Pan Marek otworzył drzwi lecznicy. Był pogodny dzień. Słońce tańczyło na szybach. Z wnętrza cicho dochodziły małe stuki i ciche mruczenie.
Pan Marek był weterynarzem. Miał biały fartuch i miękkie oczy. Lubił wszystkie zwierzęta. Lubił też słuchać. Gdy ktoś mu opowiadał o zwierzątku, on słuchał uważnie. „Opowiedz mi” — mówił z uśmiechem.
Tego ranka przyszła pani Ania z kotkiem Burkiem. Burek miał mały kaszel. Burek spał w kolorowym kocyku. Pani Ania trzymała go delikatnie. „Burek trochę kaszle” — powiedziała. Pan Marek spojrzał na Burka. Najpierw przebadał uszy i nos. Potem posłuchał serduszka stetoskopem. Słuchał uważnie. „Hmmm” — powiedział. „Zrobimy małe badanie. Wszystko będzie dobrze.”
Pan Marek zawsze mył ręce. To była jedna z ważnych zasad. „Myjemy ręce, zanim dotkniemy zwierzątka” — tłumaczył spokojnie. Pani Ania pokiwała głową. Dzieci w poczekalni też patrzyły i uczyły się. Mycie rąk jest ważne. To chroni zwierzątko i ludzi.
Do drzwi zajrzał mały chłopiec z żółtą piłką. Trzymał przytulankowego pieska. „On ma siniaka” — powiedział cicho. Pan Marek ukląkł. „Pokaż mi” — poprosił łagodnie. Chłopiec rozchylił plasterek. Piesek miał mały siniak na łapce. Pan Marek delikatnie oczyścił miejsce, dał mały plasterek z uśmiechem. „Plasterek pomaga” — wyjaśnił. Chłopiec uśmiechnął się szeroko.
Nagle dobiegł dźwięk dzwonka. Do drzwi wbiegła pani z papużką na ramieniu. Papużka śpiewała: „Cześć, cześć!” Papużka była ciekawska. „Ona zjadła nasionko, które spadło na podłogę” — powiedziała pani. Pan Marek sprawdził jej dziób i gardło. Papużka była dzielna. Pan Marek dał jej mały łyk wody i mówił cicho: „Cicho, to pomoże.”
W lecznicy był też wielki miś terapeutyczny. Miś leżał na półce. Dzieci go głaskały. Miś nie mówił, ale wszyscy wiedzieli, że jest tam, żeby dodać otuchy. Pan Marek często prosił: „Delikatnie. Nie ciągnij za uszko misiu.” Zasady bezpieczeństwa były proste. Nie biegamy, mówimy rodzicom, myjemy ręce, mówimy prawdę o tym, co się stało.
Raz zdarzyło się, że mały królik przestraszył się hałasu. Skakał po pudełku. Chciał uciec. Pani Ewa, która trzymała królika, była spokojna. Pan Marek powiedział cicho: „Weź głęboki oddech. Porozmawiamy z królikiem.” Potem położył rękę na kolanach i mówił łagodnie. Królik przestał skakać. Oddychał spokojniej. „Zawsze mów spokojnie do zwierzątka” — powiedział Pan Marek. „To pomaga im się uspokoić.”
W lecznicy było też miejsce do ważnych rzeczy — waga, termometr i małe pudełko z plastrami. „Pamiętajmy, że tylko dorośli używają igieł i leków” — powiedział Pan Marek. „To jest ważna zasada bezpieczeństwa.” Dzieci przytaknęły. Wiedziały, że leki trzyma się w wysokiej szafce.
Po południu przyszła pani z dużym psem, który miał smycz. Pies był starszy i ospały. Pan Marek sprawdził zęby i dał mu miękką zabawkę. „Starsze zwierzęta potrzebują cierpliwości” — mówił. „Trzeba je głaskać delikatnie.” Pies oparł głowę na kolanach pana Marka i zamruczał cicho.
W międzyczasie pan Marek pokazywał dzieciom, jak odczytać kartę zdrowia. „Tu zapisujemy wagę, tu szczepienia, tu daty” — tłumaczył spokojnie. Dzieci lubiły stempelki. Każdy dostał mały kolorowy znaczek po badaniu.
Wieczór zbliżał się powoli. Słońce zmiękło na niebie. W lecznicy zrobiło się cicho i ciepło. Pan Marek ukląkł przy małym stoliku. „Obiecuję zawsze dbać o wasze zwierzątka” — powiedział. „Zawsze będę uważny. Zawsze będę delikatny. Zawsze będę przestrzegał zasad, żeby było bezpiecznie.” Dzieci powtórzyły: „Będziem i my uważni.”
Przed wyjściem pani Ania przytuliła Burka. Burek mruknął i przymknął oczy. Chłopiec przytulił pieska z plastrem. Papużka ułożyła się na ramieniu pani. Miś na półce wyglądał szczęśliwy.
Gdy drzwi się zamykały, pan Marek stanął przy oknie. Oparł dłonie o szybę. Na wystawie było ciepłe światło. W dali widać było krzesła. Krzesła w poczekalni stały równo i cicho. W witrynie za szybą ukazały się sylwetki tych krzeseł. Wszystko było spokojne. Pan Marek uśmiechnął się i wiedział, że każdy, kto tu przyjdzie, znajdzie troskę i bezpieczeństwo.