Pierwsze śledztwo
Ola i Zosia były najlepszymi przyjaciółkami. Mialy po pięć lat. Miały jasne sukienki i wielkie kieszenie na skarby. Każdego ranka wymyślały nowe przygody. Dziś zostały detektywami.
W bloku pod oknem mieszkała pani Róża. Była zawsze miła i miała ogródek z kwiatami. Rano pani Róża zadzwoniła do dziewczynek. Zawołała przez okno: „Ktoś rozlał sok na schodach!”. Dziewczynki spojrzały w dół i zobaczyły żółty ślad. Sok lśnił jak małe słońce.
— To sprawa dla nas! — powiedziała Ola i odpowiednio poważnie przyłożyła palec do ust.
— Najpierw obserwacja — dodała Zosia, wyciągając lupę z kieszeni.
Zaraz zaczęły pytać sąsiadów. Pan Staszek mówił, że widział małe stopy. Pani Basia wspomniała o niebieskim kubeczku. Wszyscy dawali małe fragmenty. Ola zapisała w myślach: małe stopy, niebieski kubeczek, świeży sok.
Dziewczynki weszły do klatki schodowej. Była wąska i pachniała mydłem. Ściany miały plamy po farbie i rysunki kredą. Na schodach ciągnął się żółty smuga soku. Obok leżał niebieski kubeczek z uśmiechem. Kubeczek miał mały pęknięcie u góry.
— Hm — mruknęła Zosia. — Kubeczek jest lekki. Może ktoś biegł.
Ola uklękła i obejrzała stopę blisko plamy. Na schodach były małe ślady. Nie było tam śladów dorosłych butów. Były natomiast malutkie paluszki od piaskowych kulek zostawione na stopniu.
— To dzieci! — wykrzyknęła Zosia. — Ale które?
Ola spojrzała w górę i w dół klatki schodowej. Drzwi do piwnicy były uchylone. Obok leżała serwetka z naklejką w kształcie gwiazdki. Naklejka była różowa.
— Kto ma różowe naklejki? — Zosia pomyślała głośno. — Może ktoś z dzieci z góry.
Dziewczynki spojrzały na swoje dłonie. Miały w kieszeni cukierki i kamyk. Podeszły do drzwi na pierwszym piętrze. Puk, puk. Otworzyła je mała Hania z kokardką we włosach. Hania miała na sukience różowe gwiazdki.
— Czy to ty? — zapytała Ola cicho. — Czy masz naklejki?
Hania popatrzyła skruszona. Pokazała pustą dłonią. — Miałam wczoraj, ale dałam je lisowi w przedszkolu — powiedziała. — On lubi naklejki.
Dziewczynki wymieniły spojrzenie. Lis w przedszkolu? Był to pewien pomysł. Ale jeszcze coś było nie tak. Smuga soku prowadziła w dół klatki, a nie w górę. Ktoś wyszedł na dwór.
— Trzeba iść dalej — zdecydowała Ola.
Śledztwo na podwórku
Pod blokiem było podwórko z piaskownicą i huśtawkami. Słońce robiło cienie na trawie. Dziewczynki poszły za śladem. Smuga soku kończyła się przy piaskownicy. Na ziemi leżały małe papiery po cukierkach i jedna mała łyżeczka.
— Może ktoś jadł sok i biegł się bawić — powiedziała Zosia. — Sprawdźmy huśtawki.
Na ławce siedział mały kotek z zabawnym ogonem. Kotek mruczał i miał na nosie odrobinę soku. Obok leżały małe buty w paski. Na palcach butów były drobne żółte plamki.
— To on! — zaśmiała się Ola. — Kotek ma sok.
Ale kot nie mówił, a ślady prowadziły dalej, pod duży krzew. Dziewczynki zajrzały i znalazły tam małą torbę z rysunkami. W torbie była kartka z rysunkiem soku i uśmiechniętym kubeczkiem. Kartka miała podpis: „Maja 5”.
