Dawno, dawno temu w królestwie, które pachniało świeżymi jabłkami i śmiechem, żył młody książę o imieniu Eryk. Był giętki jak wierzba nad rzeką i miał dziwny, lecz uroczy zwyczaj — lubił układać zbroje. Nie bił nimi wroga, tylko układał je w rzędy, aż metal błyszczał jak księżyc na stolecie.
Rozdział I — Zbroje, które chichotały
Kiedy Eryk wstawał rano, zbroje w zamkowym magazynie często już czekały, poskrzypujące jak stare skrzynie, gotowe do porannego tańca. "Dobra, zaczynamy!" mówił książę i dotykał każdej piersi, każdego napierśnika. Zbroje odpowiadały mu cichym, metalicznym chichotem — niby miały własne poczucie humoru.
Pewnego dnia jedna z hełmów nagle przemówiła: "Hej, przesuń mnie trochę w lewo, proszę!" Eryk aż podskoczył. "Przesuwam," odpowiedział z uśmiechem. Kiedy ustawił hełm, ten zaczął opowiadać dowcipy o latających tarczach. Cały magazyn rozbrzmiał śmiechem — zbroje chichotały, aż kawałki zbroi brzęczały jak talerze w kuchni.
"Nie chcemy hałasu o szóstej," zawołała gospodyni zamku, lecz nawet ona wyszła z kuchni z uśmiechem. Tak Eryk nauczył się, że porządek może być zabawny, a zabawa może być porządkiem.
Rozdział II — Wizyta pod Bramą
Pewnego popołudnia Eryk postanowił zabrać kilka zbroi na przechadzkę pod dużą bramę miasta, żeby się przewietrzyły. Brama była ogromna, zdobiona kwiatami z metalu i malowanymi ptakami, które mrugały oczkami, gdy ktoś przechodził.
"Uważajcie na ciasteczka wróżek!" ostrzegł księżycowy żuk, który akurat przysiadł na framudze bramy. Zbroje zaśmiały się ponownie i ustawiając się w szeregu, ruszyły za księciem. Mieszkańcy miasteczka patrzyli z zaciekawieniem, a dzieci klaszczące do rytmu marszu wołały: "Jeszcze raz! Jeszcze raz!"
Pod bramą zdarzyło się coś zabawnego: jeden z buciorów zbroi utknął w drewnianej desce. "Ojej, ojej!" zawołał hełm. Eryk wsunął palec i — ku zaskoczeniu wszystkich — deska zaczęła mówiąć jak stara drabina: "Proszę nie ciągnąć tak mocno, mam plecy!" Książę roześmiał się i delikatnie wyjął bucior, mówiąc: "Przepraszam, desko, twoje plecy są ważne."
Mieszkańcy, widząc jak książę rozmawia z drewnem, zyskał jeszcze większą sympatię. Dzieciaki zaczęły przynosić swoje zabawki, ustawiając je obok zbroi, żeby i one poczuły się ważne.
Rozdział III — Magia, która kichała
Nagle pod bramą wydarzyła się mała magia. Pojawiła się chmurka śmiechu — puszysta, biała i rozbryzgana, która co chwila wydawała malutkie kichnięcia. Kiedy kichnęła, na chwilę wszystkie zbroje zamieniały się w baloniki i unosiły o kilka centymetrów nad ziemią. "Ojejku!" zawołał jeden z rycerzy, którego zbroja przymierzyła na chwilę własne życie. Książę Eryk tylko się ukłonił: "No dobrze, baloniki, wystarczy unoszenia, czas na ustawienie!"
Przypadkowo jeden z baloników potoczył się prosto ku bocznej furtce, gdzie mieszkały wróżki porządkowe. Wróżki zaczęły śpiewać porządkową piosenkę, a ich miotły skrzypiały rytmem. "Pomóżcie nam!" poprosiła jedna z nich. Eryk i zbroje pomogły zebrać baloniki, układając je jak kolorowe koralikowe naszyjniki.
W tej chwili książę pokazał coś ważnego: dobroć to nie tylko słowa, to działanie. "Pomoc to najpiękniejsza zbroja," powiedział cicho, gdy pomagał najmniejszej wróżce odrzucić nadmiar zbyt wielkiego płaszczyka.
Rozdział IV — Bramica, która zamknęła się miękko
Gdy dzień zaczynał się chylić ku zachodowi, światło wyglądało jak miód rozlany po kamiennych dachach. Czas było składać zbroje z powrotem. Eryk zawołał: "Do marszu, moi błyszczący przyjaciele!" Zbroje posłusznie ustawiły się w rządku i znalazły swoje miejsca w magazynie.
Ale przed zamknięciem bramy zdarzyła się jeszcze jedna ulotna scena: stara brama westchnęła jak stary chomik po kolacji i powiedziała: "Dziękuję za dzisiaj. Było wesoło." Książę podszedł, pogładził jej drewniane skrzydło i wyszeptał: "Zamykaj się powoli, niech sen przyjdzie cicho." Brama zamknęła się powoli, jakby przeciągała się zadowolona, szczelnie, ale delikatnie — bez trzasku, bez hałasu, tylko miękko, jak zasłona na teatrze.
W zamku zbroje ułożyły się rząd po rzędzie, śmiech rozmywał się jak dźwięk dzwoneczków. Eryk spojrzał przez okno na bramę i pomyślał, że porządek, pomoc i życzliwość są jak spokój po dniu pełnym przygód.
"Śpijcie dobrze," powiedział z ciepłem w głosie do wszystkich — do zbroi, do wróżek, do deski i do bramy. "Jutro znów potkniemy się o coś śmiesznego."
I tak, w królestwie pachnącym jabłkami i śmiechem, zamknęła się brama — cicho, miękko i z uśmiechem. A książę Eryk, który układał porządek nie tylko w zbrojach, ale i w sercach, zasnął z poczuciem, że dobroć jest najweselszym rodzajem magii.