Trwa ładowanie...
Opowieść o Wielkanocy 5-6 lat Czytanie 17 min.

Koszyk z niczego i zaginione wielkanocne kolory

Mała wydra Mela, razem z wiewiórką Brunką i świetlikiem Kiki, tworzy koszyk ze znalezionych rzeczy i wyrusza pomóc odnaleźć brakujące wielkanocne kolory, napotykając po drodze uparte pudełko i chochlika kurzu.

Pobierz tę opowieść w formacie PDF

Idealne do dzielenia się lub drukowania tej opowieści!

Pobierz e-booka (.epub)

Przeczytaj tę opowieść na swoim czytniku e-booków.

Główna postać: mała antropomorficzna wydra Mela o łagodnej twarzy i dużych błyszczących oczach, spokojna i skupiona, jasnobrązowe jedwabiste futerko, delikatnie trzyma kartonowy koszyczek z drewnianą rączką i zielą wstążką. Postać drugorzędna: mała mysz-chochlik, okrągła i szara z malutkim czarnym nosem i radosnymi zaskoczonymi oczami, niezdarnie trzyma mały pędzelek i podziwia srebrne malowane jajko ozdobione szarą chmurką i złotą gwiazdką obok koszyczka. Postać drugorzędna: malutki chrząszcz-świetlik Kiki w kapeluszu z płatka tulipana, z miękkim zielonym światłem na odwłoku, leci nad sceną oświetlając twarz Meli. Miejsce: przytulne wnętrze starej drewnianej szopy pod dużą gałęzią wierzby, przytłumione światło przesączające się przez deski, złote pyłki, półki z słoiczkami farb. Sytuacja: Mela delikatnie ofiarowuje jajko chochlikowi, żeby poczuł się dostrzeżony; intymna scena, powolne troskliwe gesty, atmosfera pojednania i prostej magii, ciepłe kolory, łagodne kontrasty, ekspresyjny zaokrąglony styl manga dla dzieci. zgłoś problem z tym obrazem

Część 1: Koszyk z niczego

W Zielonej Polanie, tam gdzie trawa była miękka jak kocyk, mieszkała mała wydra o imieniu Mela. Mela była delikatna i ostrożna. Zanim gdzieś weszła, najpierw zaglądała. Zanim coś podniosła, najpierw dotykała jednym paluszkiem.

Pewnego wiosennego ranka powietrze pachniało mokrą ziemią i świeżymi listkami. Ptaki śpiewały tak głośno, jakby ćwiczyły na wielki koncert. A Mela, siedząc przy swoim oknie, westchnęła:

— To już prawie Wielkanoc… A ja jeszcze nie mam koszyka.

— Koszyka? — zdziwiła się jej sąsiadka, wiewiórka Brunka, która właśnie wskoczyła na parapet. — Przecież można kupić.

Mela pokręciła głową.

— Ja chcę zrobić sama. Z rzeczy, które już są. To będzie mój koszyk. Taki… melowy.

Brunka klasnęła w łapki.

— Ooo! To będzie najciekawszy koszyk w całej Polanie! Pomogę ci szukać skarbów!

I tak zaczęło się wielkie, ostrożne zbieranie.

Najpierw Mela znalazła stary karton po herbacie u Pana Borsuka. Pan Borsuk był poważny, ale miał miękkie serce.

— Karton? Weź, dziecko — mruknął. — Tylko nie zgnieć łapek. I uważaj na zszywki.

— Uważam zawsze — odpowiedziała Mela, bo to była prawda.

Potem Brunka przytaszczyła kawałek zielonej wstążki.

— Znalazłam w szufladzie! Trochę pognieciona, ale wciąż piękna.

Mela podniosła wstążkę i wygładziła ją powoli, jakby głaskała liść.

— Będzie trawa w koszyku — szepnęła.

Nad rzeką Mela znalazła kilka gładkich patyczków, a w krzakach… o, to było coś! Mały guzik w kształcie serduszka.

— Serce do koszyka — ucieszyła się.

— A ja mam jeszcze papier! — Brunka wyjęła z torby kolorowe gazetki. — Można z nich zrobić kwiaty.

