Rozdział 1: Wynalazca w kapciach i kłopotliwe klamki
Pan Feliks był wynalazcą. Ale nie takim wynalazcą, co siedzi przy biurku i pisze długie listy do ważnych ludzi. O nie! Pan Feliks miał kapcie z żółtymi pomponami, przedziwną fryzurę i uśmiech, który rozciągał się szeroko jak jego półki w piwnicy. A półki w jego piwnicy były naprawdę nieskończone!
Każdy, kto wchodził do jego piwnicy, czuł się jak w labiryncie pełnym kolorowych śrubek, lepkich taśm, śmiesznych sprężyn i pudełek z napisem „PRZYDASIĘ”. Pan Feliks uwielbiał oszczędzać czas. Chciał mieć więcej wolnej chwili na głaskanie kota, podjadanie kisielu i wymyślanie nowych rzeczy.
Pewnego ranka postanowił: – Wynajdę coś, co sprawi, że już nigdy nie będę tracił czasu na zamykanie i otwieranie drzwi! – powiedział do swojego kota, który tylko zamruczał i wrócił spać na pudełku z guziczkami.
Feliks zabrał się do pracy. Najpierw zrobił szkic drzwi, które same się otwierają. Potem dołożył silniczek od zabawkowego pociągu i kilka kolorowych drucików. Ale czegoś mu brakowało. – Klamka! Potrzebuję klamki idealnej! – krzyknął, aż z półki spadła rolka taśmy klejącej.
I wtedy zjawił się pan Ludwik, słynny ceramik z sąsiedztwa. Pan Ludwik robił tylko klamki. Ale nie byle jakie – klamki idealne, gładkie, śliskie i pięknie wygięte. Mówił, że bez klamki świat byłby smutny jak talerz bez zupy.
– Feliksie, twoje wynalazki są dziwaczne! – zaśmiał się pan Ludwik, pokazując misternie ulepioną klamkę. – To właśnie klamka jest najważniejsza!
– O nie, Ludwiku! Najważniejsze to nie tracić czasu na przekręcanie klamki! – odpowiedział Feliks, a jego kapcie zatańczyły na podłodze.
Tak zaczęła się ich przyjacielska sprzeczka. Kto wymyśli lepszy sposób na drzwi?
Rozdział 2: Eksperymenty, klamki i śmiech
Pan Feliks zbudował maszynę do otwierania drzwi na pilota. Wystarczyło nacisnąć guziczek, a drzwi robiły „klik!” i otwierały się na oścież. Niestety, czasem otwierały się zbyt szybko i Feliks wpadał prosto w regał z farbami.
Pan Ludwik z kolei wymyślił klamkę, która była miękka jak poduszka i świeciła w ciemności. – Teraz każdy będzie chciał dotknąć mojej klamki! – chwalił się. Ale kot Feliksa uznał, że klamka jest świetną zabawką do gryzienia i zostawił na niej ślady ząbków.
Obaj panowie spotykali się w piwnicy Feliksa, by testować swoje wynalazki. – Patrz, moja maszyna otwiera drzwi nawet wtedy, gdy masz ręce zajęte kisielem! – pokazywał Feliks, trzymając w jednej ręce kisiel, a w drugiej pilot.
– A moja klamka pasuje do każdej dłoni, nawet do łapki kota! – odpowiadał Ludwik, próbując zachęcić kota do współpracy.
Czasem wynalazki działały, a czasem… nie. Raz, kiedy Feliks chciał pokazać, jak jego drzwi same się otwierają, drzwi otworzyły się tak gwałtownie, że aż przewróciły półkę z nakrętkami. Nakrętki poturlały się po całej piwnicy, a panowie śmiali się do rozpuku.
Innym razem klamka Ludwika stopiła się, bo zostawił ją zbyt blisko kaloryfera. Powstała z tego klamka-ślimak, która wyglądała, jakby właśnie uciekła z ogrodu.
– No, to teraz mamy klamkę, którą można jeść oczami! – śmiał się Feliks.
– I maszynę, która otwiera drzwi nawet wtedy, gdy nie tego chcemy! – dodał Ludwik.
