje, i strzałkę kręcącą się jak wir. Pod spodem napisałam wcześniej: „Kiedy kolejka robi hop, ty też zrób hop w stronę uśmiechu.”

To był mój śmieszny sekret – wiadomość, która brzmi trochę jak zagadka.

Teraz tylko trzeba było ją dostarczyć. Ale jak, skoro nie chcę robić hałasu? I jak dać coś obcym dzieciom, żeby nie pomyślały, że to jakieś dziwne?

Olek nachylił się do mnie: „Ada, czemu ty patrzysz jak sowa, która coś knuje?”

„Bo knuję,” wyszeptałam.

„Ja też chcę knuć!”

„To mi pomożesz,” powiedziałam bardzo cicho. „Tylko bez ogłaszania.”

To było dla Olka jak zadanie dla superbohatera: „bez ogłaszania”. Widziałam, jak walczy z własnym językiem.

Wzięłam karmelka i owinęłam go w papierową chusteczkę, żeby nie kleił się do wszystkiego. Potem włożyłam do środka karteczkę z rysunkiem.

„Co to jest?” Olek robił oczy jak dwa reflektory.

„Karmelowy Bohater. Ma misję.”

„Jaką?”

„Ma sprawić, żeby ktoś się przestał dąsać.”

Olek zastanowił się przez całe pół sekundy, co było jego rekordem ciszy.

„To ja!” szepnął. „Ja przestaję się dąsać najszybciej!”

„Nie ty,” odpowiedziałam i wskazałam dyskretnie na dzieci przed nami.

Olek spojrzał. Zrozumiał. I nagle spoważniał w taki zabawny sposób, jakby udawał dorosłego.

„Dobra,” szepnął. „Jak to damy, żeby było tajnie?”

Tu zaczęła się nasza mała scena jak w skeczu. Olek udawał, że upuszcza popcorn. „Ojej!” – powiedział szeptem tak głośnym, że aż śmiesznie. Jedno ziarenko spadło na podłogę: tik!

Ja w tym samym czasie nachyliłam się, jakbym chciała je podnieść. Ale zamiast tego wsunęłam paczuszkę pod fotel przed nami, tak żeby wystawała tylko troszeczkę. Idealnie.

Potem usiedliśmy jak najbardziej niewinnie. Olek zaczął udawać, że w ogóle nie wie, co to jest niewinność, więc zrobił minę aniołka. Wyszło mu jak aniołek, który właśnie zjadł dżem.

Film się zaczął. Na ekranie pojawił się bohater, który potykał się o własny płaszcz. Sala się śmiała: ha-ha! Olek też, oczywiście, trochę za głośno: „Hiii!” – ale szybko zatkał usta popcornem, chrup!

W pewnym momencie chłopiec z przodu schylił się po coś. Zobaczył paczuszkę. Podniósł. Popatrzył na nią jak na tajny list.

Dziewczynka nachyliła się do niego. Oboje otworzyli papier. Zobaczyli karmelka i rysunek.

Najpierw było zdziwienie. Potem chłopiec przeczytał napis. Dziewczynka też. I nagle oboje… parsknęli śmiechem. Nie wielkim, tylko takim cichym, kinowym: „pfff!” jak mały dmuchany balonik.

Dziewczynka wskazała na strzałkę na rysunku i zrobiła głową malutkie „hop”. Chłopiec odpowiedział takim samym „hop”. A potem… przesunęli się na siedzeniu tak, żeby oboje było wygodniej. Kłótnia zniknęła jak okruszek, który spadł w ciemność.

Olek szturchnął mnie delikatnie.

„Zadziałało,” wyszeptał, a w jego głosie było coś miękkiego jak koc. „Ada, twój sekret jest… superlepki.”

„To karmel,” wyszeptałam.

Olek zachichotał w popcorn.

A mnie w środku zrobiło się ciepło. Bo czasem najfajniejsze przygody nie są na ekranie, tylko między fotelami.

Rozdział 4: Odwrócony porządek, prosta dobroć i rysunek na końcu

Po filmie wszyscy wychodzili jak kolorowa rzeka. Ktoś poprawiał czapkę, ktoś szukał rękawiczki, ktoś mówił: „Ale było śmieszne!” Lampki na korytarzu mrugały: pyk-pyk, jakby biły brawo.

Przy wyjściu z sali zobaczyłam te dzieci, które dostały karmelka. Stali razem, już bez min. Dziewczynka trzymała moją karteczkę, a chłopiec… rysował coś na odwrocie długopisem, chyba od mamy.

Olek od razu chciał podejść i powiedzieć: „To my!”, ale złapałam go za rękaw.

„Tajnie,” szepnęłam.

Olek zacisnął usta tak mocno, że zrobił się prawie ciszą. Prawie.

Dzieci rozejrzały się. Dziewczynka zauważyła mnie. Uśmiechnęła się i podeszła o krok, trzymając karteczkę jak małą flagę pokoju.