Mela rozejrzała się po stole w swojej kuchni. Karton, patyczki, wstążka, guzik-serce, papier. Wszystko wyglądało jak zwykłe rzeczy. A jednak Mela poczuła, że to będą czary.

— Dobrze — powiedziała poważnie. — Zaczynamy. Ale spokojnie. Krok po kroku.

Brunka przytaknęła.

— Spokojnie! Ja umiem być spokojna… przez dwie minuty.

Mela zaśmiała się cicho.

Najpierw wycięła z kartonu kształt koszyka. Potem przykleiła patyczki, żeby koszyk był mocniejszy. Wszystko robiła powoli. Raz przykleiła patyczek krzywo i od razu widać było, że coś „nie gra”.

— Ojej — mruknęła Mela. — Krzywo.

— Nikt nie zauważy! — Brunka machnęła ogonem. — To artystycznie!

Mela zmrużyła oczy.

— Ja zauważę.

I odklejała. Ostrożnie, żeby nie podrzeć kartonu. W końcu patyczek leżał równo, a Mela odetchnęła.

— No. Teraz tak.

Wstążka poszła do środka, jak zielona łąka. Papierowe kwiatki Brunki przykleiły się do brzegów. A guzik-serce Mela umieściła z przodu.

— To będzie miejsce na dobre życzenia — powiedziała.

Gdy koszyk był prawie gotowy, w kuchni zrobiło się jaśniej. Jakby słońce podeszło bliżej okna.

— Widzisz? — szepnęła Brunka. — Już wygląda jak wielkanocny.

Mela uśmiechnęła się, ale nagle usłyszała ciche: „pyk”.

I guzik-serce… odpadł. Potoczył się po stole, zeskoczył na podłogę i… zniknął pod szafką.

— O nie! — Mela przykucnęła. — Moje serce!

— Spokojnie — Brunka też przykucnęła. — Ja świecę oczami! Tylko… gdzie są moje oczy?

— Brunka — westchnęła Mela, ale przyjaźnie. — Pomóż mi przesunąć szafkę. Ostrożnie.

Zaczęły pchać. Szafka skrzypnęła i przesunęła się o włosek.

Nagle z ciemności pod szafką błysnęło coś złotego. Guzik-serce! Ale obok niego leżało coś jeszcze: maleńki, czekoladowy jajeczek, zawinięty w sreberko z gwiazdką.

Mela zmarszczyła nos.

— Skąd to się tu wzięło?

Brunka otworzyła pyszczek.

— To… to chyba Wielkanoc się wkrada!

Mela podniosła jajeczko bardzo delikatnie.

— Może ktoś zgubił.

Wtedy w pokoju zatrzepotało coś lekkiego jak płatek. Przez uchylone okno wleciał mały listek… a na listku była kropeczka. Kropeczka podskoczyła. I okazało się, że to nie kropeczka, tylko… malutki świetlik w kapeluszu z płatka tulipana.

— Dzień dobry! — zawołał świetlik. — Czy to tutaj mieszka Mela, ta ostrożna?

Mela zamarła, trzymając jajeczko.

— Tak… to ja.

Świetlik ukłonił się tak głęboko, że kapelusik spadł mu na oczy.

— Ojej! — zachichotał. — Przepraszam. Jestem Kiki, posłaniec od Zająca Wielkanocnego.

Brunka aż przewróciła się na plecy.

— OD ZAJĄCA?!

Mela poczuła, jak serce bije jej szybciej, ale powiedziała grzecznie:

— W czym mogę pomóc?

Kiki wskazał na koszyk.

— Zając widział, że robisz koszyk z odzysku. Bardzo mu się spodobało. Powiedział: „Kto potrafi zrobić coś pięknego z niczego, ten potrafi też pomóc w wielkiej sprawie”.

— Jakiej sprawie? — zapytała Mela.

Kiki przysiadł na brzegu stołu i zniżył głos.

— Zniknęła część wielkanocnych kolorów. Bez nich jajka będą… no… troszkę smutne. A pisanki nie lubią być smutne.

Brunka jęknęła.

— Pisanki smutne… to straszne!

Mela pogłaskała koszyk po brzegu.

— A ja co mam zrobić?

Kiki wyciągnął maleńką mapkę. Wyglądała jak płatek papieru, ale świeciła lekko.