Po każdej próbie obaj panowie siadali na starych skrzynkach i zaczynali wymyślać nowe pomysły. Bo najfajniejsze było właśnie próbowanie i śmianie się z własnych niepowodzeń.
Rozdział 3: Jury pełne entuzjazmu i wielka niespodzianka
Pewnego dnia Feliks wpadł na pomysł: – Zrobimy wielki pokaz naszych wynalazków! Zaprosimy jury!
Jury składało się z pięciorga dzieci z sąsiedztwa, kota Feliksa oraz papugi pana Ludwika, która potrafiła powtarzać „Ale klamka!” w kółko. Dzieci były bardzo podekscytowane. Każde chciało być pierwsze przy drzwiach i wypróbować nowe urządzenia.
Najpierw Feliks zaprezentował swoje drzwi na pilota. Dzieci naciskały guziki, a drzwi trzaskały, otwierały się i zamykały, czasem nawet wtedy, gdy nikt ich nie dotykał. Jury śmiało się i klaskało, a papuga wołała: „Ale klamka! Ale klamka!”
Potem przyszła kolej na klamkę Ludwika. Każde dziecko próbowało ją nacisnąć, ściskać i obracać. Klamka była mięciutka, kolorowa i bardzo wygodna. Nawet kot Feliksa usiadł na niej i mruczał z zadowolenia.
W końcu dzieci zaczęły się przekrzykiwać:
– Ja chcę drzwi na pilota!
– A ja chcę klamkę-ślimaka!
– A ja chcę i to, i to!
Feliks i Ludwik spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać. – Może połączymy nasze pomysły? – zapytał Feliks.
– Świetny pomysł! – zgodził się Ludwik. – Zróbmy drzwi z klamką, która sama się naciska, kiedy ktoś podchodzi!
Zabrali się do pracy. Feliks zamontował silniczek, a Ludwik ulepił specjalną ergonomiczną klamkę, która idealnie pasowała do każdej dłoni (i łapki). Kiedy ktoś podchodził do drzwi, klamka sama się naciskała, drzwi otwierały się powoli, a z głośniczka słychać było cichutkie „Dzień dobry!”
Jury było zachwycone. Dzieci biegały w kółko, naciskały klamkę i śmiały się, a papuga powtarzała „Ale klamka! Ale klamka!” jeszcze głośniej niż zwykle.
Rozdział 4: Jeden film, dużo śmiechu i wielka radość
Feliks postanowił, że cały proces nagra na film. – To będzie nasz pierwszy wynalazczy tutorial! – powiedział, stawiając stary aparat na stosie książek.
Nagranie zaczęło się od tego, że Feliks pokazał wszystkie potrzebne części: śrubki, druciki, silniczek, i oczywiście klamkę Ludwika. Opowiadał prosto, z humorem i co chwilę coś mu się myliło:
– O, tutaj mamy śrubkę… Nie, to nie śrubka, to rodzynka! Ups, chyba zostawiłem tu drugie śniadanie!
Ludwik pokazywał, jak lepić klamkę z gliny. Trochę się przy tym ubrudził i zostawił odcisk nosa na klamce, co bardzo rozbawiło dzieci.
W pewnym momencie kot Feliksa postanowił wziąć udział w filmie i przeszedł przed kamerą, zostawiając ślady łapek na świeżo pomalowanej klamce. Papuga zaczęła śpiewać piosenkę o klamkach, a Feliks i Ludwik nie mogli przestać się śmiać.
Ale mimo tych wszystkich niespodzianek, tutorial udał się znakomicie. Na końcu Feliks powiedział:
– Najważniejsze w wynalazkach to próbować, śmiać się i nie bać się pomyłek! Bo każda pomyłka to nowy pomysł!
Ludwik dodał:
– A najlepsze klamki to te, które otwierają drzwi do przyjaźni!
Dzieci biły brawo, kot mruczał, a papuga wołała: „Ale klamka! Ale klamka!”
Od tej pory w piwnicy Feliksa zawsze było wesoło, pełno śmiechu, nowych pomysłów i kolorowych klamek. Bo najfajniejsze wynalazki powstają wtedy, gdy pracuje się razem i nie boi się próbować jeszcze raz.
I tak kończy się ta historia — z uśmiechem, pomysłami i klamką, która otwiera każde drzwi.