— Maja! — zawołała Zosia. — Maja z bloku obok.
Dziewczynki pobiegły pod wskazany blok. Maja bawiła się lalką przed drzwiami. Miała plamkę soku na kolanie i wielki uśmiech.
— Czy rozlałaś sok? — zapytała Ola delikatnie.
Maja zasłoniła twarz rączką. — Rozlałam — wyznała cicho. — Biegłam z kubeczkiem, bo chciałam pokazać lali. Potknęłam się i sok wylał. Bardzo mi przykro.
Ola i Zosia popatrzyły na siebie. To była prosta prawda. Ale czegoś brakowało. Maja miała niebieski kubeczek, tak jak ten znaleziony. Miała też plamkę na kolanie. Jednak obok nie było naklejki. Gdzie poszła naklejka z serwetki?
— Czy ktoś widział, co zrobił kot? — zapytała Zosia. — On miał sok na nosie.
Maja wskazała ławkę. Kotek patrzył na nią i miauczał. Na ławce leżał mały papierek różowy. To była naklejka. Wyglądała jak ta znaleziona na serwetce.
— Hm, naklejka jest tu — powiedziała Ola. — Może kot wziął serwetkę z naklejką, gdy Maja siedziała.
Wszyscy roześmieli się cicho. Historia stawała się jasna.
Wnioski i zakończenie
Dziewczynki usiadły na schodkach z Mają. Rozmawiały spokojnie. Ola miała swoją lupę i robiła notatki w głowie. Zosia liczyła fakty jak prawdziwy detektyw.
— Fakt pierwszy — zaczęła Ola — ktoś rozlał sok.
— Fakt drugi — powiedziała Zosia — kubeczek jest niebieski i pęknięty.
— Fakt trzeci — dodała Maja — biegłam i potknęłam się.
— Fakt czwarty — podsumowała Ola — kot wziął serwetkę i naklejkę!
Maja zaczęła się śmiać. Jej oczy zabłysły. — To prawda — przyznała. — Kotek zawsze bierze papierki.
Pani Róża podeszła z mopem i uśmiechem. — Dziękuję, małe detektywki — powiedziała. — Pomogłyście mi zrozumieć, co się stało.
Dziewczynki pomogły posprzątać. Maja podała pani Róży kubeczek, a kot oddał naklejkę, która przyklejona była do jego sierści. Pani Róża przytuliła Maję i powiedziała, żeby uważała z kubkami.
Na koniec Ola i Zosia postawiły mały znak ze skrawka kartonu. Narysowały na nim kreskę i serduszko. Napisały: „Sprawa rozwiązana”. Obok przylepiły różową naklejkę. Wszystkie dzieci spojrzały i klaśnięciami przyjęły wyrok.
— Czy mogę napisać to w notesie? — zapytała Zosia.
— Tak — powiedziała Ola. — Zapisz: dużo obserwacji, mało biegania. I uśmiech.
W drodze powrotnej Maja podziękowała. Kotek goniony przez promień słońca zrobił salto i zniknął za krzakiem. Wszyscy się zaśmiali.
Pani Róża ustawiła na klatce schodowej mały kartonik z napisem. Dziewczynki spojrzały i przeczytały razem, bo litery były duże i przyjazne. Na kartoniku ktoś napisał dużymi literami: „affaire classée”.
— Sprawa zakończona! — zawołała Ola radośnie.
— I wszyscy są bezpieczni — dodała Zosia.
Dziewczynki odprowadziły Maję do drzwi. Maja dała im po kwiatku z ogródka pani Róży. To był drobny dowód przyjaźni. Ola i Zosia wróciły do swoich kieszeni, gdzie schowały lupę, cukierka i małego kamyka. Były dumne. Ich pierwsze śledztwo było proste, ale ważne. Nauczyły się słuchać, patrzeć i pomagać.
Gdy słońce lekko się skłoniło, dziewczynki usiadły pod drzewem i planowały kolejną przygodę. Świat był pełen małych zagadek. One były gotowe.