— Pójdziesz do Starej Szopy pod Wierzbą. Tam jest pudełko z farbami. Tylko… pudełko się obraziło i nie chce się otworzyć. Trzeba je przekonać.

— Przekonać pudełko? — zdziwiła się Mela.

— Tak. Pudełka bywają uparte — powiedział Kiki mądrze. — A ty jesteś ostrożna. Ostrożni umieją rozmawiać z upartymi.

Mela popatrzyła na Brunki.

— Pójdziesz ze mną?

— No pewnie! — Brunka podskoczyła. — Ja będę od odwagi!

— A ja będę od spokoju — uśmiechnęła się Mela.

I włożyła do koszyka srebrne jajeczko. Tak, na wszelki wypadek. Potem przykleiła guzik-serce jeszcze mocniej, tym razem z kropelką kleju i chwilą cierpliwości.

— Trzymaj się, serduszko — szepnęła.

Koszyk był gotowy. A przygoda właśnie się zaczynała.

Część 2: Szopa pod wierzbą i uparte pudełko

Droga do Starej Szopy prowadziła przez łąkę pełną żółtych kaczeńców. Brunka biegła zygzakiem.

— Patrz, motyl! A tu kamyk! A tam… ooo, kałuża!

Mela szła wolniej, stawiając kroki tak, żeby nie chlapać.

— Brunka, pamiętaj: to misja wielkanocna.

— Ja pamiętam! — zawołała Brunka, po czym… prawie wpadła do kałuży.

Mela chwyciła ją za ogonek w samą porę.

— O, widzisz? Ostrożność się przydaje — powiedziała łagodnie.

Brunka spojrzała na nią z wdzięcznością.

— Dobrze, dobrze. Będę ostrożna… przez trzy minuty.

Kiedy dotarły do wierzby, jej gałęzie zwisały jak zielone warkocze. Pod nią stała Szopa. Skrzypiała jak stary świerszcz.

— Trochę straszna — szepnęła Brunka.

— Trochę — zgodziła się Mela. — Ale my jesteśmy grzeczne.

W środku pachniało drewnem, kurzem i czymś słodkim, jakby ktoś kiedyś trzymał tu miód. W rogu stało pudełko. Niby zwykłe, ale na wieku miało namalowany uśmiech. Tylko że uśmiech był… odwrócony.

— Dzień dobry, pudełko — powiedziała Mela najuprzejmiej jak umiała. — Potrzebujemy farb na Wielkanoc.

Pudełko nie odpowiedziało. Ale wieko drgnęło, jakby się wzdrygnęło.

Brunka podeszła bliżej.

— Hej, pudełko! Nie bądź takie… pudełkowate!

Mela szturchnęła ją łapką.

— Cicho. Spróbuję inaczej.

Mela usiadła przed pudełkiem, położyła obok swój koszyk i powiedziała:

— Ja też czasem się boję, że coś mi nie wyjdzie. Wtedy robię małe kroki. Może ty też tak masz?

Pudełko znów drgnęło. Uśmiech na wieku jakby… troszkę się wyprostował.

Z ciemniejszego kąta dało się usłyszeć cichutkie: „brzdęk”. To Kiki, świetlik, wleciał przez szparę w desce.

— Dobrze ci idzie — szepnął. — Ono lubi, jak się z nim rozmawia, a nie jak się je szarpie.

Brunka natychmiast schowała łapki za plecy.

— Ja wcale nie chciałam szarpać. Ja tylko… pogadałam głośno.

Mela pochyliła się do pudełka.

— Zobacz, zrobiłam koszyk z rzeczy, które inni chcieli wyrzucić. Karton, patyczki, wstążka. A teraz jest piękny. Może ty też masz w środku coś pięknego. Farby. Kolory. Może warto je wypuścić?

Pudełko westchnęło. Tak, naprawdę westchnęło! A potem powolutku, jak żółw w kapeluszu, podniosło wieko.

W środku błysnęły małe słoiczki: czerwony jak mak, żółty jak kurczaczek, niebieski jak niebo, zielony jak młoda trawa. Był też pędzelek z włosia tak miękkiego, że wyglądał jak piórko.

