1. Chmury jak jajka
Kacper miał sześć lat i nos pełen wiosny. Rano słońce wpadło do kuchni jak żółty kurczaczek i usiadło na stole. Mama mieszała w misce ciasto na babkę, a tata szukał koszyczka wielkanocnego. W całym domu pachniało wanilią i czymś jeszcze… przygodą.
Kacper wybiegł na podwórko, bo nie mógł usiedzieć. Usiadł na schodku i spojrzał w niebo. Chmury płynęły powoli, białe i puszyste.
— O! Ta wygląda jak jajko! — zaśmiał się Kacper.
Jedno „jajko” miało nawet mały czubek jak czapeczka. Drugie było długie jak wielkanocna kiełbaska (Kacper uznał, że to też się liczy). Trzecie było takie okrągłe, że aż chciało się je… ugryźć.
Kacper patrzył uważnie, bo był uparty w dobrym sensie. Kiedy coś go ciekawiło, to patrzył, myślał i nie odpuszczał. I właśnie wtedy stało się coś dziwnego: jajkowa chmura mrugnęła.
Kacper przetarł oczy. Chmura znów mrugnęła. A potem z nieba opadł cichutko mały puchaty płatek, jakby kawałek waty cukrowej. Wylądował mu na dłoni i… zamienił się w maleńkie, błyszczące piórko.
— To chyba od zająca? — szepnął Kacper, bo w Wielkanoc wszystko mogło być trochę magiczne.
2. Czekoladowe jajko, które uciekło
W domu zaczęło się wielkie szykowanie. Mama farbowała jajka na czerwono i zielono. Tata układał w koszyczku chleb, sól i baranka z cukru. A Kacper dostał ważne zadanie: miał schować czekoladowe jajka do wielkanocnej zabawy w szukanie.
Kacper ułożył jajka na tacy. Były złote, srebrne i w papierkach w kropki. Największe było owinięte w niebieski błyszczący papierek.
— Ty pójdziesz pod krzak bzu — powiedział Kacper do największego jajka, jakby to był mały żołnierz.
Tylko że jajko… lekko się poruszyło.
Kacper zamrugał. Jajko podskoczyło. A potem, zupełnie bez pytania, sturlało się z tacy i potoczyło po podłodze jak mała piłka.
— Hej! Stój! — Kacper ruszył za nim.
Jajko potoczyło się przez korytarz, minęło kapcie taty, prześlizgnęło się obok miski z farbą (na szczęście nie wpadło!), a potem wyślizgnęło się na podwórko.
Kacper dogonił je przy płocie. I zobaczył, że nie jest sam. Jego sąsiadka, Zosia, trzymała koszyczek z pisankami, a jej młodszy brat Staś dreptał za nią jak kaczątko.
— Uciekło mi jajko! — powiedział Kacper.
Zosia spojrzała na nie i parsknęła śmiechem.
— To chyba jajko-niespodzianka. Może chce samo się schować?
Staś pokiwał głową bardzo poważnie, jak ktoś, kto zna tajemnice świata.
— Jajko ma nogi w środku — oznajmił.
Kacper też się zaśmiał, ale jajko znów drgnęło, jakby słuchało. Potoczyło się w stronę ogrodu, prosto do wysokiej trawy.
— Sami nie damy rady — powiedział Kacper. — Musimy współpracować.
I tak zrobili: Zosia stanęła z lewej strony, Staś z prawej, a Kacper na środku. Poruszali się powoli, jak trzy koty na polowaniu… tylko że na czekoladę.
— Raz, dwa, trzy… hop! — szepnął Kacper.
Jajko próbowało uciec, ale trójka dzieci zrobiła wokół niego miękki „płotek” z dłoni. Nie łapali mocno, żeby nie zgnieść czekolady. Kierowali je delikatnie, jak piłkę, aż dotarli do bzu.
I wtedy wydarzył się mini-rebond: spod krzaka wyskoczył prawdziwy zając! Szybki jak błysk. Na moment usiadł, jakby chciał coś powiedzieć, a potem… kichnął.
— Apsik!
Zając potrząsnął uszami. Z jego futra spadło takie samo błyszczące piórko jak to, które Kacper znalazł rano.
Kacper otworzył buzię ze zdziwienia. Zając popatrzył na dzieci, jakby mówił: „Dobra robota”, i zniknął wśród krzaków.
3. Koszyczek, śmiech i książka na jutro
Wieczorem dom był pełen kolorów. Na stole stały pisanki jak małe planety: w paski, w kropki, z uśmiechniętymi buźkami. Babka wyrosła wysoka i dumna. Tata przyniósł bukszpan, a mama postawiła świeczkę, która mrugała jak złoty robaczek.
Kacper opowiedział o uciekającym jajku i o zającu. Mama uśmiechnęła się tajemniczo.
— W Wielkanoc świat lubi żarty — powiedziała. — Ale najbardziej lubi, gdy ludzie sobie pomagają.
Zosia i Staś przyszli na chwilę, żeby oddać jedno piórko, które znaleźli przy bzie.
— To dla ciebie, bo to ty pierwszy zauważyłeś chmury-jajka — powiedziała Zosia.
Kacper poczuł ciepło w brzuchu, takie jak po kakao. Włożył piórko do koszyczka, obok baranka z cukru. Nagle koszyczek zrobił się jakby jaśniejszy, jakby mówił „dziękuję”.
Następnego ranka dzieci szukały czekoladowych jajek w ogrodzie. Śmiały się, gdy Staś znalazł jedno w swoim bucie (nikt nie wiedział, jak tam trafiło). Kacper znalazł to największe, niebieskie, pod krzakiem bzu. Leżało spokojnie, jakby wcale nie umiało uciekać.
Kacper podzielił je na trzy części. Nie idealnie równe, bo czekolada nie lubi linijek, ale sprawiedliwie.
— Dla współpracy — powiedział i wszyscy chrupnęli jednocześnie.
Po południu Kacper znów usiadł na schodku. Popatrzył na niebo. Chmury płynęły dalej, a jedna z nich była… dokładnie jak otwarte jajko, z białkiem i żółtkiem.
— Jutro też popatrzę — obiecał sobie.
Wrócił do pokoju. Na biurku leżała książka z kolorowymi stronami. Kacper otworzył ją na czystej kartce i położył obok błyszczące piórko. Strona czekała, jak biała chmura.
— To będzie książka na jutro — szepnął Kacper. — Na nowe przygody.
Za oknem wiosna śmiała się cicho, a w domu było jasno, spokojnie i bardzo, bardzo wielkanocnie.