Rozdział 1: Krokodyl Klemens i Wielka Chęć na Imprezę
Klemens był krokodylem, który uwielbiał dwie rzeczy: chrupiące ogórki i dobrą zabawę. Mieszkał na wesołej farmie, gdzie wszystkie zwierzęta rozmawiały, śmiały się i czasem robiły niezłe zamieszanie. Pewnego ranka Klemens obudził się ze śmiechem, bo przyśnił mu się taniec krowy w kapeluszu. Przeciągnął się, ziewnął szeroko, aż ogórek wypadł mu spod poduszki, i nagle wpadł na genialny pomysł!
– Ooo! Zorganizuję największą imprezę na farmie! – wykrzyknął radośnie, aż kogut Teodor, który próbował śpiewać poranne „kukuryku”, na chwilę się zaciął.
– Impreza? Dla wszystkich? – zapytała ciekawsko świnka Basia, która już wyobrażała sobie tańce w błocie.
– Tak! – Klemens uśmiechnął się szeroko. – Będzie muzyka, tańce, ogórki i konkurs na najśmieszniejsze przebranie!
Klemens ruszył więc w tany po całej farmie, informując wszystkich o wielkim wydarzeniu. Krowa Matylda od razu zaczęła ćwiczyć swój taniec łaciatych nóg. Gęś Grażyna już szykowała kapelusz z piór i marchewek. A koza Zośka... ona po prostu lubiła się śmiać, więc zaczęła ćwiczyć śmieszne miny przed lustrem.
Rozdział 2: Przygotowania Pełne Psikusów
Na farmie zapanowało wielkie zamieszanie. Klemens postanowił udekorować stodołę balonami. Niestety, balony okazały się bardzo mylące – niektóre były nadziewane... sianem! Koń Hubert, który przyłączył się do dekorowania, przypadkiem zjadł trzy balony, bo pomyślał, że to nowe przysmaki.
– Hubert, balony nie są do jedzenia! – śmiał się Klemens, patrząc na koński brzuch, który robił się coraz bardziej okrągły.
– Ale były takie chrupiące... – odpowiedział Hubert i bekł balonikiem.
Świnka Basia postanowiła przygotować błotny basen do tańców. Niestety, rozlała wodę i utworzyła błotną zjeżdżalnię, z której gęś Grażyna zjechała prosto do stogu siana.
– Ojejku, chyba zostanę kanapką z gęsią i sianem! – rechotała Grażyna, wystając z kopy siana z marchewkowym kapeluszem na uchu.
Klemens chciał przygotować ogórkową lemoniadę. Zaczął kroić ogórki, ale zapomniał, że nie wszystkie ogórki należą do niego. Kiedy sięgnął po największego ogórka, okazało się, że to żółw Stefan schował się pod liściem i teraz śmieje się w głos.
– Ej, Klemensie! Ja nie jestem ogórkiem, tylko żółwiem! – zaśmiał się Stefan, pokazując skorupę w zielone paski.
Rozdział 3: Wielka Impreza i Przebierane Figle
W końcu nadszedł wielki dzień. Stodoła była kolorowa, wszędzie wisiały balony (niektóre już po drodze zjedzone przez Huberta), a błotny basen świecił brązowym blaskiem. Zwierzęta zaczęły się schodzić w najdziwniejszych przebraniach.
Krowa Matylda przyszła jako motyl z wielkimi skrzydłami zrobionymi z parasoli. Świnka Basia przebrała się za księżniczkę błota, cała w koronie z liści. Gęś Grażyna dumnie nosiła kapelusz z marchewek i piór, a koza Zośka... ona po prostu pomalowała sobie nos na niebiesko.
Klemens nie wiedział, za co się przebrać. Wpadł więc na pomysł, żeby przebrać się za... wielkiego ogórka! Cała farma zanosiła się śmiechem, bo krokodyl-ogórek wyglądał tak śmiesznie, że nawet kura Jadzia usiadła z wrażenia na własnym jajku.
Rozpoczął się konkurs tańca. Matylda wirowała jak baletnica, Basia chlupała w błocie, a Klemens próbował zatańczyć breakdance'a, ale zamiast obrotu wylądował prosto w wiadrze z lemoniadą. Lemonada chlapnęła na ścianę, a ściana zaskoczyła wszystkich... bo okazało się, że siedzi tam kot Rysiek, który spał od samego rana.
– Klemens, nie wiedziałem, że umiesz tańczyć lemoniadę! – zaśmiał się Rysiek, wycierając ogonem łapki.
Potem przyszedł czas na konkurs śmiesznych min. Koza Zośka wygrała, bo jej nos świecił się na niebiesko jak niebo po deszczu. Klemens za to dostał nagrodę za najbardziej chrupiący strój.
Rozdział 4: Zakończenie Pełne Śmiechu
Gdy impreza zbliżała się ku końcowi, zwierzęta były zmęczone, brudne, ale szczęśliwe. Klemens spojrzał na całą farmę i aż mu się łuski śmiały.
– To była najlepsza impreza na świecie! – ogłosił. – I już wiem, co zrobię następnym razem... konkurs na najdłuższy ogórkowy rechot!
Wszyscy wybuchli śmiechem, nawet kura Jadzia, która znów usiadła na jajku. Koń Hubert poprosił o więcej balonów (ale już nie do jedzenia), a żółw Stefan podsunął pomysł, żeby następna impreza była podwodna.
Zwierzęta rozeszły się do swoich domków, a Klemens położył się pod swoim ulubionym liściem i znowu śnił o tańczących krowach w kapeluszach. A może tym razem sam zatańczy na stole? Ale to już całkiem inna historia...