Część 1. Pomysł na wynalazek
Michałek był młodym wynalazcą, którego głowa pękała od pomysłów. Mieszkał w małym domku na skraju miasteczka i cały jego pokój był wypełniony śrubkami, kablami, spinaczami, balonami i butelkami po sokach. Wszędzie leżały drobiazgi: sprężynki, nakrętki, stare zegarki, a nawet kolorowe skarpetki, bo Michałek uważał, że wszystko może się do czegoś przydać.
Pewnego ranka Michałek wpadł na genialny pomysł. Rozmyślał, jakby tu wszystkim poprawić humor. Wszędzie wokół dzieci były trochę zaspane, dorośli spieszyli się do pracy, a nawet ptaki na drzewach ćwierkały mniej energicznie niż zwykle. – Mam to! – zawołał. – Zbuduję Przełącznik Trybu Fety! – ogłosił sam do siebie, bo wynalazcy czasami lubią mówić na głos.
Przełącznik Trybu Fety, według Michałka, miał być urządzeniem, które wystarczy kliknąć, aby w całym domu, a może i na ulicy, zrobiło się wesoło i radośnie. Wszystko miałoby śmieszne dźwięki, kolorowe światła i wielką ochotę do zabawy. Nawet lodówka mogłaby zaprosić na lody, a kapcie zatańczyć sambę!
Michałek nie mógł się już doczekać, aż zacznie budować swój wynalazek. Włożył fartuszek wynalazcy, który miał kieszonki pełne długopisów i śrubokrętów, poprawił okulary na czubku nosa i zabrał się do pracy.
Część 2. Budowanie i pierwsze próby
Najpierw poszukał dużego, czerwonego guzika. Znalazł taki na starej budce telefonicznej, którą kiedyś dostał od wujka. – Ten guzik jest idealny! – krzyknął radośnie.
Następnie dodał sprężynkę ze starego długopisu, dwa kabelki od zepsutych słuchawek i kawałek metalowej rurki po lemoniadzie. Gdy tak budował, wyglądał jak szalony wynalazca; włosy miał potargane, a ręce całe w smarach i kolorowych plamach z flamastrów. – Trochę szaleństwa nie zaszkodzi – mruknął i zaśmiał się do własnego odbicia w łyżce.
Praca szła szybko, bo Michałek miał wyobraźnię jak fabryka lizaków – pełną kolorów i zwariowanych pomysłów. Składał kabelki, przykręcał śrubki, przyklejał guziki. Każdy kawałek był ważny! Nawet kawałek starej układanki stał się częścią panelu sterowania.
Na końcu Michałek przyczepił mini-kapelusik na górze przełącznika, żeby wyglądał elegancko. – Przełącznik Trybu Fety musi być z klasą – stwierdził i pogłaskał kapelusik jak kota.
Przyszedł czas na pierwszą próbę. Z drżącą ręką Michałek nacisnął czerwony guzik. Najpierw nic się nie działo. Potem z urządzenia wyskoczył balonik z uśmiechniętą buzią i wypuścił śmieszny dźwięk: – BZYYYK! Potem jeden z kabelków zaczął tańczyć jak wąż, a z głośniczka popłynęła muzyczka jak z lodziarni. – Ha! Działa! – skakał po pokoju Michałek, a jego kapcie, jakby zazdrosne, próbowały go dogonić.
Część 3. Tryb Fety na całego!
Michałek postanowił sprawdzić, jak zadziała Tryb Fety w całym domu. Ustawił przełącznik na poziom „Super Żart”, nacisnął guzik i szybko schował się za kanapą, żeby obserwować efekty.
Najpierw mama weszła do kuchni i… z lodówki wyskoczyły papierowe motylki! – Ojejku! – zaśmiała się mama, bo motylki były kolorowe i lądowały jej na włosach i nosie.
W tym samym czasie tata otworzył drzwi do łazienki, a z szafki na ręczniki wysypały się dmuchane piłeczki. Tata próbował je złapać, ale one skakały wszędzie, jakby chciały pograć z nim w berka. – Co tu się dzieje? – śmiał się tata, z całej siły próbując powstrzymać piłeczki.
Nawet piesek Pako dostał Tryb Fety! Jego obroża zaczęła grać melodię „Sto lat”, a ogon merdał jeszcze szybciej niż zwykle.
Michałek był zachwycony. Wszystko się udało! Nawet sąsiadka zza ściany zapytała, czy nie można by włączyć śmiesznych dźwięków także u niej w mieszkaniu, bo jej chomik Fredzio zasnął na parapecie i przydałoby mu się trochę zabawy.
Michałek pobiegł więc do sąsiadki, zamontował mini-przełączniczek na drzwiach i już po chwili z klamki wyskoczyła konfetti, a Fredzio poturlał się w nim jak kulka cynamonowa.
Wszyscy byli rozbawieni i pełni energii. Nawet kotka Pusia, która zwykle chodziła jak królowa, teraz przykucnęła, by łapać śmiesznie tańczące światełka na ścianie.
Część 4. Sekret udanego wynalazku
Po dniu pełnym śmiechu Michałek postanowił zrobić przerwę. Usiadł na podłodze z nogami skrzyżowanymi i spojrzał na swój Przełącznik Trybu Fety. Był trochę ubrudzony kremem do kanapek i miał przyklejoną naklejkę z uśmiechem, ale działał wspaniale.
– Ale się dzisiaj działo! – uśmiechnął się do siebie. Wtedy mama przyszła z kubkiem kakao i powiedziała: – Wiesz co, Michałku? Dzięki twojemu wynalazkowi przypomniałam sobie, jak fajnie jest się śmiać i bawić. Nawet tata powiedział, że takiej fety nie było tu dawno!
Michałek poczuł się bardzo dumny. – Może powinienem nauczyć innych robienia takich wynalazków? – pomyślał. Mama pokiwała głową: – Tak, bo każdy ma w sobie trochę kreatywności! Możesz przekazać to innym.
Następnego dnia Michałek przygotował planszę: „Zbuduj swój własny Tryb Fety” i zaprosił sąsiadów oraz kolegów z podwórka do wspólnego majsterkowania. Każdy przyniósł coś dziwnego: kolorowe rurki, stare puzzle, szeleszczące papierki, a nawet plastikowe łyżeczki z lodziarni.
Cała drużyna wynalazców razem z Michałkiem budowała nowe przełączniki. Śmiechu było tyle, że nawet słońce wyjrzało zza chmur, żeby zobaczyć, co się dzieje.
Niektóre przełączniki grały, inne świeciły, jeszcze inne wypuszczały bańki mydlane albo dzwoniły jak budzik. Najważniejsze było to, że każdy mógł przekazać swój pomysł dalej i zobaczyć, jak inny ktoś się uśmiecha.
Wieczorem, gdy wszyscy rozeszli się do domów, Michałek zamknął swój skarb w pudełku z napisem „Najlepszy Dzień”. Przed snem spojrzał przez okno na rozświetlone okna sąsiadów – wszędzie było wesoło.
– Feta czasem zaczyna się od małego guzika, ale może się rozchodzić dalej i dalej, aż wszyscy będą uśmiechnięci – pomyślał Michałek i zasnął spokojnie, już snując nowe pomysły na kolejne wynalazki.
I tak właśnie działała magia Przełącznika Trybu Fety. Wystarczyło go przekazać dalej, razem z uśmiechem i odrobiną wyobraźni.