Brunka aż pisnęła z zachwytu.

— Ooo! Kolory wróciły!

Kiki zaklaskał skrzydełkami.

— Udało się! Teraz tylko trzeba je bezpiecznie zanieść Zającowi.

Mela wzięła jeden słoiczek, potem drugi, każdy stawiała w koszyku bardzo ostrożnie. Wstążka-trawa w środku trzymała je miękko.

— Mój koszyk jest jak gniazdo — powiedziała z dumą.

Nagle rozległo się głośne „BUM!”. Drzwi szopy zatrzasnęły się same.

Brunka podskoczyła.

— To wiatr!

Ale wiatr nie śmiał się. A tymczasem… ktoś się śmiał. Cichy chichot, jak łaskotanie.

Zza beczki wysunął się mały chochlik kurzu. Był szary, okrągły i miał nos jak ziarenko pieprzu.

— Hehehe… kolory? Kolory są moje! — pisnął.

Mela przycisnęła koszyk do brzucha.

— My ich potrzebujemy na Wielkanoc.

— A ja potrzebuję zabawy! — zawołał chochlik. — Jak nie będzie kolorów, będzie szaro. Szaro też jest fajnie!

Brunka tupnęła.

— Nie! Wielkanoc ma być kolorowa!

Chochlik zamachał łapkami i z sufitu posypał się kurz. Brunka zaczęła kichać.

— Apsik! Apsik! Apsik!

Mela też poczuła w nosie łaskotanie, ale przypomniała sobie, że jest od spokoju.

Rozejrzała się szybko. Na półce stała stara, czysta szmatka. Mela wzięła ją i podała Brunce.

— Zakryj nos — szepnęła. — I oddychaj powoli.

Potem Mela zwróciła się do chochlika:

— Chochliku, a co ty tak naprawdę lubisz?

Chochlik przestał sypać kurz, zaskoczony.

— Lubię… kiedy wszyscy mnie zauważają.

— To dlatego kradniesz kolory? — zapytała Mela.

Chochlik wzruszył ramionami.

— Jak wszystko jest kolorowe, to nikt nie patrzy na kurz. A ja też chcę być częścią święta.

Mela uśmiechnęła się.

— To możesz być. Ale bez kradzenia.

Brunka przestała kichać i spojrzała podejrzliwie.

— Jak?

Mela sięgnęła do koszyka i wyjęła srebrne jajeczko, które znalazły pod szafką.

— Mamy tu jedno jajeczko. Możemy je ozdobić specjalnie dla ciebie. Tak, żebyś był zauważony. Zrobimy na nim małą, elegancką chmurkę kurzu… i złotą gwiazdkę.

Chochlik otworzył buzię.

— Dla mnie?

Kiki przytaknął.

— Dla ciebie. Wtedy będziesz częścią radości, a nie przeszkodą.

Chochlik zamrugał.

— Nikt nigdy nie robił mi prezentu.

Mela podała mu pędzelek. Chochlik trzymał go niezdarnie, ale starał się bardzo. Mela pokazała mu, jak delikatnie malować. Brunka mieszała kolory, udając wielkiego kucharza farb.

— Trochę żółtego, trochę czerwonego… i powstaje pomarańczowy jak marchewka! — ogłosiła.

W końcu jajeczko było gotowe: srebrne tło, na nim miękka szara chmurka i złota gwiazdka. Chochlik wyglądał, jakby miał łzy w oczach, ale to był tylko kurz, który nagle stał się błyszczący.

— Dziękuję — szepnął. — Oddam wam drzwi.

Pstryknął palcami i drzwi szopy otworzyły się z miłym skrzypnięciem, jakby mówiły: „proszę bardzo”.

Mela włożyła słoiczki z powrotem do koszyka.

— Chodźmy. Wielkanoc czeka.

Część 3: Zając, pisanki i kocyk na koniec

Na skraju Polany, za krzakiem bazi, było tajne miejsce Zająca Wielkanocnego. Nie było tam wielkiego pałacu, tylko przytulna pracownia z gałązek, mchu i kolorowych wstążek. W środku pachniało czekoladą i farbą.

