Przygotowania
Był słoneczny poranek. Zosia wstała z łóżka i od razu podskoczyło jej serce.
„Dziś są moje urodziny!” – powiedziała cicho do siebie.
Do pokoju wjechała Wiki na swoim małym, kolorowym wózku. Na kołach miała naklejki z gwiazdkami.
„Sto lat, Zosiu!” – zawołała. – „Dziś będzie super impreza!”
Zosia przytuliła przyjaciółkę.
„Wiki, musimy wybrać temat urodzin. Chcę bal księżniczek!”
„A ja chcę bal kosmiczny!” – zaśmiała się Wiki. – „Rakiety, planety, ufoludki!”
Dziewczynki spojrzały na siebie i zaczęły chichotać.
„To jak? Księżniczki czy kosmos?” – zapytała Zosia.
„Może… jedno i drugie?” – zaproponowała Wiki. – „Księżniczki w kosmosie!”
Zosia otworzyła szeroko oczy.
„Księżniczki w kosmosie… To dopiero impreza!”
Mama weszła do pokoju.
„Dziewczyny, co planujecie?”
„Urodziny w kosmosie! I bal księżniczek!” – krzyknęły razem.
Mama się uśmiechnęła.
„Świetny pomysł. Zrobimy dekoracje razem. Po kolei, spokojnie, wszyscy pomogą.”
Księżniczki w kosmosie
W salonie było już trochę balonów. Ale teraz miało być jeszcze ładniej.
Tata rozwieszał fioletowe i złote girlandy.
Zosia malowała papierowe gwiazdki.
Wiki przyklejała naklejki z koronami na rakiety z kartonu.
„Ja maluję planetę truskawkową!” – śmiała się Zosia, maczając pędzel w czerwonej farbie.
„A ja planetę bananową!” – odpowiedziała Wiki. – „Będzie żółta jak słońce.”
Zosia czasem podbiegała, a czasem podjeżdżała Wiki. Podawała jej klej, farby i nożyczki.
„Proszę, Wiki” – mówiła. – „Robimy to razem.”
„Dziękuję” – odpowiadała Wiki. – „Bez ciebie by się nie udało.”
Na środku pokoju stanął wielki kartonowy statek kosmiczny.
Na przodzie mama przyczepiła koronę z brokatem.
„To rakieto-zamek” – ogłosiła Zosia.
„Rakieto-zamek księżniczek!” – dodała Wiki.
Wkrótce przyszli goście. Dzieci miały różne przebrania: jedna księżniczka-piratka, drugi kosmonauta-rycerz, ktoś był kotem z antenkami.
Nikt się nie śmiał z pomysłów innych.
Każdy mógł być, kim chciał.
„Chodźcie, bawimy się w start rakiety!” – zawołała Zosia.
Dzieci stanęły wokół rakieto-zamku. Wiki podjechała bliżej, położyła ręce na kartonie.
„Trzy, dwa, jeden… start!” – krzyknęły wszystkie.
Skakały, klaskały, udawały, że lecą na planetę truskawkowo-bananową.
Śmiały się tak głośno, że nawet pluszowe misie na półce chyba się uśmiechały.
Niespodzianki i spokojny koniec
Po zabawie przyszedł czas na tort.
Był okrągły, biały, z kolorowymi gwiazdkami z cukru.
Na środku stał mały, czekoladowy zamek.
A wokół niego – cukrowe rakiety.
„Ooo…” – powiedziały dzieci. – „Księżniczki w kosmosie!”
„To od nas, razem” – wyjaśniła Wiki. – „Pomagałam go ozdabiać.”
„Jest przepiękny” – szepnęła Zosia. – „Dziękuję.”
Wszyscy zaśpiewali „Sto lat”, spokojnie i radośnie.
Zosia zamknęła oczy.
Pomyślała ciche życzenie.
Chciała, żeby wszyscy zawsze tak ładnie bawili się razem i szanowali swoje pomysły.
Potem dzieci usiadły na dywanie.
Bawili się w cichą grę: podawali sobie pluszową gwiazdkę i mówili coś miłego.
„Lubię, jak się ze mną bawisz.”
„Podobają mi się twoje pomysły.”
„Fajnie, że jesteś.”
Na koniec wszyscy pomagali sprzątać.
Ktoś zbierał balony, ktoś składał rakieto-zamek, ktoś wynosił talerzyki.
Nikt nie narzekał.
Wspólnie szło szybciutko.
Kiedy goście wyszli, w domu zrobiło się cicho i miękko.
Zosia i Wiki siedziały obok siebie, trochę zmęczone, ale bardzo zadowolone.
„To były najlepsze urodziny” – powiedziała Zosia.
„Bo były nasze” – dodała Wiki. – „I każdy mógł być sobą.”
Zosia przytuliła przyjaciółkę.
Za oknem świecił wieczorny księżyc, jak bardzo spokojna, uśmiechnięta planeta.
„Następnym razem zrobimy urodziny pod wodą… i w chmurach!” – zachichotała Zosia.
„Możemy wszystko” – odpowiedziała Wiki cicho. – „Kiedy jesteśmy razem.”
I tak ten dzień zakończył się cicho, ciepło i jasno, jak miękki kocyk z gwiazdek i koron.