„To chyba… od was?” powiedziała cichutko.

Olek już miał krzyknąć „TAK!”, ale zrobił tylko: „Mhm!” i to brzmiało, jakby ktoś zakleił mu usta taśmą z grzeczności.

Ja skinęłam głową. „To był Karmelowy Bohater.”

Chłopiec podszedł też i podał mi karteczkę z powrotem. Na odwrocie był nowy rysunek: dwa ludziki stojące w kolejce, a kolejka była narysowana jak sprężyna. Nad nią napis: „KOLEJKA HOP!” A obok dwa serduszka i wielki popcorn z koroną. Pod spodem: „DZIĘKI” napisane trochę krzywo, ale bardzo wyraźnie.

Poczułam, że rumienię się jak lampka w kinie.

„Fajne,” wyszeptałam.

Dziewczynka spojrzała na Olka i dodała: „A karmel był pyszny. Podzieliliśmy się.”

To słowo „podzieliliśmy” zabrzmiało jak najprostsza magia. Bez różdżek. Bez zaklęć. Tylko tak: dajesz kawałek radości, a ona wraca w innym kształcie.

Olek w końcu wypuścił z siebie zdanie, które trzymał jak balon:

„My też umiemy się dzielić!” powiedział i natychmiast dodał ciszej: „Czasem.”

Wszyscy się zaśmiali. Nawet ja.

W drodze do domu Olek podskakiwał, ale już nie jak sprężynka, tylko jak ktoś, kto ma w kieszeni dobry uczynek.

„Ada,” powiedział, idąc obok mnie, „czy my możemy jutro zrobić jeszcze jeden sekret? Ale taki… co pomoże komuś jeszcze?”

„Możemy,” odpowiedziałam. „Tylko pamiętaj, sekret musi być śmieszny i miły.”

„To ja narysuję!” Olek ożywił się. „Narysuję kolejkę, co robi hop, i człowieka, co się śmieje, i… i wielką rękę, co daje popcorn!”

„To już trzy rzeczy,” zauważyłam.

„Bo ja jestem trzy w jednym,” powiedział Olek poważnie, a potem zrobił „trutututu” jak trąbka zwycięstwa.

W domu wyjęliśmy kredki. Olek od razu wziął najjaśniejszą czerwoną, ja – czarną do konturów. Rysowaliśmy razem na kartce: ja rysowałam małe strzałki i uśmiechy, on dorysowywał popcornowi koronę, płaszcz i buty z kółkami. Wyszło tak śmiesznie, że aż nam się trzęsły ręce od chichotu.

Na końcu narysowaliśmy dwie postacie podobne do nas. Jedna trzymała małą paczuszkę, druga robiła dyskretny „mhm”. Nad nimi wielki napis, który wymyśliliśmy wspólnie:

„DZIELENIE SIĘ TO NAJLEPSZY SEKRET.”

Przykleiliśmy rysunek na lodówce magnesem w kształcie rybki. Rybka patrzyła na niego jak surowy nauczyciel, ale ja wiem, że w środku rybka też się śmieje.

Olek stanął obok mnie i powiedział cichutko, prawie jak ja:

„Ada, ten sekret jest najlepszy.”

A ja pomyślałam, że to prawda. Bo czasem najbardziej tajemnicze rzeczy są wcale nie schowane. Są na wierzchu. W uśmiechu, w „hop” kolejki i w jednym karmelku, który potrafi skleić rodzeństwo… do śmiechu, nie do kłótni.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Mistrzynią
Osoba bardzo dobra w jakiejś zabawie lub umiejętności, taka jak najlepsza zawodniczka.
Bliźniaka
Brat lub siostra urodzona tego samego dnia co ty, bardzo podobny.
Sprężynki
Małe sprężyste elementy, które odbijają i robią coś skocznego.
Sekret
Coś, co się komuś mówi tylko wtedy, gdy trzeba zachować to w tajemnicy.
Detektyw
Ktoś, kto szuka wskazówek, żeby rozwiązać zagadkę lub dowiedzieć się prawdy.
Kolejka
Ludzie stojący za sobą w rzędzie, czekający na swoją kolej.
Reklamy
Krótkie filmy lub obrazki, które mówią o czymś, co można kupić lub zobaczyć.
Skrzypiały
Robić cichy, zgrzytliwy dźwięk przy ruchu, jak stary fotel.
Zaciśnięte
Gdy coś trzyma się mocno, na przykład usta lub dłoń mocno zamknięta.
Przebić
Przekłuć coś cienkim przedmiotem, albo przerwać coś, by to zmienić.
Podzieliliśmy
Gdy brało się coś razem z innymi i dało każdemu kawałek.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Tematy związane z tą opowieścią:

tajemnica empatia dom misja uśmiech kłótnia

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Do przeczytania następnie w Zabawne opowieści o rodzeństwie dla 7-8 lat

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.