Zając Wielkanocny był wysoki, miękki i miał uszy jak dwa wiosenne liście. Gdy zobaczył Melę, uśmiechnął się szeroko.

— Mela Ostrożna! I Brunka Błyskawiczna! I Kiki Świetlisty! — zawołał. — A w koszyku… oho! Kolory!

Mela poczuła, jak robi jej się ciepło.

— Udało się. Pudełko się otworzyło, a chochlik kurzu… chciał być zauważony. Zrobiliśmy mu jajeczko.

Zając pokiwał głową z podziwem.

— Najlepsze świąteczne czary to te, które robi się z życzliwości. I z wyobraźni.

Brunka wyprostowała się.

— I z kichania! Bo ja kichałam trzy razy!

— To też ważne — zaśmiał się Zając. — Bez kichania nie ma przygód.

W pracowni stał długi stół pełen jajek. Niektóre były już pomalowane, ale wiele czekało na barwy.

— Możecie pomóc? — zapytał Zając.

— Tak! — krzyknęła Brunka.

Mela skinęła głową.

— Tylko ostrożnie.

Zaczęli malować. Mela robiła cienkie paseczki, kropeczki i listki. Brunka robiła śmieszne buzie: jedno jajko miało wąsy, drugie okulary, trzecie wyglądało jak mały uśmiechnięty kot.

Kiki latał nad stołem i oświetlał miejsca, gdzie farba była zbyt ciemna.

— Tu troszkę jaśniej! — podpowiadał. — A tu dodaj kropkę, bo kropki są radosne!

W pewnym momencie Zając podał Meli małą karteczkę.

— To dla ciebie. Od wszystkich, którzy kochają pomysły z odzysku.

Na karteczce było napisane: „Twoja kreatywność robi miejsce na radość”.

Mela przeczytała powoli. Potem spojrzała na swój koszyk. Na patyczki, na wstążkę, na papierowe kwiaty.

— Mój koszyk jest naprawdę potrzebny — powiedziała cicho.

— Jest wyjątkowy — odparł Zając. — I wiesz co? Zostało jeszcze jedno zadanie.

Mela znów poczuła lekkie „ojej” w brzuchu.

— Jakie?

Zając wskazał na koszyczek pełen małych pisanek.

— Trzeba je zanieść do dziecięcego przedszkola wśród zwierząt: do małych jeżyków, kaczuszek i lisików. Ale po drodze łatwo o stłuczkę. Potrzeba kogoś ostrożnego.

Brunka aż podskoczyła.

— To Mela!

Mela przytuliła swój koszyk.

— Dobrze. Zrobię to.

Zając włożył do koszyka kilka pisanek i jedną czekoladową figurkę.

— A to dla ciebie. Za odwagę spokojną jak rzeka.

Mela zarumieniła się pod futerkiem.

Droga do przedszkola była pełna wiosennych dźwięków. Ptaki, pszczoły, plusk wody. Brunka tym razem naprawdę szła ostrożniej, co chwilę patrząc na koszyk.

— Nie trzęsie się? — pytała.

— Nie trzęsie — uspokajała Mela. — Trzymam stabilnie.

Kiedy dotarły, maluchy wybiegły na ganek. Małe jeżyki miały na noskach kropeczki farby, a kaczuszki biegały w kółko, bo nie umiały stać spokojnie.

— Pisanki! Pisanki! — wołały.

Mela uklękła i zaczęła rozdawać. Każde jajko podawała jak skarb.

— Proszę. I proszę. I dla ciebie też.

Mały lisek spojrzał na koszyk.

— Ale piękny! Skąd masz taki?

Mela odpowiedziała:

— Z tego, co było pod ręką. Karton, patyczki, wstążka. Trzeba tylko popatrzeć inaczej.

— Ja też zrobię! — zawołała jedna kaczuszka. — Z pudełka po… po czymś!

— Z pudełka po czymkolwiek — zaśmiała się Brunka. — Nawet po marchewce!

Wszystko było gotowe. Pisanki trafiły do łapek i skrzydełek. Radość skakała po podwórku jak piłka.

Wieczorem Mela wróciła do domu zmęczona, ale szczęśliwa. W koszyku zostało tylko jedno jajeczko: to, które zrobili dla chochlika kurzu. Mela postawiła je na półce przy oknie.

— Będzie przypominało, że każdy chce być zauważony — powiedziała do siebie.

Brunka ziewnęła na progu.

— Ja idę spać. Bo jutro też będę od odwagi.

— Dobranoc — szepnęła Mela.

Kiedy Brunka poszła, Mela spojrzała na swój koszyk. Był piękny, ale Mela nagle pomyślała:

— Tylko żeby w nocy nie zakurzył się… i żeby farba się nie starła.

Rozejrzała się. Na krześle leżała miękka, stara chustka w kolorze kremowym. Była trochę za duża, trochę pognieciona, ale czysta i miła w dotyku.

Mela wzięła ją i rozłożyła jak mały obłoczek. Potem bardzo delikatnie położyła ją na koszyku.

— O, proszę. Kocyk dla koszyka — szepnęła.

W tej samej chwili coś zaszurało za oknem. Mela spojrzała i zobaczyła cień długich uszu. Zając Wielkanocny stał na ścieżce, trzymając w łapce małą latarenkę. Mrugnął do Meli i wskazał na koszyk, jakby mówił: „Dobra robota”.

A potem zniknął w nocnym, wiosennym powietrzu.

Mela usiadła przy oknie. Świat był cichy i jasny od księżyca. Koszyk pod kocykiem wyglądał, jakby spał.

— Wielkanoc jest naprawdę magiczna — powiedziała Mela. — I można ją zrobić… nawet z niczego.

Zasunęła firankę, zgasiła lampkę i poszła spać z uśmiechem, który był miękki i spokojny jak jej ostrożne kroki.

Bez reklam 3€ na miesiąc

Czy pragną Państwo nieprzerwanej lektury? Wesprzyjcie Oh My Tales, usuńcie wszystkie reklamy i korzystajcie z innych wliczonych korzyści już od 3€ miesięcznie.

Zobacz plany i ceny
Udostępnij

zgłoś problem z tą opowieścią

Co sądziliście o tej opowieści?

Podaj swoją opinię, przyznając ocenę tej opowieści w zależności od tego, co Ty i/lub Twoje dziecko o niej myśleliście. Z góry dziękujemy!

Dziękuję! Twój głos został uwzględniony!

Quiz: czy dobrze zrozumiałeś opowieść?

Parapet
Miejsce pod oknem, na którym można postawić coś lub usiąść przy oknie.
Zszywki
Małe metalowe części, które trzymają papier lub karton razem.
Pognieciona
Coś zmięte, ma zagięcia i nie jest gładkie.
Wygładziła
Delikatnie zrobiła coś równego i gładkiego ręką.
Przytuliła
Przytkała coś blisko siebie, tak żeby było bezpieczne i ciepłe.
Kapeluszu
Nakrycie głowy, czasem z rondem, które chroni przed słońcem.
Westchnęło
Wydobył się cichy oddech, gdy ktoś był zaskoczony lub zmęczony.
Skrzydełkami
Małe części skrzydeł, którymi owad lub ptak porusza się i klapie.
Przysiadł
Usiadł lekko na krzesełku lub brzegu, nie całkiem na siedząco.
Zakurzył
Pokrył się cienką warstwą kurzu, czyli suchych drobinek brudu.

Stwórz magiczną i unikalną opowieść dla swojego dziecka!

Stwórz spersonalizowaną przygodę w zaledwie kilka minut, w której twoje dziecko staje się bohaterem. Z naszym ekskluzywnym narzędziem to łatwe, darmowe i zabawne!

Stworzyć opowieść

Pobierz tę opowieść:

Pobierz tę opowieść w formacie PDF Pobierz e-booka (.epub)

Otrzymuj nowe opowieści w każdą niedzielę wieczorem!

Otrzymaj 7 ekscytujących i fascynujących opowieści, dostosowanych do wieku i gustów Twojego dziecka, każdej niedzieli o 17:00*. To jest darmowe i gwarantowane bez spamu!
*E-mail wysyłany o 17:00 czasu środkowoeuropejskiego (CET).
Nie lubimy też spamu. Dlatego nie będziemy wysyłać Ci nic poza opowieściami. Będziesz mógł się wypisać, kiedy tylko zechcesz.